A gdzie milion tanich elektryków marki ‘mizeria’ ?
To jest absurd. Auta elektryczne w naszym kraju kupują tylko i wyłącznie bogaci. I to nawet nie klasa średnia, którą u nas wiele osób uznaje za krezusów, tylko naprawdę bogaci, dla których jest to drugie lub trzecie auto w rodzinie. Po co im takie dopłaty? Czy nie lepiej wprowadzić dopłaty do nowych spalinowych pojazdów segmentu A, B i C, żeby Kowalski wymienił swojego 20 letniego rzęcha na coś bardziej ekonomicznego i mniej trującego?
Edit: jeżeli ktoś chce podyskutować, to bardzo chętnie to zrobię, pod warunkiem, że ta osoba będzie szczerze zainteresowana wymianą poglądów. Odpowiadanie na trollowanie nie leży w zakresie moich zainteresowań.
Bogaty i tak auto kupi. Jeśli dostanie dopłatę, to chociaż zastanowi się chwilę, czy nie wziąć elektryka – z korzyścią dla płuc nas wszystkich.
Czyli nie bo “moje podatki idą na coś, z czego osobiście nie korzystam”. To bardzo głupi argument. Komunikacja publiczna też jest finansowana z podatków a bogaci z niej nie korzystają…
Samochody elektryczne to mniej zanieczyszczeń i mniej hałasu więc coś z czego korzystają wszyscy. Więc tak, dobrze, że rząd coś takiego promuje i wydaje na to kasę. Pytanie na ile to jest skuteczne, tzn. czy to dobra inwestycja? Obstawiam, że nie bo:
– mało kto będzie miał tylko elektryka. Zimną zasięg samochodu spada a ładowarek nadal w Polsce nie ma więc większość osób kupi sobie elektryka jako dodatowy samochód
– do uzyskania finansowanie nie jest potrzebne zezłomowanie starego auta. Gdyby tak było to dzięki programowi najstarsze, najbardziej niebezpieczne i najbardziej zanieczyszczające samochodu trafiałby na złom zamiast dalej jeździć po drogach i korzyści byłoby dużo więcej
Dużo lepszą inwestcją byłoby dopłacanie do każdego nowego samochodu pod warunkiem zezłomowania starego. Nowe i tak są dużo czystsze niż stare. Czy taki program istnieje?
>Tymczasem według statystyk AAA Auto z czerwca bieżącego roku, mediana kwoty, którą Polacy wydają na zakup auta (oczywiście używanego) wynosi 24 500 zł.
Ciekawe, czy w tej kwocie uwzględnili swoją prowizję. Jakby ktoś nie wiedział, AAA Auto to taki komis, który nie podaje prawdziwej ceny w ogłoszeniach, a tylko “podstawę”, do której doliczają kilka tysięcy “za sprawdzenie” i jeszcze coś tam.
Poza tym nie ma niczego ekologicznego w samochodach elektrycznych. O godzinie 10 mieliśmy dzisiaj w Polsce 35% elektryczności z energii odnawialnej. Niby fajnie, ale każdy nowy samochód podpięty do sieci zużywa w 100% energię z węgla, bo to przecież nie jest tak że wiatr zacznie mocniej wiać po zwiększeniu obciążenia. Samochody elektryczne są po to, żeby uratować motoryzację, a nie planetę. Tylko transport zbiorowy jest kompatybilny z przetrwaniem ludzkiego gatunku
Większość przełomowych technologii zmieniających świat powstało jako zabawka dla bardzo bogatych, albo jako bardzo drogi, nierentowny projekt rządowy (zwykle wojskowy). Early adopterzy zawsze płacą premium, za coś co zazwyczaj jest gorszej jakości niż alternatywa wykonana w starszej ale dojrzałej technologii. Tak było z samochodami, samolotami, komputerami, komórkami etc. Tak samo też jest dziś z rzeczami jak auta elektryczne czy też komercyjne loty w kosmos.
Jeśli uda się zbudować porządną infrastrukturę, tak aby łatwo i szybko można było podładować auto elektryczne czy to w mieście, czy też na prowincji, to elektryki staną się atrakcyjne dla przeciętnego konsumenta. Jednak nie ma sensu budować infrastruktury, dla aut których nie ma… W ten właśnie sposób trafiamy w błędne koło, do którego przełamania potrzebujemy dotacji, a nawet z nimi tylko bogatych na to stać, ale to jest normalne. Przy czym ja myślę, że przywileje zielonej tablicy rejestracyjnej przemawiają bardziej niż same dotacje.
Tak jak ktoś już tutaj pisał, nawet jeśli tylko limuzyny przestaną smrodzić i hałasować, to ja dalej będę zadowolony i nie ma co się oburzać.
Ach, standardowy i płytki atak na elektryki, jak co miesiąc:
* Każda technologia na początku swojego życia jest na tyle droga, że jest tylko dla entuzjastów. Jedyną metodą, żeby entuzjazm rynku nie ostygł i żeby technologia poszła dalej (obniżając cenę), to przetrwać fazę “tylko dla entuzjastów”. Dotacje w tym pomagają.
* Te nowe, drogie auta za jakiś czas wylądują na rynku wtórnym w o wiele niższej cenie, staną się więc dostępne dla szerszej grupy odbiorców – dotacje zwiększają ten rynek wtórny, finansując rynek pierwotny.
Szczerze mówiąc błędem było zmiana parametrów programu przed wprowadzeniem. Początkowo dopłaty miały być dla aut do 120 tys zł.
Tak powinno było zostać (ewentualnie lekko podwyższyć), i włączyć do tego hybrydy ładowane z gniazdka.
Tanie (relatywnie) miejskie elektryki i podłączane hybrydy by się łapały. Porshe Taycan by się nie łapał.
Przy aktualnych emisjach polskich elektrowni (500-650g/kWh), najoszczędniejsze elektryki emitują trochę mniej CO2 od 15 letniego auta miejskiego. Ekologia po polsku.
Szkoda, że taka forma dofinansowania jest tylko na samochody elektryczne, a nie na wszystkie pojazdy elektryczne (do jakiejś ceny oczywiście)
No bo taki Nowobogacki kupi sobie elektryka, stać go dzięki dofinansowaniu ale Kowalski już niekoniecznie. Ale, Kowalski mógłby dostać dofinansowanie na rower albo hulajnogę elektryczną i też byłoby mniej spalin
Uprzedzając komentarze: w deszcz i śnieg też można jeździć na rowerze. Jakby to było złe to Bóg inaczej by świat stworzył. To samo z dzieciakami i zakupami. Jak trzeba to są rowery cargo. A to że ludzie o tym nie wiedzą też jest częścią problemu.
Osobiście nie miałbym nic przeciwko takim dofinansowaniem, gdyby było na wszystkie EV. Jakby kogoś dało się wyciągnąć ze swojego 10 letniego passata, którym robi po kilka km dziennie, na rower to zyskają na tym wszyscy
Trzeba było inwestować w pociągi i komunikację miejską
A czym je będziemy ładować? Palonym węglem? To prawie jak by były na parę🤣
14 comments
Co kurwa, jak są bogaci to ich stać na to
A gdzie milion tanich elektryków marki ‘mizeria’ ?
To jest absurd. Auta elektryczne w naszym kraju kupują tylko i wyłącznie bogaci. I to nawet nie klasa średnia, którą u nas wiele osób uznaje za krezusów, tylko naprawdę bogaci, dla których jest to drugie lub trzecie auto w rodzinie. Po co im takie dopłaty? Czy nie lepiej wprowadzić dopłaty do nowych spalinowych pojazdów segmentu A, B i C, żeby Kowalski wymienił swojego 20 letniego rzęcha na coś bardziej ekonomicznego i mniej trującego?
Edit: jeżeli ktoś chce podyskutować, to bardzo chętnie to zrobię, pod warunkiem, że ta osoba będzie szczerze zainteresowana wymianą poglądów. Odpowiadanie na trollowanie nie leży w zakresie moich zainteresowań.
Bogaty i tak auto kupi. Jeśli dostanie dopłatę, to chociaż zastanowi się chwilę, czy nie wziąć elektryka – z korzyścią dla płuc nas wszystkich.
Czyli nie bo “moje podatki idą na coś, z czego osobiście nie korzystam”. To bardzo głupi argument. Komunikacja publiczna też jest finansowana z podatków a bogaci z niej nie korzystają…
Samochody elektryczne to mniej zanieczyszczeń i mniej hałasu więc coś z czego korzystają wszyscy. Więc tak, dobrze, że rząd coś takiego promuje i wydaje na to kasę. Pytanie na ile to jest skuteczne, tzn. czy to dobra inwestycja? Obstawiam, że nie bo:
– mało kto będzie miał tylko elektryka. Zimną zasięg samochodu spada a ładowarek nadal w Polsce nie ma więc większość osób kupi sobie elektryka jako dodatowy samochód
– do uzyskania finansowanie nie jest potrzebne zezłomowanie starego auta. Gdyby tak było to dzięki programowi najstarsze, najbardziej niebezpieczne i najbardziej zanieczyszczające samochodu trafiałby na złom zamiast dalej jeździć po drogach i korzyści byłoby dużo więcej
Dużo lepszą inwestcją byłoby dopłacanie do każdego nowego samochodu pod warunkiem zezłomowania starego. Nowe i tak są dużo czystsze niż stare. Czy taki program istnieje?
>Tymczasem według statystyk AAA Auto z czerwca bieżącego roku, mediana kwoty, którą Polacy wydają na zakup auta (oczywiście używanego) wynosi 24 500 zł.
Ciekawe, czy w tej kwocie uwzględnili swoją prowizję. Jakby ktoś nie wiedział, AAA Auto to taki komis, który nie podaje prawdziwej ceny w ogłoszeniach, a tylko “podstawę”, do której doliczają kilka tysięcy “za sprawdzenie” i jeszcze coś tam.
Poza tym nie ma niczego ekologicznego w samochodach elektrycznych. O godzinie 10 mieliśmy dzisiaj w Polsce 35% elektryczności z energii odnawialnej. Niby fajnie, ale każdy nowy samochód podpięty do sieci zużywa w 100% energię z węgla, bo to przecież nie jest tak że wiatr zacznie mocniej wiać po zwiększeniu obciążenia. Samochody elektryczne są po to, żeby uratować motoryzację, a nie planetę. Tylko transport zbiorowy jest kompatybilny z przetrwaniem ludzkiego gatunku
Większość przełomowych technologii zmieniających świat powstało jako zabawka dla bardzo bogatych, albo jako bardzo drogi, nierentowny projekt rządowy (zwykle wojskowy). Early adopterzy zawsze płacą premium, za coś co zazwyczaj jest gorszej jakości niż alternatywa wykonana w starszej ale dojrzałej technologii. Tak było z samochodami, samolotami, komputerami, komórkami etc. Tak samo też jest dziś z rzeczami jak auta elektryczne czy też komercyjne loty w kosmos.
Jeśli uda się zbudować porządną infrastrukturę, tak aby łatwo i szybko można było podładować auto elektryczne czy to w mieście, czy też na prowincji, to elektryki staną się atrakcyjne dla przeciętnego konsumenta. Jednak nie ma sensu budować infrastruktury, dla aut których nie ma… W ten właśnie sposób trafiamy w błędne koło, do którego przełamania potrzebujemy dotacji, a nawet z nimi tylko bogatych na to stać, ale to jest normalne. Przy czym ja myślę, że przywileje zielonej tablicy rejestracyjnej przemawiają bardziej niż same dotacje.
Tak jak ktoś już tutaj pisał, nawet jeśli tylko limuzyny przestaną smrodzić i hałasować, to ja dalej będę zadowolony i nie ma co się oburzać.
Ach, standardowy i płytki atak na elektryki, jak co miesiąc:
* Każda technologia na początku swojego życia jest na tyle droga, że jest tylko dla entuzjastów. Jedyną metodą, żeby entuzjazm rynku nie ostygł i żeby technologia poszła dalej (obniżając cenę), to przetrwać fazę “tylko dla entuzjastów”. Dotacje w tym pomagają.
* Te nowe, drogie auta za jakiś czas wylądują na rynku wtórnym w o wiele niższej cenie, staną się więc dostępne dla szerszej grupy odbiorców – dotacje zwiększają ten rynek wtórny, finansując rynek pierwotny.
Szczerze mówiąc błędem było zmiana parametrów programu przed wprowadzeniem. Początkowo dopłaty miały być dla aut do 120 tys zł.
Tak powinno było zostać (ewentualnie lekko podwyższyć), i włączyć do tego hybrydy ładowane z gniazdka.
Tanie (relatywnie) miejskie elektryki i podłączane hybrydy by się łapały. Porshe Taycan by się nie łapał.
Przy aktualnych emisjach polskich elektrowni (500-650g/kWh), najoszczędniejsze elektryki emitują trochę mniej CO2 od 15 letniego auta miejskiego. Ekologia po polsku.
Szkoda, że taka forma dofinansowania jest tylko na samochody elektryczne, a nie na wszystkie pojazdy elektryczne (do jakiejś ceny oczywiście)
No bo taki Nowobogacki kupi sobie elektryka, stać go dzięki dofinansowaniu ale Kowalski już niekoniecznie. Ale, Kowalski mógłby dostać dofinansowanie na rower albo hulajnogę elektryczną i też byłoby mniej spalin
Uprzedzając komentarze: w deszcz i śnieg też można jeździć na rowerze. Jakby to było złe to Bóg inaczej by świat stworzył. To samo z dzieciakami i zakupami. Jak trzeba to są rowery cargo. A to że ludzie o tym nie wiedzą też jest częścią problemu.
Osobiście nie miałbym nic przeciwko takim dofinansowaniem, gdyby było na wszystkie EV. Jakby kogoś dało się wyciągnąć ze swojego 10 letniego passata, którym robi po kilka km dziennie, na rower to zyskają na tym wszyscy
Trzeba było inwestować w pociągi i komunikację miejską
A czym je będziemy ładować? Palonym węglem? To prawie jak by były na parę🤣