Co to za logika z dupy. To może niech Tokarczuk przestanie się kompromitować? Mamy ignorować jej burackie wypowiedzi, bo wspiera środowiska lewicowe i lgbt? Konfederacja też musi nam ciągle tłumaczyć, co Krul miał na myśli.
Dość pokrętna logika. Podoba mi się szczególnie w tej wypowiedzi próba podziału ludzi na dwie grupy: liberałowie – wg autora są z natury dobrzy, inteligentni i nawet jak robią coś złego to robią to dlatego, że są tacy dobrzy, że mają w tym ukryty cel dla dobra ogółu. Z kolei każdy kto ma bardziej konserwatywne poglądy jest tu przedstawiony jako sebix, burak, idiota i pewnie doszukałbym się jeszcze kilku cech pojawiających się w tym tekście, aczkolwiek nie chcę marnować swoich oczu na czytanie tego drugi raz. Dodatkowo podoba mi się typowo korporacyjny sposób myślenia: może i wykorzystujemy dzieci z biednych krajów do pracy, ale na pride month zmieniliśmy nasze logo na tęcze, więc każdy będzie nas kochał. Niestety prawda jest taka, że większość ludzi nie jest ani ekstremalnie prawicowych, ani lewicowych, po prostu ekstremiści każdej ze stron są najbardziej wokalni, przez to rozpoznawalni, a poglądy polityczne nie usprawiedliwiają bycia burakiem.
>po pierwsze, kim w ogóle jest dla niej idiota?
Dobrze że nie musimy wyciągać definicji z dupy tylko możemy przeczytać dosłownie następne zdanie z wypowiedzi Tokarczuk żeby dowiedzieć się że idiotą jest dla niej ktoś o niskiej kompetencji kulturowej, co nijak ma się do definicji Żulczyka.
Ja się tez całkowicie wyłamię z nurtu subredditowego bo mnie też słowa Tokarczyk nie oburzyły. Bardziej wzruszyłem ramionami nad truizmem który wydawał mi się oczywisty – Tokarczuk powiedziała że ani nie pisze książek które w zamierzeniu mają być popularne ani takich które pisane są jako materiał edukacyjno popularyzatorski – czyli „pod strzechy”. I że nie są dla idiotów bo pewien bagaż „kontekstu kulturowego” trzeba mieć żeby się w tych książkach odnaleźć.
To ze pisze się książki ludziom podobnym sobie uważam za oczywiste, ja, odwracając formułkę, też czytam książki pisane przez ludzi którzy są do mnie zbliżeni światopoglądowo. I rozmawiam z ludźmi którzy są mi światopoglądowo bliscy. Taka natura bańki informacyjnej ale z drugiej strony są to interakcje które sam sobie wybieram w przeciwieństwie do tych codziennych.
Możemy udawać że każda literatura powinna być otwarta na wszystkich, i że osoba która nigdy poza własnym krajem nie była doceni Biegunów, że ktoś komu Żyd i Rumun kojarzy się jedynie z wyzwiskiem rzucanym przez kolegów z podstawówki będzie z zapartym tchem czytał Księgi Dawidowe. Ale prawda jest taka że literatura, bardziej niż inne formy sztuki jest mocno hermetyczna. I stwierdzenie Tokarczuk to jak zauważenie że osoba która wychowała się w Polsce będzie miała trudności z kontekstem kulturowym Kokoro (jako przykład książki która nie jest pisana „pod strzechy”, stworzona przez Japońskiego autora dl japońskiego czytelnika) w porównaniu do Murakamiego gdzie kontekst kulturowy jest łatwiejszy do łyknięcia.
Te słowa mogą być odczytywane jako gorszące ale bardziej dla tego że forma – bezpośrednia – była nie na miejscu.
Dzień dobry. Żulczyk to idiota.
Tokarczuk też.
Pozdrawiam serdecznie z rodziną.
Szczerze to lepiej jakby jej nie bronili bo każda kolejna wypowiedź to coraz wieksza kompromitacja.
Kurwa jak ja nienawidze tej fetyszyzacji czytania książek. Oczywiste, że nie każdy wyciągnie jakieś tam piąte dno albo zrozumie wszystkie aluzje ale litości, każdy ma prawo sięgać po taką książkę jaką chce. To co, że Tokarczuk powiedziała to na głos świadczy tylko o tym, że jednak jest zwykłym burakiem.
zajmowanie się pierdołami be like
Rzeczywiście, czuję się jakby to Korwin się wypowiedział i trzeba było przekręcać jego wypowiedzi w poszukiwaniu ukrytego dna. Nie wiem czy to jest podlizywanie się czy chęć utrzymania się w moralnej wyższości.
Jeśli już trzeba bronić Tokarczuk to można było napisać, że okej, rozumiemy co miała na myśli, ale dobór słów jest na poziomie sejmowym, nie noblistki w dziedzinie używania słów.
A to o sezonie ogórkowym, LGBT i Gazpromie to co ma coś do rzeczy, czy Żulczyk się chciał pochwalić znajomością kalendarza i ostatnich problemów geopolitycznych i społecznych. A co do “nie ma o czym pisać” to ja się nie zgadzam, trafiły nam się takie czasy że materiału jest mnóstwo, pandemia na całym świecie, wojna na granicy, wstająca z kolan gospodarka i wiele innych. Są niestety to przykłady negatywne, ale one też nadają się do przemyśleń.
Idiota to osoba uprzedzona do całych grup społecznych, proceeduje do obrażania całych grup społecznych.
Enough said.
Cicho kochani, to nic że Tokarczuk was obraża, ważne że jest sojusznikiem “queer”!
Z definicji Żulczyka wynika, że arystokarczuk jest idiotką i w sumie pasuje.
Olga Tokarczuk to, Olga Tokarczuk tamto… Skip na sam dół a tam Gazprom… Ciekawy zwrot akcji
Jak dla mnie jedyny problem z wypowiedzią Tokarczuk jest taki, że ona samą siebie wpisała w kanon pisarzy inteligenckich, co jest nieco aroganckie. Z drugiej strony jej literatura po prostu jest intertekstualna i wymagająca humanistycznego obycia.
Nie ma sensu, żeby modelka twierdziła, że jest brzydka. Może jednak nie musi nazywać mniej urodziwych koleżanek “pasztetami”.
Gównoburza natomiast jest bardziej nie do zniesienia niż jej wypowiedź. A kolejne wybuchy umoralniającego oburzenia coraz bardziej śmieszne.
Nie. W jej wypowiedzi nie ma żadnego klasizmu, ponieważ literatura, także ta wysoka jest być może najbardziej demokratyczną ze sztuk. Biblioteki są najczęściej bezpłatne, a świadomość literacką zdobywa się po prostu czytając. Klasykę, nie kryminały. Jasne, że kapitał kulturowy zawsze odgrywa jakąś rolę, ale w wypadku literatury na pewno nie decydującą, ani ostateczną.
Oczywiście nie każdy musi być literatem lub znawcą literatury. Jest mnóstwo ludzi, którzy w ogóle nie czytają książek,a mają imponującą wiedzę, zdobytą z prasy, filmów dokumentalnych itp. (dlatego nie lubię fetyszyzacji książki jako takiej, jako samego medium a czytania jako czynności).
Można też sięgać po czytadła dla rozrywki, ale nie rozumiem oczekiwania, że ktoś będzie traktował ich czytanie na równi z czytaniem Turgieniewa.
Dawniej lewica chciała pomóc robotnikom, zakładając właśnie instytucje edukacyjne, biblioteki,próbując dać im szerszy dostęp do kultury, poprawiając ich kapitał kulturowy. Przyznawanie czegokolwiek dobrego komunizmowi i PRL nie przychodzi mi łatwo, ale bywało u nas wówczas nawet tak, że organizowano robotnikom wyjścia do opery.
Współczesna lewica, ze swoją egalitarną obsesją, zamierza najwyraźniej zapewnić równość, zmierzając w odwrotnym kierunku,czyli ściągając intelektualistów i artystów w dół, pod strzechy i nakazując im udawać, że disco polo jest równie dobre jak Bach,a Blanka Lipińska nie gorsza od Prousta.
Akurat myślę że reakcja na słowa Tokarczuk, które je interpretują jako “klasizm” świadczą bardziej o uprzedzeniach odbiorców niż jej.Ludzi niewrażliwych i nieoczytanych można spotkać w każdej grupie społecznej. Może Polska ma trochę inną strukturę społeczną, bo istnieje tu “inteligencja” więc dla nas samo wspomnienie inteligencji jako cechy ludzkiej, ma skojarzenia klasowe, ale proszę chociaż spojrzeć na UK, gdzie klasa inteligencka nie instnieje w świadomości popularnej- na pewno wiele ludzi z Upper Class ma bardzo konwencjonalne gusta czytelnicze, i jest w niej wiele osób które są niewrażliwe.
Jedynym z czym się nie zgodzę, to to że książki nie mogą zmienić kogoś nieoczytanego. Może miała na myśli tylko swoje książki. Ale jeśli mówiła generalnie, to nie ma racji.
Przecież każdy od czegoś musi zaczynać, żeby poszerzyć swoje horyzonty.
Noblistka okazująca się być na poziomie zwykłego patocelebryty. Zaraz garnki zacznie sprzedawać lub wlewy witaminowe polecać
Zamiast wykorzystać swoje zasięgi i autorytet do czegoś pozytycznego wykorzystuje je do lechtania swojego ego
Dorzucę swoje trzy grosze. Od czasu, gdy Tokarczuk dostała Nobla, ludzie dostali pierdolca na jej punkcie. Kiedyś była po prostu jedną z wielu poetek współczesnych i interesowało się nią jakieś 2% społeczeństwa. Dziś dla jednych jest śmiertelnym wrogiem wszelkiej polskości, a z kolei dla innych każde jej słowo jest święte “bo jak tak można krytykować noblistkę?!” A już nie daj borze szumiący się przyznać, że nie podobają ci się jej książki. Parafrazując Gombrowicza “Tokarczuk wielką poetką jest” i basta.
Ja się przyznam, że próbowałam przebrnąć przez “Księgi Jakubowe” i była to pierwsza powieść, którą zaczęłam czytać dobrowolnie i nie skończyłam. Zapewne jestem idiotką, ale nie zamierzam kłaniać się Tokarczuk tylko dlatego, że jej krytykowanie nagle stało się swiętokradztwem. A jej wypowiedź, nawet jeśli prawdziwa, jest przejawem arogancji.
“Może o swoich książkach mówić co jej się podoba”
Zawsze rozwala mnie ten argument stosowany za każdym razem gdy jakaś osoba publiczna jest krytykowana za jakieś słowa. Tak, jak gdyby argumentujący nie rozumiał, że ktoś może mówić co mu się podoba, a inni mają prawo mówić o tym co im się podoba. Pamiętam, że za dzieciaka myślałem że intelektualiści mają autorytet, że można na nich polegać- ale nie, oni po prostu przypinają sobie taką łatkę, spędzają czas na prestiżowych spotkaniach, i mają kasę od uwiedzionego tym ludu. A to, że są zwykłymi ludzikami jak my wszyscy, wychodzi przy takich argumentach jak ten.
Dlaczego wypowiedź “moja literatura nie jest dla idiotów”, nawet bez kontekstu wzbudza jakieś kontrowersje?
Elitysta broniący elitystki, stare widziałem
Książki są fajne, ale próbowaliście kiedyś grać w grę wideo?
Jesse what the fuck you talking about XDD
Z tego co zauważyłam lewica na Twitterze po prostu zwróciła uwagę, że takie cytaty jak Pani Tokarczuk nie są okej. To, że jest sojusznikiem osób lgbt jest jak najbardziej spoko. Tylko zamiast plemiennosci jest demokracja. I jeżeli ktoś palenie głupotę to jak najbardziej mamy prawo to skrytykować.
Dla mnie Tokarczuk to typowa snobistyczna przedstawicielka elity, która swoje mądrości chciałaby wszystkim wepchnąć go gardła, bo wtedy oni będą, w jej mniemaniu, lepsi.
Przeczytałem Księgi Jakubowe, ale nie powiem, żeby mnie lektura porwała. Wojna i Pokój to książka, do której będę wracał. Harry Potter to książka, do której będę wracał, Potop to książka, do której będę wracał.
Ale nie Księgi Jakubowe.
Pozostałej twórczości noblistki nie znam i nie interesuje mnie jej opinia.
Tyle.
​
PS: Stanisław Lem podsumował już Tokarczuk. Ona nawet nie potrafiła zrozumieć Lalki.
Prawdę mówiąc trzeba mieć niezwykle wysokie IQ żeby zrozumieć “Ricka i Morty’ego”. Humor jest niesamowicie subtelny i bez solidnych podstaw fizyki teoretycznej większość żartów przeleci nad głową typowego widza.
Do tego dochodzi nihilistyczna postawa Ricka, która została zręcznie wpleciona w jego postać – jego filozofia czerpie garściami choćby z literatury nurtu Narodnaja Wola. Fani serialu są w stanie to zrozumieć, mają potencjał intelektualny żeby naprawdę docenić głębię tych żartów, uświadomić sobie, że nie tylko są one zabawne – mówią nam coś głębszego o ŻYCIU.
Dlatego też ludzie którzy nie lubią “Ricka & Morty’ego” w gruncie rzeczy SĄ idiotami – nigdy nie doceniliby, dajmy na to, dowcipu powiedzonka Ricka “Wubba Lubba Dub Dub”, które tak naprawdę jest ukrytym odniesieniem do rosyjskiej epopei Turgieniewa “Ojcowie i Dzieci”. Kisnę kiedy pomyślę jak któryś z tych prymitywów zdezorientowany zachodzi w głowę, podczas gdy na ekranach telewizorów emitowany jest genialny humor Dana Harmona. Doprawdy… Aż żal mi tych głupców.
I tak, MAM tatuaż z Rickiem i Mortym. Nie, nie możecie go zobaczyć, jest tylko dla oczu kobiet i to wyłącznie tych które są w stanie udowodnić że mają w granicach 5 punktów mojego IQ (najlepiej nieco niższe).
Nie wolno negować kultury w której wymagany jest pewien próg aby zrozumieć, dam przykłady w każdej z innych dziedzin:
* Gry:
Dla 75% ludzi którzy kupili i (i pewnie potem zwrócili) Returnal to wujowy shooter w którym w jakieś ciemnej dżungli walczysz z ośmiornico stworami. 3/10, wracam do Fifki. Jak ktoś grał dużo w gry i ma na tyle zaparcia/skilla aby przebrnąć zobaczy zejście do piekła jakim jest cały Returnal i jak ważne dla fabuły jest jak trudna jest ta gra.
​
* Książki:
Da się imho czytać inne książki Warhammera nie czytając wcześniej Herezji Horusa, ale myślę że przyjemność i poziom zrozumienia może być inny
​
* Filmy:
My widzieliśmy WandaVision, trener naszego ziomka nie. Odbiór nowego Dr. Strange zupełnie inny. Sporo rzeczy było dla niego ‘dziwnych’, ‘trochę z nikąd’
​
Co **definitywnie** nie jest ok to kiedy ludzie którzy mają ten próg wypowiadają się w pogardliwy sposób o tych co nie. *’Git good’*, *’No to nie jesteś prawdziwym fanem’*, *’No żeby zrozumieć co dzieje się teraz musisz wrócić do X* (w sensie nie wytłumaczę Ci bo nie sam przeczytaj jak **ja**)’.
​
Pani Olga nie pokazała w sumie nic czego ktokolwiek w jakimkolwiek fandomie nie widzi na co dzień… Natomiast jak ktoś rości sobie prawa do ‘elity’ to powinien mieć większą empatię i horyzonty niż 14stolatek który właśnie coś odkrył i jest to dla niego ‘najlepsza rzecz ever!’.
Wypowiedź kompletnie mija się z faktem, że to, że ktoś nie czyta książek wcale nie musi wiązać się z poziomem inteligencji lub kultury, a może być uzależnione od różnych czynników, nie od razu oczywistych, które mogą daną osobę zniechęcić do czytania lub uczynić tą czynność truną do wykonania nie wpływając jednocześnie na zdolności intelektualne.
Dysleksja, autyzm i ADHD to dwa przykłady właśnie takich “zaburzeń” poznawczo-psychologicznych, które mogą utrudnić lub wręcz uniemożliwić czytanie, przynajmniej w normalnym trybie, ale wcale nie zaniżają inteligencji ani zdolności do szerszego zrozumienia tematu. W badaniu amerykańskich milionerów, dysleksja występowała u około 40 proc. z nich co stanowi dużą nadreprezentację w stosunku do ogólnej ludności, gdzie wskaźnik wynosi około 10 proc. Chyba żadna z tych osób, o ile sama się uczciwie dorobiła (co oczywiście może stać pod znakiem zapytania, ale wbrew pozorom niekażdy musiał “pierwszy milion ukraść) a nie oszukała lub odziedziczyła majątek po rodzinie, nie jest “idiotą” skoro lepiej niż przeciętnie daje sobie radę, przynajmniej finansowo w społeczeństwie. Dyslektykiem był też fizyk Stephen Hawking. Wiele się mówi o inkluzywności i tolerajcji w dzisiejszym społeczeństwie, zresztą sama pani Olga o tym pisała, ale poziom tolerancji czy nawet świadomości o osobach które nie są “neurotypowe” pozostaje zaskakująco niski, mimo że niektóre z tych zaburzeń, zwłaszcza autyzm, zdarzają się coraz to częściej w każdym pokoleniu i społeczeństwo musi również takim ludziom zapewnić jak najwyższy stsndard życia.
26 comments
Co to za logika z dupy. To może niech Tokarczuk przestanie się kompromitować? Mamy ignorować jej burackie wypowiedzi, bo wspiera środowiska lewicowe i lgbt? Konfederacja też musi nam ciągle tłumaczyć, co Krul miał na myśli.
Dość pokrętna logika. Podoba mi się szczególnie w tej wypowiedzi próba podziału ludzi na dwie grupy: liberałowie – wg autora są z natury dobrzy, inteligentni i nawet jak robią coś złego to robią to dlatego, że są tacy dobrzy, że mają w tym ukryty cel dla dobra ogółu. Z kolei każdy kto ma bardziej konserwatywne poglądy jest tu przedstawiony jako sebix, burak, idiota i pewnie doszukałbym się jeszcze kilku cech pojawiających się w tym tekście, aczkolwiek nie chcę marnować swoich oczu na czytanie tego drugi raz. Dodatkowo podoba mi się typowo korporacyjny sposób myślenia: może i wykorzystujemy dzieci z biednych krajów do pracy, ale na pride month zmieniliśmy nasze logo na tęcze, więc każdy będzie nas kochał. Niestety prawda jest taka, że większość ludzi nie jest ani ekstremalnie prawicowych, ani lewicowych, po prostu ekstremiści każdej ze stron są najbardziej wokalni, przez to rozpoznawalni, a poglądy polityczne nie usprawiedliwiają bycia burakiem.
>po pierwsze, kim w ogóle jest dla niej idiota?
Dobrze że nie musimy wyciągać definicji z dupy tylko możemy przeczytać dosłownie następne zdanie z wypowiedzi Tokarczuk żeby dowiedzieć się że idiotą jest dla niej ktoś o niskiej kompetencji kulturowej, co nijak ma się do definicji Żulczyka.
Ja się tez całkowicie wyłamię z nurtu subredditowego bo mnie też słowa Tokarczyk nie oburzyły. Bardziej wzruszyłem ramionami nad truizmem który wydawał mi się oczywisty – Tokarczuk powiedziała że ani nie pisze książek które w zamierzeniu mają być popularne ani takich które pisane są jako materiał edukacyjno popularyzatorski – czyli „pod strzechy”. I że nie są dla idiotów bo pewien bagaż „kontekstu kulturowego” trzeba mieć żeby się w tych książkach odnaleźć.
To ze pisze się książki ludziom podobnym sobie uważam za oczywiste, ja, odwracając formułkę, też czytam książki pisane przez ludzi którzy są do mnie zbliżeni światopoglądowo. I rozmawiam z ludźmi którzy są mi światopoglądowo bliscy. Taka natura bańki informacyjnej ale z drugiej strony są to interakcje które sam sobie wybieram w przeciwieństwie do tych codziennych.
Możemy udawać że każda literatura powinna być otwarta na wszystkich, i że osoba która nigdy poza własnym krajem nie była doceni Biegunów, że ktoś komu Żyd i Rumun kojarzy się jedynie z wyzwiskiem rzucanym przez kolegów z podstawówki będzie z zapartym tchem czytał Księgi Dawidowe. Ale prawda jest taka że literatura, bardziej niż inne formy sztuki jest mocno hermetyczna. I stwierdzenie Tokarczuk to jak zauważenie że osoba która wychowała się w Polsce będzie miała trudności z kontekstem kulturowym Kokoro (jako przykład książki która nie jest pisana „pod strzechy”, stworzona przez Japońskiego autora dl japońskiego czytelnika) w porównaniu do Murakamiego gdzie kontekst kulturowy jest łatwiejszy do łyknięcia.
Te słowa mogą być odczytywane jako gorszące ale bardziej dla tego że forma – bezpośrednia – była nie na miejscu.
Dzień dobry. Żulczyk to idiota.
Tokarczuk też.
Pozdrawiam serdecznie z rodziną.
Szczerze to lepiej jakby jej nie bronili bo każda kolejna wypowiedź to coraz wieksza kompromitacja.
Kurwa jak ja nienawidze tej fetyszyzacji czytania książek. Oczywiste, że nie każdy wyciągnie jakieś tam piąte dno albo zrozumie wszystkie aluzje ale litości, każdy ma prawo sięgać po taką książkę jaką chce. To co, że Tokarczuk powiedziała to na głos świadczy tylko o tym, że jednak jest zwykłym burakiem.
zajmowanie się pierdołami be like
Rzeczywiście, czuję się jakby to Korwin się wypowiedział i trzeba było przekręcać jego wypowiedzi w poszukiwaniu ukrytego dna. Nie wiem czy to jest podlizywanie się czy chęć utrzymania się w moralnej wyższości.
Jeśli już trzeba bronić Tokarczuk to można było napisać, że okej, rozumiemy co miała na myśli, ale dobór słów jest na poziomie sejmowym, nie noblistki w dziedzinie używania słów.
A to o sezonie ogórkowym, LGBT i Gazpromie to co ma coś do rzeczy, czy Żulczyk się chciał pochwalić znajomością kalendarza i ostatnich problemów geopolitycznych i społecznych. A co do “nie ma o czym pisać” to ja się nie zgadzam, trafiły nam się takie czasy że materiału jest mnóstwo, pandemia na całym świecie, wojna na granicy, wstająca z kolan gospodarka i wiele innych. Są niestety to przykłady negatywne, ale one też nadają się do przemyśleń.
Idiota to osoba uprzedzona do całych grup społecznych, proceeduje do obrażania całych grup społecznych.
Enough said.
Cicho kochani, to nic że Tokarczuk was obraża, ważne że jest sojusznikiem “queer”!
Z definicji Żulczyka wynika, że arystokarczuk jest idiotką i w sumie pasuje.
Olga Tokarczuk to, Olga Tokarczuk tamto… Skip na sam dół a tam Gazprom… Ciekawy zwrot akcji
Jak dla mnie jedyny problem z wypowiedzią Tokarczuk jest taki, że ona samą siebie wpisała w kanon pisarzy inteligenckich, co jest nieco aroganckie. Z drugiej strony jej literatura po prostu jest intertekstualna i wymagająca humanistycznego obycia.
Nie ma sensu, żeby modelka twierdziła, że jest brzydka. Może jednak nie musi nazywać mniej urodziwych koleżanek “pasztetami”.
Gównoburza natomiast jest bardziej nie do zniesienia niż jej wypowiedź. A kolejne wybuchy umoralniającego oburzenia coraz bardziej śmieszne.
Nie. W jej wypowiedzi nie ma żadnego klasizmu, ponieważ literatura, także ta wysoka jest być może najbardziej demokratyczną ze sztuk. Biblioteki są najczęściej bezpłatne, a świadomość literacką zdobywa się po prostu czytając. Klasykę, nie kryminały. Jasne, że kapitał kulturowy zawsze odgrywa jakąś rolę, ale w wypadku literatury na pewno nie decydującą, ani ostateczną.
Oczywiście nie każdy musi być literatem lub znawcą literatury. Jest mnóstwo ludzi, którzy w ogóle nie czytają książek,a mają imponującą wiedzę, zdobytą z prasy, filmów dokumentalnych itp. (dlatego nie lubię fetyszyzacji książki jako takiej, jako samego medium a czytania jako czynności).
Można też sięgać po czytadła dla rozrywki, ale nie rozumiem oczekiwania, że ktoś będzie traktował ich czytanie na równi z czytaniem Turgieniewa.
Dawniej lewica chciała pomóc robotnikom, zakładając właśnie instytucje edukacyjne, biblioteki,próbując dać im szerszy dostęp do kultury, poprawiając ich kapitał kulturowy. Przyznawanie czegokolwiek dobrego komunizmowi i PRL nie przychodzi mi łatwo, ale bywało u nas wówczas nawet tak, że organizowano robotnikom wyjścia do opery.
Współczesna lewica, ze swoją egalitarną obsesją, zamierza najwyraźniej zapewnić równość, zmierzając w odwrotnym kierunku,czyli ściągając intelektualistów i artystów w dół, pod strzechy i nakazując im udawać, że disco polo jest równie dobre jak Bach,a Blanka Lipińska nie gorsza od Prousta.
Akurat myślę że reakcja na słowa Tokarczuk, które je interpretują jako “klasizm” świadczą bardziej o uprzedzeniach odbiorców niż jej.Ludzi niewrażliwych i nieoczytanych można spotkać w każdej grupie społecznej. Może Polska ma trochę inną strukturę społeczną, bo istnieje tu “inteligencja” więc dla nas samo wspomnienie inteligencji jako cechy ludzkiej, ma skojarzenia klasowe, ale proszę chociaż spojrzeć na UK, gdzie klasa inteligencka nie instnieje w świadomości popularnej- na pewno wiele ludzi z Upper Class ma bardzo konwencjonalne gusta czytelnicze, i jest w niej wiele osób które są niewrażliwe.
Jedynym z czym się nie zgodzę, to to że książki nie mogą zmienić kogoś nieoczytanego. Może miała na myśli tylko swoje książki. Ale jeśli mówiła generalnie, to nie ma racji.
Przecież każdy od czegoś musi zaczynać, żeby poszerzyć swoje horyzonty.
Noblistka okazująca się być na poziomie zwykłego patocelebryty. Zaraz garnki zacznie sprzedawać lub wlewy witaminowe polecać
Zamiast wykorzystać swoje zasięgi i autorytet do czegoś pozytycznego wykorzystuje je do lechtania swojego ego
Dorzucę swoje trzy grosze. Od czasu, gdy Tokarczuk dostała Nobla, ludzie dostali pierdolca na jej punkcie. Kiedyś była po prostu jedną z wielu poetek współczesnych i interesowało się nią jakieś 2% społeczeństwa. Dziś dla jednych jest śmiertelnym wrogiem wszelkiej polskości, a z kolei dla innych każde jej słowo jest święte “bo jak tak można krytykować noblistkę?!” A już nie daj borze szumiący się przyznać, że nie podobają ci się jej książki. Parafrazując Gombrowicza “Tokarczuk wielką poetką jest” i basta.
Ja się przyznam, że próbowałam przebrnąć przez “Księgi Jakubowe” i była to pierwsza powieść, którą zaczęłam czytać dobrowolnie i nie skończyłam. Zapewne jestem idiotką, ale nie zamierzam kłaniać się Tokarczuk tylko dlatego, że jej krytykowanie nagle stało się swiętokradztwem. A jej wypowiedź, nawet jeśli prawdziwa, jest przejawem arogancji.
“Może o swoich książkach mówić co jej się podoba”
Zawsze rozwala mnie ten argument stosowany za każdym razem gdy jakaś osoba publiczna jest krytykowana za jakieś słowa. Tak, jak gdyby argumentujący nie rozumiał, że ktoś może mówić co mu się podoba, a inni mają prawo mówić o tym co im się podoba. Pamiętam, że za dzieciaka myślałem że intelektualiści mają autorytet, że można na nich polegać- ale nie, oni po prostu przypinają sobie taką łatkę, spędzają czas na prestiżowych spotkaniach, i mają kasę od uwiedzionego tym ludu. A to, że są zwykłymi ludzikami jak my wszyscy, wychodzi przy takich argumentach jak ten.
Dlaczego wypowiedź “moja literatura nie jest dla idiotów”, nawet bez kontekstu wzbudza jakieś kontrowersje?
Elitysta broniący elitystki, stare widziałem
Książki są fajne, ale próbowaliście kiedyś grać w grę wideo?
Jesse what the fuck you talking about XDD
Z tego co zauważyłam lewica na Twitterze po prostu zwróciła uwagę, że takie cytaty jak Pani Tokarczuk nie są okej. To, że jest sojusznikiem osób lgbt jest jak najbardziej spoko. Tylko zamiast plemiennosci jest demokracja. I jeżeli ktoś palenie głupotę to jak najbardziej mamy prawo to skrytykować.
Dla mnie Tokarczuk to typowa snobistyczna przedstawicielka elity, która swoje mądrości chciałaby wszystkim wepchnąć go gardła, bo wtedy oni będą, w jej mniemaniu, lepsi.
Przeczytałem Księgi Jakubowe, ale nie powiem, żeby mnie lektura porwała. Wojna i Pokój to książka, do której będę wracał. Harry Potter to książka, do której będę wracał, Potop to książka, do której będę wracał.
Ale nie Księgi Jakubowe.
Pozostałej twórczości noblistki nie znam i nie interesuje mnie jej opinia.
Tyle.
​
PS: Stanisław Lem podsumował już Tokarczuk. Ona nawet nie potrafiła zrozumieć Lalki.
Prawdę mówiąc trzeba mieć niezwykle wysokie IQ żeby zrozumieć “Ricka i Morty’ego”. Humor jest niesamowicie subtelny i bez solidnych podstaw fizyki teoretycznej większość żartów przeleci nad głową typowego widza.
Do tego dochodzi nihilistyczna postawa Ricka, która została zręcznie wpleciona w jego postać – jego filozofia czerpie garściami choćby z literatury nurtu Narodnaja Wola. Fani serialu są w stanie to zrozumieć, mają potencjał intelektualny żeby naprawdę docenić głębię tych żartów, uświadomić sobie, że nie tylko są one zabawne – mówią nam coś głębszego o ŻYCIU.
Dlatego też ludzie którzy nie lubią “Ricka & Morty’ego” w gruncie rzeczy SĄ idiotami – nigdy nie doceniliby, dajmy na to, dowcipu powiedzonka Ricka “Wubba Lubba Dub Dub”, które tak naprawdę jest ukrytym odniesieniem do rosyjskiej epopei Turgieniewa “Ojcowie i Dzieci”. Kisnę kiedy pomyślę jak któryś z tych prymitywów zdezorientowany zachodzi w głowę, podczas gdy na ekranach telewizorów emitowany jest genialny humor Dana Harmona. Doprawdy… Aż żal mi tych głupców.
I tak, MAM tatuaż z Rickiem i Mortym. Nie, nie możecie go zobaczyć, jest tylko dla oczu kobiet i to wyłącznie tych które są w stanie udowodnić że mają w granicach 5 punktów mojego IQ (najlepiej nieco niższe).
Nie wolno negować kultury w której wymagany jest pewien próg aby zrozumieć, dam przykłady w każdej z innych dziedzin:
* Gry:
Dla 75% ludzi którzy kupili i (i pewnie potem zwrócili) Returnal to wujowy shooter w którym w jakieś ciemnej dżungli walczysz z ośmiornico stworami. 3/10, wracam do Fifki. Jak ktoś grał dużo w gry i ma na tyle zaparcia/skilla aby przebrnąć zobaczy zejście do piekła jakim jest cały Returnal i jak ważne dla fabuły jest jak trudna jest ta gra.
​
* Książki:
Da się imho czytać inne książki Warhammera nie czytając wcześniej Herezji Horusa, ale myślę że przyjemność i poziom zrozumienia może być inny
​
* Filmy:
My widzieliśmy WandaVision, trener naszego ziomka nie. Odbiór nowego Dr. Strange zupełnie inny. Sporo rzeczy było dla niego ‘dziwnych’, ‘trochę z nikąd’
​
Co **definitywnie** nie jest ok to kiedy ludzie którzy mają ten próg wypowiadają się w pogardliwy sposób o tych co nie. *’Git good’*, *’No to nie jesteś prawdziwym fanem’*, *’No żeby zrozumieć co dzieje się teraz musisz wrócić do X* (w sensie nie wytłumaczę Ci bo nie sam przeczytaj jak **ja**)’.
​
Pani Olga nie pokazała w sumie nic czego ktokolwiek w jakimkolwiek fandomie nie widzi na co dzień… Natomiast jak ktoś rości sobie prawa do ‘elity’ to powinien mieć większą empatię i horyzonty niż 14stolatek który właśnie coś odkrył i jest to dla niego ‘najlepsza rzecz ever!’.
Wypowiedź kompletnie mija się z faktem, że to, że ktoś nie czyta książek wcale nie musi wiązać się z poziomem inteligencji lub kultury, a może być uzależnione od różnych czynników, nie od razu oczywistych, które mogą daną osobę zniechęcić do czytania lub uczynić tą czynność truną do wykonania nie wpływając jednocześnie na zdolności intelektualne.
Dysleksja, autyzm i ADHD to dwa przykłady właśnie takich “zaburzeń” poznawczo-psychologicznych, które mogą utrudnić lub wręcz uniemożliwić czytanie, przynajmniej w normalnym trybie, ale wcale nie zaniżają inteligencji ani zdolności do szerszego zrozumienia tematu. W badaniu amerykańskich milionerów, dysleksja występowała u około 40 proc. z nich co stanowi dużą nadreprezentację w stosunku do ogólnej ludności, gdzie wskaźnik wynosi około 10 proc. Chyba żadna z tych osób, o ile sama się uczciwie dorobiła (co oczywiście może stać pod znakiem zapytania, ale wbrew pozorom niekażdy musiał “pierwszy milion ukraść) a nie oszukała lub odziedziczyła majątek po rodzinie, nie jest “idiotą” skoro lepiej niż przeciętnie daje sobie radę, przynajmniej finansowo w społeczeństwie. Dyslektykiem był też fizyk Stephen Hawking. Wiele się mówi o inkluzywności i tolerajcji w dzisiejszym społeczeństwie, zresztą sama pani Olga o tym pisała, ale poziom tolerancji czy nawet świadomości o osobach które nie są “neurotypowe” pozostaje zaskakująco niski, mimo że niektóre z tych zaburzeń, zwłaszcza autyzm, zdarzają się coraz to częściej w każdym pokoleniu i społeczeństwo musi również takim ludziom zapewnić jak najwyższy stsndard życia.