Dokładnie, ostatnio sobie czytam na klopie trylogię Eisenhorn osadzoną w settingu Warhammer 40k i nie wyobrażam sobie, jak jakiś tam plebs mógłby w ogóle wyciągnąć cokolwiek z takiej książki. Bez ani jednej rozgrywki w legendarny RTS *Dawn of War*? Może jeszcze nie wiedząc czym była Herezja Horusa? Śmieszne w ogóle pomyśleć, żeby takiego debila dopuścić do czytania słowa pisanego.
Na czytanie literatury powinna być licencja, za wiele amatorów pcha się do zabawy…
“Nie znam ludzi, którzy grają w gry”?
> Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze
“Żeby ugotować makaron, trzeba być szefem kuchni w Mariocie, zwiedzić Włochy, albo Chiny.”
Jaki żenujący elitaryzm
Tokarczuk widzę oglądała Ricka i Morty’ego.
To samo z podróżami. One kształcą, ale wykształconych.
Zacznijmy od tego, że literatura jest dla wszystkich, ponieważ jest bardzo różna – każdy znajdzie coś dla siebie. Rozumiem, że czytanie Poe’go, Wilde’a czy Balzaca sprawia mentalne rozkosze pani Tokarczuk (prywatnie również chętnie sięgam), ale literatura nieco niższych lotów nie jest godna politowania jeżeli ktoś czerpie z niej ogromną przyjemność i – co najważniejsze – czyta zamiast oglądać telewizję.
“napisałam ze dwie książki które się nieźle sprzedały i teraz wyżej sram niż dupę mam”
Ja to tam myślałam, że literatura jest dla wszystkich, ale co ja tam wiem…
“Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję […]”
“Piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych […]”
Wow. Noblistka, zamiast zachęcać nawet takich zwykłych szarych Kowalskich do czytania, uderza ich w twarz stwierdzeniem, że jak nie wyrobią sobie “kompetencji”, to nie ma sensu. Szczyt gatekeepingu.
Dobra. Pobawię się w adwokata diabła. Kontekst jest o książkach Tokarczuk. To nie jest literatura dla każdego.
Na pewno jest tam pewien elityzm ale też pewna samoświadomość. Jest literatura lekka i jest literatura którą ciężko się czyta bez znajomości kontekstu, koncepcji literackich czy struktur społecznych.
*Można* napisać książkę która jest dostępna dla wszystkich, ale Tokarczuk takich nie pisze.
Po prostu.
Mogła wyrazić się subtelniej, i może bardziej jednoznacznie że chodzi jej o literaturę piękną, ale poza tym: gdzie tu jakakolwiek kontrowersja?
Ludzi, którzy uważają, że Tokarczuk nie ma racji, aż chciałoby się spytać – myślicie że wśród osób czytających Joyce’a czy Pynchona nie ma ogromnej nadreprezentacji osób z wyższym wykształceniem czy z szerszą wiedzą na temat literatury? Czy bez jakiejś szerszej znajomości kultury da się w ogóle docenić większość kanonu literatury pięknej?
Tokarczuk mówi coś oczywistego: literatura nie jest zawieszona w próżni. Intertekstualność, osadzanie powieści w jakimś kontekście historycznym czy eksperymenty formalne – czytanie wielu książek wymaga zarówno jakiejś wiedzy, jak i wrażliwości, i mimo wszystko inteligencji.
Nie każda książka jest przeznaczona dla przeciętnego czytelnika i Tokarczuk doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I ma świadomość tego, że pisze dla specyficznego profilu odbiorców.
Zdaje się, że część ludzi żyje w jakiejś dziwnie zakłamanej rzeczywistości, gdzie sięgnięcie po książkę Kinga czy obejrzenie filmu z uniwersum Marvela wymaga takich samych kompetencji co czytanie Ksiąg Jakubowych Tokarczuk. A tak po prostu nie jest.
Gatekeeping jest taki śmieszny.
Spróbuję trochę się rozpisać, rozpatrując to z perspektywy osoby, która trochę pracuje teatrze, ostatnie pół roku spędził z osobą studiującą filologię, a samemu zajmującej się nauką. Dużo rozmawialiśmy o wszelkich rodzajach sztuki, także spróbuję powiedzieć co myślę.
Uważam na tym przykładzie, że osoba nieobeznana z teatrem, nie jest w stanie w pełni pojąć kunsztu sztuki, ponieważ nie ma “warsztatu”, nie ma “narzędzi”, żeby ją dobrze zrozumieć. Nie mówię, że w ogóle, tylko że w pełni. Mówię, to z własnego doświadczenia. Kiedy miewamy premiery, na niektóre sztuki patrzę początkowo niesmakiem. Potem, kiedy obejrzę taką sztukę drugi raz, trzeci raz, kiedy przeczytam kilka recenzji, zaczynam rozumieć, co właściwie na scenie się dzieje. Co reżyser miał na myśli, czemu zastosował takie, a nie inne środki artystycznego wyrazu. W którym momencie aktor improwizuje i dlaczego robi to dobrze, albo źle. Wówczas odbieram taką sztukę zupełnie inaczej. Bez zdobycia takiego doświadczenia, przeciętna osoba zobaczy tylko fasadę sztuki teatralnej.
W literaturze kryje się więcej niż tylko tekst książki. Na pełen odbiór utworu wpływa historia autorki, która może mieć wpływ na kształt utworu, czy też inne utwory, które mogą być w taki, czy inny sposób połączone. Oczywiście, każdy może wziąć książkę do ręki i przeczytać, jednak aby w pełni zrozumieć jej treść, należy sięgnąć o wiele głębiej. Dużo bardziej się napracować, spojrzeć nieco szerzej.
Wyobraźmy sobie sytuację następującą z jeszcze innym rodzajem sztuki. Weźmy hipotetyczny obraz w muzeum, portret. Ja, jako osoba nieznająca się kompletnie na sztuce, widzę to, co właściwie mówi mi kartka pod obrazem – jakaś tam królowa. Osoba inteligentna w tej dziedzinie, doświadczona, widzi, że obraz namalowany jest konkretnym rodzajem farb, który w danym regionie był niedostępny. Musiał więc malarz popłynąc po te farby na inny kontynent? Dlaczego? Ponieważ miał nad sobą małżonka portretowanej królowej, który postanowił go zabić, jeśli takich farb nie zdobędzie. Dalej, taka doświadczona osoba widzi złość w samym obrazie – mocne pociągnięcia pędzla, ukryte motywy biblijne,może jakieś nieszczęśliwe dusze, które mają symbolizować samego malarza. Taka osoba obraz ten odbierze zupełnie inaczej, niż ja. Wywoła u niej zgoła inne, z pewnością większe emocje.
Rozpatrując sztukę w ten sposób, również ja nie wierzę, że osoba kompletnie nie znająca się na danej sztuce jest w stanie ją wziąć i przeżyć w taki sam sposób jak osoba, która zna historię, ma odpowiedni warsztat i narzędzia.
Chętnie wdam się w dalszą dyskusję, także zapraszam!
EDIT: małe poprawki w tekście
Może wykluczymy z literatury również niepiśmiennych? Skandal!
r/iamverysmart
Mmm, darmowa słoma na docieplenie domu przed zimą.
A jak ludzie mają zdobyć tą “kompetencje”, czy “rozeznanie w kulturze” jak nie czytając?
EH PANOWIE CORAZ WIĘCEJ AMATORÓW SIĘ PCHA DO ZABAWY HEHE MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I CZYTANIE KSIĄŻEK BĘDZIE MOŻNA CZYNIĆ TYLKO Z LICENCJĄ BO SERIO NIEKTÓRZY NIE MAJĄ ANI DOŚWIADCZENIA ANI WYOBRAŹNI I NA PRZYKŁAD WEZMĄ DO RĘKI TOKARCZUK BEZ ROZEZNANIA W KULTURZE
Przepraszam, ale to jakieś pieprzenie głupot.
arysTokarczuk
Ludzie którzy nie są z nią związani nie są zdolni do myślenia i odczuwania? W jakim elitarystycznym skansenie ona żyje?
Zgadza się, literatura to nie Internet.
Kata co przeżyją? Po dziełach tej pani to co najwyżej katatonię. Wybitny pisarz dotrze do każdego i taki był np. Terry Ptatchett. Pod pozorem zabawy przemycał bardzo poważne problemy filozoficzne. Wiedza nie jest dla elity – po prostu większość nauczycieli to miernoty. Niestety ta wypowiedź wpisuje się w “tradycje” szkolnictwa, które nie dość, że niczego nie uczy, to jeszcze zniechęca do poszukiwania wiedzy. Nie lepiej napisać książkę, która choć trochę podniesie inteligencje czytelników lub zachęci ich do czytania?
EH PANOWIE CORAZ WIĘCEJ AMATORÓW SIĘ PCHA DO ZABAWY HEHE MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I CZYTAĆ BĘDZIE MOŻNA CZYNIĆ TYLKO Z LICENCJĄ BO SERIO NIEKTÓRZY NIE MAJĄ ANI DOŚWIADCZENIA ANI WYOBRAŹNI I POMYŚLĄ SOBIE, ŻE MOŻNA CZYTAĆ WYMAGAJĄCĄ LITERATURE BEZ FORMALNEGO WYKSZATŁCENIA ALBO – NIE DAJ BOŻE! – CZYTAĆ LITERATURE **DLA PRZYJEMNOŚCI**
Jestem w połowie ksiąg jakubowy i muszę to odłożyć na chwilę bo tam się kurwa nic nie dzieje. Jak dłużej niż przez rozdział nic się nie wydarzyło wartościowego dla fabuły to wpierdala jakąś orgię albo ruchanie dzieci. Nie ma co ukrywać że książka wciąga ale raczej historią niż akcją.
Olga Arystokarczuk
Oj, nie podoba mi się to. Myślę, że Tokarczuk mocno nie docenia ludzi i w sumie też im ubliża. No bo czemu niby zakłada, że praczka czy inny szewc nie mieliby sięgnąć po jej literaturę i nie przeżyć katharsis? W sumie sama strzela sobie w piętę, tym co mówi zdradzając, że jej książki nie są uniwersalne. A na co komu beletrystyka, która trafia do garstki ludzi? To nie podręcznik akademicki. To nie jest manual do obsługi skomplikowanej maszynerii. No i rodzi się kolejne zagadnienie: Co warta jest nagroda Nobla? Kto na nią zasługuje? Czy powinno się przyznawać w dziedzinie literatury?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi…
Gatekeeping własnych książek XD
Poza tym, że Tokarczuk ewidentnie woda sodowa uderzyła do głowy, to reprezentuje podejście do literatury, którego nie cierpię. Takie wzięte prosto z artystycznych salonów, gdzie książka jest przede wszystkim bramą, która uniemożliwia prostakom wejście do twierdzy.
Światek tak zwanej “wyższej” kultury jest bardzo hermetyczny, ale znalezienie się w nim jest bardzo opłacalne. Łatwiej o sukces komercyjny z prestiżową nagrodą, a ta wręczana jest przez znawców literatury. Łatwiej załapać się na prestiżową, dobrze płatną posadę, zawrzeć korzystną umowę z wydawcą, czy zdobyć państwową dotację. No, ale skorzystać z tego może ograniczona liczba osób – więc każdy stara się załatwić dojścia “swoim” i nie dopuścić motłochu do źródełka kasy i splendoru.
W takim środowisku im trudniej się pisze, tym lepiej. W ten sposób jeśli komuś dzieło nie wyda się wybitne, to prawdopodobnie był zbyt wielkim prostakiem, żeby je zrozumieć i docenić. Jak ktoś chce dojść do konfitur, to musi utrzymywać członków elity w przekonaniu, że są wybitnymi artystami. Ci odwdzięczą się w końcu uznaniem aspiranta, który oczywiście pisze na tyle niezrozumiale, że nikt poza “ludźmi inteligentnymi” nie jest w stanie stwierdzić, czy ich książki się do czegoś nadają. I tak to się kręci.
Tymczasem o prawdziwym kunszcie autora świadczy także to, jak zrozumiale przekazuje swoje myśli czytelnikowi. Każdy potrafi napisać coś, co nie będzie dało się czytać bez wgapiania się w ten sam akapit pięć minut. Sztuką jest zrobienie tego tak, żeby wizja autora sama wskakiwała czytelnikowi do głowy.
Arystokarczuk musi sobie usprawiedliwić, że znowu nikt jej nie czyta, bo hype z Nobla się kończy
Niechęć do czytania i brak radości z lektury często wynikają z braków i nierówności na samym początku rozwoju dziecka i jego edukacji.
Wystarczy, że dorośli którzy są w otoczeniu dziecka używają więcej słów na co dzień. Braki szybko się nawarstwiają. Kiedy badali dzieci 0-3 r. ż. przez 2 lata, rodzice niektórych użyli łącznie ~38mln więcej słów i miało to bezpośrednie przełożenie na wyniki dzieciaków w wieku 10 lat z matmy i właśnie czytania ze zrozumieniem.
A żeby zrozumieć czytany tekst potrzeba znać 95% użytych w nim słów. Jeśli braki są większe czytanie staje się męczące.
Kiedyś nie rozumiałam jak można nie lubić czytać i patrzyłam z góry na dzieciaki, które w podstawówce były na bakier z książkami. Ale żeby nie rozumieć swojego uprzywilejowania jak się jest nieco bardziej dojrzałym, ba wrażliwym autorem tego kalibru…
Ja, debil, który czyta Tokarczuk od 2010: 😎😎😎
Czy można prosić o kontekst? Bo ludzie w komentarzach mówią tu o “gatekeep’owaniu literatury”, ale mam dziwne wrażenie, że nie o to chodziło, analizując wypowiedź Tokarczuk, toteż kontekst byłby mile widziany
Się podzielę paroma przemyśleniami.
– Z przyczyn w jakie nie będę tu wchodził, zdarzało mi się spotykać z literatami. I niestety często popadają w elityzm, chociaż zazwyczaj bardzo się bronią przed uzmysłowieniem sobie tego.
– Nie rozumiem fetyszyzacji książek, na przykład lamentów nad tym, że ‘tyle-a-tyle osób nie przeczytało książki w danym roku’. Przecież książka to medium, a ważniejsza jest treść. Naprawdę są na tym świecie filmy, seriale, gry, etc., które są mądrzejsze od niejednej książki. Jestem ciekawy, czy osoby tak lamentujące nad tym, ‘że ludzie nie czytają’ myślą o powieściach na zasadzie 50 Twarzy Graya…
– …a nawet mniej mądre rzeczy (książki, filmy, gry, seriale) mają swoją rację bytu.
– Szczerze nie wiem co sądzić o tym cytacie. Z jednej strony, trochę to brzmi jak “a jak ktoś mnie czyta to jest mądry, a jak komuś się moja literatura nie podoba, to jest idiotą” (tak, da się to również inaczej interpretować), i nie dziwię się krytycznym komentarzom…
-…no ale stawianie barierek na zasadzie ‘jeżeli nie masz takiej-a-takiej wiedzy to nie zrozumiesz mojej bardzo inteligentnej prozy’ jest elityzmem.
– Chociaż jak momentami patrzę na niektórych ludzi, na przykład takich, którzy myślą, że jak z kimś się nie zgadzają to mogą dać danej osobie w ryja albo skrzywdzić albo nawet zabić, to przestaję się dziwić.
– Ciekawi mnie – szczerze – kogo ma na myśli jako “idiotów”. Na poważnie. Czy chodzi o właśnie osoby, które działają na zasadzie “nie podobają mi się Twoje buty, wbije ci kosę” czy też do osób, które nie znają Ulyssesa Joyce’a na pamięć.
– Ktoś wspomniał, że Szekspir pisał dla klasy pracującej. I jakoś po wielu latach, ludzie stwierdzili, że jednak coś tam jest. Oczywiście łatwo nie było, bo po drodze trzeba było sobie poradzić z tym jak Szekspir pisał o seksie czy z przemocą (Był taki facet, nazywał się Thomas Bowdler, który w XIX w. propagował Szekspira, ale powycinał z niego wszystko co uznał za niemoralne. I były sytuacje w drugą stronę, pisarze, uznani za bardzo dobrych, po latach znikali z kanonu, bo okazywało się, że nie mieli nic ciekawego do powiedzenia, albo ich popularność była przejściową modą. Ba, są nawet nobliści powodujący, najtęższe umysły literaturoznawstwa zachodzą w głowę co osoby przyznające tę nagrodę myślały.
Edit: literówka
Bardzo nieprzyjemnie to się czyta jako osoba z mocnym problemem zachowania uwagi (z którym btw za miesiąc idę do psychiatry), z uwagi na to że praktycznie nigdy nie potrafiłem czytać książek, szczególnie dłuższych
“Susan hated literature. She’d much prefer to read a good book.” ~Sir Terry Pratchett
Nie warto, tym bardziej jako pisarz czy pisarka, wyżej srać niż się dupę ma. Tokarczuk nie pisze opracowań naukowych o fizyce teoretycznej, tylko książki obyczajowe. To nie wymaga wielkiej inteligencji i wiedzy do zrozumienia. Odrobina pokory potrafi zajść dużo dalej, niż nieuzasadniona buceria.
Mnie tam trochę bawi, że ludzie uważają artystów czy innych tam twórców za jakichś tam wielkich geniuszy. Może jestem prostakiem, ale dla mnie masa „celnych obserwacji na temat świata i ludzkiej natury” to takie r/Showerthoughts połączone z nieco większym ego „myśliciela”, które przekonało go, że te przemyślenia są warte na tyle, by ładnie je opakować i sprzedawać ludziom.
Pani ma problem bo wszystko osiągnęła co w literaturze jest do osiągnięcia, a większość rodaków powie jej ze się tego czytać nie da, a w ogóle to jest lewak, a w ogóle to do garów, a w ogóle to co myślisz ze jesteś lepsza? I to prawie że w twarz, bo przez internet. A jeszcze nie tak dawno temu by siedziała w kamienicy, w centrum któregoś ze starych miast i każda twarz patrzyła by z podziwem bo chłopstwo zarobione poza zasięgiem jej wzroku.
Fetyszyzacja nośnika
Ujmę to tak… Każdy może czytać ale nie wszystkie książki są dla wszystkich.
Huh, czytając tą wypowiedź nie odebrałem tego w żaden sposób dotąd wymieniony w komentarzach. Bardziej zrozumiałem to jako nie wciskanie niektórych części literatury uczniom w szkołach na siłę, bo i tak większość nie zrozumie i zaliczy na swój sposób, a lepiej zarezerwować taką część literatury dla osób, które same z siebie po nią sięgną i może coś z tego wyniosą
44 comments
Lubiłem Tokarczuk, ale taki gatekeeping czytania? Oj nie.
Krzysztof M Maj miał rację!
https://www.youtube.com/watch?v=GzB2LG3aghE
Dokładnie, ostatnio sobie czytam na klopie trylogię Eisenhorn osadzoną w settingu Warhammer 40k i nie wyobrażam sobie, jak jakiś tam plebs mógłby w ogóle wyciągnąć cokolwiek z takiej książki. Bez ani jednej rozgrywki w legendarny RTS *Dawn of War*? Może jeszcze nie wiedząc czym była Herezja Horusa? Śmieszne w ogóle pomyśleć, żeby takiego debila dopuścić do czytania słowa pisanego.
Na czytanie literatury powinna być licencja, za wiele amatorów pcha się do zabawy…
“Nie znam ludzi, którzy grają w gry”?
> Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze
“Żeby ugotować makaron, trzeba być szefem kuchni w Mariocie, zwiedzić Włochy, albo Chiny.”
Jaki żenujący elitaryzm
Tokarczuk widzę oglądała Ricka i Morty’ego.
To samo z podróżami. One kształcą, ale wykształconych.
Zacznijmy od tego, że literatura jest dla wszystkich, ponieważ jest bardzo różna – każdy znajdzie coś dla siebie. Rozumiem, że czytanie Poe’go, Wilde’a czy Balzaca sprawia mentalne rozkosze pani Tokarczuk (prywatnie również chętnie sięgam), ale literatura nieco niższych lotów nie jest godna politowania jeżeli ktoś czerpie z niej ogromną przyjemność i – co najważniejsze – czyta zamiast oglądać telewizję.
“napisałam ze dwie książki które się nieźle sprzedały i teraz wyżej sram niż dupę mam”
[Pls obeznanie?](https://i.imgur.com/eBFYgaY.png)
Ja to tam myślałam, że literatura jest dla wszystkich, ale co ja tam wiem…
“Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję […]”
“Piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych […]”
Wow. Noblistka, zamiast zachęcać nawet takich zwykłych szarych Kowalskich do czytania, uderza ich w twarz stwierdzeniem, że jak nie wyrobią sobie “kompetencji”, to nie ma sensu. Szczyt gatekeepingu.
Dobra. Pobawię się w adwokata diabła. Kontekst jest o książkach Tokarczuk. To nie jest literatura dla każdego.
Na pewno jest tam pewien elityzm ale też pewna samoświadomość. Jest literatura lekka i jest literatura którą ciężko się czyta bez znajomości kontekstu, koncepcji literackich czy struktur społecznych.
*Można* napisać książkę która jest dostępna dla wszystkich, ale Tokarczuk takich nie pisze.
Po prostu.
Mogła wyrazić się subtelniej, i może bardziej jednoznacznie że chodzi jej o literaturę piękną, ale poza tym: gdzie tu jakakolwiek kontrowersja?
Ludzi, którzy uważają, że Tokarczuk nie ma racji, aż chciałoby się spytać – myślicie że wśród osób czytających Joyce’a czy Pynchona nie ma ogromnej nadreprezentacji osób z wyższym wykształceniem czy z szerszą wiedzą na temat literatury? Czy bez jakiejś szerszej znajomości kultury da się w ogóle docenić większość kanonu literatury pięknej?
Tokarczuk mówi coś oczywistego: literatura nie jest zawieszona w próżni. Intertekstualność, osadzanie powieści w jakimś kontekście historycznym czy eksperymenty formalne – czytanie wielu książek wymaga zarówno jakiejś wiedzy, jak i wrażliwości, i mimo wszystko inteligencji.
Nie każda książka jest przeznaczona dla przeciętnego czytelnika i Tokarczuk doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I ma świadomość tego, że pisze dla specyficznego profilu odbiorców.
Zdaje się, że część ludzi żyje w jakiejś dziwnie zakłamanej rzeczywistości, gdzie sięgnięcie po książkę Kinga czy obejrzenie filmu z uniwersum Marvela wymaga takich samych kompetencji co czytanie Ksiąg Jakubowych Tokarczuk. A tak po prostu nie jest.
Gatekeeping jest taki śmieszny.
Spróbuję trochę się rozpisać, rozpatrując to z perspektywy osoby, która trochę pracuje teatrze, ostatnie pół roku spędził z osobą studiującą filologię, a samemu zajmującej się nauką. Dużo rozmawialiśmy o wszelkich rodzajach sztuki, także spróbuję powiedzieć co myślę.
Uważam na tym przykładzie, że osoba nieobeznana z teatrem, nie jest w stanie w pełni pojąć kunsztu sztuki, ponieważ nie ma “warsztatu”, nie ma “narzędzi”, żeby ją dobrze zrozumieć. Nie mówię, że w ogóle, tylko że w pełni. Mówię, to z własnego doświadczenia. Kiedy miewamy premiery, na niektóre sztuki patrzę początkowo niesmakiem. Potem, kiedy obejrzę taką sztukę drugi raz, trzeci raz, kiedy przeczytam kilka recenzji, zaczynam rozumieć, co właściwie na scenie się dzieje. Co reżyser miał na myśli, czemu zastosował takie, a nie inne środki artystycznego wyrazu. W którym momencie aktor improwizuje i dlaczego robi to dobrze, albo źle. Wówczas odbieram taką sztukę zupełnie inaczej. Bez zdobycia takiego doświadczenia, przeciętna osoba zobaczy tylko fasadę sztuki teatralnej.
W literaturze kryje się więcej niż tylko tekst książki. Na pełen odbiór utworu wpływa historia autorki, która może mieć wpływ na kształt utworu, czy też inne utwory, które mogą być w taki, czy inny sposób połączone. Oczywiście, każdy może wziąć książkę do ręki i przeczytać, jednak aby w pełni zrozumieć jej treść, należy sięgnąć o wiele głębiej. Dużo bardziej się napracować, spojrzeć nieco szerzej.
Wyobraźmy sobie sytuację następującą z jeszcze innym rodzajem sztuki. Weźmy hipotetyczny obraz w muzeum, portret. Ja, jako osoba nieznająca się kompletnie na sztuce, widzę to, co właściwie mówi mi kartka pod obrazem – jakaś tam królowa. Osoba inteligentna w tej dziedzinie, doświadczona, widzi, że obraz namalowany jest konkretnym rodzajem farb, który w danym regionie był niedostępny. Musiał więc malarz popłynąc po te farby na inny kontynent? Dlaczego? Ponieważ miał nad sobą małżonka portretowanej królowej, który postanowił go zabić, jeśli takich farb nie zdobędzie. Dalej, taka doświadczona osoba widzi złość w samym obrazie – mocne pociągnięcia pędzla, ukryte motywy biblijne,może jakieś nieszczęśliwe dusze, które mają symbolizować samego malarza. Taka osoba obraz ten odbierze zupełnie inaczej, niż ja. Wywoła u niej zgoła inne, z pewnością większe emocje.
Rozpatrując sztukę w ten sposób, również ja nie wierzę, że osoba kompletnie nie znająca się na danej sztuce jest w stanie ją wziąć i przeżyć w taki sam sposób jak osoba, która zna historię, ma odpowiedni warsztat i narzędzia.
Chętnie wdam się w dalszą dyskusję, także zapraszam!
EDIT: małe poprawki w tekście
Może wykluczymy z literatury również niepiśmiennych? Skandal!
r/iamverysmart
Mmm, darmowa słoma na docieplenie domu przed zimą.
A jak ludzie mają zdobyć tą “kompetencje”, czy “rozeznanie w kulturze” jak nie czytając?
EH PANOWIE CORAZ WIĘCEJ AMATORÓW SIĘ PCHA DO ZABAWY HEHE MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I CZYTANIE KSIĄŻEK BĘDZIE MOŻNA CZYNIĆ TYLKO Z LICENCJĄ BO SERIO NIEKTÓRZY NIE MAJĄ ANI DOŚWIADCZENIA ANI WYOBRAŹNI I NA PRZYKŁAD WEZMĄ DO RĘKI TOKARCZUK BEZ ROZEZNANIA W KULTURZE
Przepraszam, ale to jakieś pieprzenie głupot.
arysTokarczuk
Ludzie którzy nie są z nią związani nie są zdolni do myślenia i odczuwania? W jakim elitarystycznym skansenie ona żyje?
Zgadza się, literatura to nie Internet.
Kata co przeżyją? Po dziełach tej pani to co najwyżej katatonię. Wybitny pisarz dotrze do każdego i taki był np. Terry Ptatchett. Pod pozorem zabawy przemycał bardzo poważne problemy filozoficzne. Wiedza nie jest dla elity – po prostu większość nauczycieli to miernoty. Niestety ta wypowiedź wpisuje się w “tradycje” szkolnictwa, które nie dość, że niczego nie uczy, to jeszcze zniechęca do poszukiwania wiedzy. Nie lepiej napisać książkę, która choć trochę podniesie inteligencje czytelników lub zachęci ich do czytania?
EH PANOWIE CORAZ WIĘCEJ AMATORÓW SIĘ PCHA DO ZABAWY HEHE MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I CZYTAĆ BĘDZIE MOŻNA CZYNIĆ TYLKO Z LICENCJĄ BO SERIO NIEKTÓRZY NIE MAJĄ ANI DOŚWIADCZENIA ANI WYOBRAŹNI I POMYŚLĄ SOBIE, ŻE MOŻNA CZYTAĆ WYMAGAJĄCĄ LITERATURE BEZ FORMALNEGO WYKSZATŁCENIA ALBO – NIE DAJ BOŻE! – CZYTAĆ LITERATURE **DLA PRZYJEMNOŚCI**
Jestem w połowie ksiąg jakubowy i muszę to odłożyć na chwilę bo tam się kurwa nic nie dzieje. Jak dłużej niż przez rozdział nic się nie wydarzyło wartościowego dla fabuły to wpierdala jakąś orgię albo ruchanie dzieci. Nie ma co ukrywać że książka wciąga ale raczej historią niż akcją.
Olga Arystokarczuk
Oj, nie podoba mi się to. Myślę, że Tokarczuk mocno nie docenia ludzi i w sumie też im ubliża. No bo czemu niby zakłada, że praczka czy inny szewc nie mieliby sięgnąć po jej literaturę i nie przeżyć katharsis? W sumie sama strzela sobie w piętę, tym co mówi zdradzając, że jej książki nie są uniwersalne. A na co komu beletrystyka, która trafia do garstki ludzi? To nie podręcznik akademicki. To nie jest manual do obsługi skomplikowanej maszynerii. No i rodzi się kolejne zagadnienie: Co warta jest nagroda Nobla? Kto na nią zasługuje? Czy powinno się przyznawać w dziedzinie literatury?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi…
Gatekeeping własnych książek XD
Poza tym, że Tokarczuk ewidentnie woda sodowa uderzyła do głowy, to reprezentuje podejście do literatury, którego nie cierpię. Takie wzięte prosto z artystycznych salonów, gdzie książka jest przede wszystkim bramą, która uniemożliwia prostakom wejście do twierdzy.
Światek tak zwanej “wyższej” kultury jest bardzo hermetyczny, ale znalezienie się w nim jest bardzo opłacalne. Łatwiej o sukces komercyjny z prestiżową nagrodą, a ta wręczana jest przez znawców literatury. Łatwiej załapać się na prestiżową, dobrze płatną posadę, zawrzeć korzystną umowę z wydawcą, czy zdobyć państwową dotację. No, ale skorzystać z tego może ograniczona liczba osób – więc każdy stara się załatwić dojścia “swoim” i nie dopuścić motłochu do źródełka kasy i splendoru.
W takim środowisku im trudniej się pisze, tym lepiej. W ten sposób jeśli komuś dzieło nie wyda się wybitne, to prawdopodobnie był zbyt wielkim prostakiem, żeby je zrozumieć i docenić. Jak ktoś chce dojść do konfitur, to musi utrzymywać członków elity w przekonaniu, że są wybitnymi artystami. Ci odwdzięczą się w końcu uznaniem aspiranta, który oczywiście pisze na tyle niezrozumiale, że nikt poza “ludźmi inteligentnymi” nie jest w stanie stwierdzić, czy ich książki się do czegoś nadają. I tak to się kręci.
Tymczasem o prawdziwym kunszcie autora świadczy także to, jak zrozumiale przekazuje swoje myśli czytelnikowi. Każdy potrafi napisać coś, co nie będzie dało się czytać bez wgapiania się w ten sam akapit pięć minut. Sztuką jest zrobienie tego tak, żeby wizja autora sama wskakiwała czytelnikowi do głowy.
Arystokarczuk musi sobie usprawiedliwić, że znowu nikt jej nie czyta, bo hype z Nobla się kończy
Niechęć do czytania i brak radości z lektury często wynikają z braków i nierówności na samym początku rozwoju dziecka i jego edukacji.
Wystarczy, że dorośli którzy są w otoczeniu dziecka używają więcej słów na co dzień. Braki szybko się nawarstwiają. Kiedy badali dzieci 0-3 r. ż. przez 2 lata, rodzice niektórych użyli łącznie ~38mln więcej słów i miało to bezpośrednie przełożenie na wyniki dzieciaków w wieku 10 lat z matmy i właśnie czytania ze zrozumieniem.
A żeby zrozumieć czytany tekst potrzeba znać 95% użytych w nim słów. Jeśli braki są większe czytanie staje się męczące.
Kiedyś nie rozumiałam jak można nie lubić czytać i patrzyłam z góry na dzieciaki, które w podstawówce były na bakier z książkami. Ale żeby nie rozumieć swojego uprzywilejowania jak się jest nieco bardziej dojrzałym, ba wrażliwym autorem tego kalibru…
Ja, debil, który czyta Tokarczuk od 2010: 😎😎😎
Czy można prosić o kontekst? Bo ludzie w komentarzach mówią tu o “gatekeep’owaniu literatury”, ale mam dziwne wrażenie, że nie o to chodziło, analizując wypowiedź Tokarczuk, toteż kontekst byłby mile widziany
Się podzielę paroma przemyśleniami.
– Z przyczyn w jakie nie będę tu wchodził, zdarzało mi się spotykać z literatami. I niestety często popadają w elityzm, chociaż zazwyczaj bardzo się bronią przed uzmysłowieniem sobie tego.
– Nie rozumiem fetyszyzacji książek, na przykład lamentów nad tym, że ‘tyle-a-tyle osób nie przeczytało książki w danym roku’. Przecież książka to medium, a ważniejsza jest treść. Naprawdę są na tym świecie filmy, seriale, gry, etc., które są mądrzejsze od niejednej książki. Jestem ciekawy, czy osoby tak lamentujące nad tym, ‘że ludzie nie czytają’ myślą o powieściach na zasadzie 50 Twarzy Graya…
– …a nawet mniej mądre rzeczy (książki, filmy, gry, seriale) mają swoją rację bytu.
– Szczerze nie wiem co sądzić o tym cytacie. Z jednej strony, trochę to brzmi jak “a jak ktoś mnie czyta to jest mądry, a jak komuś się moja literatura nie podoba, to jest idiotą” (tak, da się to również inaczej interpretować), i nie dziwię się krytycznym komentarzom…
-…z drugiej strony, [po akcji jaka była z ludźmi odsyłającymi jej książki](https://lubimyczytac.pl/niszcza-ksiazki-olgi-tokarczuk-i-odsylaja-je-pisarce-trudno-jest-zrozumiec-nienawisc) też trochę rozumiem skąd taki tekst się mógł wziąć…
-…no ale stawianie barierek na zasadzie ‘jeżeli nie masz takiej-a-takiej wiedzy to nie zrozumiesz mojej bardzo inteligentnej prozy’ jest elityzmem.
– Chociaż jak momentami patrzę na niektórych ludzi, na przykład takich, którzy myślą, że jak z kimś się nie zgadzają to mogą dać danej osobie w ryja albo skrzywdzić albo nawet zabić, to przestaję się dziwić.
– Ciekawi mnie – szczerze – kogo ma na myśli jako “idiotów”. Na poważnie. Czy chodzi o właśnie osoby, które działają na zasadzie “nie podobają mi się Twoje buty, wbije ci kosę” czy też do osób, które nie znają Ulyssesa Joyce’a na pamięć.
– Ktoś wspomniał, że Szekspir pisał dla klasy pracującej. I jakoś po wielu latach, ludzie stwierdzili, że jednak coś tam jest. Oczywiście łatwo nie było, bo po drodze trzeba było sobie poradzić z tym jak Szekspir pisał o seksie czy z przemocą (Był taki facet, nazywał się Thomas Bowdler, który w XIX w. propagował Szekspira, ale powycinał z niego wszystko co uznał za niemoralne. I były sytuacje w drugą stronę, pisarze, uznani za bardzo dobrych, po latach znikali z kanonu, bo okazywało się, że nie mieli nic ciekawego do powiedzenia, albo ich popularność była przejściową modą. Ba, są nawet nobliści powodujący, najtęższe umysły literaturoznawstwa zachodzą w głowę co osoby przyznające tę nagrodę myślały.
Edit: literówka
Bardzo nieprzyjemnie to się czyta jako osoba z mocnym problemem zachowania uwagi (z którym btw za miesiąc idę do psychiatry), z uwagi na to że praktycznie nigdy nie potrafiłem czytać książek, szczególnie dłuższych
“Susan hated literature. She’d much prefer to read a good book.” ~Sir Terry Pratchett
Nie warto, tym bardziej jako pisarz czy pisarka, wyżej srać niż się dupę ma. Tokarczuk nie pisze opracowań naukowych o fizyce teoretycznej, tylko książki obyczajowe. To nie wymaga wielkiej inteligencji i wiedzy do zrozumienia. Odrobina pokory potrafi zajść dużo dalej, niż nieuzasadniona buceria.
Mnie tam trochę bawi, że ludzie uważają artystów czy innych tam twórców za jakichś tam wielkich geniuszy. Może jestem prostakiem, ale dla mnie masa „celnych obserwacji na temat świata i ludzkiej natury” to takie r/Showerthoughts połączone z nieco większym ego „myśliciela”, które przekonało go, że te przemyślenia są warte na tyle, by ładnie je opakować i sprzedawać ludziom.
Pani ma problem bo wszystko osiągnęła co w literaturze jest do osiągnięcia, a większość rodaków powie jej ze się tego czytać nie da, a w ogóle to jest lewak, a w ogóle to do garów, a w ogóle to co myślisz ze jesteś lepsza? I to prawie że w twarz, bo przez internet. A jeszcze nie tak dawno temu by siedziała w kamienicy, w centrum któregoś ze starych miast i każda twarz patrzyła by z podziwem bo chłopstwo zarobione poza zasięgiem jej wzroku.
Fetyszyzacja nośnika
Ujmę to tak… Każdy może czytać ale nie wszystkie książki są dla wszystkich.
Huh, czytając tą wypowiedź nie odebrałem tego w żaden sposób dotąd wymieniony w komentarzach. Bardziej zrozumiałem to jako nie wciskanie niektórych części literatury uczniom w szkołach na siłę, bo i tak większość nie zrozumie i zaliczy na swój sposób, a lepiej zarezerwować taką część literatury dla osób, które same z siebie po nią sięgną i może coś z tego wyniosą