Menu dla dzieci

6 comments
  1. Tak a propos menu dla dzieci. Jeszcze dziecko jak dziecko, wiadomo, że kapryśne itd. Ale ja żałuję, że jak byłem nastolatkiem a nawet po tym jak poszedłem na studia to nadal niczego nie chciałem próbować. Byłem w wielu ciekawych miejscach, gdzie serwowano świetne jedzenie, a zawsze decydowałem się na pizzę z szynką i pieczarkami, jakiegoś schabowego albo nuggetsy z frytkami. Natomiast po tym jak zacząłem studiować to mogłem cały miesiąc nie jeść nic innego niż kebab. I nie żeby coś, ciągle uwielbiam kebaby, ale teraz nie wyobrażam sobie żreć tego samego non-stop.

    Dopiero gdzieś tak w połowie studiów zacząłem się “interesować” jedzeniem i chcieć próbować nowe smaki. Często staram się wyjść poza strefę komfortu i próbować rzeczy które WYDAJĄ mi się niedobre. I tak, czasem okazuje się, że rzeczywiście mi nie smakują. A innym razem po spróbowaniu okazywało się, że uwielbiam jakieś potrawy które wcześniej mnie odrzucały.

    Takie proste przykłady – kiedyś nigdy nie spróbowałbym tatara, bo wydawał mi się obrzydliwy – jak to, tak surowe mięso z nieugotowanym jajem jeść? A teraz go uwielbiam. Kremy warzywne które od zawsze kojarzyły mi się z czymś bez smaku – mógłbym jeść ile wlezie. Różnego rodzaju sery pleśniowe – niebo w gębie, a często im bardziej śmierdzący tym lepiej smakuje. Od owoców morza też mnie kiedyś odrzucało, a teraz np. paella z krewetkami i ośmiornicą gości u nas w domu raz na jakiś czas (niestety nie za często, bo żona nie lubi ryżu – a szkoda).

    Może to głupie, ale zawsze kiedy jadę gdzieś w nowe miejsce to poza zwiedzaniem itd. jaram się bardzo tym, że będę mógł spróbować coś nowego do jedzenia (albo przynajmniej nowe wersje rzeczy które już jadłem). I to jest naprawdę fajne. A gdybym nie wyszedł ze swojej strefy komfortu to pewnie ciągle wpierdalałbym non-stop kebaby.

    W sumie ściana tekstu o niczym, ale tak po prostu o tym pomyślałem i chciałem się podzielić 😀

Leave a Reply