Były ruskie, dzisiaj – ramen. Dupsko rośnie…

16 comments
  1. Ramen zawsze wydawał mi się kwintesencja potrawy się nie opłaca. Tzn. czas, skomplikowanie i ilość składników są niewspółmierne do tego jak to smakuje. Czyli takie danie, że mogę zamówić w knajpie, ale nie ma chuja, żebym się miał z tym jebać w domu.

    W sumie dobrze, że takie dania istnieją, bo często mam coś takiego, że idę do knajpy, dostaje jedzenie i myślę “w sumie spoko, ale sam bym lepsze zrobił”.

    Propsy, że Ci się chciało

  2. Dobra, ale jak robisz, że białko jest ścięte, a żółtko idealnie ciekłe? Czarna magia!

  3. No OPie, z jajkiem odjebałeś na łatwiznę :/ rozczarowanko!

    No i tip: szczypiorku nie wyjebywuj gdzieś tam w kąt. Posyp go na wierzch, po całej powierzchni jako świeży dodatek, od razu zupa będzie lepiej wyglądała. Razem z sezamem. No i do kroćset, upraż go! Ten to taki blady, jakby nie był prażony! No i nori też tak nie zamaczaj od razu, bo będzie takie rozpadające się, jak szybko go nie zjesz.

  4. Szczerze i uczciwie nigdy nie jadłem.
    Jak do tego się zabrać? Nakładać wszystko po kawałku na łyżkę, czy może jest jakaś kolejność?

Leave a Reply