“Traumy z zajęć mam do dziś”. Wychowanie do życia w rodzinie odstrasza młodzież, sale niemal puste

28 comments
  1. Wiele lat temu, gdy uczestniczyłem w tych zajęciach, też odstraszały. Też nic nie wnosiły. Nic się w tej kwestii widzę nie zmieniło.

  2. Na wychowaniu do życia w rodzinie w gimnazjum nauczycielka tłumaczyła nam, że nocne “przygody” u młodych chłopaków, to nie są tak normalne jak mówią lekarze, czy niektórzy rodzice, tylko biorą się z nieczystych myśli xD

    Olaboga, dzwońcie po proboszcza, chłopakom śnią się dziewczyny /s

  3. Jak mi szanowna Pani nauczycielka zaczęła wmawiać o wchłanianiu spermy przez skórę to zastanawiałem się kto jest bardziej tępy. Program czy szanowna Pani.

  4. Te filmiki naprawdę były idiotyczne. Pamiętam jak w gimnazjum uczyła nas WDŻ baba od WOS-u i puszczała takie animowane filmiki, gdzie np. było o tym, jak się kurek zamyka lub otwiera (kto wie ten wie, o co chodzi). Cringe overload kurwa.

  5. To ja swoję zajęcia co miałem 10 lat temu dobrze wspominam, były tam podstawowe tematy dotyczące higieny osobistej, dorastania, zabezpieczenia się etc.

    Natomiast w technikum jakieś 3 lata temu, zajęcia były rzadko, jak były to oglądaliśmy filmy aka ukryta prawda, gdzie było o homoseksualizmie i że to choroba, I był przykład pana który był gejem ale później się wyleczył i miał rodzinę etc. Do teraz czuję obrzydzenie że coś takiego musieliśmy oglądać.

  6. Ach pamiętam jak babka puszczała nam materiał antyaborcyjny który był przeplatami zdjęciami obozów koncetracyjnych i muzyką heavy metalową… Najbardziej w filmie podobało mi się to że niby ginekolog co robił aborcje myślał że wycina “tkankę ciążową” i że go tak na studiach uczono XD

  7. Pamiętam jak nauczycielka nam powiedziała że skoro nasz kolega zademonstrował że prezerwatywa wchodzi na głowę (kolega prezentował na przerwie) to znaczy że rozmiar jest uniwersalny i nie ma że ktoś ma za dużego. Chętnie bym jej powiedział co myślę o zmarnowaniu kilku lat mojej młodości nim odkryłem że jednak większe rozmiary istnieją i nie odcinają całkiem czucia.

  8. W podstawówce i gimnazjum były krzyżówki xD
    A puszczanie nagranego na kasetę programu o nastoletnich matkach i ich problemach. I gadanie o tym że dziecko to wyzwanie i trzeba być na nie gotowym.

    Ogólnie to dziwnie było, bo uczyła nas katechetka i poruszała tematy antykoncepcji oraz że warto się zabezpieczyć.

    W technikum jedna z drugą się chyba zgadała i puszczały tą samą animacje z VHSa.

  9. O Jeżu Chruścicki, obrazy z Wietnamu powróciły!

    Filmy z “dobrym duchem domu/rodziny (?)”, który gadał tylko z nastolatkami i dawał im rady typu jak powinien wyglądać związek, jak się skromnie ubierać i że seks to straszna tragedia dla psychiki młodego człowieka. Potem potwierdzał to ekspert od dorastania (?). A babka, która wyglądała na katechetkę, mówiła że to “diabeł podjudza młodzież do grzechu”… Dodam, że pan “dobry duch” mieszkał na strychu albo poddaszu domu. I z perspektywy czasu to wygląda jakby rodzinka z filmiku miała prześladowcę nadmiernie zainteresowanego dziećmi i ich życiem erotycznym oraz towarzyskim, bo był też filmik o wagarach.

    Była też lekcja, dzień zaraz po tym jak koleżanka poszła na nauczanie indywidualne, z odgrywaniem scenki o wpadce. Jedna z wybranych dziewczyn miała być w ciąży, a chłopaków ojcem (decydował rzut kluczem na dziennik). Nauczycielka wybrał też osoby odgrywające rodziców parki, która wpadła. Reszta była kolegami z klasy. Baba była wielce oburzona, że jedni z “rodziców” zaoferowali, że dadzą pieniądze na aborcję, a drudzy chcieli wziąć dziewczynę pod swój dach i wychować kaszojada. Właściwa reakcje według pani nauczycielki było wyrzucenie z domu…

    A koleżanka, która poszła na indywidualne, oczywiście była w ciąży i pozwolili jej chodzić do szkoły normalnie do czasu aż ciąża nie będzie zbyt widoczna.

    Dodam, że kobita prowadząca WDŻ zawsze miała problem z odtwarzaczem, bo w klasie były tylko dwie bateria. Można je było znaleźć w piloci od telewizora albo odtwarzacza. Żeby cokolwiek włączyć trzeba było je przekładać z jednego pilota do drugiego. Na dodatkowe baterie szkoły najwyraźniej nie było stać.

  10. Ja moich zajęć z WDŻ nie wspominam negatywnie.

    W sumie to nie wspominam ich w ogóle, pamiętam tylko że je miałem.

  11. W podstawówce nie było mowy o tych lekcjach. W gimnazjum prowadził je dyrektor. Całkiem przystępnie, pamiętam, że na lekcjach dla dziewczyn radził nam gdzie można zaopatrzyć się w staniki i podpaski xD szkoda, że lekcji odbyło się może 5, bo ciągle były odwoływane.
    W liceum wychowawczyni zdecydowała za rodziców, że zamiast tych lekcji będzie dodatkowa matma, bo przecież musimy dobrze wypasc na maturze.

  12. Do dzis mnie bawi, ze w moim liceum (połączonym z gimnazjum, dodatkowo obie szkoły były i są najlepszymi w mieście) typ od WDŻu wyleciał bo moja koleżanka złożyła na policje sprawę o molestowanie seksualne

    A za nią kilka kolejnych XDD

    Jego żonę, świetliczankę, też usunęli w tym samym okresie

  13. Ja z tych lekcji pamiętam tylko jedną w gimnazjum, jak mieliśmy w grupach odgrywać jakieś scenki bezsensowne. Moja grupa miała zareagować na to, że nasz kolega pije piwo. Zażartowałem przy przydzielaniu ról, że podejdę i powiem “z kolegami się nie podzielisz?” i będę udawał, że zabieram te piwo i je wypijam. Ot, taki niewinny śmieszek heheszek. Nauczycielka zagroziła mi, że zna moich rodziców i im o tym powie xD świetne zajęcia, 10/10

  14. Ja żadnych traum nie mam z tych zajęć, pamiętam tylko, że wszyscy narzekali bo były to dodatkowe zajęcia po zwykłych lekcjach i generalnie nikt nie podchodził do tego poważnie, tylko żarty z siusiaków i hehe ruchania. Nic z tych zajęć nie wyniosłem.

  15. WDŻ u mnie w podbazie i gimbie ograniczał się do “nie seksij się jak nie jesteś gotowy na założenie rodziny, używaj gumek” i “nie ćpiej i nie popadaj w alkoholizm”. Dosłownie tylko to (chociaż w gimbie się z nudy wypisałem więc na stówę nie mogę powiedzieć).

    Podręcznika nie mieliśmy, zamiast katechetki to normalną nauczycielkę, także tragedii nie było.

  16. Pamiętam księdza pokazującego nam filmik o gęstości śluzu w pochwie w zależności od momentu w cyklu. Najbardziej w pamięci utkwiły mi złączające i rozłączające się palce (wskazujacy i kciuk), a pomiedzy nimi rzeczony śluz. To było… ciekawe.

  17. Jednym z problemów tych klas jest to, że głownie nawiedzeni palą sie do ich nauczania. W podstawówce i gimnazjum miałem wiecej dobrych nauczycieli niż złych—ale każdy miał własny przedmiot którym sie pasjonował, od matmy po WF. Jedyne czym osoby od “Wychowania do życia w rodzinie” sie pasjonowały to wiara w Bozie.

    Jest mnóstwo rzeczy, które ten przedmiot mogłby uczyc, ale jedyne co ja z niego wyniosłem to ze prezerwatywy nie działaja, a jak sie masturbujesz to Bozia patrzy i widzi. Gówniarze z podstawówki wiedzą o rodzinie i współżyciu wiecej niz katechetki ktore “uczą” na tych lekcjach 30-stoletniego materiału, a po pracy spędzaja wieczory na różańcu.

  18. Tak czytam te komentarze, aż ciężko uwierzyć jak niektórzy mieli źle.
    Ja ewidentnie dość fartownie.
    Wyjaśnili jak antykoncepcję, pogadali na temat dojrzewania, w sumie tyle.
    Było to z 10lat temu.

  19. 10 lat temu w gimnazjum miałem dosłownie 1 (słownie: jedną) lekcję wdż. Banda chłopaków z tylnych ławek nie mogła się pozbierać ze śmiechu z podłogi słuchając o HIV (swoją drogą, fajne lekcje o rodzinie, dorosłości i seksie, które zaczynamy od tego czym się można zarazić xD). Więc wychowawczyni się obraziła i do końca roku na wdż robiła wychowawczą, a na wychowawczej historię.

  20. Ja do dzisiaj pamietam zajęcia, na których dowiedziałam się ze plemniki przenikają przez „pory” lateksu w prezerwatywie, pigułka dzień po powoduje poronienie z ciężkim krwotokiem. Dodatkowo mieliśmy tez lekcje o ekologicznych metodach sprzątania domu za pomocą sody oczyszczonej.

  21. U mnie akurat szkoła wzięła sprawę w swoje ręce, na lekcjach było uczone o STD, o prewencji takich chorób, porównanie metod antykoncepcji, obalenie kalendarzyka etc. Ale moja szkoła była dość “niepoprawna” politycznie. Warto wspomnieć że szkoła w Rzeszowie XDDD czyli jednak się da

  22. Ja do dziś pamietam jak nauczycielka – katechetka ofc – demonstrowała uzycie tampona i wrzuciła go do szklanki z woda, tampon napęczniał jak szalony na co ona ze to samo dzieje się w pochwie, potem jak napęcznieje i dostanie się do macicy to lekarz będzie musiał wyjmować. Już nie wspomnę o tym, że twierdziła, że używanie tamponów pozbawi Cię dziewictwa. To były czasy 😊 widzę, że nic się nie zmieniło!

  23. W moim technikum WDŻ prowadził katecheta. Pamiętam jak przy tematach bardziej ‘medycznych’ czytał Wikipedię z telefonu. Jedynie przy tematach typu współżycie, przedstawiał nam swoje poglądy które wyniósł z seminarium. Najbardziej zapadła mi w pamięć lekcja na której powiedział że nie ma czegoś takiego jak wpadka bo każde dziecko jest planowane.

  24. Ja chyba jako jeden z niewielu dobrze wspominam WDŻ z podstwawówki, nauczyciel był świetny bardzo dobrze i ciekawie wyjaśniał, nie trzymał się podstawy programowej, ale przeszliśmy przez wiele ważnych tematów, a na same zajęcia chodziło conajmniej 90% klasy. W pozostałych klasach wygładało to podobnie.

  25. Nie mam zbyt wielu wspomnień z zajęć wdż, ale jedno wiem – nie uczyły tego, co właściwie powinny.

    W podstawówce wdż (dla dziewczyn, bo każda z płci miała wdż oddzielnie) skończyła się na rysowaniu pou i niczego się nie nauczyliśmy (nie wiem jak było u chłopaków). Uczyła nas nasza wychowawczyni, nauczycielka historii.

    W gimnazjum też mieliśmy podział na płcie, ale z zajęć wyniosłyśmy nieco więcej. Uczyła nas nauczycielka wosu (co chyba jest standardem w wielu szkołach z tego co zauważyłam) i w większości były to zajęcia o niebezpieczeństwie narkotyków czy innych używek. Najdalej doszłyśmy do omawiania okresu (z dzisiejszej perspektywy mam wrażenie, że pytanie nauczycielki o to, czy “mamy już okres” mogło być dla niektórych niekomfortowe) i chorób wenerycznych. Temat podpasek i innych tego typu rzeczy został omówiony oddzielnie na jakiejś prelekcji przez kogoś z zewnątrz, już nie pamiętam.

    W technikum podczas mojej “katofazy” (jak to lubię nazywać) uznałam, że nie wolno mi słuchać o tematach seksualnych do ślubu (xD?) aby zachować czystość, a przedmiot był nauczany przez nauczycielkę biologii (więc zapewne lekcje mogły być dobrze omówione i w miarę treściwe). Wypisałam się po pierwszej lekcji i rodzice się na to zgodzili, bo było im to właściwie obojętne, czy będę tam chodzić, czy nie, a na najbliższej mszy poszłam do spowiedzi by się wyspowiadać z “uczestnictwa w rozprowadzaniu myśli nieczystych” XDDDDDDDDDDD.

    Skończyło się na tym że pewnym momencie po “katofazie” zaczęłam się zagłębiać w doujiny, przy czym cały czas czułam moralny wstyd, że się tym interesuję. Teraz to, jak odczuwam swoją seksualność jest mi teraz w 100% obojętne i nie mam moralnego kaca po obejrzeniu filmu o wiadomej tematyce czy coś. Jednak i tak mam cały czas żal że nigdy nie miałam szansy nauczyć się tego od kogoś innego (nawet od rodziców, bo u mnie w domu seksualność była trochę tabu i co najwyżej mogłam liczyć na rozmowę podczas mojego pierwszego okresu, który u mnie w domu był z jakiegoś powodu celebrowany). Cała moja edukację seksualną zdobywałam na własną rękę.

    I zanim ktoś powie że “porno to nie jest źródło edukacji seksualnej”, to mogę powiedzieć, że od początku każde tego typu źródło brałam na dystans, np. wiedziałam że prawdziwy seks nie wygląda tak jak w porno/doujinach/hentai, bardziej traktowałam to jako nadmierną wizualizację. Dzięki temu nie miałam potem zakrzywionego obrazu na to, jak wygląda prawdziwy stosunek.

    TL;DR potrzebujemy normalnej edukacji seksualnej w szkołach by dzieci potem nie szukały edukacji na własną rękę w porno, oraz żeby ktoś je nauczał, żeby nie polegały za bardzo na tym, co mówi ich religia w tych tematach.

Leave a Reply