Tokarczuk ma rację. Piąty, najwyższy poziom umiejętności czytania, ma tylko 0,7 proc. Polaków

9 comments
  1. Jak to powiedział mędrzec: “Lambert, Lambert, ty chuju”.

    ​

    Ciekawe czy Tokarczuk rozumie to odniesienie, jak nie to ma niski poziom umiejętności czytania i jej książki nie są dla niej…

  2. TLDR: Pani Helena Łygas uważa, że jesteśmy idiotami, tylko troszkę mniejszymi, niż uważa Tokarczuk. Dowodem na to są badania, do których autorka nie raczyłą dać linka. Bo po co? 😀

  3. Mnie trochę śmieszy ten tekst a zwłaszcza to zdanie

    >Podobnie 150 punktów w teście IQ może się mieć nijak do inteligencji, która polega raczej na dostrzeganiu wielowarstwowość tekstu i osadzaniu tego to, co się czyta, w\kontekście szerszym niż fabuła.

    Czyli co, potrafią zinterpretować co autor miał na myśli, ale już jaki klocek pasuje do danego fragmentu to już nie? xD

  4. Za to felietonistka na temat mieści się w tej 0.3% puli, która osiągnęła szósty poziom gęstości xD

    >Załóżmy, że 15-latek, któremu widzenie szerszych sensów niż rozwój fabuły przychodzi z łatwością, dodatkowo lubi czytać. Postanawia wziąć się np. za “Ulissesa” Jamesa Joyce’a, bo słyszał, że to wybitne dzieło. Wcześniej nie czytał powieści, która nie byłaby książką dla nastolatków albo lekturą szkolną napisaną w konwencji XIX-wiecznego realizmu.

    Bawi mnie, że wszyscy ‘obrońcy’ przeszukali szybko swoje umysły w poszukiwaniu “jaką by tu najbardziej niestrawną i hermetyczną książkę dać jako przykład” i wszyscy jak jeden mąż wystrzelili z Ulissesem – który – fakt, jest książką całkowicie niestrawną bez szerokiej wiedzy z dziedziny historii i teorii literatury, jednak nawet z tą wiedzą nie staje się bardziej strawny. W dodatku takich tworów jak Ulisses jest na tyle mało, że właśnie nikomu nie przyszedł do głowy inny xD

    >Nie dość, że nie zna “Odysei” Homera, z którą dialog prowadzi Joyce, to nigdy nie słyszał o konstrukcji takiej jak strumień świadomości.

    Nie trzeba Ulissesa. “Wojna Polsko-Ruska” Masłowskiej jest w dużym stopniu pisana strumieniem świadomości i sporo “normalnych” ludzi bez kontekstu ją przeczytało i nawet im się podobała, choć wydała się nieco dziwna. Ale znów, musimy wyciągnąć najcięższe działo – największy kaliber.

    > W efekcie lektura nie będzie wydawała mu się dziwna ani trudna, bo będzie miał odpowiednie “kompetencje czytelnicze”.

    To znowu o Ulissesie. Nieprawda. Nie ma takich kompetencji, które sprawią, że Ulisses nie będzie się wydawał dziwny i trudny. Ja mam, jak uważam, dosyć spore kompetencje (jak na ‘zwykłego zjadacza chleba’) bo jestem bardzo dobrze zaznajomiony z historią i teorią literatury, a Ulissesa przerabiałem na studiach. Dalej nie jest to łatwa i przyjemna lektura i nigdy nie będzie.

    >W tym rodzaju wrażliwości nie chodzi wcale o ronienie łez nad losami bohaterów. To raczej wrażliwość na słowo, frazę, metaforę, ale i wyłapywanie niuansów osobowości czy stanów psychicznych bohaterów. Podobnie 150 punktów w teście IQ może się mieć nijak do inteligencji, która polega raczej na dostrzeganiu wielowarstwowość tekstu i osadzaniu tego to, co się czyta, w kontekście szerszym niż fabuła.

    Patrzcie, jaką sobie fajną definicję inteligencji wymyśliłam wczoraj przy obiedzie. Super, nie?

    >Nie trzeba być literaturoznawcą, żeby zauważyć różnicę między współczesnymi bestsellerami, a książkami uchodzącymi za klasykę literatury czy współczesne pozycje doceniane przez krytyków.

    Dzieła markiza De Sade są uznawane za (cokolwiek wstydliwą) klasykę literatury, a doskonale można je interpretować jako 1000 stron srania sobie nawzajem do mordy, bez większego sensu.

    >Zdanie “Literatura nie jest dla idiotów” nie implikuje wcale, że ten, kto literatury nie czyta, jest idiotą. Analogicznie: “pomarańcze nie są dla koni”, ale niejedzenie pomarańczy jeszcze nie czyni cię koniem. Komentowanie nie jest widać dla idiotów, co nie oznacza, że ten, kto komentuje idiotą być nie może (ja tu tylko parafrazuję).

    Pisanie felietonów nie jest dla Heleny Łygas, co nie znaczy, że Helena Łygas nie może pisać felietonów.

    Już mi się chyba znudził ten temat, więc nie będę dalej komentował, za dużo już czytałem przez lata tłumaczeń “co Korwin tak naprawdę miał na myśli”.

  5. Nie wiem czy umiem na tyle dobrze czytać, że mam prawo się obrazić.

    To że pierdolneła głupotę to jedno, zdarza się, ale cały ten cyrk w jej obronie jest już po prostu żałosny.

Leave a Reply