Jak się komuś nie chce klikać to lub ktoś ktoś powie ze arcybiskupa wyjebało z kontekstu:
>– Poza Chrystusem nie ma prawdziwej wolności, nie ma prawdziwego prawa o decydowaniu o sobie – czego mamy dowody z tej ostatniej trwającej wojny. Skazuje się naród na nieistnienie. Ale wcześniej ogólny świat szykuje również prawo do nieistnienia dzieci pod sercem matek w imię wolności. To jest ta sama zbrodnia! To jest ta sama wojna! – mówił abp Wacław Depo
Nie przeszkadzajmy im, sami do siebie ludzi zniechęcą.
Problemem w Polsce nie jest to, że Kościół głosi takie rzeczy, który wywodzi ze swej doktryny. Skoro takie przyjmuje zasady, niech je głosi. Problemem jest, że na świecką organizację państwa i prawo ma wpływ dokryna religijna. Rozwiązaniem nie jest wyciszenie tego, co głoszą kapłani. Rozwiązaniem jest sekularyzacja prawa i zdefiniowanie pojęć w sposób niezależny od jednej konkretnej dokrytny religijnej.
Porównanie może niezbyt celne, ale… Doskonale wiadomo, że jak się pije alkohol, to się ryzykuje, że będzie się mało kaca i złe samopoczucie. Normalna sytuacja jest taka, że się o tym wie, ale mimo wszystko czasem podejmuje się decyzję, która tej wiedzy nie uwzględnia, bo ma sę ku temu powody. I jest OK. Natomiast – jeśli pozostać przy tym porównaniu przestrzegania przed kacem do głoszenia doktryny religijnej – w Polsce jest dziś tak, że mocno ogranicza się możliwość napicia się alkoholu, krzycząc przy tym, że tak być musi, bo to sposób na uniknięcie kaca. Czyli forsuje się swego rodzaju prohibicję. Skutki prohibicji są z historii znane. W zakresie aborcji jest to sprawa bardzo podobna.
Reasumując: niech więc głoszą, natomiast niech nie tworzą norm. Niech się wykażą – niech przekonają ludzi, że nie warto czegoś robić, zamiast tego zakazywać. Wtedy by spełnili swą rolę. No ale to trudne. To by trzeba kiecki zadrzeć i sie wziać za robotę, a nie dierżyć złote pastorały.
Nawet ze strony Kościoła jest różnica. Jakby ruscy byli katolikami, to raczej nie zostaliby ekskomunikowani.
Jest takie hamerykańskie powiedzenie *”preaching to the choir”* – on mówi do swojej publiczności rzeczy, które jego publiczność chce usłyszeć. Wiejski szamanizm, to wiejski szamanizm.
Szkoda, że go matka nie wyskrobała. Religijny debil
Kolejny odklejony klecha do wypierdolenia do Watykanu, hatfu
9 comments
Arcyszaman bredzi, jak zazwyczaj.
Szkoda że jego nie abortowano.
Jak się komuś nie chce klikać to lub ktoś ktoś powie ze arcybiskupa wyjebało z kontekstu:
>– Poza Chrystusem nie ma prawdziwej wolności, nie ma prawdziwego prawa o decydowaniu o sobie – czego mamy dowody z tej ostatniej trwającej wojny. Skazuje się naród na nieistnienie. Ale wcześniej ogólny świat szykuje również prawo do nieistnienia dzieci pod sercem matek w imię wolności. To jest ta sama zbrodnia! To jest ta sama wojna! – mówił abp Wacław Depo
Nie przeszkadzajmy im, sami do siebie ludzi zniechęcą.
Problemem w Polsce nie jest to, że Kościół głosi takie rzeczy, który wywodzi ze swej doktryny. Skoro takie przyjmuje zasady, niech je głosi. Problemem jest, że na świecką organizację państwa i prawo ma wpływ dokryna religijna. Rozwiązaniem nie jest wyciszenie tego, co głoszą kapłani. Rozwiązaniem jest sekularyzacja prawa i zdefiniowanie pojęć w sposób niezależny od jednej konkretnej dokrytny religijnej.
Porównanie może niezbyt celne, ale… Doskonale wiadomo, że jak się pije alkohol, to się ryzykuje, że będzie się mało kaca i złe samopoczucie. Normalna sytuacja jest taka, że się o tym wie, ale mimo wszystko czasem podejmuje się decyzję, która tej wiedzy nie uwzględnia, bo ma sę ku temu powody. I jest OK. Natomiast – jeśli pozostać przy tym porównaniu przestrzegania przed kacem do głoszenia doktryny religijnej – w Polsce jest dziś tak, że mocno ogranicza się możliwość napicia się alkoholu, krzycząc przy tym, że tak być musi, bo to sposób na uniknięcie kaca. Czyli forsuje się swego rodzaju prohibicję. Skutki prohibicji są z historii znane. W zakresie aborcji jest to sprawa bardzo podobna.
Reasumując: niech więc głoszą, natomiast niech nie tworzą norm. Niech się wykażą – niech przekonają ludzi, że nie warto czegoś robić, zamiast tego zakazywać. Wtedy by spełnili swą rolę. No ale to trudne. To by trzeba kiecki zadrzeć i sie wziać za robotę, a nie dierżyć złote pastorały.
Nawet ze strony Kościoła jest różnica. Jakby ruscy byli katolikami, to raczej nie zostaliby ekskomunikowani.
Jest takie hamerykańskie powiedzenie *”preaching to the choir”* – on mówi do swojej publiczności rzeczy, które jego publiczność chce usłyszeć. Wiejski szamanizm, to wiejski szamanizm.
Szkoda, że go matka nie wyskrobała. Religijny debil
Kolejny odklejony klecha do wypierdolenia do Watykanu, hatfu