W miejscach, gdzie dawniej były regularne połączenia kolejowe, a potem, uznając w dawnych realiach ekonomicznych, że rozwiązaniem problemu zapełniania się tylko połowy pociągu jest nie zmniejszenie składu lub puszczenie szynobusa, a likwidacja połączenia, zerwano powstałe przez lata związki między terenami łączonymi przez taką linię kolejową. Odbudowa linii i puszczenie składu teraz nie zadziała od razu, bo trzeba te więzi odbudować. Przykład z okolic Górnego Śląska. Wszyscy jeździli kiedyś z prowincji do pracy w przemyśle w aglomeracji. Potem pokalkulowano, że linie nie są opłacalne. Po ich zamknięciu na lata ludzie znaleźli pracę gdzie indziej, bo musieli, względnie kupili auta, bo czymś trzeba było dojechać, ewentualnie większe zapotrzebowanie na transport zaspokoiły jakieś busy i transport zbiorowy na drogach. Odtworzenie linii teraz i liczenie, że z dnia na dzień znów będzie choć te pół pociągu, z momentu, gdy linię zamykano, jest oczekiwaniem absurdalnym. Ludzie muszą się przekonać, że takie połączenie jest ofertą trwałą, że można je kalkulować jako pewne i na tej podstawie opierać plan dojazdu do pracy. To musi potrwać. Te oszczędności poprzez likwidację linii, zamiast podtrzymania jakiegokolwiek ruchu, trzeba teraz wydać pomnożone pewnie kilka razy, by część dawnego ruchu wróciła. Dodatkowo dziś zmieniły się też potrzeby. Taka linia musi dawać szansę np. na dostęp do połączeń dalekobieżnych stamtąd, dokąd prowadzi. Dziadostwo dawnego PKP narobiło tyle złego, że ludzie się od tego transportu odwrócili. To powoli wraca, ale często głównie w strefach podmiejskich. Powrót w teren wymaga dużo cierpliwości i pogodzenia się, że na rentowność przyjedzie za karę poczekać. Upadek kolei, tak dziś pozytywnej z racji tego, że nie kopci z rury i bywa opcją szybką, a obecnie i dość wygodną, to jeden z grzechów głównych dziadowskiej transformacji Polski, podczas której nikt o transformacji nie myślał systemowo, tylko mając moc decyzyjną szukał sposobu na ustawienie siebie. To znaczy ta tendencja jest zawsze, ale wtedy na każdym kroku było widać, ze wszystkim wszystko wisi. Dziś jest na szczęście już trochę inne pokolenie, trochę inna mentalność.
1 comment
W miejscach, gdzie dawniej były regularne połączenia kolejowe, a potem, uznając w dawnych realiach ekonomicznych, że rozwiązaniem problemu zapełniania się tylko połowy pociągu jest nie zmniejszenie składu lub puszczenie szynobusa, a likwidacja połączenia, zerwano powstałe przez lata związki między terenami łączonymi przez taką linię kolejową. Odbudowa linii i puszczenie składu teraz nie zadziała od razu, bo trzeba te więzi odbudować. Przykład z okolic Górnego Śląska. Wszyscy jeździli kiedyś z prowincji do pracy w przemyśle w aglomeracji. Potem pokalkulowano, że linie nie są opłacalne. Po ich zamknięciu na lata ludzie znaleźli pracę gdzie indziej, bo musieli, względnie kupili auta, bo czymś trzeba było dojechać, ewentualnie większe zapotrzebowanie na transport zaspokoiły jakieś busy i transport zbiorowy na drogach. Odtworzenie linii teraz i liczenie, że z dnia na dzień znów będzie choć te pół pociągu, z momentu, gdy linię zamykano, jest oczekiwaniem absurdalnym. Ludzie muszą się przekonać, że takie połączenie jest ofertą trwałą, że można je kalkulować jako pewne i na tej podstawie opierać plan dojazdu do pracy. To musi potrwać. Te oszczędności poprzez likwidację linii, zamiast podtrzymania jakiegokolwiek ruchu, trzeba teraz wydać pomnożone pewnie kilka razy, by część dawnego ruchu wróciła. Dodatkowo dziś zmieniły się też potrzeby. Taka linia musi dawać szansę np. na dostęp do połączeń dalekobieżnych stamtąd, dokąd prowadzi. Dziadostwo dawnego PKP narobiło tyle złego, że ludzie się od tego transportu odwrócili. To powoli wraca, ale często głównie w strefach podmiejskich. Powrót w teren wymaga dużo cierpliwości i pogodzenia się, że na rentowność przyjedzie za karę poczekać. Upadek kolei, tak dziś pozytywnej z racji tego, że nie kopci z rury i bywa opcją szybką, a obecnie i dość wygodną, to jeden z grzechów głównych dziadowskiej transformacji Polski, podczas której nikt o transformacji nie myślał systemowo, tylko mając moc decyzyjną szukał sposobu na ustawienie siebie. To znaczy ta tendencja jest zawsze, ale wtedy na każdym kroku było widać, ze wszystkim wszystko wisi. Dziś jest na szczęście już trochę inne pokolenie, trochę inna mentalność.