Budżet się dobrze klei. Żadna “dziura Morawieckiego” tego rządu nie wywróci

7 comments
  1. Tak trochę niezgodnie z tematem, ale nie pasuje mi strasznie określenie „inteligencja”. To nie XIX wiek, nie musimy już dzielić społeczeństwa na pół (szlachta-chłopstwo, inteligencja-klasa robotnicza). Bo szczerze to i po czym? Zarobki? Człowiek po studiach może teraz zarabiać tyle ile magazynier. Poglądy polityczne? Wśród każdej grupy społecznej jest teraz podział polityczny i choć Polska B jest bardziej zjednoczona w swoich poglądach to jest to po części spowodowane tym, że dla nich te wszystkie programy socjalne robią różnicę, bo jak (w nawiązaniu do artykułu o kasjerce ze ściany wschodniej) zarabiasz 1000 na czarno to czujesz na przykład dodatkowe 500 zł. Może wiedza? Niestety poziom nauczania nie jest teraz wybitny i choć oczywiście osoba ze studiami, która się sama nie uczy i osoba bez studiów w tej samej sytuacji, będą się różniły wiedzą to przy obecnej dostępności książek i darmowych materiałów, zmotywowana osoba z lekkimi predyspozycjami jest w stanie osiągnąć porównywalny poziom intelektualny bez większych problemów, w porównywalnym czasie. Indywidualnością myślenia? No tu bym się kłócił, jako że uczniowie bardzo często przejmują poglądy ich profesorów, jako że ci są bardzo sprawni w argumentacji i mają przewagę przygotowania się przed wypowiedzią, więc kiedy prowadzący ci przekonująco tłumaczy swoje zdanie, bardzo łatwo jest w nie uwierzyć, nawet jak argumentuje on wyższość ludzi praworęcznych nad leworęcznymi, bo zgodnie z zasadą kciuka, żaden znany filozof nie zaczynał swojej wypowiedzi od wyznania bycia leworęcznym, co z kolei znaczy, że jest praworęczny. A co z otwartością na nowe poglądy? No tu też bym nie dawał zwycięstwa inteligencji, jako że otwartość i przyznawanie się do błędów są rzadkimi cnotami w obecnych czasach. Wydaje mi się, że cały ten podział jest przestarzały i nie pasuje do obecnych czasów, a nazwy te są stosowane głównie w celu wzbudzenia sympatii osoby do której kierowana jest wypowiedź, tak samo jak komunizm nawoływał do klasy robotniczej, dzięki czemu każdy jej przedstawiciel czuł się od wejścia wyróżniony, a kiedy zaczniesz konwersację od zrobienia dobrego wrażenia na rozmówcy, automatycznie zdobywasz jego uwagę, a także wprowadzasz wahanie przed obaleniem twoich argumentów, żeby cię nie obrazić, a taki moment słabości wystarczy, żeby wciągnąć słuchacza w swój rytm, co często prowadzi do przekonania go do swoich poglądów (oczywiście przy założeniu, że osoba wypowiadająca się nie próbuje przekonać innych, że się mylą, a do tego, że coś im się należy, to dość ważny szczegół, bo zwykle ludzie nie opierają się przed stawianiem ich na piedestale).

  2. > Czyli nie jedziemy w kierunku drugiej Grecji?

    >Ani drugiej Argentyny. Wszystkie takie porównania można między bajki włożyć.

  3. Sroczyński? Komuch.

    Rozmówca? Głupek. Ja wiem lepiej od rozmówcy bo widziałem w telewizji ~~wywiad~~ setkę z Ryszardem Petru.

    Pora na CSa.

  4. > **A powiesz to po ludzku?**
    >
    > Okej. Dzięki większym transferom „luxmedy” będą bardziej syte. Więcej pieniędzy trafi do prywatnych żłobków i przedszkoli. I to jest polityka błędna. Należałoby wziąć się za bary z niedomaganiami państwa i bardziej sensownie poukładać sektor publiczny, ale to wymaga mnóstwa pieniędzy i byłoby trudniejsze politycznie, bo sektor publiczny ma u nas fatalną prasę, a każda podwyżka dla budżetówki jest opisywana jako kasa dla darmozjadów – więc w tym sektorze nie ma nawet normalnej waloryzacji.

    O to to! To dokładnie!

    PiS cośtam może i robi, ale to jak zwykle prowizorka, która pcha nas w całkowicie błędnym kierunku. Takie prywatyzowanie metodą salami zamiast rach-ciach i siup jak w Chile za Pinocheta.

    Efekt jest znany. Wzrost cen. Rozwarstwienie coraz większe. Biedni jeszcze biedniejsi. Taka to polityka “społeczna”.

  5. > Rentowność długu w złotówkach dla dziesięcioletnich obligacji skoczyła do 6,5 procent, no to do kogo trafią te wyższe odsetki za obsługę długu? Do kogo trafi ten zysk? Do polskich banków.

    Polskie banki tego nie kupią, bo nakupowały tony obligacji wcześniej. Rząd już musiał się ratować roadshowami i sprzedażą obligacji w euro, bo polskich obligacji PLN-owych nikt kupować nie chciał.

    > Czy w Polsce ludzie idą po podwyżki i dostają te podwyżki? Potem ceny rosną, to oni znowu idą i znowu dostają i to większe niż inflacja?

    Nie ale zmieniają pracę, to działa tak na całym świecie. I dlatego inflacja jest nieefektywna, koszty dostosowań.

    > Tymczasem większy wpływ na inflację ma fakt, że nagle ubyło na rynkach dóbr, które są niezbędne – półprzewodników, ropy, gazu, zbóż

    Jasne, na pewno drewno (które zdrożało jak cholera) przestało przez covid rosnąć XD sztucznie niskie stopy wywołały nadmierny popyt. Wszyscy światowi ekonomiści zorientowali się o tym co najmniej pół roku temu, tylko Polska jest zapóźniona.

    > Wściekłość budzi dopiero konieczność rezygnacji ze swoich przyzwyczajeń, na przykład kiedy ludzie nie mają za co kupić wakacji.

    > **A wciąż mają?**

    > Raczej tak.

    Gówno prawda, [nie mają](https://podroze.onet.pl/aktualnosci/turysci-przyjechali-z-warszawy-na-mazury-mieli-bigos-i-konserwy/dysefrv).

Leave a Reply