> Powinniśmy także przestać suflować młodym pokoleniom znaną i lubianą retorykę sukcesu i porażki, w myśl której „ucieczka” z małego miasta jest sukcesem, natomiast pozostanie w nim oznacza życiową porażkę. To obraźliwe wobec mieszkańców, którzy nie chcą lub nie mogą się stąd ruszyć.
W 95% przypadkow to JEST sukces.
To nie jest obrazliwe. “Nie powiodlo ci sie w zyciu tak jak Iksińskiemu, ktoremu udalo sie wyrwac z upadajacego i wymierajacego miasteczka” nie jest obrazą.
Wkurwia mnie ze w XXI wieku ludzie na potęgę mylą ze sobą “obrażanie kogoś” z “mowieniem komus prawdy”.
To co autor sugeruje to KLAMANIE mlodym ludziom. Zaklikanie rzeczywistosci.
Nie wiem jak mozna spowodowac zeby male miasteczka nie stawaly sie dziurami. Stawiam ze rozwiazanie ma cos wspolnego ze zwiekszeniem przyrostu naturalnego. Spojler – rozdawanie po 500 miesiecznie zdaje sie nie pomagac. Na pewno natomiast nie jest dobra droga klamanie ludziom “tutaj bedzie ci sie zylo najlepiej” gdy wszyscy wiedza, ze to nie jest prawda.
Przeczytałem artykuł i… Dlaczego by nie? Dlaczego by nie mogli wszyscy wyjechać? Przecież miasta mogą się rozrastać i wtedy te okoliczne wsie kiedyś zyskają na wartościach. A do tego czasu… Czemu nie mogą wszyscy wyjechać?
Wyjechalem z polski na stale 30 lat temu. Wiele razy spotkalem sie z opiniami polakow (mieszkajacych w polsce), ze w polsce zylo by mi sie lepiej. A ja sobie mysle ze z jednej strony to oni zwyczajnie nie maja pojecia, a z drugiej cieszy mnie troche ze sa tacy, ktorzy mimo wszystko, bronia polski jak tylko moga.
Tylko praca zdalna może częściowo zatrzymać trend pustoszenia małych miast i wsi. Niby dlaczego ludzie mieliby się trzymać kurczowo 1 miejsca do życia i pracy?
Jeśli komuś bardziej zależy na dostępie do rozrywki i kultury to wybierze duże miasto, a jeśli komuś bardziej zależy na dostępie do natury to wybierze wieś. Małe miasta nie mają ani zalet dużych miast ani zalet wsi, za to mają wady jednych i drugich, więc nic dziwnego że się wyludniają.
Praca zdalna i tanie mieszkania/domy mogą zatrzymać ludzi w mniejszych miastach. Ja tak funkcjonuje i jest bardzo dobrze.
Z pracą zdalna jednak jest duży kłopot, to mocno indywidualna kwestia i zależna od kompetencji, więc ciężko tym sterować.
Paradoksalnie w mieście w którym mieszkam ceny gruntu są kosmiczne (generalnie stosunkowo dużo bogatych ludzi, inwestycje itp) , wiec powodzenia z tanim mieszkalnictwem.
W sumie znam dużo ludzi którzy dla mieszkania w terenach wiejskich z ładnym widokiem i kawałkiem ogródka są w stanie dojeżdżać codziennie do pracy po godzine/półtorej w jedną strone. Więc jeśli będą dostępne tanie domy/mieszkania/działki to znajdą się chętni żeby tam żyć. Tylko że znowu, grunt w takich miejscowościach nie jest tani.
Może sposobem na zatrzymanie młodych w małych miastach byłoby zapewnienie tego samego co w dużych, tylko na małą skalę. Przykładowo – w mieście 50k osób mieliśmy jedno kino, które puszczało filmy kilka miesięcy po premierze, tak więc kto chciał obejrzeć w kinie to pojechał do dużego miasta obejrzeć, kto nie chciał to obejrzał na jakimś portalu streamingowym lub spiracił. Był dom w kultury z wydarzeniami raz do roku. Była jedna dyskoteka, na którą nikt normalny nie chodził poza narkusami, bo służyła głównie jako miejsce dla dilerów. Trzy pizzerie, więc nie dość, że godzinami się czekało na jedzenie na weekend to jakoś była typu „bierz co jest, albo nie jedz pizzy”, oprócz tego tylko jedna inna restauracja, w której ceny się zaczynały od 70 zł, no i kebsy, tylko takie, po których rozwolnienie było „dobrym zakończeniem”z MCDonalds tylko na wsi, więc albo czekasz godzinę na autobus (bo tak, każda linia jeździła co godzinę jak na wsi, w niedzielę to maks 2-3 razy dziennie). Jedyne co tam było to ronda co 100 metrów i kościoły budowane tak, jakby miały zasięg działania i ktoś chciał objąć całe miasto. No nie przeszkadza mi obecność kościołów, bo jak ludzie chodzą to i kościoły się budują, ale kurwa postarałoby się miasto, żeby jakieś usługi się ściągały, to i pracy więcej by było, i ludzie by nie uciekali, a tak to jedyne co możesz robić po pracy to iść do kościoła, a potem jako pokutę zjeść kebsa i zwijać się z bólu resztę dnia.
7 comments
> Powinniśmy także przestać suflować młodym pokoleniom znaną i lubianą retorykę sukcesu i porażki, w myśl której „ucieczka” z małego miasta jest sukcesem, natomiast pozostanie w nim oznacza życiową porażkę. To obraźliwe wobec mieszkańców, którzy nie chcą lub nie mogą się stąd ruszyć.
W 95% przypadkow to JEST sukces.
To nie jest obrazliwe. “Nie powiodlo ci sie w zyciu tak jak Iksińskiemu, ktoremu udalo sie wyrwac z upadajacego i wymierajacego miasteczka” nie jest obrazą.
Wkurwia mnie ze w XXI wieku ludzie na potęgę mylą ze sobą “obrażanie kogoś” z “mowieniem komus prawdy”.
To co autor sugeruje to KLAMANIE mlodym ludziom. Zaklikanie rzeczywistosci.
Nie wiem jak mozna spowodowac zeby male miasteczka nie stawaly sie dziurami. Stawiam ze rozwiazanie ma cos wspolnego ze zwiekszeniem przyrostu naturalnego. Spojler – rozdawanie po 500 miesiecznie zdaje sie nie pomagac. Na pewno natomiast nie jest dobra droga klamanie ludziom “tutaj bedzie ci sie zylo najlepiej” gdy wszyscy wiedza, ze to nie jest prawda.
Przeczytałem artykuł i… Dlaczego by nie? Dlaczego by nie mogli wszyscy wyjechać? Przecież miasta mogą się rozrastać i wtedy te okoliczne wsie kiedyś zyskają na wartościach. A do tego czasu… Czemu nie mogą wszyscy wyjechać?
Wyjechalem z polski na stale 30 lat temu. Wiele razy spotkalem sie z opiniami polakow (mieszkajacych w polsce), ze w polsce zylo by mi sie lepiej. A ja sobie mysle ze z jednej strony to oni zwyczajnie nie maja pojecia, a z drugiej cieszy mnie troche ze sa tacy, ktorzy mimo wszystko, bronia polski jak tylko moga.
Tylko praca zdalna może częściowo zatrzymać trend pustoszenia małych miast i wsi. Niby dlaczego ludzie mieliby się trzymać kurczowo 1 miejsca do życia i pracy?
Jeśli komuś bardziej zależy na dostępie do rozrywki i kultury to wybierze duże miasto, a jeśli komuś bardziej zależy na dostępie do natury to wybierze wieś. Małe miasta nie mają ani zalet dużych miast ani zalet wsi, za to mają wady jednych i drugich, więc nic dziwnego że się wyludniają.
Praca zdalna i tanie mieszkania/domy mogą zatrzymać ludzi w mniejszych miastach. Ja tak funkcjonuje i jest bardzo dobrze.
Z pracą zdalna jednak jest duży kłopot, to mocno indywidualna kwestia i zależna od kompetencji, więc ciężko tym sterować.
Paradoksalnie w mieście w którym mieszkam ceny gruntu są kosmiczne (generalnie stosunkowo dużo bogatych ludzi, inwestycje itp) , wiec powodzenia z tanim mieszkalnictwem.
W sumie znam dużo ludzi którzy dla mieszkania w terenach wiejskich z ładnym widokiem i kawałkiem ogródka są w stanie dojeżdżać codziennie do pracy po godzine/półtorej w jedną strone. Więc jeśli będą dostępne tanie domy/mieszkania/działki to znajdą się chętni żeby tam żyć. Tylko że znowu, grunt w takich miejscowościach nie jest tani.
Może sposobem na zatrzymanie młodych w małych miastach byłoby zapewnienie tego samego co w dużych, tylko na małą skalę. Przykładowo – w mieście 50k osób mieliśmy jedno kino, które puszczało filmy kilka miesięcy po premierze, tak więc kto chciał obejrzeć w kinie to pojechał do dużego miasta obejrzeć, kto nie chciał to obejrzał na jakimś portalu streamingowym lub spiracił. Był dom w kultury z wydarzeniami raz do roku. Była jedna dyskoteka, na którą nikt normalny nie chodził poza narkusami, bo służyła głównie jako miejsce dla dilerów. Trzy pizzerie, więc nie dość, że godzinami się czekało na jedzenie na weekend to jakoś była typu „bierz co jest, albo nie jedz pizzy”, oprócz tego tylko jedna inna restauracja, w której ceny się zaczynały od 70 zł, no i kebsy, tylko takie, po których rozwolnienie było „dobrym zakończeniem”z MCDonalds tylko na wsi, więc albo czekasz godzinę na autobus (bo tak, każda linia jeździła co godzinę jak na wsi, w niedzielę to maks 2-3 razy dziennie). Jedyne co tam było to ronda co 100 metrów i kościoły budowane tak, jakby miały zasięg działania i ktoś chciał objąć całe miasto. No nie przeszkadza mi obecność kościołów, bo jak ludzie chodzą to i kościoły się budują, ale kurwa postarałoby się miasto, żeby jakieś usługi się ściągały, to i pracy więcej by było, i ludzie by nie uciekali, a tak to jedyne co możesz robić po pracy to iść do kościoła, a potem jako pokutę zjeść kebsa i zwijać się z bólu resztę dnia.