Polscy ekonomiści i prawnicy wspierają małżeństwa jednopłciowe i mówią, że się to opłaca.

35 comments
  1. Napewno sale weselne, kateringowcy, fotografowie i wszelkiego rodzaju muzykanci i kwiaciarze beda sie cieszyc na dodatkowych klientow 🙂

  2. Spojrzałem na tego mema i pierwsze co zarejestrowałem to Julian Devorak naklejony na kartonie, czuję, że nie jest ze mną za dobrze

  3. Ale czy napędzi to PiSowi nowych wyborców bez utraty starych? No właśnie. Póki pozostajemy na etapie “hurr durr dzieci nam pedalooooo”, to sytuacja społeczności LGBT się nie poprawi.

  4. Ciekawe, kiedyś czytałem analizę ekonomiczną, że to właśnie tradycyjne małżeństwa są bardziej ekonomiczne

  5. Ciekaw jestem jak to się ma do perspektywy starzejącego się społeczeństwa, ujemnego przyrostu naturalnego i problemu że jeden pracownik będzie musiał utrzymać kilku emerytów i rencistów.

  6. Siła tego newsa odbije się takim echem że trzask pękających dup będzie słychać aż tu u mnie w Szczecinie. Już widzę te paski i wypowiedzi specialistów na TVP- “Czy mamy zaprzedać duszę diabłu i błagać na kolanach ideologię LGBT o ratunek? Dlaczego Tusk znowu nam to robi? Możliwy sabotaż bojówek homo-komando? Na te i inne fundamentalnie ważne pytania odpowie nam Tadeusz Rydzyk z okazji poświęcenia dofinansowanej, 3 ciej kotłowni węglowej ogrzewającej jego za zimne źródła termalne”.

  7. Ale w temacie chodzi po prostu o małżeństwa bez dzieci, detale przyczyn nie mają większego znaczenia. Dziś coraz częściej standardowe małżeństwa hetero też nie mają dzieci, zamiast tego mają psy i koty.

    Przyczyny tego też są różne, ale obstawiałbym najoczywistszą – brak bezpieczeństwa. Ludzie (przynajmniej część) są bardzo wrażliwi na to. Jak nie wiadomo, czy będzie jutro za co żyć czy ogrzać chałupę, to się nie planuje dzieci. Nawet jak masz pieniądze, to nie wiesz, czy za rok one będą coś warte. Czy rząd nie dowali nowego podatku. Czy nie będzie jakiejś nowej wojny, pandemii, katastrofy naturalnej itd. Spojrzysz na nasze szkoły, spojrzysz na to jaka robota jest i za ile… I to jakoś tak nie budzi zaufania po prostu. No ale to jest tylko skutek. Spadek populacji jest reakcją. I ta reakcja przeciwdziała kryzysowi. Kryzys się skończy, reakcja nie będzie potrzebna i znów będzie się opłacać inaczej.

    A jeszcze jedno, ktoś zaraz krzyknie, że dzieci się nie planuje. Jak widziałem, ile kiedyś ludzie chlali i jak w związku z tym żyli – to wierzę, tak było. Dziś w związku z tym, że chleje się mniej i mimo wszystko trochę więcej myśli tak ogółem, to i też częściej się planuje. A na tym etapie planowania coraz częściej się uwagi pojawiają.

    Teraz jeszcze ludzie mogą sobie pomyśleć, że jakieś tam 500+ im się opłaci. No ale MAJĄ teraz. I to nie są małe pieniądze w rodzinach wielodzietnych. To autentycznie robi sporą różnicę. ALE. No mają i co? Dalej przyrost w dół. Widać koszty i ryzyko dalej większe, bo jest rzeczą oczywistą, że dzieci kosztują znacznie więcej niż wszystkie zasiłki jakie tam rząd rzuci. Praktyka już to pokazała. Każdy beneficjent tych zasiłków już sobie to przetestował.

    Teraz jedyne co może powstrzymać spadek populacji to poprawa sytuacji gospodarczej i politycznej kraju. Czyli czas od upadku PiS.

  8. Ciekawe czy gdyby się nie opłacały to wspaniałomyślni ekonomiści i prawnicy byliby zdecydowanie przeciwko. Argumentowanie za przyznaniem komuś praw na zasadzie “to się opłaca” to idiotyzm jak nie wiadomo co

  9. Frustruje mnie podejście ludzi, którzy starają się swoje opinie społeczne popierać poprzez „wzmacnianie gospodarki”. Przecież oczywiste jest, że coś co w tak małym stopniu dotyczy tak niewielu ludzi nie zmieni prawie nic w gospodarce. Jeśli popiera się związki jednopłciowe można argumentować to np. równością ludzi, demokratycznymi zasadami, wolnością jednostki…
    Traktowanie gospodarki jako świętego grala argumentów to chyba jakiś fetysz…

    Zresztą przypomina mi to dyskusję o legalizacji narkotyków z USA gdzie co chwilę były wrzucane bullshitowe artykuły najeksperczniejszych ekspertów o tym, co to one dobrego nie uczynią.

    Nie można podchodzić do dyskusji społecznej na zasadzie „throw stuff at the wall and see what sticks” bo w taki sposób traci się wiarygodność.

Leave a Reply