
W związku z tym że Tokarczuk jest ostatnio brana na języki, znalazłam nagłowek jej wypowiedzi z 2019 roku. Nie czytałam całego artykułu, bo nie o to chodzi, tylko o to co widzę jako sprzeczność w myśleniu liberalno-lewicowym, którego przykładem jest ta wypowiedź. Sama nota bene jestem lewicowa też (chociaż ostatnio społecznie trochę bardziej centrum), i w dodatku imigrantką z mieszanej rodziny. Ale tej sprzeczności nie rozumiem, może dlatego że moje doświadczenia z imigracją nie są czysto pozytywne.
[https://wiadomosci.wp.pl/olga-tokarczuk-wstyd-mi-ze-polska-nie-przyjela-imigrantow-6455637527635585a](https://wiadomosci.wp.pl/olga-tokarczuk-wstyd-mi-ze-polska-nie-przyjela-imigrantow-6455637527635585a)
W nagłówku jest napisane tak:
>Spotkanie z dziećmi było cudowne, one są tak kolorowe. Pomyślałam, jakie bogactwo Szwecja sobie przygarnęła wraz z imigrantami, jaki potencjał wrażliwości i puli genetycznej. Zawsze w takich momentach jest mi wstyd za ten straszny 2014 rok, kiedy Polska nie przyjęła imigrantów. Nigdy nie potrafię tego zrozumieć – powiedziała Olga Tokarczuk.
​
(Pomijając że wyrażenie “bogactwo puli genetycznej” brzmi okropnie)
Sprzeczność dla mnie polega na tym że z jednej strony liberalna lewica wspiera postawy progresywne społecznie i dąży do zmiany praw w tym kierunku. Z drugiej strony część ludzi o takich poglądach (a także o skrajnie lewicowych) uważa że najlepszym światem byłby świat bez granic, lub/i że imigracja sama w sobie jest dobra dla krajów przyjmujących. Ja uważam że w tym jest sprzeczność, bo to może doprowadzić do “rozwodnienia” progresywnych postaw, jeśli imigracja jest z kultur bardzo konserwatywnych, które tych zasad chcą się trzymać, i do fragmentacji społecznej jeśli promowana jest postawa wielokulturowości.
Z jakiegoś powodu Liberałowie tego nie widzą- konserwatyzm jest tylko zły u własnych współobywateli, a “wzbogacający” u imigrantów.
Jeśli chodzi o samych imigrantów, to imigracja jest mieszanką pozytywnych in negatywnych aspektów. Możliwość “ucieczki” do bardziej wolnego kraju jest czymś dobrym dla jednostki. Z drugiej strony, nie rozwiązuje całościowo problemu- dlaczego musieli uciekać..
Jeśli ludzie imigrują do krajów gdzie panuje multikulturalizm, to te lokalne środowiska, są czasami bardziej restrykcyjne od tych w ich krajach rodzinnych. Jeśli imigrują gdzieś gdzie integracja jest bardziej ceniona – to też mają problem przed wszystkim jeśli nie są osobami białymi.
Nawet jak się zintegrują na 100% – to i tak nie będą traktowani w zupełności na równi. Zawsze będą przynależeć trochę inaczej. I przez integrację tracą łącznik z własnym krajem “rodzimym” – przedewszystkim jeśli ich pierwszym językiem stanie się język kraju w którym mieszkają. To jest bardzo trudne, kiedy twoim językiem ojczystym jest język kraju, w którym jesteś obywatelem trochę gorszej kategorii.
W UK jest np.bardzo dużo ludzi którzy są kulturowo Brytyjczykami, ale nie mają obywatelstwa. To jest w moim rozumieniu takie zatracenie prawowitej przynależności gdziekolwiek. Ci ludzie nie są u siebie ani tu, ani tam.
Oczywiście różnorodność jest dobra- ale w związku z tym że imigracja niesie ze sobą kompleksowe sytuacje, nie rozumiem traktowania jej jako czegoś z góry pozytywnego, i dobra samego w sobie.
Czy ktoś może mi to proszę wytłumaczyć i pokazać dlaczego to nie jest sprzeczne – przede wszystkim dlaczego konserwatywni imigranci są dobrem samym w sobie w krajach liberalnych ?
14 comments
>Nawet jak się zintegrują na 100% – to i tak nie będą traktowani w zupełności na równi.
Dlaczego nie? Na tym polega równość, o którą walczy lewica, by wszystkich traktować tak samo.
>Czy ktoś może mi to proszę wytłumaczyć i pokazać dlaczego to nie jest sprzeczne – przede wszystkim dlaczego konserwatywni imigranci są dobrem samym w sobie w krajach liberalnych ?
Bo to często osoby, którym należy pomóc. Jak spotkają się z naszą kulturą, to może ich konserwatyzm zmięknie, ale to nie jest priorytet jak się takim ludziom pomaga. Przynajmniej na starcie.
>Spotkanie z dziećmi było cudowne, one są tak kolorowe. Pomyślałam, jakie bogactwo Szwecja sobie przygarnęła wraz z imigrantami, jaki potencjał wrażliwości i puli genetycznej.
Tak, to jest cringe jak chuj xD
Ale trochę nie rozumiem Twojego problemu. “Świat bez granic” nie oznacza, że dzisiaj po obiedzie mamy wprowadzić światową ustawę rozmontowującą wszystkie granica i wprowadzającą na całym świecie jednolity Kosmiczny Homokomunizm. Chodzi właśnie o to, żeby tak kształtować dyskusje i wrażliwość społeczną, żeby stopniowo tę integrację ułatwiać. Dążyć do tego, aby problemy braku przystosowania się i iskrzenia przy zetknięciu kultur zmarginalizować.
> a uważam że w tym jest sprzeczność, bo to może doprowadzić do “rozwodnienia” progresywnych postaw, jeśli imigracja jest z kultur bardzo konserwatywnych
Czyli według ciebie postawa przyjmowania imigrantów jest sprzeczna z progresywizmem, gdyż pozwala na przyjęcie osób potencjalnie konserwatywnych.
Jakie to szczęście, że lekarze nie podążają tak ścisłą logiką, bo by mnie jeszcze pytali o poglądy przed operacją, aby się nie okazało, że uratują jakiegoś lewaka i tym samym osłabią konserwatyzm w Polsce.
W moim przekonaniu to nie jest sprzeczność, to jest naiwność.
Każde środowisko wyznające jakąś ideologię zakłada a priori, że maja pełną rację i kiedyś wszyscy zobaczą światło i nawrócą się właśnie na ich ~~religię~~ ideologię. Środowiska liberalno-lewicowe nie są pod tym względem wyjątkiem i głęboko wierzą, że każdy kto będzie mieć szansę obcować z ich ~~cywilizowaną~~ progresywną kulturą odrzuci stare przyzwyczajenia.
Jednocześnie powyższe środowiska są wysoce przeczulone na wszelkie oznaki ksenofobii, więc jeśli zwrócisz uwagę, że być może 40 letni Pakistańczyk, który cale swoje życie był zadowolony ze swojej patriarchalnej, tradycyjnej kultury i jest gorliwym muzułmaninem, może nie zostanie feministą tylko dlatego, że przyjechał na saksy do UK, zostaniesz od razu zablokowana za rasizm.
Część liberałów doszła do wniosku, że masowa imigracja zapewni “konkurencyjność rynku pracy” (czytaj: dopływ taniej siły roboczej) oraz będzie ratunkiem dla niewydolnego systemu emerytalnego. Z kolei część lewicy uznała, że zmarginalizowane, zubożałe grupy imigranckie mają duży potencjał rewolucyjny. Z ich połączonych mocy powstał lib-left.
Liberalizm jest ideologią czyli mówiąc inaczej jest świecką religią i jak każda religia posiada pewne dogmaty które zazwyczaj są sprzeczne ze sobą. Jednym z takich dogmatów jest wiara w to że imigracja z krajów odległych kulturowo jest zjawiskiem zawsze pozytywnym. Czasem dorabia się do dogmatów jakąś pseudonaukę taką jak ta: “zróżnicowana pula genetyczna” – nic tu specjalnie odkrywczego nie ma. Człowiek jest z zasady nieracjonalny w postrzeganiu świata – Iain Banks w swoich powieściach modyfikował genetycznie istoty rozumne celem uczynienia ich racjonalnymi. Psychologia uważa że nieracjonalność w postrzeganiu świata poprawia nasz dobrostan psychiczny.
Wszystkie problemy z imigracją, które poruszasz, są prawdziwe i poważne. Jako osoba o poglądach liberalno-lewicowych mogę powiedzieć, że dla mnie jednak od tych problemów ważniejsza jest wolność jednostki do przemieszczania się po świecie. Żeby zmniejszyć te problemy, ta wolność powinna być w pewnym stopniu ograniczona (np. wpływanie na migrantów na różne sposoby, by osiedlali się w rozproszeniu, żeby nie tworzyły się jednokulturowe enklawy, różne programy edukacyjne itp – dużo jest tych przykładów, ale nie podejmę się wymieniać, bo mimo że trochę czytałam na ten temat to pamięć już nie ta).
Imigracja do krajów zamożnych jest uznawana za dobro głównie z powodów demograficznych – ktoś musi harować na emerytury starzejących się Europejczyków…
W sumie ogólnie dla mnie liberalizm i lewica to jest dziwne połączenie. Taki oksymoron trochę. No bo jak jesteś liberalny to (ja tak rozumie liberalizm) oczekujesz dążenia do jak najmniejszych ograniczeń swobód człowieka, a więc i do niskich podatków, ograniczenia roli państwa w życie jednostki itp. Z drugiej strony środowiska lewicowe postulują odwrotną sytuację – wzrost lub co najmniej utrzymanie wysokości świadczeń socjalnych, podnoszenie płacy minimalnej poprzez ustawy a nie rozwój gospodarki, wzrost wydatków na służbę zdrowia, a więc w konsekwencji wzrost podatków, bo z czegoś trzeba te postulaty finansować. Jak więc te dwie skrajne postawy pogodzić? Liberalny lewicowiec to jest ktoś taki kto chce zjeść ciastko i mieć ciastko? Także takie sprzeczności w poglądach jak powyżej mnie nie dziwią, to jakby jest część tego środowiska.
Z punktu widzenia państwa w imigracji nie ma zbytnio nic poza pragmatycznym pozyskaniem dodatkowej często taniej siły roboczej, tak było od zawsze, taka Szwecja czy Niemcy mogą przypisywać do tego piękne idee multikulturalnego kumbaja ale rzeczywistość jest tak że reagowali na coraz większe zapotrzebowanie na pracowników na lokalnym rynku. Polska jest obecnie w takiej samej sytuacji i te dodatkowe 3mln uchodźców jest zbawieniem dla tego kraju bo wizja załamania systemu emerytalnego była bardzo realna. Więc w teorii dla państwa imigracja zawsze jest dobra, ponieważ krótkofalowy koszt społeczny nie ma znaczenia w porównaniu do zysku długofalowego. Oczywiście że imigracją wiąże się z asymilacją, mistrzem pragmatyzmu jest obecnie Dania która ma takie zapisy asymilacyjne jak oddzielanie matki od dziecka na 25 godzin tygodniowo żeby uczyć ich duńskich wartości, tak samo jak obowiązkowe szkółki szanowania kobiet mimo to nadal Dania uchodzi za progresywną i otwartą na imigracje, trudno się oprzeć wrażeniu że ta cała ideologia multikulti to po prostu dobra reklama a realnie państwo gospodarz chcę się jak najszybciej pozbyć kultury przyjezdnego i zastąpić ją swoją.
Ja osobiście uważam że jeśli przyjeżdżasz do jakiegoś kraju żyć to powinieneś/aś się dostosować i nie widzę potrzeby dopisywać temu jakikolwiek dodatkowych idei, uważam że każdy chętny powinien mieć szanse się zasymilować i państwo powinno takim ludziom pomagać właśnie poprzez różnego rodzaju zajęcia z kultury i języka bo po prostu potrzebujemy dodatkowych rąk do pracy, ja nie widzę w tym nic złego dopóki nikt nikogo nie zmusza do porzucenia jego kultury.
Ja ogólnie nie rozmawiam na takie tematy, ale po prostu mniej przychylnie patrzę na imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki, pod względem tego jak konserwatywne są to regiony. Dla mnie imigracja jest okej, wtedy gdy nie wpuszczamy każdego jak leci. Wpuszczanie wszystkich bez kontroli nie jest okej. Wiadomo, że trzeba nam rąk do pracy, ale też po prostu czuję nierzadko strach. Jestem niewierzącym gejem i coś takiego jest nie do pomyślenia w takiej Syrii, czy w Iraku. Wiem, że moja wypowiedź może zostać odebrana jako ksenofobiczna, ale no jednak są to dla nas odległe i odmienne kultury.
>Oczywiście różnorodność jest dobra- ale w związku z tym że imigracja niesie ze sobą kompleksowe sytuacje, nie rozumiem traktowania jej jako czegoś z góry pozytywnego, i dobra samego w sobie.
Jest taki amerykański naukowiec Thoma Sowell (może zostaje zminusowany za niego) sam się z wieloma tezami nie zgadzam ale napisał ciekawe słowa na ten temat niestety nie mogłem ich znaleźć więc wrzucam fragment jego wywiadu na temat różnorodności (ale nie ten co chciałem jak znajdę to podlinkuje) https://www.youtube.com/watch?v=w6ESR76BHow
Ależ to jest sprzeczne i masz rację. “Świat bez barier i z większą pulą genową” brzmi wspaniale – do momentu w którym uświadamiasz sobie, że nie wszyscy imigranci chcą się integrować, nie wszyscy chcą się asymilować i zdecydowanie nie wszyscy w najmniejszym nawet stopniu respektują twoją kulturę i obyczaje.
Imo za wąsko do tego podchodzisz, bo wybierasz bardzo specyficzne przypadki a na koniec dochodzisz do konluzji “dlaczego konserwatywny imigrant jest lepszy niz konserwatywny rodak”.
Ideą liberalizmu jest przede wszystkim to, że dla każdego ma być miejsce, bez względu (między innymi) na to jakie ma poglądy. Zgodnie z takim podejściem importowany konserwatysta nie jest nie tylko lepszy ani gorszy od rodzimego konserwatysty ale nie jest też ani lepszy ani gorszy od rodzimego liberalnego lewaka.
Wypowiedź tokarczuk jest głupia, bo wali utylitaryzmem, fajnie, że przyjechali, bo przywieźli geny, chuj, że przyjechali bo prawa człowieka czy tolerancja czy europejski mokry sen
>Z jakiegoś powodu Liberałowie tego nie widzą- konserwatyzm jest tylko
zły u własnych współobywateli, a “wzbogacający” u imigrantów.
To jest rdzeń Twojego argumentu który jest wzięty z sufitu i nie dajesz nic na poparcie tej tezy. Kto powiedział, że konserwatyzm jest dobry u imigrantów?