Dlaczego łyżką? Może właśnie tą szablą,która jest w hymnie. Tu jest mowa tylko o tym, że mamy mało “firearms”.
Ale w czym problem?
“I bardzo, kurwa, dobrze.”
Oj jaka szkoda że w życiu nie widzialem strzelaniny. Co za kraj.
To, że ten kraj nie wygenerował narodowej fetyszyzacji broni palnej to jedna z najlepszych rzeczy, jakie go spotkały, i zasługa jakiejś opatrzności chyba. Jesteśmy idealnym materiałem do wpojenia, że powszechny dostęp do broni jest synonimem wolności. A popularyzacja broni palnej w tym kraju byłaby po prostu wręczeniem brzytwy małpie. I nie mówię nawet o liberalizacji prawa i łatwiejszym dostępie, tylko o kultywacji, a właściwie tworzeniu kultu, który, jak wiadomo, wzorowany byłby na tym jankeskim, który przynosi wspaniaaałe plony.
W którymś podcaście słyszałem, że różnice w tych kolorkach bardziej wynikają różnic prawnych pomiędzy krajami: w jednym kraju trzeba rejestrować więcej typów broni, niż w innym.
Nie wiem, czy aż tak by sie stało bezpieczniej w sensie zagrożeń międzynarodowych, gdyby nagle nie co setny, a co piąty obywatel miał broń. Z pukawką wielkości telefonu i tak by na ruskich nie wyskoczył. Natomiast wypadałoby wszystkich przeszkolić choć w stopniu podstawowym z obsługi wojskowej broni. A jeszcze bardziej niz z obsługi broni – z podstawowych zasad zachowania i reagowania w sytuacji kryzysowej. Bo skoro czasy są niepewne, to tego najbardziej brakuje. Najpewniejszym scenariuszem następstwa takiej sytuacji jest po prostu powstanie wielkiego chaosu i wynikających z niego niepotrzebnych strat.
Przekonanie, że jeśli każdy będzie miał w domu mały pistolecik, to się ruscy wystraszą, jest niepoważne. Gdyby w ogóle iść tą drogą, to co najwyżej lokalnie powinny być magazyny sprzętu, które w razie “W” przeszkoleni mogliby wykorzystać. To znaczy mam na myśli sytuację, jak kiedyś na Krymie, że chodził “zielony ludzik” i nic mu się nie działo. Takiego ludzika dałoby się wtedy sprzątnąć. Czyli wróg musiałby od razu zaangażowac większe siły, a nie posłać 3 dywersantów, którzy opanują pół powiatu. No ale to wszystko jest i tak dyskusyjne. Lokalny arsenalik niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem. Mógłby też wygenerować szereg problemów w czasie pokoju. Znacznie ważniejsze jest wypracowanie nawyków reagowania ludzi na sytuację kryzysową. Żeby wiedzieli, co robić, gdy się zrobi nieciekawie.
8 comments
Breivik może być dumny ze swojej ojczyzny.
Dlaczego łyżką? Może właśnie tą szablą,która jest w hymnie. Tu jest mowa tylko o tym, że mamy mało “firearms”.
Ale w czym problem?
“I bardzo, kurwa, dobrze.”
Oj jaka szkoda że w życiu nie widzialem strzelaniny. Co za kraj.
To, że ten kraj nie wygenerował narodowej fetyszyzacji broni palnej to jedna z najlepszych rzeczy, jakie go spotkały, i zasługa jakiejś opatrzności chyba. Jesteśmy idealnym materiałem do wpojenia, że powszechny dostęp do broni jest synonimem wolności. A popularyzacja broni palnej w tym kraju byłaby po prostu wręczeniem brzytwy małpie. I nie mówię nawet o liberalizacji prawa i łatwiejszym dostępie, tylko o kultywacji, a właściwie tworzeniu kultu, który, jak wiadomo, wzorowany byłby na tym jankeskim, który przynosi wspaniaaałe plony.
W którymś podcaście słyszałem, że różnice w tych kolorkach bardziej wynikają różnic prawnych pomiędzy krajami: w jednym kraju trzeba rejestrować więcej typów broni, niż w innym.
Nie wiem, czy aż tak by sie stało bezpieczniej w sensie zagrożeń międzynarodowych, gdyby nagle nie co setny, a co piąty obywatel miał broń. Z pukawką wielkości telefonu i tak by na ruskich nie wyskoczył. Natomiast wypadałoby wszystkich przeszkolić choć w stopniu podstawowym z obsługi wojskowej broni. A jeszcze bardziej niz z obsługi broni – z podstawowych zasad zachowania i reagowania w sytuacji kryzysowej. Bo skoro czasy są niepewne, to tego najbardziej brakuje. Najpewniejszym scenariuszem następstwa takiej sytuacji jest po prostu powstanie wielkiego chaosu i wynikających z niego niepotrzebnych strat.
Przekonanie, że jeśli każdy będzie miał w domu mały pistolecik, to się ruscy wystraszą, jest niepoważne. Gdyby w ogóle iść tą drogą, to co najwyżej lokalnie powinny być magazyny sprzętu, które w razie “W” przeszkoleni mogliby wykorzystać. To znaczy mam na myśli sytuację, jak kiedyś na Krymie, że chodził “zielony ludzik” i nic mu się nie działo. Takiego ludzika dałoby się wtedy sprzątnąć. Czyli wróg musiałby od razu zaangażowac większe siły, a nie posłać 3 dywersantów, którzy opanują pół powiatu. No ale to wszystko jest i tak dyskusyjne. Lokalny arsenalik niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem. Mógłby też wygenerować szereg problemów w czasie pokoju. Znacznie ważniejsze jest wypracowanie nawyków reagowania ludzi na sytuację kryzysową. Żeby wiedzieli, co robić, gdy się zrobi nieciekawie.