SAWCZUK: Czy libki istnieją?

7 comments
  1. > Jest również prawdą, że wyrażeniem „libki” posługuje się przede wszystkim internetowa lewica, a więc zdarza się tak, że w jej ujęciu „libkiem” będzie wszystko, co się jej nie podoba, a jeśli akurat nie lubi szparagów, to wówczas jedzenie szparagów może się okazać libkowe.

    Moje ostatnie dwa neurony sfajczyły się po przeczytaniu *tego*.

  2. Nie wiem, codziennie przed lustrem zadaje sobie to pytanie. Mimo tylu lat dalej nie wiem czy jestem prawdziwy czy jedynie symulacją

  3. Bardzo mnie dziwi, bo w zasadzie przegapiłem ten rys w postaci “libka” jakim są pieniądze. Libek, żeby być libkiem wcale nie musi mieszkać na tym słynnym grodzonym osiedlu, wcale nie musi zarabiać milionów, wcale nie musi latać na Seszele na wczasy i rozbijać się szybkimi samochodami.

    W ogóle stan majątkowy nie jest tutaj istotny. Owszem, ten typ postaci często posiada lepszy stan majątkowy niż przeciętny Polak, ale nie jest to warunek konieczny imho.

    Znam osoby, spokojnie mieszcące się w charakterystyce libka, które są na samym dole drabiny majątkowej, przy czym zazwyczaj mają wielkie marzenia kiedyś znaleźć się znacznie wyżej.

  4. Moim zdaniem jednak Mierzyńska jest bliżej definicji libka. Tutaj autor poszedł tak szeroko że w sumie to nic nie znaczy. Bo weźmy część pierwszą:

    >Socjolog Charles Wright Mills pisał w słynnej pracy „Wyobraźnia socjologiczna”, że posiadać tę wyobraźnię oznacza rozumieć związek między własną biografią a historią społeczną.

    No ale odwracając kota ogonem, czy taki rencista z małej miejscowości na ścianie wschodniej rozumie związek między własną biografią a historią społeczną? Ja obstawiam że nie, ale nigdy bym nie postawił tezy że to mu daje cechy libka.

    I idąc dalej:

    >Innymi słowy, jeśli zostałem odnoszącym sukcesy prawnikiem w dużej korporacji, to statystycznie rzecz biorąc na mój życiowy sukces składa się nie tylko osobiste staranie i upór, ale i kontekst społeczny w postaci miejsca urodzenia, kapitału finansowego i społecznego rodziców, dostępnej infrastruktury publicznej, transformacji polskiej gospodarki z komunizmu do kapitalizmu, jak również szczęśliwych przypadków, o które w pewnych społeczeństwach łatwiej niż w innych.

    A to już jest jakieś ślepe przyklejanie Ameryki na grunt Polski. Przecież dzisiejsi 30-40 latkowie z klasy średniej często pochodzą ze wsi czy małych miasteczek. I cały kontekst społeczny jak miejsca urodzenia, kapitału finansowego i społecznego rodziców, dostępnej infrastruktury publicznej, transformacji polskiej gospodarki z komunizmu do kapitalizmu był startem z dołu, z klasy ludowej/robotniczej bez jakiegokolwiek kapitału. No bo jeśli tobie wyszło, a sąsiadowi chałupę dalej który miał bogatszych rodziców, nie to co za to niby odpowiada? Szczęście i zaradność. Polska to nie USA, a PRL to nie złote lata 60.

    No i to samo dalej:

    >Czy zatem libki nie potrafią wyobrazić sobie, że większość ludzi żyje inaczej niż oni, czy po prostu zadzierają nosa?

    Ale lud też umie zadzierać nosa, PiS zresztą go świetnie tego nauczył. Geje w rurkach, tęczowe lewactwo, wypicowane lalusie w garniturkach. To parę klasyków. Ten lud też ma swoje wymagania społeczne i wyobrażanie sobie, że ktoś może żyć inaczej, idzie mu wcale nie łatwiej niż klasie średniej z osiedla grodzonego. Weźmy ateizm, LGBT+(strefy wolne od nie wzięły się z kosmosu), dbanie o wygląd, weganizm. Można się mocno zderzyć ze ścianą. A przecież wujka Stefana co uważa że miejsce baby jest za kuchnią, a chłop jest najlepszym kierowcą – nikt libkiem nie nazwie.

  5. Nie istnieją. Libki to mistyfikacja lobby serników bez rodzynków. Obudźcie się. Śmierć wrogom suszonych winogron.

Leave a Reply