Niestety, ten apel nic nie zmieni. Gazety walczą o uwagę czytelnika i o odsłony stron (co generuje przychody z reklam). Im bardziej dramatyczny język, tym większa szansa, że ktoś coś przeczyta.
Mądre słowa ale niestety jest to kropla wpadająca do morza. Z jednej strony zgadzam się, że dobór słów powinien być odpowiedni ale z drugiej pacjent musi być świadom jakie są szanse, rokowania oraz koszty zdrowotne takiego leczenia.
W wielu miejscach jest tu psychika – od utraty włosów (tymczasowa), która mimo wszystko uderza w człowieka po utratę piersi lub jąder (operacje plastyczne, które są nawet refundowane), gdzie możemy utracić mocno pewność siebie.
Druga strona to bliscy i dalsi znajomi czy rodzina – mało kto się zna ale przez takie nagłówki w mediach każdy to widzi to jako wyrok przez co wiele z takich osób kompletnie nie wie jak się zachować bo jak zagadać do chodzącego trupa.
Tutaj jest znalezienie wspólnego języka z chorą osobą i wsparcie jej sposobu radzenia sobie z stresem i strachem. Oraz nauczenie innych osób by nie bały się rozmawiać czy nawet spytać jak się czuje bo to nie jest wyrok*.
*W większości przypadków nie jest – ale ze względu na leżącą profilaktykę (i też naszą onkologię) ludzie trafiają w wysokim stanie zaawansowania nowotworu gdzie szanse na pełne wyleczenie lecą na łeb i szyje.
I nie żebym wyciągał te wnioski z kapelusza. Przeszedłem przez leczenie od a do z i widziałem jak znajomi czy to na uczelni czy poza mną trzymali się na dystans, a jak ktoś mnie spytał co to za nowa fryzura to po luźnej odpowiedzi wracał do szeregu.
Połączenie profilaktyki i uczenia ludzi, że nie jesteśmy chodzącym trupem jest kluczowe bo poniekąd to już jest choroba cywilizacyjna, a nie odosobnione przypadki.
pieprzenie głupot
w każdym cywilizowanym kraju (ale nie w Polsce) gdy pacjent jest diagnozowany dostaje precyzyjne dane od lekarza co do rokowań, np w masz taki nowotwór, w naszym kraju 50% pacjentów przeżyje minimum 5 lat z nim, ale w tym konkretnym szpitalu mamy trochę lepsze statystyki
który lekarz w Polsce tak rozmawia z pacjentem? czy w Polsce są powszechnie dostępne dane statystyczne na poziomie całej Polski, województwa czy konkretnej jednostki medycznej?
Jak najbardziej się zgadzam, tylko do grup, które powinny przeczytać ten apel dodałabym lekarzy. Może mam wyjątkowego pecha, ale zawsze, gdy muszę odpowiedzieć na pytanie o zabiegi chirurgiczne i ich przyczynę (a mam sporą bliznę po usunięciu resztek guza, w widocznym miejscu), lekarze zaczynają zachowywać się, jakby mi wyrósł co najmniej ogon. Jeszcze rozumiem powiedzmy zawodową ciekawość tzn pytania o rodzaj i przebieg leczenia, ale niektórym odpala się tryb współczucia, a wtedy to już kompletnie nie wiem, co ze sobą w tym gabinecie zrobić. Więc jeśli lekarze tak reagują, to nie dziwię się ludziom, którzy wiedzę na temat nowotworów czerpią głównie z mediów.
4 comments
Niestety, ten apel nic nie zmieni. Gazety walczą o uwagę czytelnika i o odsłony stron (co generuje przychody z reklam). Im bardziej dramatyczny język, tym większa szansa, że ktoś coś przeczyta.
Mądre słowa ale niestety jest to kropla wpadająca do morza. Z jednej strony zgadzam się, że dobór słów powinien być odpowiedni ale z drugiej pacjent musi być świadom jakie są szanse, rokowania oraz koszty zdrowotne takiego leczenia.
W wielu miejscach jest tu psychika – od utraty włosów (tymczasowa), która mimo wszystko uderza w człowieka po utratę piersi lub jąder (operacje plastyczne, które są nawet refundowane), gdzie możemy utracić mocno pewność siebie.
Druga strona to bliscy i dalsi znajomi czy rodzina – mało kto się zna ale przez takie nagłówki w mediach każdy to widzi to jako wyrok przez co wiele z takich osób kompletnie nie wie jak się zachować bo jak zagadać do chodzącego trupa.
Tutaj jest znalezienie wspólnego języka z chorą osobą i wsparcie jej sposobu radzenia sobie z stresem i strachem. Oraz nauczenie innych osób by nie bały się rozmawiać czy nawet spytać jak się czuje bo to nie jest wyrok*.
*W większości przypadków nie jest – ale ze względu na leżącą profilaktykę (i też naszą onkologię) ludzie trafiają w wysokim stanie zaawansowania nowotworu gdzie szanse na pełne wyleczenie lecą na łeb i szyje.
I nie żebym wyciągał te wnioski z kapelusza. Przeszedłem przez leczenie od a do z i widziałem jak znajomi czy to na uczelni czy poza mną trzymali się na dystans, a jak ktoś mnie spytał co to za nowa fryzura to po luźnej odpowiedzi wracał do szeregu.
Połączenie profilaktyki i uczenia ludzi, że nie jesteśmy chodzącym trupem jest kluczowe bo poniekąd to już jest choroba cywilizacyjna, a nie odosobnione przypadki.
pieprzenie głupot
w każdym cywilizowanym kraju (ale nie w Polsce) gdy pacjent jest diagnozowany dostaje precyzyjne dane od lekarza co do rokowań, np w masz taki nowotwór, w naszym kraju 50% pacjentów przeżyje minimum 5 lat z nim, ale w tym konkretnym szpitalu mamy trochę lepsze statystyki
który lekarz w Polsce tak rozmawia z pacjentem? czy w Polsce są powszechnie dostępne dane statystyczne na poziomie całej Polski, województwa czy konkretnej jednostki medycznej?
Jak najbardziej się zgadzam, tylko do grup, które powinny przeczytać ten apel dodałabym lekarzy. Może mam wyjątkowego pecha, ale zawsze, gdy muszę odpowiedzieć na pytanie o zabiegi chirurgiczne i ich przyczynę (a mam sporą bliznę po usunięciu resztek guza, w widocznym miejscu), lekarze zaczynają zachowywać się, jakby mi wyrósł co najmniej ogon. Jeszcze rozumiem powiedzmy zawodową ciekawość tzn pytania o rodzaj i przebieg leczenia, ale niektórym odpala się tryb współczucia, a wtedy to już kompletnie nie wiem, co ze sobą w tym gabinecie zrobić. Więc jeśli lekarze tak reagują, to nie dziwię się ludziom, którzy wiedzę na temat nowotworów czerpią głównie z mediów.