Trudno będę starym kawalerem z kotem (o ile go będę miał). Nie pójdę na studia tylko po to aby podreperować czyjeś ego.
>**Szybcy, wściekli i samotni stają się więc rycerzami Chrystusa, żołnierzami wyklętymi i gladiatorami walczącymi na oczach milionów internautów w Fame MMA…**
>
>
>
>I często wpadają w sieci nacjonalistów, którzy wyczuwają w nich jakiś brak i usiłują go wypełnić. Zwróć uwagę, jak w mediach ultraprawicowych jest konstruowany obraz Polaka. Tu dumę dostajesz na wejście, za darmo, tylko za sam fakt urodzenia się w tej szerokości geograficznej i w kraju o takiej, a nie innej historii. Do dumy z faktu narodzin dochodzi też duma z powodu koloru skóry i płci. Wystarczająco dużo, żeby zapełnić – przynajmniej na początek – brak relacji nie tylko z kobietą, ale też z własnymi emocjami, smutkiem, lękiem. A młodzi mężczyźni mają dziś naprawdę wiele, również ekonomicznych, powodów do frustracji.
Ciekawy wywiad, dziekuje.
>Nauczyciele to głównie kobiety, a ich koleżanki lepiej radzą sobie z czytaniem, pisaniem, kolorowaniem. [Chłopcy] od dziecka słyszą, że są słabi w nauce, więc stają się mężczyznami przekonanymi, że edukacja to domena kobiet.
Ironic, how the turntables, itd. Dzisiaj to chłopcy powinni być wspierani w nauce, żeby nie zostali z tyłu na rynku pracy i w ogóle w życiu. Niestety jak widać łatwo przeważyć to systemowe wahadło na (nie)korzyść jednej grupy, a trudniej wypośrodkować. Mooooże gdybyśmy mieli lepszy system edukacji, gdzie nauczycieli szkoliłoby się z praktycznego równościowego podejścia, i jeszcze nie musieliby płacić cebulionów za takie szkolenia…
Pomarzyć dobra rzecz, bo w Polsce na nic innego chyba liczyć nie można :/
Mogę to potwierdzić. Nauczyciele w szkole olewali jak chodziłem z pociętymi rękami, siedziałem na lekcjach ze złamaną ręką (w sensie w szkole złamałem i musiałem zostać na lekcjach), a jak matka olała i nie przyjechała po mnie po dyskotece, to nauczyciel mnie wywiózł kawałek od szkoły i zostawił pod lasem, ale jak dziewczyna zakaszlała to już było zamartwianie się, zwolnienie od nauczyciela i podwózka do domu. Sam też szedłem w bardzo skrajne poglądy, bo nienawidziłem sam siebie, więc musiałem sobie wytłumaczyć, że nie tylko ze mną jest coś nie tak. Dzięki temu, pomimo super pracy jak na 23latka i samodzielności, wciąż się tnę, izoluję się w domu i marzę o dniu, kiedy umrę, bo nie zarabiam aż tak dobrze, żeby chodzić na terapię, a termin do psychologa, umówiony równo rok temu, przyjdzie dopiero w zimie 2023.
Pamiętam jak na polibudzie wykładowcy otwarcie dawali dziewczynom wyższe oceny “bo inaczej się zniechęcą i pójdą na UW czy coś”.
I to nie tylko mężczyźni tak robili, kobiety też.
Nie podoba mi się upraszczania tej sytuacji z wykształceniem wyższym. Czasem różne grupy podejmują różne wybory bo maja inne motywacje. Przykład: średnio dający sobie rade w szkole chłopak ma możliwość godnie zarobić siłą mięśni, więc nie ma ciśnienia na studia. Kobieta raczej rzadziej zarobi mięśniami, więc jej motywacja do nauki jest wyższa. Efekt? Trójkowy Marian idzie do kopalni, trójkowa Mariola jedzie do Wawy.
Czy ktoś tu jest dyskryminowany?
W artykułach KP na temat problemów mężczyzn jest zwykle 90% ideologii i 10% empatii.
Tu chyba jest na odwrót i należy to zdecydowanie pochwalić.
Jednocześnie widać tu taki zabieg, że wychodząc od jak najbardziej słusznych intencji, opisuje się młodych mężczyzn przez pryzmat najbardziej ekstremalnych zjawisk, jakie w tej grupie występują.
Żebyśmy przy okazji mieli jasność,że te chłopaki,to trochę są żałosne jednak w tych poszukiwaniach swej tożsamości. Szczylowate żołnierzyki wyklęte, nieopierzeni fajterzy MMA i takie tam.
Nie to, co młode kobiety,które nie mniej pubertalne poszukiwania samej siebie prowadzą do “nie ma nic zdrowszego niż ważyć 250 kilo”, “nienawidzę cisfacecików” itp. Też nie za mądre, ale certyfikowane przez lewicę i feminis,więc spoko.
Generalnie jest po prostu tak,że lewica (i liberałowie niestety też) nie tylko nie daje faka,jeśli chodzi o facetów, ale jeszcze prześciga się w robieniu z nich największego wroga naszych czasów. A potem zdziwienie, że prawica i to często ta ekstremalna, dostaje zwolenników na tacy.
To jest fenomen obserwowalny wszędzie od Finlandii po Włochy i od Stanów po Koreę.
Dla mnie takim najzabawniejszym przykładem z naszego podwórka było, gdy Biedroń założył Wiosnę, no i jak zbierał podpisy, to mu wyszło, że 3/4 podpisujących to kobiety. Od tego momentu zaczął szczebiotać na twitterze kolejne 3 tygodnie, jak to jego partia jest partią kobiet, zawsze z kobietami i po stronie kobiet, kobieca kobiecością kobiecą. Bo kobiety są mądrzejsze, piękniejsze i wspanialsze,pierdzące nawet jakby bardziej wonnie. No dobra. Tego ostatniego nie napisał, ale jestem pewien, że dzielił go od tego tylko krok.
Czyli zamiast wyciągnąć logiczny wniosek ze swych obserwacji i myśleć,co przyciągnie facetów i powiększy mu elektorat, on jeszcze zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby ich do siebie zrazić :))
Nie jestem w stanie odpowiedzieć pod wypowiedzią u/onlygrey, więc podpinam się pod wątek.
Jak zwykle przesyłam jej wirtualne wyrazy wdzięczności. Minusy nie mają znaczenia, ważne jest, żeby inni mieli możliwość zobaczenia kim jako radykalne feministki jesteśmy a nie jakimi nas malują ludzie uważający nas za przeciwników. Inaczej nasz sub byłby kompletnym echo chamber.
Z tymi studiami to warto też zaznaczyć jakie to kierunki. Myślałem, że podniecanie się ze ktoś jest taki mądry i wykształcony bo studiował mamy już za soba. Bo to, że ktoś idzie byle żeby iść to dużo lepsze perspektywy i tak ma budowlaniec czy mechanik samochodowy z własnym warsztatem.
Pewnie że są. Ciężko żeby nie byli, skoro od małego wmawia się nam, że facet który płacze magicznie zmienia się w babę. Nawet jeśli podskórnie czujesz, że to bullshit, to po nastu latach wtłaczania tego do głowy takie pomysły stają się drugą naturą i odruchem.
Tutaj może niektórych wkurzę, ale myślę że samo odstąpienie od nazw “feminizm”, “feministka/feminista” na rzecz używania “równouprawnienie” (w domyśle płci), “równość płci” jest na korzyść społeczeństwu, gdyż nie sugeruje ona, że tylko jedna z płci jest dyskryminowana, i nie osądza, że jedna z płci jest dyskryminowana bardziej od drugiej, ale skupia się na celu (równość) który wiele osób, które nie opisują się feministkami/feministami, by poparło, ramię w ramię z osobami które opisałyby się feministkami/feministami
True, w szkole zawsze byłem dwójkowym uczniem i generalnie nie czułem żadnego wsparcia od nauczycielek więc nie miałem zamiaru iść na studia. Szkoła kojarzyła mi się tylko ze stresem i zaniżaniem mojej samooceny więc już byłem pogodzony z tym że będę pracownikiem fizycznym. Na studia poszedłem dopiero po wielu ostrych kłótniach z rodzicami i ich namową i tam już sprawa wyglądała zupełnie inaczej bo nagle okazało się że mam same piątki i jednak wcale nie jestem taki głupi, jak mi to było pośrednio wpajane przez te wszystkie lata szkolne.
13 comments
Suma kontrolna mi się nie zgadza.
Trudno będę starym kawalerem z kotem (o ile go będę miał). Nie pójdę na studia tylko po to aby podreperować czyjeś ego.
>**Szybcy, wściekli i samotni stają się więc rycerzami Chrystusa, żołnierzami wyklętymi i gladiatorami walczącymi na oczach milionów internautów w Fame MMA…**
>
>
>
>I często wpadają w sieci nacjonalistów, którzy wyczuwają w nich jakiś brak i usiłują go wypełnić. Zwróć uwagę, jak w mediach ultraprawicowych jest konstruowany obraz Polaka. Tu dumę dostajesz na wejście, za darmo, tylko za sam fakt urodzenia się w tej szerokości geograficznej i w kraju o takiej, a nie innej historii. Do dumy z faktu narodzin dochodzi też duma z powodu koloru skóry i płci. Wystarczająco dużo, żeby zapełnić – przynajmniej na początek – brak relacji nie tylko z kobietą, ale też z własnymi emocjami, smutkiem, lękiem. A młodzi mężczyźni mają dziś naprawdę wiele, również ekonomicznych, powodów do frustracji.
Ciekawy wywiad, dziekuje.
>Nauczyciele to głównie kobiety, a ich koleżanki lepiej radzą sobie z czytaniem, pisaniem, kolorowaniem. [Chłopcy] od dziecka słyszą, że są słabi w nauce, więc stają się mężczyznami przekonanymi, że edukacja to domena kobiet.
Ironic, how the turntables, itd. Dzisiaj to chłopcy powinni być wspierani w nauce, żeby nie zostali z tyłu na rynku pracy i w ogóle w życiu. Niestety jak widać łatwo przeważyć to systemowe wahadło na (nie)korzyść jednej grupy, a trudniej wypośrodkować. Mooooże gdybyśmy mieli lepszy system edukacji, gdzie nauczycieli szkoliłoby się z praktycznego równościowego podejścia, i jeszcze nie musieliby płacić cebulionów za takie szkolenia…
Pomarzyć dobra rzecz, bo w Polsce na nic innego chyba liczyć nie można :/
Mogę to potwierdzić. Nauczyciele w szkole olewali jak chodziłem z pociętymi rękami, siedziałem na lekcjach ze złamaną ręką (w sensie w szkole złamałem i musiałem zostać na lekcjach), a jak matka olała i nie przyjechała po mnie po dyskotece, to nauczyciel mnie wywiózł kawałek od szkoły i zostawił pod lasem, ale jak dziewczyna zakaszlała to już było zamartwianie się, zwolnienie od nauczyciela i podwózka do domu. Sam też szedłem w bardzo skrajne poglądy, bo nienawidziłem sam siebie, więc musiałem sobie wytłumaczyć, że nie tylko ze mną jest coś nie tak. Dzięki temu, pomimo super pracy jak na 23latka i samodzielności, wciąż się tnę, izoluję się w domu i marzę o dniu, kiedy umrę, bo nie zarabiam aż tak dobrze, żeby chodzić na terapię, a termin do psychologa, umówiony równo rok temu, przyjdzie dopiero w zimie 2023.
Pamiętam jak na polibudzie wykładowcy otwarcie dawali dziewczynom wyższe oceny “bo inaczej się zniechęcą i pójdą na UW czy coś”.
I to nie tylko mężczyźni tak robili, kobiety też.
Nie podoba mi się upraszczania tej sytuacji z wykształceniem wyższym. Czasem różne grupy podejmują różne wybory bo maja inne motywacje. Przykład: średnio dający sobie rade w szkole chłopak ma możliwość godnie zarobić siłą mięśni, więc nie ma ciśnienia na studia. Kobieta raczej rzadziej zarobi mięśniami, więc jej motywacja do nauki jest wyższa. Efekt? Trójkowy Marian idzie do kopalni, trójkowa Mariola jedzie do Wawy.
Czy ktoś tu jest dyskryminowany?
W artykułach KP na temat problemów mężczyzn jest zwykle 90% ideologii i 10% empatii.
Tu chyba jest na odwrót i należy to zdecydowanie pochwalić.
Jednocześnie widać tu taki zabieg, że wychodząc od jak najbardziej słusznych intencji, opisuje się młodych mężczyzn przez pryzmat najbardziej ekstremalnych zjawisk, jakie w tej grupie występują.
Żebyśmy przy okazji mieli jasność,że te chłopaki,to trochę są żałosne jednak w tych poszukiwaniach swej tożsamości. Szczylowate żołnierzyki wyklęte, nieopierzeni fajterzy MMA i takie tam.
Nie to, co młode kobiety,które nie mniej pubertalne poszukiwania samej siebie prowadzą do “nie ma nic zdrowszego niż ważyć 250 kilo”, “nienawidzę cisfacecików” itp. Też nie za mądre, ale certyfikowane przez lewicę i feminis,więc spoko.
Generalnie jest po prostu tak,że lewica (i liberałowie niestety też) nie tylko nie daje faka,jeśli chodzi o facetów, ale jeszcze prześciga się w robieniu z nich największego wroga naszych czasów. A potem zdziwienie, że prawica i to często ta ekstremalna, dostaje zwolenników na tacy.
To jest fenomen obserwowalny wszędzie od Finlandii po Włochy i od Stanów po Koreę.
Dla mnie takim najzabawniejszym przykładem z naszego podwórka było, gdy Biedroń założył Wiosnę, no i jak zbierał podpisy, to mu wyszło, że 3/4 podpisujących to kobiety. Od tego momentu zaczął szczebiotać na twitterze kolejne 3 tygodnie, jak to jego partia jest partią kobiet, zawsze z kobietami i po stronie kobiet, kobieca kobiecością kobiecą. Bo kobiety są mądrzejsze, piękniejsze i wspanialsze,pierdzące nawet jakby bardziej wonnie. No dobra. Tego ostatniego nie napisał, ale jestem pewien, że dzielił go od tego tylko krok.
Czyli zamiast wyciągnąć logiczny wniosek ze swych obserwacji i myśleć,co przyciągnie facetów i powiększy mu elektorat, on jeszcze zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby ich do siebie zrazić :))
Nie jestem w stanie odpowiedzieć pod wypowiedzią u/onlygrey, więc podpinam się pod wątek.
Jak zwykle przesyłam jej wirtualne wyrazy wdzięczności. Minusy nie mają znaczenia, ważne jest, żeby inni mieli możliwość zobaczenia kim jako radykalne feministki jesteśmy a nie jakimi nas malują ludzie uważający nas za przeciwników. Inaczej nasz sub byłby kompletnym echo chamber.
A do reszty rPolaków. Porównajcie sobie powyższe argumenty u/onlygrey a potem spójrzcie na [taki obrazek z Barcelony](https://i.imgur.com/msT7I7l_d.webp?maxwidth=640&shape=thumb&fidelity=medium). I kto tu jest radykalny?
Z tymi studiami to warto też zaznaczyć jakie to kierunki. Myślałem, że podniecanie się ze ktoś jest taki mądry i wykształcony bo studiował mamy już za soba. Bo to, że ktoś idzie byle żeby iść to dużo lepsze perspektywy i tak ma budowlaniec czy mechanik samochodowy z własnym warsztatem.
Pewnie że są. Ciężko żeby nie byli, skoro od małego wmawia się nam, że facet który płacze magicznie zmienia się w babę. Nawet jeśli podskórnie czujesz, że to bullshit, to po nastu latach wtłaczania tego do głowy takie pomysły stają się drugą naturą i odruchem.
Tutaj może niektórych wkurzę, ale myślę że samo odstąpienie od nazw “feminizm”, “feministka/feminista” na rzecz używania “równouprawnienie” (w domyśle płci), “równość płci” jest na korzyść społeczeństwu, gdyż nie sugeruje ona, że tylko jedna z płci jest dyskryminowana, i nie osądza, że jedna z płci jest dyskryminowana bardziej od drugiej, ale skupia się na celu (równość) który wiele osób, które nie opisują się feministkami/feministami, by poparło, ramię w ramię z osobami które opisałyby się feministkami/feministami
True, w szkole zawsze byłem dwójkowym uczniem i generalnie nie czułem żadnego wsparcia od nauczycielek więc nie miałem zamiaru iść na studia. Szkoła kojarzyła mi się tylko ze stresem i zaniżaniem mojej samooceny więc już byłem pogodzony z tym że będę pracownikiem fizycznym. Na studia poszedłem dopiero po wielu ostrych kłótniach z rodzicami i ich namową i tam już sprawa wyglądała zupełnie inaczej bo nagle okazało się że mam same piątki i jednak wcale nie jestem taki głupi, jak mi to było pośrednio wpajane przez te wszystkie lata szkolne.