Ciekawe ilu libkow dostanie zawalu, na pewno tomasz zwis.
Bo pracuje się po to, żeby żyć, a nie odwrotnie. Nie wiem czy jestem taki młody, ale ja również wolę pracować mniej, niż więcej.
Tym wyznającym kult zapierdolu chyba myli się praca zawodowa z pracą w ogóle: ogarnianiem mieszkania, samochodu, ogródka itp., bo pierdzą o “leniach” za każdym razem, kiedy ktoś stwierdza, że nie lubi pracy.
Byl tu niedawno na którymś subreddicie taki post z nagłówkami różnych gazet o tym, jak to nikomu się nie chce już teraz pracować. Tylko ze pierwszy nagłówek miał datę jakies 100 lat temu. Zawsze tak mówiono i będą tak mówić dalej. Pierdolenie i tyle w temacie.
Zachody słońca? No może, ale kwoty na kontach nic nie znaczą. Za moich czasów, ludzie pracowali ciesząc się, że mogą dokładać swoją cegiełkę do rozwoju gospodarki, cieszyli się, jak widzieli w TV reklamę ich firmy, bo wiedzieli, że przyczynili się trochę do jej sukcesu.
Wypłata jak była to była, jak nie było to nikt się nie przejmował, każdy rozumiał, że te pieniądze bardziej potrzebne są na rozwój firmy, a oni jakoś sobie poradzą. Ludzie pracowali po 12 godzin dziennie za 600 zł miesięcznie i wychodzili z pracy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. A teraz młodzi chcieliby mieć 10k na rękę za nic, pracować 8 godzin dziennie, mieć może jeszcze płatne przerwy i często nawet nie identyfikują się z misją swojej Firmy – Pracodawcy. Co za stracone pokolenie.
Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
Ale jak kto ktoś nie chce zapierdalać jak niewolnik? Przecież to egoizm i zupełny idiotyzm /s
Jakbyscie nam pokazali droge do poprawy dobrobytu naszego, naszej rodziny, miasta, panstwa, planety to pewnie czesc by nawet pracowala ponad sily.
Ale jak nawet rynku mieszkaniowego nie naprawiliscie to gtfo.
Tak, a potem “trzeba opodatkować bogatych, mają nadmierne zyski, po co im tyle pieniędzy? Niech się podzielą! I dadzą mi, bo ja nie mam”
Oczywiście, że jeśli chodzi o pracę to trzeba zachować może już ten oklepany ale wciąż aktualny “work-life balance”, ale z mojego doświadczenia wynika, że osoby które nie chcą się przepracowywać potem tylko narzekają, że im zle, a tym parszywym bogaczom się powodzi, bo pewnie nakradli. A prawda jest taka, że jeśli w życiu chcesz coś osiągnąć, coś naprawdę osiągnąć, to trzeba zapierdalać. Nie ma innej drogi. A jeśli nie chcesz zapierdalać to też jest ok, tylko potem nie marudź że ci zle i chciałbyś więcej.
A ja pracuje 16h i wieku 40 lat będę na swoim
Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście.
Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie.Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy.
Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek.
Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
/s
I bardzo dobrze. Ja sam zarabiam małe pieniążki, a żyję swobodnie i szczęśliwie, choć mógłbym na całym etacie zarobić z 3 razy tyle.
Odkąd pamiętam – a wiekowy jestem – szef narzekał, że ludzie nie chcą na niego zapierdalać. Rodzice sąsiada mieli, w budowlance robił, od pierdolonego 92 roku jojczył, jak to nie ma ludzi do pracy. Nihil novi sub sole.
Nie podoba mi się określenie”epoka antyambicji”. Ja np. Mam ambicje, po prostu nie są one związane z moją pracą i sądzę, że u innych ludzi których opisuje artykuł wygląda to podobnie. Przecież można mieć ambicje założenia rodziny, zwiedzenia świata, zajęcia pierwszego miejsca w konkursie szachowym, zostania największym koksem na siłowni.
No kto by pomyślał, że młodzi ludzie nie chcą zapierdalać w świecie rozjebanym przez boomerstwo?
Najlepiej jest słuchać o byciu leniwym od “starszaków” kiedy za ich czasów za 50-100 tysięcy można było sobie wybudować dom i rzeczywiście zapierdalanie przynosiło efekty, a teraz? Jeżeli nie masz swojego mieszkania/domu od rodziców to masz absolutnie przejebane.
Za pokoje w dużych miastach liczą sobie jak za kawalerkę jeszcze 2 lata temu gdzie jeszcze kilka lat temu można było wynająć kawalerkę w random dzielnicy w Krakowie za 800zł + opłaty X lat temu za 200zł wychodząc z marketu koszyk był zajebany po brzegi gdzie teraz, albo połowa takiego koszyka, albo 1/3 jeżeli nie chcesz jeść napuchniętego mięsa psującego się dzień przed datą ważności.
Ludzie z tym niewolniczym mindsetem powinni zamknąć mordę bo jeżeli by człowiek widział, że od zapierdalania rzeczywiście coś konkretnego może mieć to by zapierdalał, a tak to młodzi wolą zarobić tyle by “przeżyć” i korzystać z jakichkolwiek uciech życia, które jeszcze nam zostały co też długo nie potrwa biorąc pod uwagę, że już u schyłku wiosny mieliśmy po 40 stopni w cieniu.
Jesteśmy w takim momencie rozwoju ludzkości, że jak już ktoś się zawala pracą to przeważnie jest to po prostu sposób by zając sobie czas i nie zajebać się od gnoju, który nam siedzi w głowach bo żeby sobie pozwolić na pełnowymiarową terapię tj. psychiatra + terapeuta to trzeba mieć czas i pieniądze, a żeby mieć pieniądze ujmujesz sobie czasu, a jak chcesz więcej czasu to ujmujesz sobie pieniędzy.
Niech nie pierdolą o epoce “anty ambicji”. Ludzie będą ambitni jak dostrzegą perspektywy, a perspektywy są takie że szkoda strzępić ryja.
Aż się przypomina Łona-Biznesmen – gdzie tak naprawdę stan początkowy (praca tylko na małą część etatu) i docelowy (rozwinięcie firmy, żeby mało pracować) niczym się nie różnią, tylko w środku jest różnica zapierdzielania.
Polecam przeczytać oryginalny artykuł w całości, money przepisało najbardziej klikalne fragmenty o oglądaniu zachodów słońca, a w oryginalnej wersji jest jednak ciut głębsze spojrzenie na to, jakie podejście do pracy mają młodzi ludzie.
Przy składaniu wniosku o płatne przepracowane nadgodziny (prawie 60h przepracowanych w jednym tygodniu, to bolało…), padł cytat “uuu, ładną wypłatę dostaniesz”. Moją odpowiedzią było “ja naprawdę nie chcetych pieniędzy, wolę pracować 8h dziennie” – tak więc znam to uczucie, bro ;-;
Jeżeli moje ambicje zwrócą się adekwatnie to mogę znów być ambitnym.
Cytując klasyka, nie będę się zajeżdżać dla kolejnego samochodu szefa.
Zawsze byli ludzie którzy oglądali by wschody słońca i nie robili nic poza tym.
Zawsze też będą tacy którzy będą zasuwać i piąć się w w szczebelkach hierarchii społecznej.
Nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach pomiędzy.:O
Artykuł o niczym.
Mam 44 lata i tez tak mam – koniec końcem i tak z tego życia będę miał tyle ile sobie użyje a nie zarobię 😉
Nawet się cieszę jak czytam takie artykuły i komentarze pod nimi, bo wiem, że jak już faktycznie będę stary, to mnie gówniarze bez ambicji nie wygryzą z dobrej posady.
Ja zapierdol mam już za sobą. Wyrobiłem sobie kompetencje, umiejętności, znajomości i szacunek. W ogóle nie muszę się bać konkurencji na rynku pracy, więc jestem spokojny i robię swoje.
Zatem popieram, oglądajcie sobie te zachody słońca. 🙂
Całe życie widziałam jak rodzice tracą zdrowie dla każdej złotówki w nędznej pracy gdzie nikt ich nie szanuje. Mam żałować ze nie robię tak samo? Pfffff.
Nie chcą pracować bo pracodawcy płacą ochłapy i często traktują ich jak swoją własnośc
To sie nazywa swiadome społeczeństwo i nikt nie ma zamiaru zapitalac po to aby drugi jezdzil Porsche i niech sie cieszą ze gangsterka nie dziala w ten sam sposob co kiedys
Gdyby tylko Ci wszyscy geniusze biznesu byli w stanie wyjaśnić nam, jak możemy zapierdalać by do czegoś dojść w życiu – dom i auto w kredo, urlop max. 2 razy na rok, 40+ godzin tygodniowo, zero szacunku i gwarancji że Cię nie wypierdolą bez powodu. A na koniec miesiąca zostajesz z groszami w kieszeni licząc dni i godziny do kolejnej równie chujowej wypłaty.
Dziwne, że ludzie zaczynają się czuć jak Syzyf, żeby jeden z tysięcy mógł się nawpierdalać kawioru po wieczornej podróży swoim Porsche w Alicante. Ci którzy nie mieli trampoliny na start lub szczęścia, mają płacić swoim życiem żeby żyć.
A teraz jeszcze ci młodzi millenialsi chcą 4 dniowego tygodnia pracy!!
26 comments
Based młode pokolenie
Ciekawe ilu libkow dostanie zawalu, na pewno tomasz zwis.
Bo pracuje się po to, żeby żyć, a nie odwrotnie. Nie wiem czy jestem taki młody, ale ja również wolę pracować mniej, niż więcej.
Tym wyznającym kult zapierdolu chyba myli się praca zawodowa z pracą w ogóle: ogarnianiem mieszkania, samochodu, ogródka itp., bo pierdzą o “leniach” za każdym razem, kiedy ktoś stwierdza, że nie lubi pracy.
Byl tu niedawno na którymś subreddicie taki post z nagłówkami różnych gazet o tym, jak to nikomu się nie chce już teraz pracować. Tylko ze pierwszy nagłówek miał datę jakies 100 lat temu. Zawsze tak mówiono i będą tak mówić dalej. Pierdolenie i tyle w temacie.
Zachody słońca? No może, ale kwoty na kontach nic nie znaczą. Za moich czasów, ludzie pracowali ciesząc się, że mogą dokładać swoją cegiełkę do rozwoju gospodarki, cieszyli się, jak widzieli w TV reklamę ich firmy, bo wiedzieli, że przyczynili się trochę do jej sukcesu.
Wypłata jak była to była, jak nie było to nikt się nie przejmował, każdy rozumiał, że te pieniądze bardziej potrzebne są na rozwój firmy, a oni jakoś sobie poradzą. Ludzie pracowali po 12 godzin dziennie za 600 zł miesięcznie i wychodzili z pracy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. A teraz młodzi chcieliby mieć 10k na rękę za nic, pracować 8 godzin dziennie, mieć może jeszcze płatne przerwy i często nawet nie identyfikują się z misją swojej Firmy – Pracodawcy. Co za stracone pokolenie.
Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
Ale jak kto ktoś nie chce zapierdalać jak niewolnik? Przecież to egoizm i zupełny idiotyzm /s
Jakbyscie nam pokazali droge do poprawy dobrobytu naszego, naszej rodziny, miasta, panstwa, planety to pewnie czesc by nawet pracowala ponad sily.
Ale jak nawet rynku mieszkaniowego nie naprawiliscie to gtfo.
Tak, a potem “trzeba opodatkować bogatych, mają nadmierne zyski, po co im tyle pieniędzy? Niech się podzielą! I dadzą mi, bo ja nie mam”
Oczywiście, że jeśli chodzi o pracę to trzeba zachować może już ten oklepany ale wciąż aktualny “work-life balance”, ale z mojego doświadczenia wynika, że osoby które nie chcą się przepracowywać potem tylko narzekają, że im zle, a tym parszywym bogaczom się powodzi, bo pewnie nakradli. A prawda jest taka, że jeśli w życiu chcesz coś osiągnąć, coś naprawdę osiągnąć, to trzeba zapierdalać. Nie ma innej drogi. A jeśli nie chcesz zapierdalać to też jest ok, tylko potem nie marudź że ci zle i chciałbyś więcej.
A ja pracuje 16h i wieku 40 lat będę na swoim
Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście.
Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie.Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy.
Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek.
Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
/s
I bardzo dobrze. Ja sam zarabiam małe pieniążki, a żyję swobodnie i szczęśliwie, choć mógłbym na całym etacie zarobić z 3 razy tyle.
Odkąd pamiętam – a wiekowy jestem – szef narzekał, że ludzie nie chcą na niego zapierdalać. Rodzice sąsiada mieli, w budowlance robił, od pierdolonego 92 roku jojczył, jak to nie ma ludzi do pracy. Nihil novi sub sole.
Nie podoba mi się określenie”epoka antyambicji”. Ja np. Mam ambicje, po prostu nie są one związane z moją pracą i sądzę, że u innych ludzi których opisuje artykuł wygląda to podobnie. Przecież można mieć ambicje założenia rodziny, zwiedzenia świata, zajęcia pierwszego miejsca w konkursie szachowym, zostania największym koksem na siłowni.
No kto by pomyślał, że młodzi ludzie nie chcą zapierdalać w świecie rozjebanym przez boomerstwo?
Najlepiej jest słuchać o byciu leniwym od “starszaków” kiedy za ich czasów za 50-100 tysięcy można było sobie wybudować dom i rzeczywiście zapierdalanie przynosiło efekty, a teraz? Jeżeli nie masz swojego mieszkania/domu od rodziców to masz absolutnie przejebane.
Za pokoje w dużych miastach liczą sobie jak za kawalerkę jeszcze 2 lata temu gdzie jeszcze kilka lat temu można było wynająć kawalerkę w random dzielnicy w Krakowie za 800zł + opłaty X lat temu za 200zł wychodząc z marketu koszyk był zajebany po brzegi gdzie teraz, albo połowa takiego koszyka, albo 1/3 jeżeli nie chcesz jeść napuchniętego mięsa psującego się dzień przed datą ważności.
Ludzie z tym niewolniczym mindsetem powinni zamknąć mordę bo jeżeli by człowiek widział, że od zapierdalania rzeczywiście coś konkretnego może mieć to by zapierdalał, a tak to młodzi wolą zarobić tyle by “przeżyć” i korzystać z jakichkolwiek uciech życia, które jeszcze nam zostały co też długo nie potrwa biorąc pod uwagę, że już u schyłku wiosny mieliśmy po 40 stopni w cieniu.
Jesteśmy w takim momencie rozwoju ludzkości, że jak już ktoś się zawala pracą to przeważnie jest to po prostu sposób by zając sobie czas i nie zajebać się od gnoju, który nam siedzi w głowach bo żeby sobie pozwolić na pełnowymiarową terapię tj. psychiatra + terapeuta to trzeba mieć czas i pieniądze, a żeby mieć pieniądze ujmujesz sobie czasu, a jak chcesz więcej czasu to ujmujesz sobie pieniędzy.
Niech nie pierdolą o epoce “anty ambicji”. Ludzie będą ambitni jak dostrzegą perspektywy, a perspektywy są takie że szkoda strzępić ryja.
Aż się przypomina Łona-Biznesmen – gdzie tak naprawdę stan początkowy (praca tylko na małą część etatu) i docelowy (rozwinięcie firmy, żeby mało pracować) niczym się nie różnią, tylko w środku jest różnica zapierdzielania.
Polecam przeczytać oryginalny artykuł w całości, money przepisało najbardziej klikalne fragmenty o oglądaniu zachodów słońca, a w oryginalnej wersji jest jednak ciut głębsze spojrzenie na to, jakie podejście do pracy mają młodzi ludzie.
[https://www.theguardian.com/money/2022/jul/19/a-bigger-paycheck-id-rather-watch-the-sunset-is-this-the-end-of-ambition](https://www.theguardian.com/money/2022/jul/19/a-bigger-paycheck-id-rather-watch-the-sunset-is-this-the-end-of-ambition)
Przy składaniu wniosku o płatne przepracowane nadgodziny (prawie 60h przepracowanych w jednym tygodniu, to bolało…), padł cytat “uuu, ładną wypłatę dostaniesz”. Moją odpowiedzią było “ja naprawdę nie chcetych pieniędzy, wolę pracować 8h dziennie” – tak więc znam to uczucie, bro ;-;
Jeżeli moje ambicje zwrócą się adekwatnie to mogę znów być ambitnym.
Cytując klasyka, nie będę się zajeżdżać dla kolejnego samochodu szefa.
Zawsze byli ludzie którzy oglądali by wschody słońca i nie robili nic poza tym.
Zawsze też będą tacy którzy będą zasuwać i piąć się w w szczebelkach hierarchii społecznej.
Nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach pomiędzy.:O
Artykuł o niczym.
Mam 44 lata i tez tak mam – koniec końcem i tak z tego życia będę miał tyle ile sobie użyje a nie zarobię 😉
Nawet się cieszę jak czytam takie artykuły i komentarze pod nimi, bo wiem, że jak już faktycznie będę stary, to mnie gówniarze bez ambicji nie wygryzą z dobrej posady.
Ja zapierdol mam już za sobą. Wyrobiłem sobie kompetencje, umiejętności, znajomości i szacunek. W ogóle nie muszę się bać konkurencji na rynku pracy, więc jestem spokojny i robię swoje.
Zatem popieram, oglądajcie sobie te zachody słońca. 🙂
Całe życie widziałam jak rodzice tracą zdrowie dla każdej złotówki w nędznej pracy gdzie nikt ich nie szanuje. Mam żałować ze nie robię tak samo? Pfffff.
Nie chcą pracować bo pracodawcy płacą ochłapy i często traktują ich jak swoją własnośc
To sie nazywa swiadome społeczeństwo i nikt nie ma zamiaru zapitalac po to aby drugi jezdzil Porsche i niech sie cieszą ze gangsterka nie dziala w ten sam sposob co kiedys
Gdyby tylko Ci wszyscy geniusze biznesu byli w stanie wyjaśnić nam, jak możemy zapierdalać by do czegoś dojść w życiu – dom i auto w kredo, urlop max. 2 razy na rok, 40+ godzin tygodniowo, zero szacunku i gwarancji że Cię nie wypierdolą bez powodu. A na koniec miesiąca zostajesz z groszami w kieszeni licząc dni i godziny do kolejnej równie chujowej wypłaty.
Dziwne, że ludzie zaczynają się czuć jak Syzyf, żeby jeden z tysięcy mógł się nawpierdalać kawioru po wieczornej podróży swoim Porsche w Alicante. Ci którzy nie mieli trampoliny na start lub szczęścia, mają płacić swoim życiem żeby żyć.
A teraz jeszcze ci młodzi millenialsi chcą 4 dniowego tygodnia pracy!!
SZOK