Dzięki WFowi czułem się jako wyrzutek, a potem wielkie zdziwienie, że skończyłem z problemami psychicznymi. WF to patologia nie mająca nic wspólnego z edukacją

46 comments
  1. Miałem tak samo, ale z perspektywy czasu uważam, że WF to po prostu źle zagospodarowany czas.

    Przede wszystkim taki WF powinien uczyć Ciebie nowych umiejętności (nie na ocenę) i wobrażam to sobie tak, że dziecko począwszy od podstawówki może wybrać sobie czego chce się nauczyć np. jazda na rowerze, na rolkach, na desce, na nartach, na snowboardzie, na hulajnoge…, lekkoatletyki, pływania, gimnastyki, nurkowania, konkretnej gry zespołowej, wspinaczki… A następnie z biegiem czasu podnosić poziom trudności.

  2. Zrównoważone ćwiczenia, granie w wiele gier tak aby każdy miał coś co lubi.

    ​

    ​

    Wyjebanie połowy ćwiczeń i wszystkich gier bo jest się zbyt leniwym chujem żeby złożyć siatkę która wisi 2 miesiąc…

  3. Yh, trochę prawda. Ale zacznijmy od tego, że wuefiści musieliby wpierw w ogóle analizować i obserwować swoich uczniów podczas zajęć ze sportów zeapołowych. Moi “trenerzy” rzucali nam piłkę i szli na kawkę więc nic dziwnego, że taki był efekt.

  4. W ogóle wywaliłbym gry zespołowe, bo to dla nauczyciela pójście na łatwiznę, a skupił się na indywidualnych sportach czy formach rekreacji.

  5. Też nie mam zbyt dobrych doświadczeń. Przez złamanie nogi w bardzo młodym wieku i wynikającym i z tego względu problemami z kręgosłupem. Długo nie uczestniczyłem w W-Fie, następnie nie mogłem np. biegać dalej niż na 60 metrów etc.

    Jeden nauczyciel był w porządku i na jego WF lubiłem przychodzić, a drugi był okropny i musiałem się zmuszać.

    Więc jak to zwykle bywa, zależy od nauczyciela, ale prawda jest taka, że wuefiści powinni mieć lepszą edukację, by mogli zrozumieć dzieci i ich potrzeby.

  6. Ja akurat miałem spoko wuefistę w technikum. Graliśmy w wiele gier (chociaż siatkówka przeważała) ale było też bardzo dużo gimnastyki, którą nawet lubiłem. Do tego rzuty kulą, oszczepem, skoki w dal czy trójskoki. Nawet wyjazdy na basen były przez jakiś czas.

  7. Nigdy nie lubiłem gier zespołowych i rywalizacji więc uwielbiałem gdy podczas gry w unihokej nauczyciel szedł do swojej kanciapy, a mecz zamieniał się w rekonstrukcje bitwy pod Termopilami.

  8. Moze troche naciagam, ale wg mnie to jest dobry przyklad tego jak “system sie sam pieknie wyreguluje, wystarczy dac ludziom wybor”. Zeby ludzie byli szczesliwi niestety trzeba nieco wyrownac szanse. Z punktu widzenia silniejszych WFy na pewno byly swietna zabawa, szkoda tylko ze dolne X% musialo przy tym cierpiec i czuc sie odrzuconymi.

  9. Ja tam wolałem żeby to ci dwaj fajni wybierali bo oni zazwyczaj byli najlepszymi w konkretną grę więc nawet jak zostawałem na koniec zawsze to przynajmniej grało się fair. Ale zgadzam się, niektórym to mogło naprawdę ryć psychikę. Mnie zazwyczaj nie wybierali bo po prostu nie umiałem grać i nigdy nie miałem jakieś potrzeby szczególnej

  10. W drużynach na WF to maksymalnie trzech umie grać, reszta drużyny to jest albo “jesteś w drużynie bo jesteśmy psiapsi” lub “no nikt nie został to chodź”

  11. A to nie było tak, ze najlepsi w sportach wybierali kolejnych najlepszych? Tj, to nie był ranking popularności, tylko fizyczności. Inna sprawa, ze aż do liceum to były zbieżne rankingi.

  12. * Zadbanie, aby każdy uczeń poczynił jakiś postęp w fizycznej sprawności.

    * Postawienie równych wymagań całej klasie, aby uczniowie mniej sprawni mieli do wyboru albo załatwić sobie zwolnienie, albo zjebać sobie średnią.

  13. WF to esencja życia.

    Szef awansował kogoś popularnego.

    Dziewczyna wolała fajnego kolegę.

    Żona zdradziła z przebojowym sąsiadem.

  14. Ja tam lubię być wybierany ostatnim, bo wtedy mają względem mnie zerowe oczekiwania. Mogę mieć to w dupie i nikt się nie czepia, bo każdy się spodziewał.

  15. Najlepszy WF miałem na studiach – wziąłem sobie siatkówkę od podstaw. Świetny prowadzący nauczył nas wszystkich w nią grać, tak jak grać się powinno, a nie tak jak grano w podstawówce.

    Gra na 3 była obowiązkowa i większa część zajęć to był trening prawidłowej, zespołowej gry a dopiero na koniec jeden mecz.

    Na początku był totalny dramat, ale pod koniec semestru wychodziło nam wszystko co powinno – bloki, serwowanie z wyskoku i tak jak powinno. Nawet wyglądało to z boku nieźle.

  16. Niekoniecznie się z poniższym zgadzam, ale ładnie tu pasuje:
    “Jak człowiek nic nie umie, to zostaje nauczycielem. Jak do tego nie umie uczyć, to nauczycielem WF-u.”

  17. nadal nie jestem pewien, czego nauczyły mnie te godziny siatkówki, bo byłem na tyle chujowy, że nigdy nie wpuszczali mnie na boisko xdd

  18. Też zdążyłem znienawidzic WF… najlepsze było jak po prostu go nie było i to nie że nie lubię jakoś ćwiczyć… Zdecydowanie bardziej bym wolał iść na siłownię czy WF Ale bez gier zespołowych.
    Najgorzej jest jak Ci najlepsi jadą po tych najgorszych, że o nie, jak można czegoś nie umieć…

  19. Z tego co pamietam, to przez 4 lata liceum na wfie bylo udawanie ze gramy w siatkowke

    To troszke dramat bo pamietam ze w podstawoce, to na wfie czesciej robilismy rozne cwiczenia niz gralismy w jakies gry

  20. Nienawidziłam sportu przez WF. Próbowałam się przekonać do gier zespołowych, ale nigdy nie potrafiłam. Powiedziałam sobie dość, kiedy skończyłam ze złamaną nogą przez jednego z chłopaków, kiedy graliśmy w nożną. Ale w liceum odkryłam tenisa. Świadomość, że nikt się nie może na ciebie wpierdolić jest lepsza niż życie.

    A, do tego kocham kardio. Nigdy więcej sportów drużynowych. Ble.

  21. W mojej podstawówce + gimnazjum (zespół szkół) ta dwójka była jeszcze dodatkowo bliźniakami, którzy musieli cały czas ze sobą rywalizować. Jeśli cokolwiek się tobie nie udało to od razu ryczeli po tobie podczas meczu i w szatni. Te 9 lat kompletnie mnie zniechęciły do gier zespołowych, mimo że je wcześniej lubiłem, i dopiero na studiach znowu mi się spodobały.

  22. Z powodu astmy miałem zwolnienie z biegania. Rozgrzewka to było bieganie dookoła sali – wuefista zabraniał mi tego robić. No a sam WF to było granie w piłkę. Do tego już mnie zmuszał, bo gra w piłkę to nie bieganie. Potem załatwiłem sobie zwolnienie ogólne z wf-u.

    Dopiero jak wyszedłem ze szkoły to zorientowałem się, że aktywność fizyczna, jakieś ćwiczenia nie ssą pały tylko mam złe skojarzenia przez WF.

    Nie mówiąc o licznych kontuzjach innych uczniów, przez to że nie było nigdy porządnej rozgrzewki.

  23. Podstawówka, gimnazjum – trzy razy w tygodniu granie w gałę, “nauczyciele”, którzy nie potrafili zrozumieć dlaczego wysoki dzieciak z niedowagą nie jest w stanie klepać pompek.

    Liceum – po pierwszych sprawdzianach sprawnościowych, gdzie nie potrafiłem podciągnąć się na drążku nawet raz, gość wziął mnie na chwilę na bok, opowiedział o paru ćwiczeniach, które mogę robić w domu żeby jakoś wzmocnić ramiona/plecy i obiecał, że jak będę się tego trzymał to już za semestr zobaczę efekty. Na koniec liceum dumny wpisał mi 5 na koniec za progres zrobiony przez te 3 lata.

    Przez takie podejście dopiero w liceum polubiłem sport i jakakolwiek aktywność fizyczną. WF nie jest zbędny, są tylko beznadziejni nauczyciele.

  24. U mnie w szkole była żeńska drużyna piłki ręcznej i pamiętam jak pan wfista typowy Janusz z wąsem, który był trenerem tejże drużyny, zarządził, że zagrają “piłkarki” na resztę. Na ocenę. Wygrana drużyna dostaława piątki a przegrana dwóje. Reszty się domyślacie.

    W tej atmosferze wydarzały się przypadki samookaleczenia żeby mieć zwolnienie z WF.

  25. Fajnie by było, gdyby zamiast oczekiwać, że każdy chłopak ma kondycję jak sportowiec olimpijski mogliby dostosować wymagania do możliwości poszczególnych uczniów… Jedna z rzeczy której nigdy nie zrozumiem to wszystkie te normy na przykład do biegów na ileś metrów. Mam wrażenie jakby osoba która je tworzyła myślała, że każdy uczeń w przyszłości będzie startował w igrzyskach.

  26. WF to był zawsze najbardziej znienawidzony przedmiot w szkole. Jeśli byłeś słabszy fizycznie, nie radziłeś sobie w grach zespołowych, to miałeś przerąbane. Już wolałem mieć dwa razy pod rząd matematykę, mimo że przedmiotów ścisłych nie lubiłem, a nauczycielka była fatalna.

  27. Zawsze bylam najgorsza (3ka z WFu) I po prostu biegac nie umiem. Nawet nauczycielka sie ze mnie nabijala. Kiedy skonczylam szkole okazalo sie ze jestem dobra w dzwiganiu ciezarow I sztuki walki mi pasuja. W zyciu tego nie probowalismy na wfie

  28. Bardzo mi się podobało jak przyszedłem na studia i WF trzeba było po prostu zaliczyć. Nieważne, na jakim jesteś poziomie, po prostu nie ma z niego oceny. Do tego miałem wspaniałą profesorkę, która zrobiła nam mierzenie czasu na początku i na końcu roku pływania. Po nauce technik każdy poprawił się o około 10-20 sekund, i nawet gość z astmą który co chwilę wychodził z basenu z zadyszką (od fajek) czy taka oferma jak ja (drugi najgorszy czas od końca) mogliśmy poczuć dumę <3

  29. W gimnazjum to ja zawsze byłem wybierany jako ostatni, i kiedyś wuefista uznał że świetnym pomysłem będzie zrobić na odwrót, aby to ci co są zawsze ostatni, byli kapitanami i wybierali. No tak panie wuefista, reakcje typu “kuuurrwa” i “ja pierdooole” gdy ktoś jest przeze mnie wybrany, na pewno pomogą mojej psychice xD

    Na szczęście WF w gimnazjum to już wspomnienie tak odległe, że zdążyłem zapomnieć o tamtejszych traumach, w technikum już było znacznie lepiej.

  30. O i dlatego wfik powinien mieć coś takiego jak sekcje od pilki noznej, koszykowki itd. Chcesz se chodzic na basen? Prosze bardzo sekcja basenowa. Chcesz sobie haratać w gałe? Harataj se. Pilates? Silownia? Zapierdalaj na co chcesz!

    Studia pokazały mi, że taki sposób prowadzenia wf jest w chuj lepszy i przyjemniejszy!

  31. Pamiętam, że w podstawówce w mojej klasie było kilku chłopaków grających w lokalnym klubie piłkarskim, czyli w teorii mieli umiejętności o poziom wyższe niż reszta klasy. Różnicę było widać gdy składy były trochę nierówne – 2 piłkarzy grało w jednej drużynie, a 3 w przeciwnej.
    Ciekawe zjawisko występowało kiedy wszyscy piłkarze grali w jednej drużynie, a w przeciwnej nie grał nikt “profesjonalny”. Otóż nader często wygrywała drużyna amatorów. Do tej pory nie mam pojęcia jak to się działo

  32. Ugh, na wuefie denerwowały mnie jeszcze testy sprawnościowe. Nauczyciele do każdej dyscypliny mieli wydrukowaną tabelkę za jakie wyniki przysługuje dana ocena.
    No i weź tutaj miej dobre oceny, jak zamiast twojego postępu w danym ćwiczeniu jesteś oceniany na podstawie tych durnych tabelek. I – przy okazji – w jaki sposób moje wyniki mają się poprawić, skoro poza robieniem tych testów gra się tylko w gry zespołowe? Cmon, nie powinno się kwantyfikować takiej rzeczy w ten sposób

  33. U mnie wyglądało to tak, że “gruby na bramkę”, a później w trakcie meczu celowanie nie do bramki, ale we mnie. I oczywiście kopanie piłki najmocniej jak się da, “byle by złapał mordą”. +2137 pkt jak trafisz w jaja. Znudzili się jak nauczyłem się wybijać piłkę z pięści i jeden z “kolegów” oberwał rykoszetem

  34. Zgadzam się z tobą w 100%…
    dla mnie jako dla osoby w spektrum autyzmu było to bardzo bolesne. wbrew pozorom w większości nie jesteśmy aspołeczni tylko ludzie po prostu nas odrzucają.
    a teraz… cyk zwolnienie z WF… XDDD

  35. Nie ma to jak zniechęcać młodych ludzi do aktywności fizyczne przez gówniane zajęcia których jedynym zadaniem jest odfajkowanie aktywności fizycznej w programie a nie nauczenie w zasadzie czegokolwiek xD

  36. w gimnazjum miałem nauczycielke wf-u, która (bez przesady) mogła mieć jakieś antyspołeczne zaburzenia. dawała nam ćwiczenia, jakby jaralo ją patrzenie na nasze cierpienie. byliśmy grupą osób, która nie była zbyt sprawna fizycznie (było kilka osób zaangażowanych w sport, ale większość nie) ale kiedy przydzielono nam te nauczycielkę, to wzięła sobie za zadanie katowanie nas ćwiczeniami dla zaawansowanych sportowców, a potem surowe ocenianie naszej sprawności fizycznej. wprowadziła rywalizację, że byliśmy oceniani w relacji do najlepszej osoby w grupie. bieganie wyścigu non stop przez całą lekcje, kto był pierwszy dostawał najlepsza ocenę, kilka ostatnich osób nie zaliczało biegu i musiało go za kare powtórzyć. zwykle ostatnie osoby nie były sprawne fizycznie i nie miały ciał gotowych do takiego wysiłku, a potem były za to karane i musiały jeszcze bardziej się nadwyrężać. było kilka osób które miały problemy zdrowotne: z sercem, astmę, z kręgosłupem, tak samo musiały ćwiczyć jak reszta. było katowanie nas długim cardio, jeśli ktoś nie mógł już z bólu i wycieńczenia wykonać cwiczenia, nauczycielka stała nad tą osobą i czekała aż je wykona a potem dawała jej dodatkowe ćwiczenia. jak w jakiejś kolonii karnej xd. przyznam szczerze, że nie raz płakałem z bólu po jej lekcjach, bo po pierwsze nie byłem sprawny fizycznie, a po drugie miałem problemy z kręgosłupem, a z wycieńczenia nie raz nie mogłem oddychać. nie dawała nam przerw na odetchnięcie, tylko non stop mieliśmy ćwiczyć. ludzie wymiotowali po jej lekcjach.

    naprawdę nigdy nie zrozumiem takiego podejścia. wuefista ma za zadanie zagospodarować ten czas uczniom tak, by aktywnie, miło i zdrowo mogli spędzić czas. ma ich zachęcić do sportu, a nie zniechęcić. ma dawać im ćwiczenia adekwatne do ich stanu zdrowia i sprawności fizycznej. ma budować relacje między uczniami poprzez grę zespołowa, ma nauczyć ich działać razem. po lekcji mają wyjść uśmiechnięci i z chęcią przychodzić na kolejne lekcji.

    a w moim przypadku ludzie BALI SIE przychodzić na zajęcia. na każdej lekcji ludzie uciekali z jej zajęć. ten czas w tygodniu to była katorga. ta baba dosłownie nas złamała psychicznie. ludzie nabawiali się kontuzji przez jej pojebane podejście. nikt ze sobą nie rozmawiał, mieliśmy katować się ćwiczeniami w ciszy, jak więźniowie. byliśmy młodymi nastolatkami, a ta kobieta na bardzo długi czas zjebala mój związek z fitnessem. nie chciałem ćwiczyć bo wiązało się to z pojebanymi wspomnieniami.

    na szczęście jednego roku zaszła w ciążę i przydzielono nam innego nauczyciela, który był jej przeciwieństwem. był zszokowany tym, jacy byliśmy przygnębieni przychodząc na wf, nikt się nie uśmiechał, nie rozmawiał ze sobą, wszystko było od niechcenia – z przyzwyczajenia. on chciał żebyśmy byli radośni i grali dużo w sporty zespołowe, nie przywiązywał wagi do ocen, liczyło się tylko najmniejsze zaangażowanie i uśmiech. cieszę się że padło na niego bo nie wiem co byśmy zrobili kolejny rok z tą kobietą. moje zdrowie psychiczne wtedy było tak nisko (nie z powodu wf-u ale jej lekcje na pewno do tego dokładały), że gdybym miał spędzić więcej czasu na jej lekcjach to bym wyladowal w szpitalu.

    dodam tylko że ta kobieta miała obsesję na punkcie fitnessu. miała ciało wyrzeźbione jakby ćwiczyła kilka razy dziennie i pewnie tak było, bo prawie zawsze ćwiczyła z nami. więc siłą rzeczy, ćwiczyliśmy jej pojebana rutynę. nawet kiedy była w ciąży ćwiczyła tak długo jak mogła.

  37. Największy bully w mojej podstawówce (przed którym strach nabawił mnie pewnie o niejeden dzisiejszy problem zdrowotny) jest dziś nauczycielem WFu. To chyba dobra droga zawodowa dla patoli lubiącej się znęcać nad innymi.

  38. Matko, żadnej lekcji nie nienawidziłam tak jak wfu. Na inne przedmioty wystarczy uważać na lekcji, robić notatki, powtórzyć kilka razy w domu i już zdasz chociaż na 3. Po całym dniu w stresie, hałasie i tłumie nie miałam już zupełnie siły na jakikolwiek sport, a zawsze byłam dość cherlawa i żylasta.

    Za każdym jebanym razem siatka. Nienawidzę siatkówki. Zasady wydają mi się totalnie nielogiczne, zawsze zastygłam w miejscu jak tylko piłka leciała na mnie, bo moim pierwszym instynktem było łapanie jej, a przecież tak nie można. Dlatego do dziś zdecydowanie wolę koszykówkę albo ręczna, bo zasady mimo wszystko wydają mi się bardziej sensowne, ale nienawidzę 99% sportów. Tak strasznie się cieszyłam jak grałyśmy w coś innego albo sala była zajęta i mogłyśmy iść do siłowni na dole i mogłam być po prostu sama.

    Zawsze byłam do wszystkiego wybierana ostatnia, bo ani nie byłam z niczego dobra, ani nie miałam żadnych bliskich koleżanek które by się nade mną litowały. W dodatku kilka dziewczyn w klasie grało w siatkę po szkole czy coś takiego, więc były i dobre i ogólnie wysportowane, więc nawet jak było coś innego niż siatka to dobrze im szło. Nawet inne dziewczyny które były “slabe” były że trzy razy lepsze ode mnie. O rzeczach typu biegi czy inne wygibasy na ocenę to szkoda nawet wspominać, od gimnazjum najlepsze na co mogłam liczyć to 2 z litości. Moją ulubioną dziedzina sportowa było strzelectwo w pobliskim domu kultury bo gimnazjum sobie wymyśliło że będziemy mieć 2 godziny wfu w szkole i trzecia mamy sobie zorganizować sami po lekcjach, głupota straszna, ale przynajmniej strzelectwo było fajne i byłam z niego dobra.

    Więc tak, wf to absolutna klęska i do dziś nienawidzę jakiegokolwiek sportu poza spacerami i strzelectwem, może jeszcze lubię jazdę konną ale nie ćwiczyłam od lat. Mam to szczęście że nauczycielki na ogół były w miarę spoko i dziewczyny w klasie nie dokuczały mi z powodu mojej galaretowatosci. Każde zajęcia kończyły się tym że czułam się jak blobfish, jak jakiś pseudo-ludzki amalgamat tkanek wśród tych wysportowanych i utalentowanych dziewczyn. Do dziś to we mnie siedzi, a nie byłam na lekcji wfu od wielu lat.

  39. Trzeba było sprytem się wykazać. Będąc dzieckiem wystarczyło pogadać z rodzicami, że chce się zwolnienie z wf’u i ćwiczyć samemu dla zachowania kondycji. Na studiach to już takie zwolnienie można załatwić sobie samemu, albo po prostu olać te zajęcia. Ja miałem taką sytuację gdzie zawsze była piłka nożna aż do zrzygania, przez kilkanaście lat pod rząd i raz od święta koszykówka, siatkówka lub raz na rok ping pong. Załatwiłem sobie zwolnienie i dałem spokój, bo miałem dość takiego wybierania przez cwaniaczków. Zawsze kończyło się to upodleniem garstki osób z klasy ponieważ byli wybierani na końcu i cała wina za niepowodzenie spadała automatycznie na nich.

    Chory kraj z chorym system nauczania i starymi dziadami, którzy nie chcą dać młodym ambitnym nauczycielom stanowiska tylko pracują na emeryturze za pół darmo.

    Jak jeszcze człowiek sobie porówna placówki i wf w innych krajach do naszego to wychodzi obraz nędzy i rozpaczy. Ja za młodziaka, przebieralnia bez zamka i z zepsutymi drzwiami, zero szafek jedynie gówniany haczyk na ścianie i dwie stare drewniane ławki. Kilkudziesięciu ludzi upchniętych w takim małym pokoiku i ma się przebierać. Zero prywatności, wszystko leżało na ziemi. Oczywiście wf zawsze rano albo jako druga lekcja i zero pryszniców przez co w klasach waliło jak w budynku pełnym meneli i na przerwach każda sala była wietrzona. Jedna sala do wszystkiego i stare betonowe boisko z popękanym betonem i żwirem na całej powierzchni.

    USA – własne szafki, prysznice, siłownie, tory do biegania, jebutne boiska do gry w football amerykański i inne bajery. W Niemczech może nie tak dobrze, ale były prysznice i szafki oraz urozmaicone zajęcia.

  40. WF był zmorą mojego dzieciństwa. Pamiętam, że gdy miałam mieć z niego zajęcia w poniedziałek, to całą niedzielę nie mogłam jeść i płakałam. Mój wfista twierdził, że przyczyny należałoby szukać w tym, że jestem „lebiegą”. Wierzyłam w to wiele lat, ale tak naprawdę byłam słaba tylko z siatkówki. Byłam świetna w lekkoatletyce i koszykówce – problem w tym, że takich zajęć było może dwa razy w ciągu roku? Resztą była siatkówka. Non stop. Mój wfista lubił być sadystą i za każdy nieudany serw biegało się po korytarzu – na czas. Jeśli się nie zmieściłeś w timingu – biegałeś do skutku. Dodatkowo za przegrany mecz biegało się całym zespołem dookoła szkoły, a była ogromna. Koleżanki zaczęły mnie za to nie znosić. Trener wydzierał na mnie japę przy każdej okazji. Powtarzał nam, że nasi mężowie mu kiedyś za to wszystko podziękują – nie skomentuję tego patriarchalnego bełkotu. Nie znoszę tego typa całym sercem. Dlatego po wyjściu ze szkoły, nigdy więcej nie zagrałam w grę zespołową. W liceum załatwiłam sobie zwolnienie z wfu. Na studiach na szczescie mialam basen (pływam bardzo dobrze). Nie jestem mistrzynią sportu, ale mam talent do niektórych jego dziedziń, a ten łor po prostu wyrzucił to do kosza. Złożyłam na niego skargę. Skończyło się bieganie dookoła szkoły, darcie się i wyzwiska. Musiał srogo oberwać od dyrektora. Wiele lat potem minęłam go na boisku szkolnym – rzadka okazja, coroczne zajęcia z lekkoatletyki 😉 Spojrzał na mnie, po czym odwrócił się do dziewczyn i powiedział „Pamiętajcie. Lebiega zawsze pozostanie lebiegą”. Pomylił się o jakieś 10lat karnetu na basen i siłownię, ale nie poprawiłam go.

    Podsumowując: Mój wfista był niespełnionym sportowcem i realizował się w gnębieniu uczennic, wf nie powinien być oceniany, a poruszanych dziedzin powinno być wiele i PO RÓWNO. A, i nauczyciele powinno chodzić na testy psychologiczne. Dzięki za uwagę 🙂

  41. WF ogólnie dla mnie to absurd. Powinno to działać na zasadzie nauki ćwiczeń ogólnorozwojowych które każdemu się w życiu przydadzą. Zdawanie rzutu z dwutaktu na ocenę to głupota.

  42. W 100% się zgadzam.

    W podstawówce nagminne były wyzwiska uczniów słabych w grach zespołowych. Sytuacja była na tyle poważna, że zostało to eskalowane do wychowawcy i do dyrekcji, ale nie było żadnej sensownej reakcji z ich strony.

    Załatwiłam sobie zwolnienie w połowie 2giej klasy gimnazjum. Miałam 5 i 6 ze wszystkich innych przedmiotów, z wf ledwo 3. Czułam się jak nienadająca się do niczego łamaga i paralityk, byłam najsłabsza w klasie i mimo prób nie byłam w stanie nadgonic rówieśników. Zrezygnowałam z wymiany zagranicznej, bo bałam się zagranicznego wfu. Z perspektywy czasu wydaje mi się to głupotą, ale dla 14 letniego dziecka to była sprawa nie pozwalająca spać w nocy.

    Skończyłam szkołę z 10 lat temu. Do tej pory nienawidzę każdego rodzaju wysiłku fizycznego. Próbuje się przekonać, ale bez skutku. Tyle, jeśli chodzi o skuteczność wfu w promowaniu zdrowego stylu życia i prewencji otyłości.

    Jebać wf i wuefistow.

Leave a Reply