Ekspert o samochodach elektrycznych: Powtarzają wszystkie wady spalinowych

13 comments
  1. “Ekspert został zapytany czy możliwy jest zakaz używania samochodów spalinowych od 2023 roku. – Myślę, że to jest zupełnie nieistotne. To nie będzie miało znaczenia, bo tak naprawdę samochody elektryczne, jeżeli będą napędzane elektrycznością pochodzącą z węgla, to trzeba będzie ten prąd wyprodukować – stwierdził.

    – Poza tym te samochody elektryczne, które w tej chwili budujemy, one powtarzają wszystkie wady samochodów spalinowych. Są wielkie, ciężkie i służą głównie do przewożenia siebie, a nie nas i rzeczy, które mają przewieźć – mówił dalej.

     

    – Samochód waży półtorej tony albo dwie tony i przewozi osobę, która waży kilkadziesiąt kilogramów. To jest absurd – argumentował.”

    Tyle z argumentów z tytułu. Tak w sumie artykuł sam z siebie nie wart uwagi.

  2. Chciałbym zobaczyć jak ten ekspert wyobraża sobie samochód ważący kilkadziesiąt kilogramów i jednocześnie zapewniający ochronę przed deszczem, miejsce bagażowe i o konstrukcji zapewniającej bezpieczeństwo.

  3. Przede wszystkim robią tyle samo hałasu co spalinowe, powyżej 30km/h. Czasami i więcej bo są cięższe.

  4. Ja nwm czemu wgl waga jest podana jako problem tutaj (tak wiem, że zwiększa to spalanie, ale osobiście wolę komfort i bezpieczeństwo, niż mniejsze spalanie), bo jest to problemem, ale w przypadku samochodów ciężarowych. Gdzie zmniejsza to ile pojazd może uciągnąć.

    Ktoś pamięta te ciężarówki elektryczne, którymi chwaliła się Elona, a później słuch o nich zaginął? Okazało się, że ważą znacznie więcej od spalinowych. Najlepszym rozwiązaniem byłaby maksymalizacja transportu pociągami, ludzi i towarów.

  5. Ekektryki ładowane z węgla to tragedia. Silnik spalinowy ma wyzsza efektywność.
    Sam elektryk jest ciężki, ma dużo bateri i nie podlegają one recyklingowi.
    So tego kobalt i lit zaczynaja być problemem w wydobyciu

  6. Mnie trochę przeraża że Amerykanie podeszli do tego po hamerykańsku i sprzedają wielkie pick-up’y elektryczne (hummer, ford etc.), ale z drugiej strony rozumiem że jest grupa klientów których inaczej nie przekonają.

  7. Wszystkie przedstawione tu (i w innych wątkach) idee przesiadek na rower, do zbiorkomu itd. są dobre w teorii ale w praktyce nierealne.

    To wszystko opiera się na założeniu, że **dobro wspólne > wygoda jednostki** (he he komunizm), co moralnie jest niezaprzeczalne ale z natury **człowiek jest egoistą i egocentrykiem**.

    ***Samochód to wygoda:***

    * gwarancja (czystego*) miejsca siedzącego
    * komfortowa temperatura**
    * brak przesiadek i niezależność od jakiegokolwiek rozkładu jazdy – tj. “wsiadasz i jedziesz” kiedy chcesz, gdzie chcesz
    * brak przeszkadzających współpasażerów***
    * często dojazd bezpośrednio od miejsca startu pod miejsce docelowe (np. z garażu do parkingu podziemnego w biurowcu)

    ​

    * – o ile sami o to zadbamy

    ** – zakładam auta młodsze niż 25 lat, z których większość ma klimatyzację

    *** – od śmierdzących bezdomnych, cyganów z akordeonem, dresów, ludzi drących się przez telefon po chamskich kontrolerów biletów

    ​

    Większość ludzi nie zrezygnuje ze ***swojej wygody*** na rzecz (dla wielu abstrakcyjnego) ***dobra ogółu.*** Wszyscy dążymy to jak najprzyjemniejszego i najwygodniejszego życia. Chcemy aby żyło nam się coraz lepiej i coraz wygodniej. Dla większości ludzi **auto jest najwygodniejszym** dostępnym **środkiem transportu** (pomijam jachty i prywatne odrzutowce). Dla wielu również jest to hobby, ponieważ jazda *jest przyjemna*.

    Aby przynajmniej część ludzi się przesiadła na inne środki transportu, muszą być one w ich odczuciu **lepsze** lub **wygodniejsze**.

    ​

    Najbliższym rozwiązaniem jest **rower** – również zapewnia niezależność od rozkładu, ludzi i bezpośredni dojazd. Jednak komfort jest zerowy przy skrajnych pogodach (upał, deszcz, zima). Dodatkowo jest to wysiłek fizyczny (co nie każdy lubi) i może skutkować przyjechaniu do pracy zapoconym i już zmęczonym.

    **Komunikacja publiczna** (powinna, różnie z tym bywa) zapewniać komfort temperaturowy jednak często miejsc siedzących brakuje a do tego mamy w cenie biletu dodatkowe atrakcje *** (wymienione wyżej) i jeśli spóźnimy się minutę na przesiadkę, to finalnie możemy się spóźnić grubo do pracy/szkoły/centrum rekrutacyjnego foliarzy.

    ​

    ***Potencjalne rozwiązania?***

    1. Poprawić komfort zbiorkomu (lepsze siedzenia, kontrola pasażerów tj. nie wpuszczanie bezdomnych, akordeoniarzy itp., działająca klimatyzacja/ogrzewanie, więcej miejsc siedzących).
    2. Większa ilość połączeń zbior-komu aby ograniczyć ilość koniecznych przesiadek i przeładowanie pojazdów (tj. aby każdy mógł usiąść).
    3. Dopłaty do rowerów i bonusy/ulgi dla jeżdżących rowerami (pieniądz to świetna motywacja)

    Wszelkie próby **zakazania samochodów** dadzą tylko efekt przeciwny. Kiedy ludziom zabiera się ich wolność (niezależność wyżej wspomniana) reagują defensywnie. Metoda kija tu nie zadziała. Zadziała tylko i wyłącznie marchewka.

    ​

    To co powinniśmy robić, to **zmniejszanie wpływu samochodów na środowisko** poprzez:

    * promowanie transportu niskoemisyjnego (hybrydy, małe auta np. Fiat 500, VW up!)
    * promowanie elektryków i organizacja infrastruktury pod nie wraz z zasilaniem ich zieloną energią (atom, wiatr, solar)
    * ograniczenie prędkości w centrach miast do 30/40 km/h (znacznie ograniczy hałas i poprawi bezpieczeństwo)
    * budowanie więcej tuneli (brawo Łódzka W-Z’tka!) i obwodnic aby ruch samochodowy nie był tak odczuwalny dla mieszkańców
    * budowa parkingów podziemnych i piętrowych aby minimalizować zajętą parkingami powierzchnię gruntu
    * WIĘCEJ DRZEW I ROŚLIN PRZY DROGACH!!!
    * budowa przejazdów podziemnych pod przejściami dla pieszych (odwrotność przejścia podziemnego)

    ​

    ​

    Ponieważ rzeczywistość jest taka, że w naszym klimacie (deszcze, burze, zimno) i z naszą mentalnością liczba aut się stanowczo nie zmniejszy do czasu aż każdy będzie albo latał “załogowym” dronem albo **wynajdziemy teleport**. Dlatego, że **auto jest wygodniejsze**.

  8. Wizja zakazu aut spalinowych to utopia. Najbardziej oberwałaby wieś, gdzie od połowy lat 90. zbiorkom w większości przypadków jest bardzo ograniczony lub nawet nie istnieje. O carsharingu elektryków na nich nie wspominając. Zamiast zmniejszać wykluczenie komunikacyjne, taki zakaz tylko je pompuje.

    Musimy wybierać między katastrofą ekonomiczną a ekologiczną. Innych opcji nie ma.

  9. Do pickupa łatwiej się zapakować niż do sedana jak się ma wielki bęben.

    Byłem w stanach to zapytałem czemu te pickupy tak schodzą. Nie zginasz tak kolan co przy powszechnej i potężnej otyłości Amerykanów jest plusem.

  10. Co jak co, ale jeżeli ktoś ma auto elektryczne, to przy aktualnych cenach paliw, praktycznie wygrał na loterii. Szczególnie jeżeli ładuje go z paneli słonecznych zamontowanych na dachu swojego domu.

  11. Potrzebne są państwowe fabryki samochód ekektrycznych. I to piszę nieironicznie, co prawda oczywiście nie fiaska w wykonaniu pisowskich miernych ale wiernych, ale generalnie chodzi o ograniczenie wpływu kapitalizmu na produkcję tych samochodów. Największy rak branży obecnie to produkowanie awaryjnego gówna, zarówno dla oszczędności jak i ograniczenia żywotności tych samochodów żeby częściej były kupowane. Z ekologią to oczywiście nie ma nic wspólnego. Ewentualnie spróbować zmusić przepusami firmy do produkowania żywotniejszych pojazdów, ale to ceny wyszczelą w kosmos.

Leave a Reply