Przydałby się jeszcze jakiś podobny tekst zostawiający politykę z boku. Bo polityczne projekcje na każdy problem to jedno, a zupełny brak dziennikarskiego poczucia odpowiedzialności za słowo i w ogóle dziennikarstwa to drugie. Moim zdaniem sprawa Odry wyraźnie pokazała, że mass media w Polsce w sprawie poważniejszej niż gol Lewandowskiego albo ból jąder Karasia po prostu nie działają…
Od podkręcania pierwszych doniesień o niemieckich badaniach, do obecnej mody na trzy nowe teorie dziennie na temat tego co się stało (wszystkie oparte na rozmowie z jakimś naukowcem mówiącym “nie można przecież wykluczyć, że to był <zakres moich zainteresowań badawczych>”) notki na portalach i stronach poważnych niby gazet i telewizji niczym się nie różnią od tabloidów albo wysrywów randomów na twitterze. Tragedia.
Tylko że to nawiedzony mówił o wybuchu
>W sprawie Odry media świadomie i z premedytacją porzuciły najbardziej fundamentalne z zasad: po pierwsze informować. Jeśli nie wiemy czegoś na pewno: nie pisać.
Autor musi żyć w ciekawej alternatywnej rzeczywistości, skoro myśli że oddanie całej medialnej inicjatywy TVPiS i rządowym szczekaczkom by tematowi w jakikolwiek sposób pomogło. Bo reguły to działają jak wszyscy się do nich stosują. Inaczej to zwykłe frajerstwo.
Tak więc idąc za logiką Dymka media by sobie milczały, czekając grzecznie na rządowe raporty, które w przeciwieństwie do katastrofy smoleńskiej(nomen omen to już się w tę szyderę na blogu nie zmieściło) by nie powstały, bo i po co dawać coś co można weryfikować i gdzie wskazuje się po nazwisku odpowiedzialne osoby? A po tygodniu czy dwóch byłoby po temacie. No może ekolodzy i gdzieś koła PZW by coś biadoliły na fejsach posiłkując się jakimiś badaniami czy prosząc o zrzutki na takowe.
Bo jakkolwiek rejwach o rtęci był przestrzelony, tak palące się dupy pisowskich oficjeli ruszyło deko państwo. Odpaliły się alerty RCB, pobrane zostały próbki, instytuty zaczęły badać i przeznaczone zostały środki na pomoc.
A że autorytarne państwo wykorzysta to do nagonki na wszystkie media i opozycję? No najlepiej obwinić psa że zwyrol kija na niego znalazł. Klasyka symetrystów.
Może poczekajmy z daleko posuniętymi wnioskami do 50 miesięcznicy zatrucia Odry podczas której stojący na taborecie Tusk będzie perorował że rtęć dosłownie zabrała nam narybek polskiej inteligencji.
Różnica jest taka, że źródłem tej rewelacji były niemieckie wyniki badań. Następnego dnia okazało się, że to był błąd pomiaru, ale ciężko winić kogoś, że uwierzył w ówczesną narrację.
>Tym bardziej nie ma powodu, żeby straszyć ludzi i nakręcać spiralę strachu faktami, których nie udało się potwierdzić.
Jak to mówią hindsight jest 10/10. Oczywiście, że po fakcie można tak powiedzieć. A jakby się okazało, że była rtęć a media by milczały to było by pierdzelenie, że czemu media nie ostrzegały?!?!
Jeśli istniało ryzyko, że samo przebywanie w pobliżu rzeki jest szkodliwe dla zdrowia i życia ludzi to chyba lepiej ostrzegać niepotrzebnie niż bagatelizować potencjalne zagrożenie.
5 comments
Przydałby się jeszcze jakiś podobny tekst zostawiający politykę z boku. Bo polityczne projekcje na każdy problem to jedno, a zupełny brak dziennikarskiego poczucia odpowiedzialności za słowo i w ogóle dziennikarstwa to drugie. Moim zdaniem sprawa Odry wyraźnie pokazała, że mass media w Polsce w sprawie poważniejszej niż gol Lewandowskiego albo ból jąder Karasia po prostu nie działają…
Od podkręcania pierwszych doniesień o niemieckich badaniach, do obecnej mody na trzy nowe teorie dziennie na temat tego co się stało (wszystkie oparte na rozmowie z jakimś naukowcem mówiącym “nie można przecież wykluczyć, że to był <zakres moich zainteresowań badawczych>”) notki na portalach i stronach poważnych niby gazet i telewizji niczym się nie różnią od tabloidów albo wysrywów randomów na twitterze. Tragedia.
Tylko że to nawiedzony mówił o wybuchu
>W sprawie Odry media świadomie i z premedytacją porzuciły najbardziej fundamentalne z zasad: po pierwsze informować. Jeśli nie wiemy czegoś na pewno: nie pisać.
Autor musi żyć w ciekawej alternatywnej rzeczywistości, skoro myśli że oddanie całej medialnej inicjatywy TVPiS i rządowym szczekaczkom by tematowi w jakikolwiek sposób pomogło. Bo reguły to działają jak wszyscy się do nich stosują. Inaczej to zwykłe frajerstwo.
Tak więc idąc za logiką Dymka media by sobie milczały, czekając grzecznie na rządowe raporty, które w przeciwieństwie do katastrofy smoleńskiej(nomen omen to już się w tę szyderę na blogu nie zmieściło) by nie powstały, bo i po co dawać coś co można weryfikować i gdzie wskazuje się po nazwisku odpowiedzialne osoby? A po tygodniu czy dwóch byłoby po temacie. No może ekolodzy i gdzieś koła PZW by coś biadoliły na fejsach posiłkując się jakimiś badaniami czy prosząc o zrzutki na takowe.
Bo jakkolwiek rejwach o rtęci był przestrzelony, tak palące się dupy pisowskich oficjeli ruszyło deko państwo. Odpaliły się alerty RCB, pobrane zostały próbki, instytuty zaczęły badać i przeznaczone zostały środki na pomoc.
A że autorytarne państwo wykorzysta to do nagonki na wszystkie media i opozycję? No najlepiej obwinić psa że zwyrol kija na niego znalazł. Klasyka symetrystów.
Może poczekajmy z daleko posuniętymi wnioskami do 50 miesięcznicy zatrucia Odry podczas której stojący na taborecie Tusk będzie perorował że rtęć dosłownie zabrała nam narybek polskiej inteligencji.
Różnica jest taka, że źródłem tej rewelacji były niemieckie wyniki badań. Następnego dnia okazało się, że to był błąd pomiaru, ale ciężko winić kogoś, że uwierzył w ówczesną narrację.
>Tym bardziej nie ma powodu, żeby straszyć ludzi i nakręcać spiralę strachu faktami, których nie udało się potwierdzić.
Jak to mówią hindsight jest 10/10. Oczywiście, że po fakcie można tak powiedzieć. A jakby się okazało, że była rtęć a media by milczały to było by pierdzelenie, że czemu media nie ostrzegały?!?!
Jeśli istniało ryzyko, że samo przebywanie w pobliżu rzeki jest szkodliwe dla zdrowia i życia ludzi to chyba lepiej ostrzegać niepotrzebnie niż bagatelizować potencjalne zagrożenie.