> Okazało się, że deweloper płyty fundamentowe i wjazdy do garaży w kilku budynkach wykonał tak, że nie wytrzymałyby nacisku napierającej od spodu wody.
> Inspektorów jeszcze bardziej zaniepokoiło rozwiązanie, które inwestor przedstawił, by poradzić sobie z tym problemem. – Zaproponował kontrolowane zalewanie garaży i komórek lokatorskich wodą z zamontowanych tam hydrantów, by ta zrównoważyła nacisk wód gruntowych napierających od spodu. Inną opcją było rozkładanie worków z piaskiem. To po prostu absurdalny pomysł, zupełnie kuriozalny – ocenia Samocki. Dodaje, że takiego rozwiązania – ingerencji człowieka zapobiegającej awarii – nie zawiera żaden zatwierdzony projekt budowlany.
I to jest tylko to, co wyszło z dokumentacji. Nadzór nie sprawdzał jakości samych budynków, ale skoro taki fakap miał miejsce na etapie dokumentacji, to czego się spodziewać potem? Mieszkańcy inwestycji Develii będą żyć ze świadomością możliwej katastrofy budowlanej w każdym momencie. Ale kredyciarze założyli sobie pętlę na szyję, więc muszą obawiać się o najbliższą przyszłość, a co będzie to będzie.
> – Okazało się, że przyszłym mieszkańcom wcale nie przeszkadza, że elementy budynków zostały wadliwie wykonane. Dla nich ważniejsze jest, by jak najszybciej się tam wprowadzić – mówi inspektor. – Zaczął się ogromny nacisk, dlaczego nie wydajemy zgody na użytkowanie. Pretensje, że celowo przedłużamy procedurę, że nie rozumiemy ich sytuacji, że koszty wzrosną.
Deweloperzy giełdowi mają średnio 30% marży. Krok w stronę ucywilizowania rynku, konieczny, nawet jeśli spóźniony.
> począwszy od etapu przysłowiowej „dziury w ziemi”
Mamy jakieś przysłowia z dziurą w ziemi?
W przyszłym roku kawalerka 600 000 + oprocentowanie kredytu … razem z półtorej bańki.
3 comments
Ostatnio we Wrocławiu była afera, bo deweloper (Develia) [zjebał sprawę tak skrajnie, że nadzór nie mógł wydać pozwolenia na użytkowanie](https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,28584448,przez-samowolke-dewelopera-osiedle-we-wroclawiu-bez-pozwolenia.html).
> Okazało się, że deweloper płyty fundamentowe i wjazdy do garaży w kilku budynkach wykonał tak, że nie wytrzymałyby nacisku napierającej od spodu wody.
> Inspektorów jeszcze bardziej zaniepokoiło rozwiązanie, które inwestor przedstawił, by poradzić sobie z tym problemem. – Zaproponował kontrolowane zalewanie garaży i komórek lokatorskich wodą z zamontowanych tam hydrantów, by ta zrównoważyła nacisk wód gruntowych napierających od spodu. Inną opcją było rozkładanie worków z piaskiem. To po prostu absurdalny pomysł, zupełnie kuriozalny – ocenia Samocki. Dodaje, że takiego rozwiązania – ingerencji człowieka zapobiegającej awarii – nie zawiera żaden zatwierdzony projekt budowlany.
I to jest tylko to, co wyszło z dokumentacji. Nadzór nie sprawdzał jakości samych budynków, ale skoro taki fakap miał miejsce na etapie dokumentacji, to czego się spodziewać potem? Mieszkańcy inwestycji Develii będą żyć ze świadomością możliwej katastrofy budowlanej w każdym momencie. Ale kredyciarze założyli sobie pętlę na szyję, więc muszą obawiać się o najbliższą przyszłość, a co będzie to będzie.
> – Okazało się, że przyszłym mieszkańcom wcale nie przeszkadza, że elementy budynków zostały wadliwie wykonane. Dla nich ważniejsze jest, by jak najszybciej się tam wprowadzić – mówi inspektor. – Zaczął się ogromny nacisk, dlaczego nie wydajemy zgody na użytkowanie. Pretensje, że celowo przedłużamy procedurę, że nie rozumiemy ich sytuacji, że koszty wzrosną.
Deweloperzy giełdowi mają średnio 30% marży. Krok w stronę ucywilizowania rynku, konieczny, nawet jeśli spóźniony.
> począwszy od etapu przysłowiowej „dziury w ziemi”
Mamy jakieś przysłowia z dziurą w ziemi?
W przyszłym roku kawalerka 600 000 + oprocentowanie kredytu … razem z półtorej bańki.