7-godzinny dzień pracy? Idźmy dalej

4 comments
  1. Ja w zasadzie pracuję 7 godzin. “W zasadzie” bo formalnie pracuję 8, ale w pracy mamy taki luz, że jesteśmy nastawieni bardziej na zadaniowość i nikt nie robi problemu jeśli się wyjdzie trochę wcześniej, czy przyjdzie trochę później itp. W praktyce zazwyczaj zaczynam o 9tej, a wychodzę gdzieś koło 16:10-16:20. A i tak prawda jest taka, że mógłbym pracować w sumie nawet 6 godzin, a i tak bym się spokojnie ze wszystkim wyrobił, pewnie nawet 5 jakbym bardziej przycisnął.

    Miałem też kiedyś pracę, gdzie przychodziłem na 8 godzin, a wszystko na dany dzień potrafiłem zrobić w niecałe 2 godziny, przez resztę czasu oglądałem youtube i czytałem książki.

    Tylko widzę tu na szybko kilka problemów. Zwłaszcza tych, dotyczących bardziej “radykalnych” postulatów czyli 4×8 czy 5×6.

    1. Wszystko dobrze, jeśli ma się pracę biurową, umysłową. Ktoś taki jak ja, czy branża IT mogą to zazwyczaj spokojnie wprowadzić. Ale zastanawiają mnie koszty pracodawcy przy większości prac, gdzie nie jest tak łatwo jak w biurze. Sprzedawcy w sklepie, gastronomia, produkcja i pierdyliard innych. Praca po 6 godzin albo praca jeden dzień mniej to po prostu oznaka, że trzeba będzie zatrudnić dodatkowe 25% czy ileś pracowników, żeby utrzymać godziny otwarcia biznesu albo wolumen produkcji itp. Czyli jest to konkretna przesłanka do tego, żeby albo firma padła na pysk, jeśli jest w kiepskiej kondycji, albo po prostu znacznie zwiększyła ceny.

    2. Proponowane 4×8 w artykule jest trochę bez sensu, bo podpórka merytoryczna jest taka, że badania wykazują, że 8 godzin to za dużo, a człowiek jest produktywny głównie przez 6. I to wydaje się prawdą, bo też te badania czytałem. Ale jak z faktu, że produktywność znacznie spada po 6 godzinie pracy, można wyciągnąć wniosek, że dobrym pomysłem jest system 4×8??? Przecież to nie ma sensu, bo przez te 4 dni i tak pracownicy będą pracowali powyżej godzin swojej produktywności.

  2. To zależy. Są miejsca pracy gdzie nie ma sensu pracować krócej – pracy zmianowe; frontem do klienta. Są też takie, gdzie idzie się w masówkę – nawet pomocnik w drukarni “przynieś zanieś pozamiataj”

    Z kolei prace umysłowe faktycznie nie zyskują na dłużej pracy.

    Stąd w jednym przypadku “lepiej” by było mieć jeden dzień mniej, w innych krótsze godziny.

    Tylko ponownie – żeby dokonywać takich zmian, NIE MOGĄ one wpłynąć na wydajność pracy, z bardzo prostego powodu – jeżeli spadnie wydajność, trzeba będzie zatrudnić kolejne osoby. Zatrudnienie kolejnej osoby wiąże się z podniesieniem kosztów, co z kolei sprawi – że “trzeba będzie pracować więcej” bo wszystko w łańcuchu podrożeje i wracamy do punktu wyjścia.

    Z tego co pamiętam badania (a było to dawno), to właśnie około 7h czy nawet 6.5 to był ten sweet spot gdzie niezależnie od branży wydajność nie spadała. Dalej to niestety nie rozwiązuje problemu niektórych słuchawek, lokali usługowych i tak dalej.

    Tl;dr: takie postulaty (jak jeden dodatkowy dzień wolny) są dobre na papierze, ale niekoniecznie przyniosą oczekiwany efekt

  3. Jakbym mógł wybierać to wolna środa wydaje się najlepsza.

    W weekend odpoczywasz normalnie. Nie stresujesz się w niedzielę, że jutro poniedziałek bo to tylko 2 dni pracy i znowu wolne.

Leave a Reply