Naprawiacze. Jak Europejczycy walczą z e-odpadami dzięki inicjatywom w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym

3 comments
  1. > Minusy? Organizacje gospodarki o obiegu zamkniętym krytykują rozwiązanie, zgodnie z którym znaczek wskaźnika naprawialności umieszczają na produktach same firmy, a nie neutralna organizacja.

    No tak, to się trochę mija z celem w tym wypadku.

    Ale ogólnie artykuł i ten pomysł z kawiarniami naprawczymi bardzo mega, jestem na tak. Jakbym umiał w cokolwiek sam bym zaczął myśleć nad otworzeniem czegoś takiego.

  2. Kluczyk od renówki – taka karta. Jak niektórzy wiedzą, każdy taki “pilot” ma w środku cewkę z antenką ferrytową. No może prawie każdy. To mała, ale ciężka jak na swój rozmiar rzecz. Zamontowana na twardej płytce. Bardzo krucha. Starą nokią można było rzucać o ścianę, nic się tam nie psuło. Taki pilot (a ściślej ta antenka) w nim albo się skruszy po pierwszym upadku na podłogę (a piloty uwielbiają spadać na podłogę, czy to ze stołu, czy wypadając z kieszeni).

    Dodatkowo, spore i relatywnie ciężkie elementy na PCB są przylutowane do płytki drukowanej w mikroskopijnie małych punktach. Czyli duży dynks przymocowany cieniutkim drucikiem. Urwie się, jak krzywo spojrzysz na niego.

    No i wymyślili jak “usprawnić” ewentualną naprawę, gdyby, co się “nigdy nie zdarza” – taki pilot komuś spadł. Obudowa trzymałaby się doskonale na chamski zatrzask znany z każdego chińskiego produktu, ale postawili na “jakość”. Oprócz zastrzasku dali klej. Nie tylko połówki obudowy są ze sobą sklejone, ale też przyklejone do elektroniki, czyli chipów i antenki. Jakby ktoś, zamiast jak normalny człowiek po prostu kupić nowy samochód próbował to otwierać, to wyrwie chipy z płytki przy zdejmowaniu obudowy.

    Genialna myśl techniczna.

    Mimo tego są serwisy, które to tanio naprawiają.

    Próbowałem ostatnio rozebrać subwoofer Logitecha. W środku całkiem sensownie zaprojektowane. Śruby, porządne złącza, dobre kable. No ale ktoś by przecież tam grzebał, więc musieli coś z tym zrobić… Poszli na łatwiznę, zalali wszystko klejem. Ten klej spełnia dokładnie jedną funkcję – uniemożliwia naprawę. Znaczy się da, wyciąć wszystko jakąś pilarką, uciąć i wymienić wszystkie kable i już. Taki trend – po złożeniu urządzenia – zalać wnętrze klejem. Proste, może nie idealne, bo na upartego da się to jakoś rozłożyć i złożyć, ale większość ludzi zniechęci do naprawiania. Inny patent to śruby jednorazowe. Łeb wykonany jest z czegoś co wygląda jak stal, ale ma właściwości bliższe plasteliny. Domyślam się, że smarują wkręty klejem, żeby łeb łatwiej puszczał i wygładzał się przy próbie odkręcenia. To można tylko albo wyłamać, albo rozwiercić. Nawet nie ma co zaczynać z żadnym wkrętakiem.

  3. Generalnie jestem za. Zawsze irytuje mnie kiedy ludzie nie szanują sprzętów, przecież ich produkcja kosztowała czas, pracę i surowce.

    > Lorena, stażystka w Reutiliza.K. Obecnie pracuje nad ulepszeniem oprogramowania kilku komputerów oraz usunięciem z nich haseł i programów, aby ułatwić korzystanie ze sprzętu rodzinom, które go otrzymają. „

    Z tym podejściem jest drobny problem: nie wie jakie dane pozostały na dysku ani jakie świństwo może być zagnieżdżone w systemie.

    Dlatego nie “usuwa się haseł i programów”, tylko instaluje system operacyjny na nowo – a jeżeli są dostępne jakieś dodatkowe narzędzia (czytaj: stacja dokująca dla dysków i oprogramowanie do obrazowania), ma się przygotowany obraz dysku z zainstalowanym system, aktualizacjami i oprogramowaniem który się wgrywa i co najwyżej indywidualnie dogrywa sterowniki.

Leave a Reply