Mam dokładnie takie same odczucia jak pomyślę o przerabianiu literatury romantyzmu na języku polskim.
No generalnie zgoda, ale tak szczerze, to jeśli ktoś w wieku licealnym serio by to łyknął, to wielka przyszłość i tak by go nie czekała.
I tak się właśnie tworzy przyszłe pokolenie niedorajd, którymi łatwo manipulować i rządzić bo przecież państwo(PIS) da.
Oczywiście, że tak. Przecież tak jest od dawna i HiT niczego tutaj nie zmieni, po prostu powtórzy to, co słychać i tak. Zawsze ktoś da – albo rodzice/dziadkowie (bo majo), albo opieka społeczna, albo ktokolwiek inny. Zawsze kogoś można wydoić, a jak ktoś nie potrafi dostać hajsu za frajer, tylko lata do roboty, to debil, nieudacznik i przede wszystkim lewak. A jak nie uda się dostać, to tylko dlatego, że ci magiczni oni (w zależności od narracji: elity postkomunistyczne, wrogowie kościoła, Niemcy, Rosja, Tusk, Ukraińcy uciekający przed wojną) położyli na tym łapę i już-już to wywożą.
Takie społeczeństwo mamy od lat i nie chcemy tego zmieniać. Idealnym dowodem jest obecny obraz polskiej polityki.
Baza Miauczyński
Ostatnia rzecz jaką PiS potrzebuje to ktokolwiek chętny do zmiany rzeczywistości w tym kraju.
No i o to prezesowi chodzi.
Otóż to. Konserwy zawsze będą czekać na kogoś lub na coś co ich zbawi, oczyści ich z grzechów. Płód z mózgiem na wierzchu? Jak ten jebaniutki to przetrwa to na pewno nas uratuje tylko patrzcie… Oj nie udało się. Następny!
Ja bym to rozszerzył. Z obecną ofertą edukacyjną, traktowaną jako zestaw przymusowy wiedzy wszelakiej i niekoniecznie potrzebnej, nie wychowamy społeczeństwa gotowego na zmiany cywilizacyjne, które nas czekają.
Ale trudno się spodziewać lepszych ofert, skoro w Polsce tak zwane najważniejsze sprawy – jeśli sądzić po tym, co się słyszy z wszelkich mediów – to jest jakaś makabryczna zabawa w piaskownicy w sytuacji, gdy już gdzieś było trzęsienie ziemi i tylko czekać tsunami.
Świat się zmienia na naszych oczach. Nie zapewnią nam niczego na te nadchodzące czasy ludzie, którzy widzą świat w kategoriach obowiązujących 30-40 lat temu. A ich rozeznanie w nowoczesnych uwarunkowaniach życia częściowo pokazuje stara sprawa posiadania (nieposiadania) konta. Ale tu jest więcej winnych. Całe stado. Zauważcie, że cała nasza tak zwana elita, która ma dziś i miała wczoraj realny wpływ na władzę, to są ludzie, którzy w młodości mierzyli się z problemami końca zimnej wojny i degrengolady socrealizmu. I, co najgorsze, żyją tymi sprawami, młócą się o nie, nie widzą, że świat się zmienił.
Być może przy zmianach, które następują, ci młodzi znajdą się mimo wszystko najlepiej, bo to najbardziej im właśnie bliski świat, a obciążeń sprawami sprzed pokoleń nie mają. Niemniej mogą to zrobić nie dzięki szkole, a mimo szkoły w obecnej postaci.
Nowoczesność w dzisiejszej szkole to elektroniczna tablica do uczenia przestarzałej tematyki i nauczyciele zarabiający coraz więcej, ale nie mający żadnej presji na dopasowywanie się do nowych czasów. To jest wciąż ta sama pruska szkółka matołków, tylko brakuje rózgi, za to jest ta właśnie tablica czy inny gadżet.
Nie, nie mam gotowej recepty. Ale nie widzę, by toczyła się jakakolwiek poważna dyskusja. Raczej idziemy w drugą stronę. Ten nowy przedmiot – zamiast uczyć nowoczesnego świata, tej autentycznej teraźniejszości – ma gruntować pewne oceny, z którymi dziś już nie każdy musi być zgodny, bo czasy się zmieniły. W szkole nie uczy się teraźniejszości. A Historii też uczy się tej mało potrzebnej najstarszej – wszystkich tych golasów Greków, leśnych Mieszków, Grunwaldów sprowadzonych do obowiązkowej do zapamiętania daty i tak dalej. A tej najnowszej, która ma realny wpływ na nasze obecne położenie, nigdy się nie zdąży nauczyć, bo oceny, klasyfikacje, testy, wakacje i tak dalej. Potem taki dyktator kagiebista może cisnąć swoje bezdety, a wykształcony u nas człowiek nie umie mu odpowiedzieć, bo ostatnie ciekawe na lekcji to było przesrane powstanie styczniowe. Albo inne przesrane. Tak więc, kończąc dygresję o nauczaniu historii, przedmiot osobno traktujący tę najnowszą i dodatkowo uczący rozumienia teraźniejszości by się przydał. Ale… Nie o to tu po prostu chodziło pomysłodawcom. I pozostaje jedynie nadzieja, jak już pisałem tu kiedyś, w rozgarniętych nauczycielach, którzy to i owo pominą, to i owo zaakcentują. Bo tacy czasem się zdarzają.
Bardzo trafne. Wynika że lata mijają a nadal panuje jakieś dziwne swędzenie w głowie żeby bawić się w ofiary i zrzucać winę na kogoś innego. Szczerze chciałbym rządowi pogratulować, bo tym samym kręci bata na siebie – nie naród jest winny który tylko daj daj a robić się nie chce, a rzond który daje za mało, albo nie daje i jeszcze wprowadza syf. Zabawne, bo wygląda że wydaje się rządzącym, że rzeczywistość wygląda jak w programach informacyjnych TVP, a w razie fakapu to nie oni dostaną po dupie. Ludzie może są głupi, a przeglądanie na oczy to kwestia czasu a nie potęgi umysłu. Także, ciekawie może być 😀
11 comments
Source: https://m.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/photos/a.609982312498625/2214086192088221/?type=3&source=48
Mam dokładnie takie same odczucia jak pomyślę o przerabianiu literatury romantyzmu na języku polskim.
No generalnie zgoda, ale tak szczerze, to jeśli ktoś w wieku licealnym serio by to łyknął, to wielka przyszłość i tak by go nie czekała.
I tak się właśnie tworzy przyszłe pokolenie niedorajd, którymi łatwo manipulować i rządzić bo przecież państwo(PIS) da.
Oczywiście, że tak. Przecież tak jest od dawna i HiT niczego tutaj nie zmieni, po prostu powtórzy to, co słychać i tak. Zawsze ktoś da – albo rodzice/dziadkowie (bo majo), albo opieka społeczna, albo ktokolwiek inny. Zawsze kogoś można wydoić, a jak ktoś nie potrafi dostać hajsu za frajer, tylko lata do roboty, to debil, nieudacznik i przede wszystkim lewak. A jak nie uda się dostać, to tylko dlatego, że ci magiczni oni (w zależności od narracji: elity postkomunistyczne, wrogowie kościoła, Niemcy, Rosja, Tusk, Ukraińcy uciekający przed wojną) położyli na tym łapę i już-już to wywożą.
Takie społeczeństwo mamy od lat i nie chcemy tego zmieniać. Idealnym dowodem jest obecny obraz polskiej polityki.
Baza Miauczyński
Ostatnia rzecz jaką PiS potrzebuje to ktokolwiek chętny do zmiany rzeczywistości w tym kraju.
No i o to prezesowi chodzi.
Otóż to. Konserwy zawsze będą czekać na kogoś lub na coś co ich zbawi, oczyści ich z grzechów. Płód z mózgiem na wierzchu? Jak ten jebaniutki to przetrwa to na pewno nas uratuje tylko patrzcie… Oj nie udało się. Następny!
Ja bym to rozszerzył. Z obecną ofertą edukacyjną, traktowaną jako zestaw przymusowy wiedzy wszelakiej i niekoniecznie potrzebnej, nie wychowamy społeczeństwa gotowego na zmiany cywilizacyjne, które nas czekają.
Ale trudno się spodziewać lepszych ofert, skoro w Polsce tak zwane najważniejsze sprawy – jeśli sądzić po tym, co się słyszy z wszelkich mediów – to jest jakaś makabryczna zabawa w piaskownicy w sytuacji, gdy już gdzieś było trzęsienie ziemi i tylko czekać tsunami.
Świat się zmienia na naszych oczach. Nie zapewnią nam niczego na te nadchodzące czasy ludzie, którzy widzą świat w kategoriach obowiązujących 30-40 lat temu. A ich rozeznanie w nowoczesnych uwarunkowaniach życia częściowo pokazuje stara sprawa posiadania (nieposiadania) konta. Ale tu jest więcej winnych. Całe stado. Zauważcie, że cała nasza tak zwana elita, która ma dziś i miała wczoraj realny wpływ na władzę, to są ludzie, którzy w młodości mierzyli się z problemami końca zimnej wojny i degrengolady socrealizmu. I, co najgorsze, żyją tymi sprawami, młócą się o nie, nie widzą, że świat się zmienił.
Być może przy zmianach, które następują, ci młodzi znajdą się mimo wszystko najlepiej, bo to najbardziej im właśnie bliski świat, a obciążeń sprawami sprzed pokoleń nie mają. Niemniej mogą to zrobić nie dzięki szkole, a mimo szkoły w obecnej postaci.
Nowoczesność w dzisiejszej szkole to elektroniczna tablica do uczenia przestarzałej tematyki i nauczyciele zarabiający coraz więcej, ale nie mający żadnej presji na dopasowywanie się do nowych czasów. To jest wciąż ta sama pruska szkółka matołków, tylko brakuje rózgi, za to jest ta właśnie tablica czy inny gadżet.
Nie, nie mam gotowej recepty. Ale nie widzę, by toczyła się jakakolwiek poważna dyskusja. Raczej idziemy w drugą stronę. Ten nowy przedmiot – zamiast uczyć nowoczesnego świata, tej autentycznej teraźniejszości – ma gruntować pewne oceny, z którymi dziś już nie każdy musi być zgodny, bo czasy się zmieniły. W szkole nie uczy się teraźniejszości. A Historii też uczy się tej mało potrzebnej najstarszej – wszystkich tych golasów Greków, leśnych Mieszków, Grunwaldów sprowadzonych do obowiązkowej do zapamiętania daty i tak dalej. A tej najnowszej, która ma realny wpływ na nasze obecne położenie, nigdy się nie zdąży nauczyć, bo oceny, klasyfikacje, testy, wakacje i tak dalej. Potem taki dyktator kagiebista może cisnąć swoje bezdety, a wykształcony u nas człowiek nie umie mu odpowiedzieć, bo ostatnie ciekawe na lekcji to było przesrane powstanie styczniowe. Albo inne przesrane. Tak więc, kończąc dygresję o nauczaniu historii, przedmiot osobno traktujący tę najnowszą i dodatkowo uczący rozumienia teraźniejszości by się przydał. Ale… Nie o to tu po prostu chodziło pomysłodawcom. I pozostaje jedynie nadzieja, jak już pisałem tu kiedyś, w rozgarniętych nauczycielach, którzy to i owo pominą, to i owo zaakcentują. Bo tacy czasem się zdarzają.
Bardzo trafne. Wynika że lata mijają a nadal panuje jakieś dziwne swędzenie w głowie żeby bawić się w ofiary i zrzucać winę na kogoś innego. Szczerze chciałbym rządowi pogratulować, bo tym samym kręci bata na siebie – nie naród jest winny który tylko daj daj a robić się nie chce, a rzond który daje za mało, albo nie daje i jeszcze wprowadza syf. Zabawne, bo wygląda że wydaje się rządzącym, że rzeczywistość wygląda jak w programach informacyjnych TVP, a w razie fakapu to nie oni dostaną po dupie. Ludzie może są głupi, a przeglądanie na oczy to kwestia czasu a nie potęgi umysłu. Także, ciekawie może być 😀