“Gdzie są te dzieci?”. Nie ma ich i nie będzie

4 comments
  1. TL;DR:
    >Najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi: w krajach biednych, z dużym sektorem rolniczym, gdzie pozycja społeczna kobiet jest bardzo niska.

    Artykuł jest trochę długi, ale warto go przeczytać.

  2. O moich perspektywach na dzietność też mogę powiedzieć jak Rostowski w ulubionym przez TVP cytacie:

    >Pieniędzy nie ma… i nie będzie

  3. Ja myślę że pewnie z czasem kraje liberalne dobiją do 1.8-1.9. Większość dzieci będzie rodzić się poza małżeństwami, normalką będą dzieci przychodzące na świat w parach les, aby żyć na sensownym poziomie czyli: mieszkanie, samochód, wczasy zagraniczne, gadżety etc. nie będzie potrzeby robienia absorbującej kariery w korpo, będzie to do zrobienia z pracy np. w sklepie, oczywiście porządna opieka zdrowotna i wykształcenie będą za darmo, kobiety będą mieć długie płatne urlopy wychowawcze, macierzyństwo nie będzie zbytnio afektować kariery zawodowej. Ktoś powie że to s-f ale to jest raptem poziom Islandii AD 2022 do którego cały świat zachodni dobije pewnie za 30-40 lat. Natomiast kraje takie jak Chiny i Korea upadną demograficznie – tam sztywna kultura i feudalny kapitalizm nie pozwolą na takie postmodernistyczne fanaberie.

  4. To rodzenie się dzieci to jakiś fetysz. Gospodarki rozwijające się potrzebowały coraz większego przyrostu naturalnego w czasach, gdy uprzemysłowienie było na niskim pozoimie. Rewolucje przemysłowe i rozwój robotyki (a teraz również RPA) odwraca sytuację, potrzeba utrzymania przyrostu naturalnego, by zaspokoić rosnące potrzeby gospodarki neutralizuje się, przestanie mieć rację bytu. Doochodzimy do momentu, gdzie maszyny mogą naprawdę wykonać za nas pracę i przecież od dawna do niego dążyliśmy.

    Dlaczego zatem tę potrzebę rodzenia dzieci aż tak się fetyszyzuje? Przecież Ziemia ma również swoje granice. Są miejsca gdzie już jest mocno przeludniona…

Leave a Reply