No cóż… kultura zapierdolu. To takie nasze, polskie. XD Zapierdalaj jak wół, bo tak trzeba i nie da się inaczej. Niestety znam osoby, które nie wezmą nawet L4 jak są chore, bo muszą przyjść do pracy i pracować, a jak zostaną w domu to mają wyrzuty sumienia, że nie ma ich w pracy. Dla mnie to chore i smutne, bo jednak ktoś wpaja taką filozofię na pewnym etapie życia.
Sam jak poszedłem do pierwszej pracy (w której nadal pracuję) miałem kilka razy tak, że zostałem po pracy, bo za sprawę honoru sobie wziąłem to, żeby dokończyć to, co zacząłem. Ale to przeszłość. Wybija godzina i spierdalam. Jutro też jest dzień.
W końcu ktoś musi zapierdalać dla tego 1%
Wyśmiewanie i uciekanie od krytyki swoich pomysłów też nie jest najinteligentniejszą opcją
Tak
Zapierdalam, bo muszę, nie dlatego, że chcę.
Ja nie chcę skończyć jak co poniektórzy z opowieści moich starych, co to 2 tygodnie po przejściu na emeryturę umierali, bo nie mieli po co żyć.
Tak
Tego typu argumenty są z góry obwarowane oporem wobec jakiejkolwiek polemiki, przez co prozaicznie same się podkopują.
Oczywiście, że chciałbym, żeby ludziom żyło się lepiej, ale czy pomysły typu skrócenie czasu pracy (bez spadku wynagrodzeń) lub nawet UBI osiągną cel, o którym marzą propagujący je idealiści?
Obawiam się, że bez konkretnego planu jest to takie zwykłe “virtue-signalling” jak “believe all women”.
Ja myślę, że najlepiej jakby do dyskusji nie podchodzić emocjonalnie, patrząc która partia to proponuje. Potrzeba by pilotażowego programu i rzetelnej analizy wyników. W Szwecji robiono taki eksperyment w administracji państwowej i wyniki były całkiem ok. Pytanie czy podobnie by wyszło w sektorze prywatnym.
Skrócony czas pracy na niektórych stanowiskach raczej nie będzie się wiązać ze zmniejszeniem obowiązków czy wydłużeniem terminów. Masz po prostu zrobić tyle samo w mniejszym czasie/z mniejszą liczbą przerw. Wolę “siedzieć 8h”, ale pracować w przyjemnym dla mnie tempie niż męczyć głowę w 6-7h.
Zalezy od krytyki, ale jesli chodzi o takie wysrywy jak tweet Budki (a “i wysmiewanie ich” kawalek dalej sugeruje, ze autor nie mial na mysli konstruktywnej krytyki) – absolutnie sie zgadzam.
Zgadzam się. Bez nadgodzin głupieje, bo nic mi się nie dzieje w życiu. Idk
Jeśli w te 4 dni pracy mam dostać tyle, co za 5 dni, to spoko. Jaką mają mi uciąć wypłatę o 4-5 dni w miesiącu, to mnie nie stać.
Po pierwsze każdy, ale to każdy temat podlega dyskusji. Jeżeli ktoś w danym temacie chce jej unikać, albo zakazywać, to znaczy, że ma coś do ukrycia, albo się czegoś boi (czyli temat trzeba szturchać tym bardziej).
Po drugie, sam krytykowałem może nie tyle pomysł, ale jego otoczenie. Bo oczywiście, jak pewnie każdy, chciałbym pracować krócej, ale niestety nie żyjemy w próżni. Moje obawy wiążą się z tym, że jeżeli skrócimy czas pracy tylko w Polsce /Europie, to takie miejsca jak Indie, Chiny czy Meksyk będą jeszcze bardziej konkurencyjne i będą nam zabierać kolejne miejsca pracy (nie tylko w IT i usługach, ale np. w produkcji, więc się tak nie cieszcie).
Tl;dr: prawdziwymi oszołomami są ludzie, którzy rzucają się na temat bez dyskusji i przemyślenia.
Czemu miałbym się zgadzać z wyśmiewaniem i obrażaniem ludzi którzy mają inne zdanie niż moje?
Jeszcze jak!
Pracuje w firmie produkcyjnej . Produkcja 24/7 , w jaki sposób wypełnić ta 3h lukę jeżeli każdy będzie pracować 7h? W jakimś biurze ma to większy sens.
Tak, owszem, jak najbardziej. Po sobie widzę, że ostatnia godzina w robocie, czy też piątek to jest jechanie na oparach. Żyjemy kompromisem sprzed stu lat nie patrząc na to, że rodzaje pracy się zmieniły, a co za tym idzie – sam kompromis się zdezaktualizował.
Choć to też zależy od rodzaju pracy.
Przypomina mi sie taki post o “Polskiej kulturze zapierdalania” czy czymś takim. Basically chodziło o to że jeśli pracuje się przed komputerem albo w biurze zajmując się papierologią to nie jest to prawdziwa praca. Nią jest kopanie rowów czy budowa bo po tym wracasz do domu i nie masz siły żyć.
Tylko, że – podejrzewam, że takie obniżanie przyczyni się również do obniżenia pensji (wątpię, aby którykolwiek pracodawca w przypadku np. umowy zlecenia podniósł stawkę godzinową przy skróceniu wymaganego czasu pracy). A nadgodziny (którymi byłyby te przepracowane do uzupełnienia tych 8h/5dni) bardzo często nie są płatne, a mogą być odbierane w formie urlopów. Ogółem, mniejszy czas pracy byłby dobrym pomysłem (przekładałoby się to na większą efektywność pracowników, przez ich mniejsze zmęczenie etc.) ale musiałoby być jakoś uregulowane pod względem płacy.
Trochę agresywnie to napisał, ale to prawda! Kult zapierdolu jest strasznie mocny 🙁
Pracujemy by żyć, a nie żyjemy by pracować.
Lol bo jak powszechnie wiadomo, życie jest czarno-białe.
Po pierwsze należy sceptycznie podchodzić to wszelkich sloganów propagowanych przez polityków (niezależnie od partii)
Ekscytacja pustym i ogólnym sloganem jest zbyt pochopna i zbyt wczesna.
Po drugie – praca pracy nie równa.
O ile w dużej części sektora IT, SSC, księgowości, fintechu czyli szerokopojętej pracy biurowej (wliczając w to część urzędów) gdzie cele wyznaczane są kwartalnie/miesięcznie i gdzie faktycznie realnie pracuje się przez 4-5h dziennie jest to prostsze, to cięzko sobie wyobrazić wprowadzenie 4 dniowego tygodnia pracy w zakładzie produkcyjnym, hurtowni, usługach itp.
4dniowy tydzień pracy, a w zasadzie 32godzinny tydzień pracy byłby olbrzymim problemem na stanowiskach o nieregularnych godzinach, gdzie pracę wykonuje się praktycznie non stop – większość służby zdrowia, straż pożarna, transport, część służb mundurowych.
32godzinny tydzień pracy byłby trudny do zrealizowania w oświacie.
Rynek pracy cierpi na niedobór pracowników – redukcja roboczogodzin w wielu branżach wymagałaby albo zwiększenia zatrudnienia, albo zwiększenia kosztów pracy (pokrycie kosztów nadgodzin).
Moim zdaniem należy dążyć do rozwiązań mniej drastycznych – zwiększenie wymiaru urlopów (np do 30dni), wprowadzenia nowych dni ustawowo wolnych od pracy, większej ochrony praw pracownika, propagowania elastyczności jeśli chodzi o godziny pracy tam gdzie to możliwe, zachęciania do oferowania możliwości pracy zdalnej.
Zawsze w dyskusji na ten temat jest jeszcze rytualne zawodzenie nad biedną gospodarką która rzekomo załamie się kiedy niewolnicy aka pracownicy będą robić o ⅕ mniej. Ludzie po prostu nie wiedzą że te wszystkie cyferki pokroju PKB niezależnie od tego czy rosną czy nie służą 1% do którego oni na pewno się nie zaliczają.
Jednej rzeczy nie rozumiem. Skąd taki opór przed pracą 35 h tygodniowo zamiast 40 w kraju, gdzie niski wiek emerytalny, nieprzystający do dzisiejszej długości życia, jest świętością?
Pracuję w kadrach międzynarodowego korpo i w większości krajów ludzie pracują krócej (Francja, Holandia) lub biorą na jakimś etapie pracy sabbatical albo cząstkę etatu, a jednocześnie wiek emerytalny to dla wszystkich 65-70 lat. Zdarzają się i tacy, co po 70. nadal pracują, tylko np. 3 dni w tygodniu. Człowiek, który nie zapierdala, tylko pracuje, nie oczekuje z wytesknieniem emerytury. Wszędzie to rozumieją, tylko u nas musi być dokładnie tak, jak 100 lat temu i chuj
pruski model zapierdolu do porzygu still strong
Taki mamy klimat, polakowi dasz palec to upierdoli cala reke i powie ze byla chujowa i nie poleca
Ale dostawców ubereats to tez obejmuje?
I nauczycieli? Dzieci będą miały wolny piątek?
Po części tak. Żyjemy w czasach kiedy produktywność pracy jest kilkukrotnie wyższa niż jeszcze kilka/kilkanaście lat temu. Jednocześnie wciąż żyjemy w czasach gdzie wiele firm i osób gloryfikuje zapierdalanie 16h dziennie spanie 6h i spędzanie 2h w dojazdach do pracy.
Jeśli 4 dniowy dzień pracy może pozytywnie wpłynąć na efektywność pracy i jednocześnie pozytywnie wpłynąć na życie pracowników to czemu nie ?
Praca zdalna była demonizowana przez lata, po COVID niemal wszystkie firmy zgadzają się na prace zdalna przynajmniej w systemie hybrydowym.
Autor ma również racje ze najczęściej głosy przeciwko wychodzą od samych pracowników jakie to jest motywowanie do „lenistwa” co jest idiotyzmem. Jakim idiota trzeba być żeby być przeciwko skróceniu czasu własnej pracy? Ale to już standard, najgłośniej na prace w domu narzekają pracownicy którzy nie mogą pracować w domu (rodzina, dzieci itp) i chcą odebrać to prawo współpracownikom
Oczywiście, że tak. Francja ma 35h godzinny tydzień pracy i działa. Muzea są otwarte po 7h zamiast 8. I wspominam o tym specjalnie bo sam pracuje w muzeum. Jesteśmy codziennie otwarci (oprócz poniedziałku) po 8h i cały czas zdarzają się sytuacje gdy po prostu NIKOGO niema. Zmieniliby na 7h i nic by to nie zmieniło a ja przynajmniej bym mniej siedział bez sensu w pracy.
Bardziej chodzi o to ze boomerzy na emeryturach nigdy nie pozwola by ludzie mieli wygodniej niz oni mieli. Stad jest duza czesc konserwatyzmu, stad nikt po 50tce sie nie przejmuje klimatem, i stad od wiekow starzy ludzie hamuja postep (technologiczny, socjalny, kazdy ktory moze ulatwic zycie).
Zawsze ale to zawsze jest to samolubne myslenie z doza zawisci.
Krytykowanie może iść od osób, które np. nie chcą mniej niż x godzin na dzień, bo liczy im się długi dojazd na dzień. To jest bardziej skomplikowane niż tweet. Wszystko zależy od rodzaju pracy, a nikt nie ufa rządowi, że ogarnie to z rozumem.
(Oczywiście jestem za krótszym tygodniem pracy).
Ja się zgadzam. Zwłaszcza starsi ludzie mają w Polsce mentalność niewolnika.
To jest klasyczny przykład alienacji. Pracownikom ciężko jest odbudować tożsamość swoich interesów kiedy przez lata wbijano im do głowy że tylko ciężką pracą ludzie się bogacą.
A właściciele niewolników płaczą bo nie będą mogli wyciągnąć 1 godzinny (o laboga) dodatkowej wartości od swoich pracowników.
Trochę nie rozumiem tej idei, może ktoś mi to lepiej wytłumaczy. Od razu mówię ze generalnie nie mam nic przeciwko, tylko mi się to trochę w głowie nie spina. Ja to widzę tak:
– Ktoś obecnie pracuje 8h dziennie, zarabia dla równego rachunku 100 pln dniówki (kwota od czapy)
– w czasie tych 8h robi 10 bochenków chleba (ilość nadal od czapy)
– pomijając podatki, zyski, koszty itp sprzedajemy chleb po 10 i wychodzimy na zero
Teraz robimy zmianę, pracujemy 7h dziennie.
– pracownik nadal dostaje 100 dniówki
– w tym czasie upiecze 8 chlebów zamiast 10 bo szybciej nie rośnie ciasto, nie dopiecze się odpowiednio, bez niczyjej złej woli wydajność spadnie
– sprzeda 8 bochenków po 10 pln, bo przecież nie zmieniamy ceny, nadal pomijając zyski podatki itp, kto dołoży te 20 pln do dniówki?
I teraz tak się dzieje w sporej części gospodarki w której magicznie się nie podniesie wydajności o 20% bo by to już zostało dawno temu zrobione
Kto pokrywa różnice? Mityczny zły kapitalista? A co z małymi rodzinnymi firmami? Robimy nadgodziny za darmo żeby było tak samo czy jednak podnosimy ceny towarów i usług?
Jeżeli ludzie pracujący 7 godzin są bardziej produktywni od ludzi pracujących 8 godzin, to czemu korporacje, czy nawet zwykłe firmy nie zastosują tego, jeśli to by zwiększyło im zyski?
Popatrzcie sobie na Islandię, tam wszystko działa i cyka. Tylko oni robią a nie narzekają na Twitterze
Wszystko spoko, powstaje tylko pytanie kogo ma dotyczyć taka zmiana. Zapewne chodzi o korpo, rożnego rodzaju firmy produkcyjne i inne biura. Kłopot takiego rozwiązania pojawia się w przypadku sektora usługowego. O ile by musiały wzrosnąć ceny u barbera/fryzjera aby ten nie obniżył swojego standardu życia. Przecież często ci ludzie i tak pracują po sześć dni w tygodniu…
Grumpy Cat ma zawsze rację
Ma rację
Jesteśmy w końcu trenowani w tym kierunku od lat szkolnych gdzie punkciki, średnia czy ocenki określają Ciebie jako człowieka wartościowego bądź nie dla społeczeństwa. Potem przerzucamy się na punkciki w korpo tyrając na dwie stówy więcej wypłaty.
Zbierałam podpisy pod projektem skrócenia czasu pracy przygotowanym przez razem. Masa ludzi mówiła z dumą ile to oni nie pracują i, że 8 godzin to i tak mało.
Juz dawno powininsmy porzucic archaiczny, 8godzinny dzien pracy.
Oczywiście, że tak. Jest wiele stanowisk, na których spokojnie można by pracować krócej nic przy tym nie tracąc.
45 comments
Czasami krytykują nadzorcy niewolników;).
Ja jestem za 4 dniowym tygodniem pracy.
No cóż… kultura zapierdolu. To takie nasze, polskie. XD Zapierdalaj jak wół, bo tak trzeba i nie da się inaczej. Niestety znam osoby, które nie wezmą nawet L4 jak są chore, bo muszą przyjść do pracy i pracować, a jak zostaną w domu to mają wyrzuty sumienia, że nie ma ich w pracy. Dla mnie to chore i smutne, bo jednak ktoś wpaja taką filozofię na pewnym etapie życia.
Sam jak poszedłem do pierwszej pracy (w której nadal pracuję) miałem kilka razy tak, że zostałem po pracy, bo za sprawę honoru sobie wziąłem to, żeby dokończyć to, co zacząłem. Ale to przeszłość. Wybija godzina i spierdalam. Jutro też jest dzień.
W końcu ktoś musi zapierdalać dla tego 1%
Wyśmiewanie i uciekanie od krytyki swoich pomysłów też nie jest najinteligentniejszą opcją
Tak
Zapierdalam, bo muszę, nie dlatego, że chcę.
Ja nie chcę skończyć jak co poniektórzy z opowieści moich starych, co to 2 tygodnie po przejściu na emeryturę umierali, bo nie mieli po co żyć.
Tak
Tego typu argumenty są z góry obwarowane oporem wobec jakiejkolwiek polemiki, przez co prozaicznie same się podkopują.
Oczywiście, że chciałbym, żeby ludziom żyło się lepiej, ale czy pomysły typu skrócenie czasu pracy (bez spadku wynagrodzeń) lub nawet UBI osiągną cel, o którym marzą propagujący je idealiści?
Obawiam się, że bez konkretnego planu jest to takie zwykłe “virtue-signalling” jak “believe all women”.
Ja myślę, że najlepiej jakby do dyskusji nie podchodzić emocjonalnie, patrząc która partia to proponuje. Potrzeba by pilotażowego programu i rzetelnej analizy wyników. W Szwecji robiono taki eksperyment w administracji państwowej i wyniki były całkiem ok. Pytanie czy podobnie by wyszło w sektorze prywatnym.
Skrócony czas pracy na niektórych stanowiskach raczej nie będzie się wiązać ze zmniejszeniem obowiązków czy wydłużeniem terminów. Masz po prostu zrobić tyle samo w mniejszym czasie/z mniejszą liczbą przerw. Wolę “siedzieć 8h”, ale pracować w przyjemnym dla mnie tempie niż męczyć głowę w 6-7h.
Zalezy od krytyki, ale jesli chodzi o takie wysrywy jak tweet Budki (a “i wysmiewanie ich” kawalek dalej sugeruje, ze autor nie mial na mysli konstruktywnej krytyki) – absolutnie sie zgadzam.
Zgadzam się. Bez nadgodzin głupieje, bo nic mi się nie dzieje w życiu. Idk
Jeśli w te 4 dni pracy mam dostać tyle, co za 5 dni, to spoko. Jaką mają mi uciąć wypłatę o 4-5 dni w miesiącu, to mnie nie stać.
Po pierwsze każdy, ale to każdy temat podlega dyskusji. Jeżeli ktoś w danym temacie chce jej unikać, albo zakazywać, to znaczy, że ma coś do ukrycia, albo się czegoś boi (czyli temat trzeba szturchać tym bardziej).
Po drugie, sam krytykowałem może nie tyle pomysł, ale jego otoczenie. Bo oczywiście, jak pewnie każdy, chciałbym pracować krócej, ale niestety nie żyjemy w próżni. Moje obawy wiążą się z tym, że jeżeli skrócimy czas pracy tylko w Polsce /Europie, to takie miejsca jak Indie, Chiny czy Meksyk będą jeszcze bardziej konkurencyjne i będą nam zabierać kolejne miejsca pracy (nie tylko w IT i usługach, ale np. w produkcji, więc się tak nie cieszcie).
Tl;dr: prawdziwymi oszołomami są ludzie, którzy rzucają się na temat bez dyskusji i przemyślenia.
Czemu miałbym się zgadzać z wyśmiewaniem i obrażaniem ludzi którzy mają inne zdanie niż moje?
Jeszcze jak!
Pracuje w firmie produkcyjnej . Produkcja 24/7 , w jaki sposób wypełnić ta 3h lukę jeżeli każdy będzie pracować 7h? W jakimś biurze ma to większy sens.
Tak, owszem, jak najbardziej. Po sobie widzę, że ostatnia godzina w robocie, czy też piątek to jest jechanie na oparach. Żyjemy kompromisem sprzed stu lat nie patrząc na to, że rodzaje pracy się zmieniły, a co za tym idzie – sam kompromis się zdezaktualizował.
Choć to też zależy od rodzaju pracy.
Przypomina mi sie taki post o “Polskiej kulturze zapierdalania” czy czymś takim. Basically chodziło o to że jeśli pracuje się przed komputerem albo w biurze zajmując się papierologią to nie jest to prawdziwa praca. Nią jest kopanie rowów czy budowa bo po tym wracasz do domu i nie masz siły żyć.
Tylko, że – podejrzewam, że takie obniżanie przyczyni się również do obniżenia pensji (wątpię, aby którykolwiek pracodawca w przypadku np. umowy zlecenia podniósł stawkę godzinową przy skróceniu wymaganego czasu pracy). A nadgodziny (którymi byłyby te przepracowane do uzupełnienia tych 8h/5dni) bardzo często nie są płatne, a mogą być odbierane w formie urlopów. Ogółem, mniejszy czas pracy byłby dobrym pomysłem (przekładałoby się to na większą efektywność pracowników, przez ich mniejsze zmęczenie etc.) ale musiałoby być jakoś uregulowane pod względem płacy.
Trochę agresywnie to napisał, ale to prawda! Kult zapierdolu jest strasznie mocny 🙁
Pracujemy by żyć, a nie żyjemy by pracować.
Lol bo jak powszechnie wiadomo, życie jest czarno-białe.
Po pierwsze należy sceptycznie podchodzić to wszelkich sloganów propagowanych przez polityków (niezależnie od partii)
Ekscytacja pustym i ogólnym sloganem jest zbyt pochopna i zbyt wczesna.
Po drugie – praca pracy nie równa.
O ile w dużej części sektora IT, SSC, księgowości, fintechu czyli szerokopojętej pracy biurowej (wliczając w to część urzędów) gdzie cele wyznaczane są kwartalnie/miesięcznie i gdzie faktycznie realnie pracuje się przez 4-5h dziennie jest to prostsze, to cięzko sobie wyobrazić wprowadzenie 4 dniowego tygodnia pracy w zakładzie produkcyjnym, hurtowni, usługach itp.
4dniowy tydzień pracy, a w zasadzie 32godzinny tydzień pracy byłby olbrzymim problemem na stanowiskach o nieregularnych godzinach, gdzie pracę wykonuje się praktycznie non stop – większość służby zdrowia, straż pożarna, transport, część służb mundurowych.
32godzinny tydzień pracy byłby trudny do zrealizowania w oświacie.
Rynek pracy cierpi na niedobór pracowników – redukcja roboczogodzin w wielu branżach wymagałaby albo zwiększenia zatrudnienia, albo zwiększenia kosztów pracy (pokrycie kosztów nadgodzin).
Moim zdaniem należy dążyć do rozwiązań mniej drastycznych – zwiększenie wymiaru urlopów (np do 30dni), wprowadzenia nowych dni ustawowo wolnych od pracy, większej ochrony praw pracownika, propagowania elastyczności jeśli chodzi o godziny pracy tam gdzie to możliwe, zachęciania do oferowania możliwości pracy zdalnej.
Zawsze w dyskusji na ten temat jest jeszcze rytualne zawodzenie nad biedną gospodarką która rzekomo załamie się kiedy niewolnicy aka pracownicy będą robić o ⅕ mniej. Ludzie po prostu nie wiedzą że te wszystkie cyferki pokroju PKB niezależnie od tego czy rosną czy nie służą 1% do którego oni na pewno się nie zaliczają.
Jednej rzeczy nie rozumiem. Skąd taki opór przed pracą 35 h tygodniowo zamiast 40 w kraju, gdzie niski wiek emerytalny, nieprzystający do dzisiejszej długości życia, jest świętością?
Pracuję w kadrach międzynarodowego korpo i w większości krajów ludzie pracują krócej (Francja, Holandia) lub biorą na jakimś etapie pracy sabbatical albo cząstkę etatu, a jednocześnie wiek emerytalny to dla wszystkich 65-70 lat. Zdarzają się i tacy, co po 70. nadal pracują, tylko np. 3 dni w tygodniu. Człowiek, który nie zapierdala, tylko pracuje, nie oczekuje z wytesknieniem emerytury. Wszędzie to rozumieją, tylko u nas musi być dokładnie tak, jak 100 lat temu i chuj
pruski model zapierdolu do porzygu still strong
Taki mamy klimat, polakowi dasz palec to upierdoli cala reke i powie ze byla chujowa i nie poleca
Ale dostawców ubereats to tez obejmuje?
I nauczycieli? Dzieci będą miały wolny piątek?
Po części tak. Żyjemy w czasach kiedy produktywność pracy jest kilkukrotnie wyższa niż jeszcze kilka/kilkanaście lat temu. Jednocześnie wciąż żyjemy w czasach gdzie wiele firm i osób gloryfikuje zapierdalanie 16h dziennie spanie 6h i spędzanie 2h w dojazdach do pracy.
Jeśli 4 dniowy dzień pracy może pozytywnie wpłynąć na efektywność pracy i jednocześnie pozytywnie wpłynąć na życie pracowników to czemu nie ?
Praca zdalna była demonizowana przez lata, po COVID niemal wszystkie firmy zgadzają się na prace zdalna przynajmniej w systemie hybrydowym.
Autor ma również racje ze najczęściej głosy przeciwko wychodzą od samych pracowników jakie to jest motywowanie do „lenistwa” co jest idiotyzmem. Jakim idiota trzeba być żeby być przeciwko skróceniu czasu własnej pracy? Ale to już standard, najgłośniej na prace w domu narzekają pracownicy którzy nie mogą pracować w domu (rodzina, dzieci itp) i chcą odebrać to prawo współpracownikom
Oczywiście, że tak. Francja ma 35h godzinny tydzień pracy i działa. Muzea są otwarte po 7h zamiast 8. I wspominam o tym specjalnie bo sam pracuje w muzeum. Jesteśmy codziennie otwarci (oprócz poniedziałku) po 8h i cały czas zdarzają się sytuacje gdy po prostu NIKOGO niema. Zmieniliby na 7h i nic by to nie zmieniło a ja przynajmniej bym mniej siedział bez sensu w pracy.
Bardziej chodzi o to ze boomerzy na emeryturach nigdy nie pozwola by ludzie mieli wygodniej niz oni mieli. Stad jest duza czesc konserwatyzmu, stad nikt po 50tce sie nie przejmuje klimatem, i stad od wiekow starzy ludzie hamuja postep (technologiczny, socjalny, kazdy ktory moze ulatwic zycie).
Zawsze ale to zawsze jest to samolubne myslenie z doza zawisci.
Krytykowanie może iść od osób, które np. nie chcą mniej niż x godzin na dzień, bo liczy im się długi dojazd na dzień. To jest bardziej skomplikowane niż tweet. Wszystko zależy od rodzaju pracy, a nikt nie ufa rządowi, że ogarnie to z rozumem.
(Oczywiście jestem za krótszym tygodniem pracy).
Ja się zgadzam. Zwłaszcza starsi ludzie mają w Polsce mentalność niewolnika.
To jest klasyczny przykład alienacji. Pracownikom ciężko jest odbudować tożsamość swoich interesów kiedy przez lata wbijano im do głowy że tylko ciężką pracą ludzie się bogacą.
A właściciele niewolników płaczą bo nie będą mogli wyciągnąć 1 godzinny (o laboga) dodatkowej wartości od swoich pracowników.
Trochę nie rozumiem tej idei, może ktoś mi to lepiej wytłumaczy. Od razu mówię ze generalnie nie mam nic przeciwko, tylko mi się to trochę w głowie nie spina. Ja to widzę tak:
– Ktoś obecnie pracuje 8h dziennie, zarabia dla równego rachunku 100 pln dniówki (kwota od czapy)
– w czasie tych 8h robi 10 bochenków chleba (ilość nadal od czapy)
– pomijając podatki, zyski, koszty itp sprzedajemy chleb po 10 i wychodzimy na zero
Teraz robimy zmianę, pracujemy 7h dziennie.
– pracownik nadal dostaje 100 dniówki
– w tym czasie upiecze 8 chlebów zamiast 10 bo szybciej nie rośnie ciasto, nie dopiecze się odpowiednio, bez niczyjej złej woli wydajność spadnie
– sprzeda 8 bochenków po 10 pln, bo przecież nie zmieniamy ceny, nadal pomijając zyski podatki itp, kto dołoży te 20 pln do dniówki?
I teraz tak się dzieje w sporej części gospodarki w której magicznie się nie podniesie wydajności o 20% bo by to już zostało dawno temu zrobione
Kto pokrywa różnice? Mityczny zły kapitalista? A co z małymi rodzinnymi firmami? Robimy nadgodziny za darmo żeby było tak samo czy jednak podnosimy ceny towarów i usług?
Jeżeli ludzie pracujący 7 godzin są bardziej produktywni od ludzi pracujących 8 godzin, to czemu korporacje, czy nawet zwykłe firmy nie zastosują tego, jeśli to by zwiększyło im zyski?
Popatrzcie sobie na Islandię, tam wszystko działa i cyka. Tylko oni robią a nie narzekają na Twitterze
Wszystko spoko, powstaje tylko pytanie kogo ma dotyczyć taka zmiana. Zapewne chodzi o korpo, rożnego rodzaju firmy produkcyjne i inne biura. Kłopot takiego rozwiązania pojawia się w przypadku sektora usługowego. O ile by musiały wzrosnąć ceny u barbera/fryzjera aby ten nie obniżył swojego standardu życia. Przecież często ci ludzie i tak pracują po sześć dni w tygodniu…
Grumpy Cat ma zawsze rację
Ma rację
Jesteśmy w końcu trenowani w tym kierunku od lat szkolnych gdzie punkciki, średnia czy ocenki określają Ciebie jako człowieka wartościowego bądź nie dla społeczeństwa. Potem przerzucamy się na punkciki w korpo tyrając na dwie stówy więcej wypłaty.
Zbierałam podpisy pod projektem skrócenia czasu pracy przygotowanym przez razem. Masa ludzi mówiła z dumą ile to oni nie pracują i, że 8 godzin to i tak mało.
Juz dawno powininsmy porzucic archaiczny, 8godzinny dzien pracy.
Oczywiście, że tak. Jest wiele stanowisk, na których spokojnie można by pracować krócej nic przy tym nie tracąc.