Cóż. Polskie szkoły są zdecydowanie niedofinansowane (wiecie komu dziękować), to i tak wygląda całkiem nieźle. Całkiem spory ten kawałek kiełbasy.
That looks pretty good actually :p
W więzieniu może i tak.
Ziemniaki, kiełbasa i ogórek? Jak na szkolę to luksus
Co w tym złego? Kiełba, sporo ziemniaków i oguras.
Fajne ale malo.
No bardzo mała ta porcja prawda, ale wygląda nieźle
jakby dodać jakąś surówkę to chyba spoko jak dla małego dziecka w podstawówce. Też zależy ile kosztuje. Jak za 5 – 6 pln to ok.
Akurat wygląda całkiem dobrze *jak na stan polskich szkół.*
Ale fakt, mogłoby być lepiej. Jest to możliwe do zrobienia. Tylko no ten, *eghem…* mamy świetny rząd.
Porcja wygląda na mało ale trzeba się zapytać o parę rzecz tutaj. Dla kogo to jest posiłek? Znaczy się ile to dziecko ma lat. Strzelam że wedle wyliczeń the posiłek ma wystarczająco kalorii dla dziecka. Druga sprawa co do wielkości to jest prezentacja. Nikt w szkole stołówce nie spędzi sekundy myśląc na tym jak jedzie wygląda. Co prawda samo jedzenie wygląda dobrze ale jest serwowane na dużym talerzu. To daje iluzję braku jedzenia. Tak naprawdę jedynie do czego można się przyczepić do mocny brak warzyw. Jeden ogórek to nic.
No i tutaj kończę mój wykład popołudniowy.
Nie. Za 15 PLN w barze mlecznym dostaniesz o niebo lepszy(i większy) obiad.
Co prawda jadłem obiady tylko w podstawówce, ale z tego co widzę teraz też porcje tam są o wiele większe i kosztują tylko 4 złote za dwa dania z kompotem. Przykładowo ostatnio jednego dnia było tam: “kapuśniak z ziemniakami, makaron penne w sosie szpinakowo-serowym z
boczkiem” a innego “zupa szczawiowa z jajkiem, duszona pierś z kurczaka w sosie, kluski śląskie, fasolka
szparagowa z masłem”. Więc nie, moim zdaniem, obiady w szkole nie powinny tak wyglądać.
Tak.
A ile dziecko ma lat, czy jest do tego zupa, czy jest do tego chleb, czy zawsze to tak wygląda i ile kosztuje? Szkoła gotuje sama, czy ma catering (wiele większych szkół ma)?
Bo bez tych informacji, to niewiele można odpowiedzieć.
Jak zapewni odpowiednią ilość kalorii i nie dostaniesz po tym sraczki, to tak.
A 50 gram do tego gdzie?
Po zupie to? Jak by było x2 to bym zjadł ze smakiem ale ja ważę 90 kg.
Przez kilka miesięcy byłem szefem kuchni w przedszkolu i za takie coś zwolniliby mnie od razu. Widać, że ziemniak odgrzewany. Kiełba najgorszego sortu. Tylko tego ogóra bym opierdzielił 🙂
Gdyby polać tam jakiegoś sosu to byłoby o wiele lepiej prezentacyjnie…
Kalorycznie i smakowo pewnie ujdzie, tak szczerze to osobiście wolałbym takie proste “danie” zamiast wielu wynalazków którymi raczyła nas garkuchnia w podstawówce xD
Na plus jest też niska skala przetworzenia produktów, chociaż istnieje ryzyko, że kiełbasa może mieć skład solankowo-kartonowy, a ziemniaki to wodnisty ulep, przede wszystkim trzeba by jedzenie przetestować organoleptycznie. Oprócz walorów zdrowotnych, mało przetworzone jedzenie dobrze wpływa na psychikę nawyków żywieniowych dzieci – lepiej, gdy jedzą kurczaki w formie udek niż nuggetsów, ziemniaki w każdej formie oprócz frytek itd.; w ten sposób a) maluchy kojarzą pożywienie z czymś, z czego składają się zwierzątka xD lub wychodzi z ziemi, nie z supermarketu, b) są odporniejsze na uroki fast-foodu, słonych przekąsek itp. pokus.
Mimo wszystko nie zmienia to faktów, że żywienie w publicznych placówkach (nie licząc więzień) – przede wszystkim szpitalach – stoi na skandalicznym poziomie >:( a te dzieciaki, które niestety nie mogą codziennie liczyć na obiad w domu, na pewno były by zadowolone.
To nie jest kwestia obiadu w szkołach globalnie, to jest sprawa koneksji dyrekcji i ich ustalania firmy która się zajmuje cateringiem na terenie szkoły. Pojedynczej. Są szkoły w których jest super a są takie w których jest gównianie. Co więcej są takie dni że podają ziemniaki z kiełbasą, a są takie dni, że podają rybę z groszkiem i burakami. Z jednego zdjęcia raczej nie da się wyprowadzić jakichś elementarnych wniosków na poziomie centralnym. Ot w jakiejś szkole tak karmią.
O, ja! Całe ziemniaki! Tego luksusu to jeszcze nie widziałem w szkolnej stołówce, zawsze była ta papka nakładana łyżką do lodów, oczywiście bez żadnego sosu ani masła.
W teorii nie źle w rzeczywistości to norma
Pamiętam jak kiedyś w podstawówce (około 2000 roku) pojechaliśmy do sąsiedniej szkoły na jakieś zawody sportowe i w ramach tego mieliśmy też obiad tam na stołówce. Dostaliśmy dokładnie to samo co reszta dzieciaków-cały obiad to była jedna ugotowana kiełbasa. Bez niczego. Obrzydliwa. Do dzisiaj mnie cofa. To nie była biedna szkoła.
Smakowcie wyglada
Chuj
Jeśli to zdjęcie po zjedzeniu to tak
Brakuje dziecięcej porcji Tyskiego i będzie git.
W sumie jakby zamiast tego ogórka dać jakąś sałatke to nawet bym sie najadł a dojadł wieczorem
Konsekwencje usunięcia szkolnych kuchni na rzecz cateringu. W mojej podstawówce jedzenie było zarąbiste (lata 90/00)
W mojej jedzenie jest gorsze niż w więzieniu. Jedzenie cały czas niedogotowane, wypisałem się kilka tygodni temu.
*Najlepsze jest to, że to jest prywatna szkoła, w której kasują 500+ zł za miesiąc, dyrektorka przepierdala pieniądze i mówią, że szkoła idzie w stronę bankructwa.*
Kurde, kiełbasa. Na bogato widzę. Ja to miałem tylko jakąś bezsmakową surówkę z ziemniakami co już stały godzinę i zmieniły się w skałę.
Jestem pewien że to fake.
Jak płacisz 30zl za miesiąc obiadów to się nie dziw. Te posiłki mają być dostępne dla każdego i są.
34 comments
w polsce tak
Cóż. Polskie szkoły są zdecydowanie niedofinansowane (wiecie komu dziękować), to i tak wygląda całkiem nieźle. Całkiem spory ten kawałek kiełbasy.
That looks pretty good actually :p
W więzieniu może i tak.
Ziemniaki, kiełbasa i ogórek? Jak na szkolę to luksus
Co w tym złego? Kiełba, sporo ziemniaków i oguras.
Fajne ale malo.
No bardzo mała ta porcja prawda, ale wygląda nieźle
jakby dodać jakąś surówkę to chyba spoko jak dla małego dziecka w podstawówce. Też zależy ile kosztuje. Jak za 5 – 6 pln to ok.
Akurat wygląda całkiem dobrze *jak na stan polskich szkół.*
Ale fakt, mogłoby być lepiej. Jest to możliwe do zrobienia. Tylko no ten, *eghem…* mamy świetny rząd.
Porcja wygląda na mało ale trzeba się zapytać o parę rzecz tutaj. Dla kogo to jest posiłek? Znaczy się ile to dziecko ma lat. Strzelam że wedle wyliczeń the posiłek ma wystarczająco kalorii dla dziecka. Druga sprawa co do wielkości to jest prezentacja. Nikt w szkole stołówce nie spędzi sekundy myśląc na tym jak jedzie wygląda. Co prawda samo jedzenie wygląda dobrze ale jest serwowane na dużym talerzu. To daje iluzję braku jedzenia. Tak naprawdę jedynie do czego można się przyczepić do mocny brak warzyw. Jeden ogórek to nic.
No i tutaj kończę mój wykład popołudniowy.
Nie. Za 15 PLN w barze mlecznym dostaniesz o niebo lepszy(i większy) obiad.
Co prawda jadłem obiady tylko w podstawówce, ale z tego co widzę teraz też porcje tam są o wiele większe i kosztują tylko 4 złote za dwa dania z kompotem. Przykładowo ostatnio jednego dnia było tam: “kapuśniak z ziemniakami, makaron penne w sosie szpinakowo-serowym z
boczkiem” a innego “zupa szczawiowa z jajkiem, duszona pierś z kurczaka w sosie, kluski śląskie, fasolka
szparagowa z masłem”. Więc nie, moim zdaniem, obiady w szkole nie powinny tak wyglądać.
Tak.
A ile dziecko ma lat, czy jest do tego zupa, czy jest do tego chleb, czy zawsze to tak wygląda i ile kosztuje? Szkoła gotuje sama, czy ma catering (wiele większych szkół ma)?
Bo bez tych informacji, to niewiele można odpowiedzieć.
Jak zapewni odpowiednią ilość kalorii i nie dostaniesz po tym sraczki, to tak.
A 50 gram do tego gdzie?
Po zupie to? Jak by było x2 to bym zjadł ze smakiem ale ja ważę 90 kg.
Przez kilka miesięcy byłem szefem kuchni w przedszkolu i za takie coś zwolniliby mnie od razu. Widać, że ziemniak odgrzewany. Kiełba najgorszego sortu. Tylko tego ogóra bym opierdzielił 🙂
Gdyby polać tam jakiegoś sosu to byłoby o wiele lepiej prezentacyjnie…
Kalorycznie i smakowo pewnie ujdzie, tak szczerze to osobiście wolałbym takie proste “danie” zamiast wielu wynalazków którymi raczyła nas garkuchnia w podstawówce xD
Na plus jest też niska skala przetworzenia produktów, chociaż istnieje ryzyko, że kiełbasa może mieć skład solankowo-kartonowy, a ziemniaki to wodnisty ulep, przede wszystkim trzeba by jedzenie przetestować organoleptycznie. Oprócz walorów zdrowotnych, mało przetworzone jedzenie dobrze wpływa na psychikę nawyków żywieniowych dzieci – lepiej, gdy jedzą kurczaki w formie udek niż nuggetsów, ziemniaki w każdej formie oprócz frytek itd.; w ten sposób a) maluchy kojarzą pożywienie z czymś, z czego składają się zwierzątka xD lub wychodzi z ziemi, nie z supermarketu, b) są odporniejsze na uroki fast-foodu, słonych przekąsek itp. pokus.
Mimo wszystko nie zmienia to faktów, że żywienie w publicznych placówkach (nie licząc więzień) – przede wszystkim szpitalach – stoi na skandalicznym poziomie >:( a te dzieciaki, które niestety nie mogą codziennie liczyć na obiad w domu, na pewno były by zadowolone.
To nie jest kwestia obiadu w szkołach globalnie, to jest sprawa koneksji dyrekcji i ich ustalania firmy która się zajmuje cateringiem na terenie szkoły. Pojedynczej. Są szkoły w których jest super a są takie w których jest gównianie. Co więcej są takie dni że podają ziemniaki z kiełbasą, a są takie dni, że podają rybę z groszkiem i burakami. Z jednego zdjęcia raczej nie da się wyprowadzić jakichś elementarnych wniosków na poziomie centralnym. Ot w jakiejś szkole tak karmią.
O, ja! Całe ziemniaki! Tego luksusu to jeszcze nie widziałem w szkolnej stołówce, zawsze była ta papka nakładana łyżką do lodów, oczywiście bez żadnego sosu ani masła.
W teorii nie źle w rzeczywistości to norma
Pamiętam jak kiedyś w podstawówce (około 2000 roku) pojechaliśmy do sąsiedniej szkoły na jakieś zawody sportowe i w ramach tego mieliśmy też obiad tam na stołówce. Dostaliśmy dokładnie to samo co reszta dzieciaków-cały obiad to była jedna ugotowana kiełbasa. Bez niczego. Obrzydliwa. Do dzisiaj mnie cofa. To nie była biedna szkoła.
Smakowcie wyglada
Chuj
Jeśli to zdjęcie po zjedzeniu to tak
Brakuje dziecięcej porcji Tyskiego i będzie git.
W sumie jakby zamiast tego ogórka dać jakąś sałatke to nawet bym sie najadł a dojadł wieczorem
Konsekwencje usunięcia szkolnych kuchni na rzecz cateringu. W mojej podstawówce jedzenie było zarąbiste (lata 90/00)
W mojej jedzenie jest gorsze niż w więzieniu. Jedzenie cały czas niedogotowane, wypisałem się kilka tygodni temu.
*Najlepsze jest to, że to jest prywatna szkoła, w której kasują 500+ zł za miesiąc, dyrektorka przepierdala pieniądze i mówią, że szkoła idzie w stronę bankructwa.*
Kurde, kiełbasa. Na bogato widzę. Ja to miałem tylko jakąś bezsmakową surówkę z ziemniakami co już stały godzinę i zmieniły się w skałę.
Jestem pewien że to fake.
Jak płacisz 30zl za miesiąc obiadów to się nie dziw. Te posiłki mają być dostępne dla każdego i są.