Prezes mBanku: Czuję niepokój. Politycy nie wiedzą, o czym mówią

9 comments
  1. **Subiektywny** (tak – nieco tendencyjny, podobnie jak sam wywiad) wybór cytatów. Dla każdego coś miłego:

    O wojnie:

    > Za chwilę **wszystkie** strony zadadzą sobie pytanie, czy było warto?

    O robieniu w *** frankowców:

    >Problem frankowy jest chyba najpoważniejszym rezydualnym ryzykiem sektora bankowego w Polsce, niezmiernie trudnym do oszacowania, bo “uwieszonym” z jednej strony na orzecznictwie sądowym, które nie rozumie zależności między ekonomią, prawem i rynkiem, a z drugiej strony na niezdolności lub niechęci sektora oficjalnego do uregulowania tych zaszłości i bardziej aktywnego zaangażowania się w bronienie paradygmatów funkcjonowania rynku i bankowości.

    O tym kto (nie) powinien za to wszystko płacić:

    > Jedną z ważniejszych przyczyn tego stanu jest okoliczność, że **polski sektor bankowy jest niewspółmiernie opodatkowany**. (…) zdecydowała się pożyczyć pieniądze na mieszkanie przy stosunkowo niskim poziomie stóp procentowych. Przynajmniej okresowo takie osoby poniosą wyższe koszty obsługi długu, niż oczekiwały. Przy czym indywidualna sytuacja tych kredytobiorców jest i dochodowo, i majątkowo zróżnicowana. Poza tym są oni właścicielami wartościowych aktywów. A projekt zakłada, że kosztem akcjonariuszy i deponentów uzyskają oni, niezależnie od indywidualnej sytuacji, złoty interes – pieniądze do korzystania za darmo!

    ~~O tym jak działa sektor bankowy~~ Przepraszam – raz jeszcze o roszczeniowych kredytobiorcach:

    > Natomiast przyjęcie założenia, że każdy może skorzystać z darmowego kapitału, którego źródłem są czyjeś depozyty – i to niezależnie od poziomu dochodu, wielkości mieszkania czy poziomu obciążania budżetu rodzinnego kosztami obsługi długu – kłóci się z istotą mojego warsztatu zawodowego i poczuciem społecznej uczciwości.

    Na koniec złota rada na przyszłość:

    > To, co jest w polskiej gospodarce trudne do wycenienia, to żywotność, zdolność adaptacyjna, trochę pierwiastka, który sprawia, że ludzie w trudnych okolicznościach mają zdolność dostosowania się.

    Pan Prezes się zaadaptuje, a wy?

  2. Też tego nie rozumiem. Banki mają w ciul depozytów, dzięki podniesionym stop o procentowym zarabiają za darmo miliony, są niechętne do wprowadzenia kredytu hipotecznego ze stałą stopą na dłużej niż pięć lat i nie łatwo z nimi się negocjuje warunki.

    Wyczuwam ból dupy że skończyło się Eldorado

  3. Nie będę chyba wielce odkrywczy – przeciętny Polak kupuje konsumpcję na którą go nie stać, żeby poudawać że jest którymś pokoleniem żyjącym już w zachodnim dobrobycie a nie survivorem po raku PRL co dopiero wygrzebał się z ciemnej dupy. *Tak, lokal do celów mieszkaniowych czy fura to też konsumpcja.

    Żeby zaspokoić swoje marzenia to musi się więc u kogoś zakredytować. Żeby takie zakredytowanie było możliwe z czysto podazowego punktu widzenia to albo poziom depozytów w bankach musiałby odpowiadać potrzebie kredytowej, albo kapitał musiałby przyjść z rynku inwestycyjnego, albo akcja kredytowa musi koncentrować się na dodruku pieniądza z rezerwy cząstkowej przez banki komercyjne i napędzaniu inflacji. W Polsce nie ma, fizycznie nie ma, wolnego kapitału prywatnego który odłogiem by leżał na depozytach, GPW to żart i odstrasza inwestorów, więc zostaje tylko pożyczanie na smiesznie niskiej rezerwie cząstkowej.

    Więc efekt jest taki, że wszyscy kredytobiorcy żyją tak naprawdę na cudzy rachunek poprzez inflację – czyli siebie w przyszłości ale przede wszsytkim tym nielicznym, którzy mają minimum ogarnięcia życiowego i nie konsumują jak idioci jesli ich na to nie stać. Tudzież na niższych wastrwach społecznych, którzy kredytu nie dostaną. Dlatego ani trochę mi nie szkoda zakredytowanych teraz pod korek (i to jeszcze fałszujących swoje przychody żeby podbić sobie limit) – i tak płacimy już wszyscy za ich “apetyt na życie”czy też “jak to nie masz wlasnosciowego mieszkania w wieku 25 lat hahaha”

    Ale jest problem – bo polski biznes ORAZ państwo też jadą na kredytach. Biznes na wszlekiego rodzaju lewarach i kredytach kupieckich, państwo na deficycie finansowanym z długu. Jeżeli upadnie biznes i państwo to cofamy się do lat 90 – kto z was dzieciaki w ogóle pamięta jak wygląda inflacja 500% i zapaść całego systemu? Długo można dyskutować o przyczynach (a w skrócie “nikt nie ma w Polsce wolnego kapitału”) czy rozwiązaniach (w skrócie “ostre austerity przy których niemieckie propozycje wobec Grecji to rozrzutność”), ale oznacza to że system bankowy jest absolutnie niezbędny do podrzymania tego kraju przy życiu. Więc czy wam się to podoba czy nie, banki trzeba obecnie odciążyć czyimś kosztem – i to nie może być ani na koszt budżetu państwa, ani biznesu który jeszcze jakieś zyski generuje.

Leave a Reply