A trzeba jechać na 2 tygodnie by mieć szansę na 1 tydzień dobrej pogody…
No nic dziwnego, że drogie. I morze i zoo w jednym, nawet nie trzeba osobników pilnować, bo same klatki budują.
Porównujmy jabłka z jabłkami. Jak chcesz porównywać polski kurort to trzeba go porównać do kurortu. A nie polski kurort do wsi na południu. Tak się składa że ostatnio byłem na weekend we Włoszech i za dobry hotel i jedzenie w knajpach wydaliśmy w 3 dni okolo 1,6k euro we dwójkę. Jeśli porównujesz ceny na Helu do Hiszpanii to polecam porównać do San Sebastian czy Marbelli.
Moi rodzice prowadzą mały pensjonat nad morzem, to się wypowiem jak to wygląda z ich perspektywy jako prowadzących tam biznes, oraz mojej jako kogoś, kto tam przyjeżdża raz na jakiś czas, w sezonie i poza nim, dodam, że nie wychowałem się nad morzem.
**1.** Te mniejsze biznesy często działają tylko w sezonie i w ciągu sezonu muszą zarobić tyle, aby starczyło na resztę roku, Polska to nie Hiszpania, znośną pogodę mamy tylko 2-3 miesiące, i to też nie jest tak, że moi rodzice czy właściciele innych obiektów, popracują przez sezon, a potem resztę roku siedzą na dupie. Moi rodzice np. poza sezonem mają normalną pracę, mama jest przedszkolanką więc bez problemu skoro i tak latem ma wakacje, które jednak poświęca na prowadzenie pensjonatu.
**2.** Żarcie nad morzem wcale nie jest jakieś droższe niż w restauracji w Warszawie. Można zjeść dobrze w normalnej cenie, ale jak idziesz całą rodziną do ekskluzywnej knajpy, gdzie trzeba czekać w kolejce do wejścia, to musisz się liczyć z tym, że zapłacisz ok. 300-400+ zł, nieważne czy jest to Warszawa, Ustka czy Mielno.
**3.** Ogrzewanie całego obiektu, który ma kilka/kilkanaście pokoi i łazienek, które też muszą mieć ciepłą wodę, to znacznie większy koszt niż ogrzanie przeciętnego domu jednorodzinnego.
**4.** Są nad polskim morzem hotele, które potrafią życzyć sobie 1000 zł na noc i mają pełne obłożenie cały rok, a terminy w sezonie trzeba rezerwować rok wcześniej, a są też mniejsze hotele, pensjonaty czy domki o wysokim standardzie, gdzie za noc zapłacisz 180-230 zł, a jak wciąż ktoś uważa, że to drogo, to może pójść do PRL-owskiego obiektu albo wynająć przyczepę za 40-70 zł / noc, nikt nikogo nie zmusza do wydawania pieniędzy.
Mój stary się strasznie wkurwia na takie artykuły i ma swoją teorię spiskową, że biura turystyczne opłacają serwisy, aby pisali takie głupoty, żeby zniechęcić Polaków do wakacji w kraju. Mnie tam ta teoria mocno bawi, ale nie da się ukryć, że spora część tych wpisów skrajnie zakrzywia rzeczywistość i nakręca sensację, dla wyświetleń. Każde wakacje to spory wydatek, jak chcesz wydać 2000 zł na urlop, to wydasz 2000 zł, nieważne czy to w Grecji, czy w Polsce.
edit: Jak ktoś ma jakieś pytania czy obiekcje to chętnie wysłucham, postaram się też odpowiedzieć na jakieś kwestie, w których czuję, że mam pewną wiedzę. Nie jestem oczywiście, żadną wyrocznią i nie neguję, że jest sporo chciwych typów nad morzem, którzy tylko kombinują jak tu zedrzeć hajs z turysty, ale takich typów można spotkać w literalnie każdym regionie turystycznym, niezależnie od kraju.
5 comments
Kiedyś było inaczej?
A trzeba jechać na 2 tygodnie by mieć szansę na 1 tydzień dobrej pogody…
No nic dziwnego, że drogie. I morze i zoo w jednym, nawet nie trzeba osobników pilnować, bo same klatki budują.
Porównujmy jabłka z jabłkami. Jak chcesz porównywać polski kurort to trzeba go porównać do kurortu. A nie polski kurort do wsi na południu. Tak się składa że ostatnio byłem na weekend we Włoszech i za dobry hotel i jedzenie w knajpach wydaliśmy w 3 dni okolo 1,6k euro we dwójkę. Jeśli porównujesz ceny na Helu do Hiszpanii to polecam porównać do San Sebastian czy Marbelli.
Moi rodzice prowadzą mały pensjonat nad morzem, to się wypowiem jak to wygląda z ich perspektywy jako prowadzących tam biznes, oraz mojej jako kogoś, kto tam przyjeżdża raz na jakiś czas, w sezonie i poza nim, dodam, że nie wychowałem się nad morzem.
**1.** Te mniejsze biznesy często działają tylko w sezonie i w ciągu sezonu muszą zarobić tyle, aby starczyło na resztę roku, Polska to nie Hiszpania, znośną pogodę mamy tylko 2-3 miesiące, i to też nie jest tak, że moi rodzice czy właściciele innych obiektów, popracują przez sezon, a potem resztę roku siedzą na dupie. Moi rodzice np. poza sezonem mają normalną pracę, mama jest przedszkolanką więc bez problemu skoro i tak latem ma wakacje, które jednak poświęca na prowadzenie pensjonatu.
**2.** Żarcie nad morzem wcale nie jest jakieś droższe niż w restauracji w Warszawie. Można zjeść dobrze w normalnej cenie, ale jak idziesz całą rodziną do ekskluzywnej knajpy, gdzie trzeba czekać w kolejce do wejścia, to musisz się liczyć z tym, że zapłacisz ok. 300-400+ zł, nieważne czy jest to Warszawa, Ustka czy Mielno.
**3.** Ogrzewanie całego obiektu, który ma kilka/kilkanaście pokoi i łazienek, które też muszą mieć ciepłą wodę, to znacznie większy koszt niż ogrzanie przeciętnego domu jednorodzinnego.
**4.** Są nad polskim morzem hotele, które potrafią życzyć sobie 1000 zł na noc i mają pełne obłożenie cały rok, a terminy w sezonie trzeba rezerwować rok wcześniej, a są też mniejsze hotele, pensjonaty czy domki o wysokim standardzie, gdzie za noc zapłacisz 180-230 zł, a jak wciąż ktoś uważa, że to drogo, to może pójść do PRL-owskiego obiektu albo wynająć przyczepę za 40-70 zł / noc, nikt nikogo nie zmusza do wydawania pieniędzy.
Mój stary się strasznie wkurwia na takie artykuły i ma swoją teorię spiskową, że biura turystyczne opłacają serwisy, aby pisali takie głupoty, żeby zniechęcić Polaków do wakacji w kraju. Mnie tam ta teoria mocno bawi, ale nie da się ukryć, że spora część tych wpisów skrajnie zakrzywia rzeczywistość i nakręca sensację, dla wyświetleń. Każde wakacje to spory wydatek, jak chcesz wydać 2000 zł na urlop, to wydasz 2000 zł, nieważne czy to w Grecji, czy w Polsce.
edit: Jak ktoś ma jakieś pytania czy obiekcje to chętnie wysłucham, postaram się też odpowiedzieć na jakieś kwestie, w których czuję, że mam pewną wiedzę. Nie jestem oczywiście, żadną wyrocznią i nie neguję, że jest sporo chciwych typów nad morzem, którzy tylko kombinują jak tu zedrzeć hajs z turysty, ale takich typów można spotkać w literalnie każdym regionie turystycznym, niezależnie od kraju.