Polacy mają niską świadomość finansową – jak ją podnieść?

10 comments
  1. >> Już dwa lata temu NBP sprawdził, że ponad 60 proc. polskiego społeczeństwa wymaga podstawowej edukacji w zakresie ekonomii i finansów, a jedna czwarta uważa, że… taka wiedza nie jest przydatna w codziennym życiu!

    Nie dziwne, że w kraju jest jak jest

  2. Co tu mówić o świadomości finansowej, jak ludzie podstaw matematyki nie znają i też uważają, że im nie jest to potrzebne w życiu. A potem są manipulowani i oszukiwani byle procentami – na wyprzedażach, kredytach, sondażach. Wszędzie są procenty i często znaczą co innego. 50% + 50% to czasem 100% a czasem 75%.

    Dlaczego mało kto by się przyznał, że nie umie czytać, a “nie umiem liczyć, jestem humanistą” to nie jest powód do wstydu?

  3. Zacząć od uczenia ludzi, że rząd nie ma żadnych pieniędzy tylko wszystko idzie z podatków. Jak nie od ciebe to ode mnie.

  4. Nie przychodzi mi na myśl żaden taki sposób. Zmusić nikogo ani się nie da, ani nie można – a same korzyści można łatwo zaobserwować, jak kogoś interesuje.

    To chodzi o samą mentalność, mi się wydaje. Masz pieniądze, to je wydajesz albo oszczędzasz. A że można by mieć więcej, gdyby nie podatki czy coś, to już za dużo i poza ich wpływem. Tyle zarabiam, tyle mam, tyle z tego mogę zaoszczędzić i przekazać dzieciom.

  5. Wprowadzając przedmiot szkolny polegający na czytaniu komentarzy pod artykułami na bankierze.

    A tak serio to ucząc edukując od najmłodszych lat tego jak działają finanse, zachęcania dzieci do rozmów z rodzicami na temat ich pracy, tego jak zarządzają wydatkami. Zapraszanie do szkół przedstawicieli urzędów, dni otwarte w urzędach państwowych. Moi rodzice nadal nie wiedzą czym jest konto oszczędnościowe, jak działają depozyty i fundusze inwestycyjne. Często słyszymy o inflacji tak naprawdę tylko mając wrażenie, że rozumiemy czym jest a tak na prawdę nie wiemy o niej zupełnie nic poza tym, że przez nią jesteśmy w dupie.

  6. Świadomość finansowa Polaków jest wielka. Każdy nawet maluch wie, że teraz to dają 500+, czternastkę, piętnastkę, na wakacje dają, talony na paliwo…

  7. Nieironicznie sam bym chetnie ksiazke “abc ekonomii” kupil dla siebie samegi jako ze sie nie znam na tych tematach (a bym chcial) to bylo by to fla mnie takie “explain like im 5” tyle ze glownie z ekonomii

  8. Ekonomia to pseudo nauka, taki zestaw założeń typu „rozważmy sferyczną krowę”. Neolibki dalej wierzą w popyt i podaż i chcieliby uczyć tego już od przedszkola, ale nie widzą jak są jebani na cenach bo „presja inflacyjna”. Wytłumaczeniem na wiecznie rosnące ceny jest „spirala płacowo-cenowa” a nie zwykła chciwość korpo i januszexów. Inflacja zła, deflacja zła, no chyba, że wpada w magiczny zakres pi razy oko dwa procent to wtedy inflacja jest dobra, bo tak trzeba. Chuja tam trzeba, produktywność zapierdala przez sufit, a wynagrodzenia rosną po kilka procent. W teorii powinno to doprowadzić do nadmiaru produktów na rynku i obniżenia cen, a jest kurwa zupełnie odwrotnie – tworzy się fikcyjne braki, byle usprawiedliwić podwyżki z tytułu „bo tak”.

    I tępe libki tego by chciały uczuć, „bo krzywa popytu i podaży wszystko tłumaczy”. Chyba, że towary się wymykają z ram tej hipotezy, to tworzy się kolejne puste hasła typu „dobra luksusowe, których zwykła krzywa nie dotyczy” albo gówno typu „wysoka elastyczność popytowa”, żeby tłumaczyć że jebanie ludzi na kasę na podstawowych towarach bo tak działa wolny rynek.

    Ha, kurwa, tfu. Ludzie może i nie rozumieją tych wszystkich pięknie brzmiących haseł, ale bardzo dobrze czują, że są jebani na niemałe pieniądze, bo przecież przepisy przeciwdziałające żyłowaniu cen to byłby ojesukomunis.

    Przykłady? Bank podpisuje umowę hipoteczną na RRSO równe jakieś 2% i zarabia na tym około 70 procent. Ale kurwa hola hola, ktoś podniósł jakieś abstrakcyjne stopy, dopierdolmy raty razy dwa i jedziemy po zysk na poziomie 130% bo tak działa rynek. A jak ktoś się przyburzy, to zaraz wytrenujemy stadko pożytecznych idiotów, którzy będą powtarzać hasełka o kredytowaniu się pod korek.

    Przykłady? Rodzima produkcja wytworów ropopochodnych w USA osiągnęła historyczne maksimum, odcięcie ropy z Rosji praktycznie zostało wyrównane, a ceny i tak zapierdalają w górę. Bo mogą. Ale wytłumaczeniem dla idiotów jest „inflacja”. Bo przecież ceny paliw rosną bo drożeje transport bo drożeją produkty bo drożeje paliwo.

    Dalej? 500 plus to zło wcielone, ale dopłaty do firm to niezbędny koszt ratujący gospodarkę. Tylko wpływ tych drugich na magiczną inflację jest jakieś trzy razy większy – suma wypłat z tarcz wszelakich to są wielokrotności zsumowanych wypłat na 500 plus. Ale na które pieniądze z powietrza będą pierdolic libki? No, na które?

Leave a Reply