Komentatorka z programu Rachonia w TVP Info: z dziećmi z in vitro jak z psami z hodowl

10 comments
  1. raczej watpie zeby dzieci z in vitro mogly kiedykolwiek miec tak sprane mozgi jak ten rzekomo czlowiek, brak jakiejkolwiek moralnosci pokazuje ze na czlowieka to to cos tez sie nie kwalifikuje

  2. Aha no bo dzieci poczęte drogą naturalną wcale nie są jak z hodowli psów xD Jak dwójka ludzi umawia się na ekskluzywność w rozrodzie, planuje ilość i z grubsza terminy ciąż a dziecko otrzymuje jako nazwisko nazwę linii hodowlanej z jakiej się urwało. Może po prostu “nie rób, adoptuj”?

    No ale przecież chodzi jedynie o dosranie parom zmagającym się z niepłodnością, pff.

  3. Coś się tej pani chyba pomieszało, delikatnie rzecz ujmując.

    W domach dziecka są przeważnie dzieci z trudnych rodzin, z FAS, różnego rodzaju niepełnosprawnością i innymi ‘bajerami’. Sam proces adopcji trwa długo i trzeba spełnić konkretne warunki. To nie jest tak, że wchodzisz, mówisz “Dzień dobry, chcę dziecko” i bierzesz zdrowego, różowego dzieciaka jak z reklamy.
    Co do in vitro – procedura trwa swoje, koszty trzeba ponieść (bo rządzący tak o dzietność dbają, że nie ma dofinansowania), przyjemne to nie jest zdecydowanie też. Wiadomo. Ale jeśli ktoś się uparł na dziecko tą metodą, to przynajmniej mu się nie odwidzi – zbyt wiele zachodu. Te dzieci w domu dziecka nie wylądują.

  4. Zastanawiam się po pierwsze, czy ta paniusia powiedziałaby to samo np. wielodzietnym katolickim rodzicom – że zamiast “hodować” kolejne, to niech adoptują; a po drugie, czy taki poziom sk****syństwa jest wrodzony, czy po prostu w szczujni tak dobrze płacą.

  5. S*ka jakich mało. Takich kobiet przez czterdziestką w Polsce jest coraz więcej. Niby wykształcone, a cipy i dupy spięte. W głowach błoto, w sercu krzywdy sprzed lat.

  6. Ale kurwa serio, bo ja nie rozumiem. Rozumiem, że katole są przeciwni aborcji, i jestem w stanie zrozumieć ich argument, że in vitro jest złe bo się mrozi komórki i selekcjonuje (chociaż uważam go za idiotyczny)

    Ale już totalnie nie pojmuję tego, co to znaczy jak z psami z hodowl? Ona wie, że psy z hodowli się robi poprzez dobranie rodziców odpowiednio a nie jakimś CRISPRem? Jaki to ma związek z in vitro?

  7. Wprawdzie psów nie mam, ale mam dwa koty. Jeden rasowy, certyfikowanej hodowli, drugi kundelek przygarnięty z wioski jak się kotka okociła.

    Z tym pierwszym, “in vitro” (wg.pani z tvpis) nie ma żadnych problemów, za to naturalnie poczęty i urodzony kociak co chwilę choruje i u weterynarza to już swoje miejsce ma, tak często tam bywa.

    Nietrafiona analogia pani komentatorki, przynajmniej biorąc pod uwagę moje doświadczenie.

Leave a Reply