I kolejny wskaźnik skracający życie do mojej kolekcji xD
Tak nawiasem mówiąc, wątpię żeby kiedyś się tym zajęła góra, bo dotyka to głównie młodych, a do tego starzy będą się czepiali, że „za moich czasów to się wychodziło na podwórko i wracało do domu z dziewczyną i 5 przyjacielami”.
Wiecie co mnie wkurwia, jak komuś powiem że jestem samotny i on mi mówi że muszę “wyjść do ludzi”. Że co niby, mam iść zaczepiać ludzi na przystanku? Daj mi coś bardziej konkretnego albo stfu
Trudno żeby było inaczej kiedy duża grupa ludzi, głównie w dużych miastach traktuje znajomości przedmiotowo na zasadzie ewentualnych korzyści w karierze/pozycji i wszystkie swoje działania podporządkowuje zarabianiu pieniędzy.
To może być niebezpieczne, na zasadzie jakichś skrajnych środowisk, czy to np.: politycznych lub wyznaniowych, które już na samej zasadzie tworzenia wspólnoty mogą przyciągać do swojej organizacji takich właśnie samotnych ludzi.
Mam też wrażenie, że nastąpiła zmiana obyczajowa odnośnie spontanicznych kontaktów między obcymi ludźmi.
Przynajmniej wśród młodych w moim wieku, mam wrażenie że panuje przekonanie że jakakolwiek spontaniczna interakcja w przestrzeni publicznej to atak na czyjąś osobistą przestrzeń. Ludzie podskakują przestraszeni jak się powie dzień dobry, nie wspominając o próbie rozmowy.
Mam wrażenie, że tak unormowalismy dawanie ludziom mentalnego safe space’a, że ciężko teraz wejść z kimś w interakcje tak po prostu, nie wychodząc na psychicznie chorego czy oszusta. Nikt “normalny” tak po prostu nie robi.
Nie wspominając już nawet o lęku społecznym który dotyka coraz większej ilości osób. Jak zamawiam pizzę dzwoniąc do pizzerii w towarzystwie to czuje się jak bym miał jakąś super moc że mogę rozmawiać z kimś ot tak. Wszyscy się panicznie boją
No i internet nie poprawia sytuacji, ludzie się wciąż izolują, a badania raz za razem pokazują że większość ludzi jednak potrzebuje tych zdrowych relacji z innymi żeby dobrze funkcjonować.
Ja np mam tak, ze znajomi, z ktorymi sie widywalem przed pandemia dosc regularnie, tak, jakby zaczeli mnie omijać/szukać wymówki, zeby nie wychodzić z domu. Nie jest to niczym sprowokowane, zwyczajnie moje więzi towarzyskie po pandemii są bardzo mocno nadszarpnięte. Czy ktoś z Was też tak ma?
6 comments
I kolejny wskaźnik skracający życie do mojej kolekcji xD
Tak nawiasem mówiąc, wątpię żeby kiedyś się tym zajęła góra, bo dotyka to głównie młodych, a do tego starzy będą się czepiali, że „za moich czasów to się wychodziło na podwórko i wracało do domu z dziewczyną i 5 przyjacielami”.
Wiecie co mnie wkurwia, jak komuś powiem że jestem samotny i on mi mówi że muszę “wyjść do ludzi”. Że co niby, mam iść zaczepiać ludzi na przystanku? Daj mi coś bardziej konkretnego albo stfu
Trudno żeby było inaczej kiedy duża grupa ludzi, głównie w dużych miastach traktuje znajomości przedmiotowo na zasadzie ewentualnych korzyści w karierze/pozycji i wszystkie swoje działania podporządkowuje zarabianiu pieniędzy.
To może być niebezpieczne, na zasadzie jakichś skrajnych środowisk, czy to np.: politycznych lub wyznaniowych, które już na samej zasadzie tworzenia wspólnoty mogą przyciągać do swojej organizacji takich właśnie samotnych ludzi.
Mam też wrażenie, że nastąpiła zmiana obyczajowa odnośnie spontanicznych kontaktów między obcymi ludźmi.
Przynajmniej wśród młodych w moim wieku, mam wrażenie że panuje przekonanie że jakakolwiek spontaniczna interakcja w przestrzeni publicznej to atak na czyjąś osobistą przestrzeń. Ludzie podskakują przestraszeni jak się powie dzień dobry, nie wspominając o próbie rozmowy.
Mam wrażenie, że tak unormowalismy dawanie ludziom mentalnego safe space’a, że ciężko teraz wejść z kimś w interakcje tak po prostu, nie wychodząc na psychicznie chorego czy oszusta. Nikt “normalny” tak po prostu nie robi.
Nie wspominając już nawet o lęku społecznym który dotyka coraz większej ilości osób. Jak zamawiam pizzę dzwoniąc do pizzerii w towarzystwie to czuje się jak bym miał jakąś super moc że mogę rozmawiać z kimś ot tak. Wszyscy się panicznie boją
No i internet nie poprawia sytuacji, ludzie się wciąż izolują, a badania raz za razem pokazują że większość ludzi jednak potrzebuje tych zdrowych relacji z innymi żeby dobrze funkcjonować.
Ja np mam tak, ze znajomi, z ktorymi sie widywalem przed pandemia dosc regularnie, tak, jakby zaczeli mnie omijać/szukać wymówki, zeby nie wychodzić z domu. Nie jest to niczym sprowokowane, zwyczajnie moje więzi towarzyskie po pandemii są bardzo mocno nadszarpnięte. Czy ktoś z Was też tak ma?