Ciekawe, czy chociaż będzie o tym prawdziwym neomarksizmie czy o tym, co neomarksizmem nazywa polska prawica.
Jestem w stanie się na to zgodzić ale pod warunkiem, że będzie można też zdawać maturę ze szkalowania papaja.
Neo marksizm, marksizm kulturowy. Człowiek może się pogubić w tych faszystowskich słowach kluczach.
Już gdy zapowiadali ten przedmiot, to pisałem tu gdzieś, że wszystko i tak zależy od nauczycieli. W poprzedniej epoce na historii nauczyciele, jeśli byli normalni, a nie oddani propagandzie – a normalnych było więcej w tym kraju – to największe głupstwa z ówczesnych podręczników pomijali, robili byle jak, dla odhaczenia lub wręcz mówili wbrew podręcznikom. Zależy na ile kto mógł i się nie bał. Na polskim w dobrych liceach czytano wiersze niemile widzianych w PRL poetów – i jako owoc zakazany były czytane chętniej niż potem, gdy trafiły do spisów lektur. Tak samo będzie z tym przedmiotem. Dobry nauczyciel różne takie rafy bez trudu ominie. Żeby to zadziałało im tak, jak im się w czarnych głowach marzy, to szkoła musiałaby mieć autorytet jak przed wojną. No, chociaż jak kilka dekad temu. I musiałaby być bezalternatywnym źródłem informacji. A dziś nie ma na to szans. Ta narodowa resocjalizacja młodzieży to jest mokry sen impotenta. Jeden z ostatnich do tego. Niedługo będzie materiałem na anegdoty.
Jak mają się uczyć o neomarksistach i czytać Webera czy Benjamina, to czemu nie. Umiejetność tropienia dobrych książek jest bardzo przydatna
Spoko, i tak tylko KUL będzie dawał punkty za wynik z tego na maturze ;).
7 comments
Grażynka czymaj mnie bo nie wytszymiem
Ciekawe, czy chociaż będzie o tym prawdziwym neomarksizmie czy o tym, co neomarksizmem nazywa polska prawica.
Jestem w stanie się na to zgodzić ale pod warunkiem, że będzie można też zdawać maturę ze szkalowania papaja.
Neo marksizm, marksizm kulturowy. Człowiek może się pogubić w tych faszystowskich słowach kluczach.
Już gdy zapowiadali ten przedmiot, to pisałem tu gdzieś, że wszystko i tak zależy od nauczycieli. W poprzedniej epoce na historii nauczyciele, jeśli byli normalni, a nie oddani propagandzie – a normalnych było więcej w tym kraju – to największe głupstwa z ówczesnych podręczników pomijali, robili byle jak, dla odhaczenia lub wręcz mówili wbrew podręcznikom. Zależy na ile kto mógł i się nie bał. Na polskim w dobrych liceach czytano wiersze niemile widzianych w PRL poetów – i jako owoc zakazany były czytane chętniej niż potem, gdy trafiły do spisów lektur. Tak samo będzie z tym przedmiotem. Dobry nauczyciel różne takie rafy bez trudu ominie. Żeby to zadziałało im tak, jak im się w czarnych głowach marzy, to szkoła musiałaby mieć autorytet jak przed wojną. No, chociaż jak kilka dekad temu. I musiałaby być bezalternatywnym źródłem informacji. A dziś nie ma na to szans. Ta narodowa resocjalizacja młodzieży to jest mokry sen impotenta. Jeden z ostatnich do tego. Niedługo będzie materiałem na anegdoty.
Jak mają się uczyć o neomarksistach i czytać Webera czy Benjamina, to czemu nie. Umiejetność tropienia dobrych książek jest bardzo przydatna
Spoko, i tak tylko KUL będzie dawał punkty za wynik z tego na maturze ;).