Jeden z najbardziej zażartych sporów ostatnich 20 lat. Walka o mieszkania.

4 comments
  1. Jak komuś nie chce się przeglądać tweetera to skomplikuję wam prostą listę kroków do mieszkania dla młodych wg ludzi z komentarzy (w artykule załączony jest tweet i chodzi mi o odpowiedzi na niego):

    1. Miej starych, którzy pomogą ci zrobić studia.

    2. Skończ studia.

    3. Miej 10 lat doświadczenia (zaraz po studiach oczywiście).

    4. Znajdź pracę.

    Jeśli dotarłeś/aś/ście do tego punktu to gratulacje, zarabiacie średnią krajową i stać was na wynajem kawalerki, choć prawdopodobnie nie stać was na jedzenie, ale człowiek może przeżyć do 40 dni bez jedzenia, a więc jedzcie co 39 i się wyzeruje. Kontynuując:

    5. Odkładaj na wkład własny z 200k.

    6. Znajdź żonę/męża żeby mieć zdolność kredytową i dwie wypłaty żeby spłacać kredyt.

    7. Znajdź miksturę młodości.

    Gratulacje! Udało ci się dostać kredyt na mieszkanie poniżej 30 roku życia! Teraz jedynie spłacać go kolejne 30 lat za całą wypłatę i z głowy!

    Nie wiem jak my młodzi to robimy, że sobie nie radzimy! Ja w wieku 23 lat z 3 latami doświadczenia w zawodzie programisty zarabiam 4500 na rękę w dobry miesiąc i szczerze jest ciężko przy teraźniejszej cenie najmu, więc nie wyobrażam sobie jak ludzie, którzy są teraz na studiach sobie radzą bez akademika, zwłaszcza że nie jest tak kolorowo z pracą dla studentów (wiem, bo chciałem studiować, ale nie mogłem znaleźć nic z czego bym utrzymał pokój/kawalerkę, a co pozwalałoby mi na chodzenie na zajęcia).

    Jako takie podsumowanie powiem tylko tyle: przykładowo w 2003 mediana zarobków to 1700, a średnia to 2200, cena za m2 mieszkania – 2400. Dzisiaj cena za m2 mieszkania to ~11000 (źródło morizon).
    Tak, ciężko się żyło w latach dwutysięcznych, ale teraz też jest ciężko, kto wie, może nawet nieco ciężej, ale i tak każdy powołuje się na to, że „w jego czasach się pracowało to się miało”. 36% młodych Polaków mieszka z rodzicami. 2/3 z tego jest zatrudnionych, ale nie stać ich na mieszkanie (niekoniecznie na własność, nawet na wynajem). Wynajem jest popularny na całym świecie i nie ma w nim nic złego, ale ceny są tak kosmiczne, że idzie się załamać, a będą tylko rosły.

  2. Najlepszy artykuł jaki dzisiaj przeczytam. Nie dość, że opisany kompleksowo, dobrym językiem i dobrze rozplanowany, to jeszcze jak rzadko unikający przechodzenia w tryb agitacji politycznej dla żadnej strony.

    U mnie wielki plus za wątek analizy socjologicznej, bo tego typu mechanizmy kształtują całe społeczeństwa, ich problemy i sposoby myślenia, a dużo ludzi w ogóle je pomija jako nieistotne .

    W zasadzie można linkować każdemu kto znowu na hasło “mieszkanie prawem, nie towarem” wyskoczy z odpowiedzią “taaaa od razu dajmy wszystkim wszystko za darmo”.

  3. W dyskusji o mieszkaniach irytuje mnie podejście ludzi starszych, którzy uważają, że zarobili to mają domy i mieszkania. Gminy rozdawały kiedyś ziemię, za darmoszkę. Wyobraźcie sobie to teraz? Chcesz się pobudować, masz tu kawałek ziemi w mieście, na 100 lat na użytkowanie, ale po 10 latach, jak tu osiadziesz to damy ci na własność.

    Raz szlam ulica za ojcem z synem. Ojciec łajał syna, że no jak to, on w wieku 25 lat, to już się budował, miał żonę, a syn co, niedorajda jakiś. Przykre to było.

  4. Obserwuję, że moje pokolenie (26 lat) powoli wymiksowuje się z tego wyścigu, bo jeśli ktoś ma tyrać przez 10 lat po 12h przez 5-6 dni w tygodniu żeby kupić mieszkanie to woli się przeprowadzić do mniejszego miasta i pracować mniej. Mieszkam we Wrocławiu od ok. 8 lat i na przestrzeni ostatnich ok. 1-2 lat (nie pamiętam dokładnie, bo to wszystko działo się stopniowo, ale na pewno już po rozpoczęciu pandemii, wtedy kiedy ceny zaczęły się odklejać) wyprowadziło się stąd ok. 15 moich znajomych, większość bliżej domu rodzinnego, mówiąc wprost, że cena mieszkania we Wro ich przerosła. I mówię tu o ludziach w większości dobrze wykształconych i dobrze zarabiających, którzy po prostu nie chcą tyle wydać na mieszkanie nawet jeśli ich stać. Jak teraz myślę to właściwie zostały już głównie osoby które we Wrocławiu się urodziły, wszyscy którzy są “słoikami” wrócili do siebie.
    My po tym jak kilka miesięcy temu zaproponowano nam kupno domu-bliźniaka w Psarach, gdzie jesteśmy uzależnieni od swojego samochodu, bo nie ma żadnej sensownej alternatywy komunikacyjnej, za prawie milion, też podjęliśmy decyzję o wyprowadzce. Uważam że “pałka się przegła” gdzieś na początku roku kiedy ja dosłownie bałam się wchodzić w ogłoszenia, bo była duża szansa że upatrzone mieszkanie już skoczyło (a patrzyłam kilka dni wcześniej) i czułam tak ogromną presję że trzeba kupować już, teraz, natychmiast, bo ceny rosły w oczach. I serio pamiętam że najpierw czułam presję, potem lęk, potem złość że to wszystko tak galopuje, a po jakimś czasie totalne zrezygnowanie i zniechęcenie. Także p!!@#?#e to, jeśli będę chciała iść na koncert to zawsze mogę tu podjechać, ale mieszkać się tu nie da.

Leave a Reply