
Ksiadz, ktory wykorzystuje seksualnie inne osoby, jest przestepca. Jego szef, ktory o tym wie, ale mimo to przenosi go na inna parafie, jest wspolwinny bo pomogl zataic przestepstwo.
Za wikipedia:
Fanatyzm – postawa przejawiająca się w pozbawionym krytycznego dystansu i umiaru przywiązaniu do wyznawanych idei i zasad, bezgranicznej i bezwarunkowej identyfikacji, nietolerancji dla jakichkolwiek przekonań lub rozwiązań alternatywnych, braku gotowości do dyskusji i dialogu, odmowie przyznania nawet częściowej słuszności zwolennikom poglądów odmiennych i rzecznikom dążeń przeciwstawnych; przeciwieństwo tolerancji.
oraz:
https://oko.press/homofobi-rzadza-w-kosciele/
Ksieza czy biskupi glosza kazania pelne nietolerancji. Ich zwierzchnicy nie reaguja, czyli daja przyzwolenie na tego typu mowe, sa wspolwinni takiego stanu rzeczy.
Przeciwienstwem tolerancji jest fanatyzm.
Ergo: Katolicyzm to fanatyzm.
Change my mind.
10 comments
Generalizujesz
Tak, ale nie w każdym przypadku. Jeżeli mówimy o księżach, to ciężko ich bronić. Ze zwykłymi ludźmi już jest łatwiej, ale nie brakuje fanatyków.
Oraz kler to mafia.
No nie wiem… Fanatycy, w odróżnieniu od większości polskich katolików, zazwyczaj przestrzegają zasad które sami głoszą. Przykładowo tacy Amisze w USA – mają jakieś tam swoje restrykcyjne zasady których ściśle przestrzegają, ale raczej nie narzucają tych zasad innym. Czyli zupełnie na odwrót niż wyznawcy KK nad Wisłą.
To o większości religii można to powiedzieć, bo opierają się na dogmatach – masz jakieś założenie i je przyjmujesz bez kwestionowania.
Kosciol katolicki to jedna wielka organizacja przestepcza pełna obłudy i hipokryzji. Mam szczera nadzieję, że zostanie całkowicie zniszczona i zbudowana od nowa jeśli to ma działać. Nie mam nic do samej religii, ale to co się odpier*ala w klerze to przechodzi ludzkie pojęcie.
Zdarza się, że się równa, ale na szczęście dość rzadko.
Katolicyzm to wiara oparta na naukach Jezusa i Jego uczniów.
To, o czym piszesz, to mafijne układy hierarchów (pracowników) instytucji kościelnej, będące zaprzeczeniem katolicyzmu.
Utożsamianie części hierarchów z ponadmiliardową społecznością wiernych chyba może być potraktowane jako fanatyzm.
Przyjaciół mi to w tym kraju nie przysparza, ale dla mnie sam fakt religijności, zwłaszcza u dorosłej wykształconej osoby to “brak krytycznego dystansu”. Jest 2022 rok. Jest tyle poważnych problemów. Żaden z nich to nie jest dogmat Trójcy Świętej, ani pokuta za masturbację. I żadnego z nich nie rozwiąże modlitwa.
Byłem w seminarium, odszedłem pół roku przed święceniami wiec coś tam wiem jak to wygląda od środka. To nie jest fanatyzm… To czysta manipulacja! Do tego w pełni świadoma. Ja nie wiem, ale jak obserwuję to wydaje mi się, że księża tak gadają bo muszą, a nie dlatego że w to wierzą. Oni mają świadomość jakie słowa spowodują konkretne reakcje. Są oczywiście wyjątki, ale w ogólnym rozrachunku księża nie różnią się od zwykłych ludzi. Jeśli jest okazją do zarobienia to korzystają. Nie wiem czy bym się oparł, więc odszedłem. To samo w polityce, może na początku intencje są dobre, ale życie szybko to weryfikuje. Jak tylko ktoś poczuje kasę to idzie w to dalej.
Jest jeszcze inna sprawa… Bycie księdzem wiąże się z różnymi rodzajami niewoli. Pierwsza niewola jest już w seminarium: niewola seksualna. Kleryk nie może się normalnie rozwijać emocjonalnie i seksualnie, bo wszystko jest zakazane pod karą wydalenia. Z takiego wydalenia nie ma powrotu do żadnego seminarium… Druga niewola ujawnia się po święceniach i jest to niewola finansowa. Ksiądz (teoretycznie) nie może sobie dorabiać jeśli brakuje mu kasy. A uwierzcie że przez pierwsze 10 lat nie jest kolorowo. Jest dobrze jeśli oprócz mszy ksiądz ma lekcje w szkole, ale jeśli nie to musi mu wystraszyć 50zl dniówki, nie licząc oczywiście dodatków za pogrzeby, śluby itp.
Trzecią niewolą jest niewola słowa. Młodzi księża ochoczo głoszą kazania na różne tematy, wspierają różne organizacje itp. Szybko okazuje się że nie wszystko można powiedzieć i nie wszystkich można wspierać.
To wszystko składa się na to, że wewnątrz kleru nie ma miejsca na jakikolwiek sprzeciw. Żeby nie było, nie bronię kleru! Katolicyzm od początku istnienia wyzbył się ostatnich pokładów chrześcijaństwa i to jest fakt. Ale wina nie leży po stronie “społeczności kościoła” tylko po stronie indywidualnych osób, które podjęły takie, a nie inne decyzje. Jest jeszcze kwestia różnych wzajemnych powiązań, gdzie od tych decyzji zależy los hierarchów, którzy nie pozwolą żeby cokolwiek się zmieniło.
Czy jest jakieś rozwiązanie? Obawiam się, że nie. Trzeba czekać aż ten stan umrze śmiercią naturalną.