Większość menedżerów jest do niczego. Masowe odejścia i praca zdalna to sygnał, że trzeba zmienić metody kierownictwa

14 comments
  1. bo 99% menadzerow to debile, pozerzy, socjopaci, egoistyczne śmiecie po skonczeniu jakiejs pseudo szkoły wieczorowej, ktorzy sami nie mają pojęcia jak przykręcić śrubkę, albo używać iphona do czgoś innego niż facebook i porno.

  2. Ja byłbym dobrym menagerem. Ogarniam dobrze wszystkie strategie paradoxu i potrafię skutecznie dowodzić oddziałem złożonym z graczy w różnych tactical shooterach typu ARMA

  3. Większość specjalistów nie nadaje się na stanowiska kierownicze, a większość zawodowych kierowników nie ma pojęcia o realiach pracy którymi kierują, nihil novi.

  4. Mój manager jednocześnie pracuje też operacyjnie (IT). Był normalnym pracownikiem, ale z powodu rozwoju obszaru zaproponowano mu managera.

    Oczywiście z tym zarządzaniem to różnie bywa. Czasem o czymś zapomni, czasem coś zajmie więcej czasu, bo ma jeszcze swoją robotę. Ale wolę takiego managera, niż kogoś, kto tylko siedzi nad grafikami i kogo nie mogę poprosić o radę / brainstorming, bo nie ma pojęcia o czym mówię.

  5. Swoją drogą widziałem raz trochę odwrotnie, że gościu miał wielką wiedzę i naprawdę dużo robił, ale np urlopy zapominał zanieść do kadry itp.(na korzyść pracownika)

  6. Swoją drogą widziałem raz trochę odwrotnie, że gościu miał wielką wiedzę i naprawdę dużo robił, ale np urlopy zapominał zanieść do kadry itp.(na korzyść pracownika)

  7. Praca zdalna nie ma nic do czynienia z managerami. Manager mógłby mi się do łóżka pakować i tak by mnie nie namówił na marnowanie minimum 2-3h dziennie na dojazd i powrót z biura do domu. Nikt mi za ten czas podróży nie płaci, a zwykle jest bardziej irytujący od samej pracy. Ba, nawet na dojeździe tracę, bo to albo bileciki, albo towar luksusowy paliwo samochodowe, o eksploatacji auta już nie wspominając. Wolę w ten czas się wyspać, pograć w gry, film obejrzeć, cokolwiek. Większego benefitu w pracy od zdalnej w życiu nie miałem i czuję, że nic tego nie przebije.

  8. Z menedżerami jest jak ze sprzętem kuchennym – gdy odwalają dobrą robotę, to przestaje się zauważać ich obecność, a życie i tak staje się łatwiejsze.

    Niestety, menedżerowie również podlegają [prawu Sturgeona](https://en.wikipedia.org/wiki/Sturgeon%27s_law) – do tej pory większość zespołów programistycznych, w których pracowałam, jako tako organizowała się nie dzięki nim, lecz wbrew (wiem, dowód anegdotyczny).

  9. Ja akurat pracuję już ponad dekadę w bardzo dużej korporacji i sobie chwalę. Tyle, że u nas jest jedno wielkie R&D i każdy polski manager trzyma odpowiedni poziom.
    Stosuje się m.in. “servant leadership” i kierownicy patrzą jak usuwać pracownikom kłody spod nóg aby robota szła do przodu. Żadnego podpierdalania, wyścigu szczurów i innej toksykologii.
    Sporo projektów i stołków zarówno technicznych, jak i kierowniczych na które można wchodzić jak obecna robota już zbrzydnie.
    Także da się 🙂
    Ale może to wyjątek od reguły – kumpel na stanowisku kierowniczym w sąsiedniej korporacji jak opowiada co tam się dzieje to aż włosy stają 😀

  10. Moje 3 grosze jest są następujące:

    Są ludzie naturalnie predysponowani do zarządzania innymi i mają oni zupełnie inne cechy niż wszystkim się wydaje. Taka osoba musi być empatyczna, zorganizowana i chętna do pomocy. Zupełnie odwrotnie od ‘modelowego’ mynydzyra który ma się przejmować tylko realizacją celu i ignorować wszystko co nie jest z nim związane.

    Jest duża grupa ludzi w ‘limbo’ której trochę brainpower brakuje do zostania świetnie opłacanym specjalistą, ale się utrzymują. Oni tylko czyhają na ‘swoją szansę’ jak są jakieś ruchy zmiany to wszyscy inni śmieszkują, a oni szukają ***kto,*** może ***ja***? Jeśli im się uda to są średni co najwyżej w swojej pracy. Z tych awansów biorą się moim zdaniem szefowie których nienawidzisz.

    Nie można zapomnieć o tym że ludzie w Corpo nie za często są zwalniani, więc są awansowani do punktu niekompetencji… I tam zostają…

    ​

    Potrzebujemy przebudowania od dołu tego kim jest ‘kierownik’, nie jest to nagroda i złoty bilet do opierdalania (się i innych) a duże wyzwanie które jest nagradzane lepszą wypłatą. Bycie ‘dyrektorem’ nie powinno być dla nikogo celem samym w sobie.

  11. Trochę czuje się wywołany do tablicy, bo zostałem managerem niskiego/średniego szczebla w trakcie pandemii, a patrząc po komentarzach nie widzę osób zbyt wielu opinii ludzi omawianych (no offence).

    Na wstępie chciałbym zauważyć, że artykuł jest niesamowicie negatywnie nacechowany, ale myślę że oddaje polskie podejście do ‘managerów’, więc jest o czym rozmawiać.

    Po pierwsze: jest to prawie sama prawda. Jest mnóstwo osób niekompetentnych, które zajmują stanowiska około kierownicze. Sam zresztą taką osobą byłem, w momencie przyjęcia na stanowisko wiedzę o zarządzaniu miałem czysto teoretyczną + obserwacje z pozycji pracownika. Jest to zwłaszcza powszechna praktyka w IT (gdzie pracuje), bo rynek ma ssanie, a ludzi brakuje. Jako główny powód wskazałbym olbrzymią rotację na tego typu stanowiskach – w środowisku IT bardzo rzadko spotykam managerów, którzy są zatrudnieni dłużej jak 3 lata na tym samym stanowisku/projekcie. Wiadomo, po co siedzieć w jednej firmie X lat, skoro możesz regularnie zmieniać pracę i podwyższać swoje zarobki o 20-60% z każdym przejściem. To sprawia, że manager bardzo rzadko zgłębia specyfikę technologii czy firmy – po co zaśmiecać głowę, skoro zaraz się będę zbierać. Znam takich osób sporo, którzy mają zerowe pojęcie o szczegółach, ale hej, przecież wiedzą z zarządzania jest skalowalna. W rzeczywistości, nie jest.

    Po drugie, naprawa systemu nie powinna iść ‘oddolnie’ jak ktoś tu sugerował, tylko odgórnie. Bo te słynne spotkania, meetingi, briefy i inne gówna to nie jest wymysł managera – to są zadania wymagane przez dyrekcję. Dlaczego? Bo lubią mieć kontrolę nad każdym elementem. Oczywiście ta kontrola nie istnieje, bo chuja wiedzą co się dzieje na co dzień, ale chcą mieć poczucie ‘no, zespół Janusza robi, bo dostaje regularny raport, a u Michała to padaka, bo update był sprzed 3 miesiecy’. Ilość polityki i micro-managementu jest zatrważająca. Bo nikogo tam nie interesuje co robicie, interesuje ich czy cyferki się zgadzają i dostarczamy ‘value’, które w świecie korporacji oznacza pieniądze. Z tego manager jest rozliczany, z tego ma określane swoje wyniki roczne i co za tym idzie premie, bonusy i podwyżki. Oczywiście, każdy chce zarobić w pracy jak najwięcej, więc manager będzie cisnął żeby się zgadzało.

    Po trzecie i w sumie ostatnie bo długo wychodzi: problemem jest brak zaufania na linii zespół – manager i chęć kooperacji. Właściwie nie istnieje manager, który mógłby dorównać wiedzą swojemu ekspertowi w zespole – bo nie ma takiej potrzeby, ani możliwości. Dlatego ‘szef’ powinien wyciągnąć kija z dupy i skupić się na słuchaniu zespołu. Nie, żeby mówić im co mają robić, tylko wiedzieć gdzie jego pomoc jest potrzebna. Dla przykładu: klient nie odpowiada, inne zespoły nie dostarczają informacji niezbędnych do dalszej pracy, brakuje eksperta w jakimś zagadnieniu. To właśnie tutaj manager powinien wkraczać do działania i szukać rozwiązania – jak mogę sprawić, aby Twoje/Wasze życie było prostsze, szybsze i bez niepotrzebnego szumu wokół. Jednocześnie ma obowiązek słuchać co się do niego mówi, nie jest ekspertem (ale może i powinien znać podstawowe/średnio zaawansowane zagadnienia, żeby nie trzeba było tłumaczyć jak dziecku), w związku z czym niech korzysta z tego, że ma mądrzejszych ludzi wokół siebie. Niestety, kruche męskie ego (przepraszam wszystkie Panie, w IT 60-80% pozycji zarządczych to mężczyźni, a nie będę się wypowiadać na temat nie swojej branży) im na to nie pozwala. Bo jak ktoś może być mądrzejszy od jaśnie wielkiego pana managera. Lepiej zignorować, a jak się nie da, to przypisać rozwiązanie do siebie, żeby nie wyszło że jestem niekompetentny. Dlaczego tak jest? Bo nikt nas nie uczy ani nie oczekuje, że będziemy się dzielić ‘blaskiem’ – wszyscy chcą nachapać jak najwięcej dla siebie, bo indywidualne zwycięstwo jest wyżej cenione niż zespołowe.

    Trochę chaotycznie, trochę wątków zostawiłem otwartych, może wyjdzie z tego dyskusja 🤷‍♂️

Leave a Reply