Klasyczny przykład jak nie aplikować redukcjonizmu.
Mnie mocno dziwi jak ludzie w naszych miastach z uporem tkwią godzinami w korkach. Sam nie znoszę komunikacji publicznej (i chyba z wzajemnością ale to dłuższa historia) ale sama idea dojazdu 5km do pracy w 45-60 min zawsze wydawała mi się idiotyczna. Zawsze jak nie było mrozu wolałem jechać na motocyklu, a jak był to na rowerze. W dzisiejszych czasach przy takiej dostępności czy to elektrycznych składaków, czy to hulajnóg jest to dla mnie jeszcze bardziej absurdalne, że ktoś potrafi codziennie z własnej woli ładować się w takie korki. Co do stanów, to tam odległości raczej nie sprzyjają ani rowerom ani komunikacji miejskiej poza ścisłym centrum miasta (brak bloków więc nikomu nie chciało by się dybać 2km na przystanek)
No cóż ale i tak komunizm to chujnia z grzybnią
A jakie to “mechanizmy wolnorynkowe” autor ma na myśli?
Bo z tego co kojarzę to mowa o praktykach monopolistycznych i decyzjach rządów i samorządów inspirowanych działaniami korporacji.
Czyli miasta nie zostały przebudowane pod transport samochodowy w skutek sytuacji rynkowej tj popytu na takie rozwiązania, a raczej decyzji administracyjnych i eliminowania konkurencji.
Tam wyżej jest tweet “wyjaśniający” o co chodziło autorowi. Generalnie nie jest to przypisywanie zasług wolnemu rynkowi, tylko przekonywanie do tego, że “nowoczesne miasta zaprojektowane dla pieszych i rowerzystów” są również, a nawet bardziej zgodne z prawicowym duchem niż samochodoza.
W tym kontekście autor wychodzi mniej dupkowato, niż samym tweetem, a do tego plusik za promowanie alternatywnych środków komunikacji wśród prawej strony.
Edit: literówki.
aż mi się przypominały moje pierwsze próby w city builderach gdzie myślałem żeby naprawić korki muszę poszerzyć ulicę
oczywiście nigdy nie działało czasem nawet pogarszało sprawę XD
To jest bezsensowne myślenie kategoriami “Wszystko czego nie lubię to komunizm|kapitalizm (niepotrzebne skreślić)”.
Każdy kto choć trochę wie jak takie rzeczy działają będzie widział że i jedno i drugie wymaga dotacji ze strony państwa (no chyba że ktoś będzie okej z bramkami na każdej ulicy). Samochody wymagają dróg i rowery też wymagają dróg. Fun fact przy okazji – budowa dróg asfaltowych w USA zapoczątkowała się dzięki lobby rowerowemu. Inicjatywa nazywała się chyba Good Roads Initiative.
Różnica jest głównie w tym, że samochody potrzebują jej znaczenie więcej (jeden 3,5 metrowy pas przewiezie 2000 ludzi w autach albo 15 tyś rowerzystów), znacznie mocniejszej (przeciętne auto to jakieś 1,5-2 tony, w porywach do nawet 4, plus kierowca, rower mieści się w 30 plus rowerzysta… Plus towarowe, Tiry to 40 ton, a rower towarowy może z towarem zbliżyć się do tony) a używanie jej powoduje negatywne skutki zdrowotne.
Co nie zmienia faktu, że jedno i drugie musi być opłacone i utrzymane przez państwo lub samorząd a z tego co wiem to nie jest wolny rynek
Nie chcę absolutnie propagować komunizmu, ale wypowiedź podwójnie nie trafiona. Obecna patodeweloperka to efekt kapitalizmu. Tzw Commieblocki jak np Nowa Huta czy zabudowania wschodniego Berlinu są okropne tylko ze względu na jakość materiałów, pośpiech przy budowie i zaniedbanie. Są tam tereny zielone, place zabaw, przychodnie, sklepy i szkoły – i to wszystko wśród bloków. Jakby zamiast efektu końcowego oceniać projekt to przecież jest niebo a ziemia względem obecnego chowu klatkowego polaków na zamkniętych osiedlach po środku pola.
Niestety Polska ma nadal jeden z największych wskaźników posiadania samochodów oraz wypadków śmiertelnych.
Ten komentarz to ironia czy ja coś źle rozumiem? Bo komunikacja miejska w Polsce i wygoda to są dwa sformułowania które w jednym zdaniu brzmią cokolwiek dziwnie, wręcz się wykluczają.
Może Free Market że rynki miast są wolne od Aut 😉
Te zdjęcie po lewej to pewnie z USA
Ja niestety mam 20km do pracy i jedyny transport publiczny to najpierw 2km do stacji kolejowej piechota, potem pociąg i na koniec 2 autobusy (przesiadka), więc odpada w związku z ryzykiem spóźnienia i czasem dojazdu. Rowerem też odpada, bo się bardzo pocę. Zostaje jedynie nieszczęsny samochód.
A to nie jest tak że Polaków po prostu nie stać na uleganie korporacjom samochodowym?
Pochodzę z miasta powiatowego 50k mieszkańców. Komunikacja miejska to jedynie autobusy. Jeden autobus na godzinę z większości przystanków, chyba że akurat przez konkretny jedzie więcej linii. Więc generalnie do 18stki rowerek, potem rowerek i samochód pożyczany od rodziców jak nie używali.
A sprawa się komplikuje jak np. jesteś z jakiejś okolicznej wioski i chcesz dojechać do liceum w ww. mieście. No to rowerek codziennie 2×20+ km. Okazjonalnie pociąg jak ktoś postawił ci na wsi tory. Chyba że twoi rodzice pracują tam pracują to jesteś ustawiony. Więc generalnie po 18 rż. większość poza miastowych pokupowała samochody.
Komunizm jest wtedy gdy szeroka autostrada
Proszę mi tu nie bronić K*munizmu, jest ha tfu
Samochody wewnątrz centr miast to nonsens. Samochody do dojazdu do miasta spoza niego – nie.
Można problem rozwiązać budując duże parkingi gdzie można sensownie zostawić samochód i przesiąść się na komunikację zbiorową czy te rowery.
Ale nie; z jednej strony ludzie mieszkający w mieście będą bezpośrednio narzekać na samochody, mając kompletnie w dupie innych których być może nie stać na mieszkanie w mieście –
– Jednocześnie też lobbując NIMBYistycznie przeciwko gęstej zabudowie, tak by im rosły ceny mieszkań – i nie, to nie są prawaki, przynajmniej nie tylko – co prawda o USA, ale tutaj jest spoko materiał od NYT [Liberal Hypocrisy is Fueling American Inequality](https://www.youtube.com/watch?v=hNDgcjVGHIw).
Z drugiej strony opór przed wszelakimi ograniczeniami dot. samochodów.
Bo sensowne rozwiązania są niemożliwe, trzeba się napierdalać wzajemnie politycznie i gardzić.
23 comments
Ale to samochód daje wolność…
Klasyczny przykład jak nie aplikować redukcjonizmu.
Mnie mocno dziwi jak ludzie w naszych miastach z uporem tkwią godzinami w korkach. Sam nie znoszę komunikacji publicznej (i chyba z wzajemnością ale to dłuższa historia) ale sama idea dojazdu 5km do pracy w 45-60 min zawsze wydawała mi się idiotyczna. Zawsze jak nie było mrozu wolałem jechać na motocyklu, a jak był to na rowerze. W dzisiejszych czasach przy takiej dostępności czy to elektrycznych składaków, czy to hulajnóg jest to dla mnie jeszcze bardziej absurdalne, że ktoś potrafi codziennie z własnej woli ładować się w takie korki. Co do stanów, to tam odległości raczej nie sprzyjają ani rowerom ani komunikacji miejskiej poza ścisłym centrum miasta (brak bloków więc nikomu nie chciało by się dybać 2km na przystanek)
No cóż ale i tak komunizm to chujnia z grzybnią
A jakie to “mechanizmy wolnorynkowe” autor ma na myśli?
Bo z tego co kojarzę to mowa o praktykach monopolistycznych i decyzjach rządów i samorządów inspirowanych działaniami korporacji.
Czyli miasta nie zostały przebudowane pod transport samochodowy w skutek sytuacji rynkowej tj popytu na takie rozwiązania, a raczej decyzji administracyjnych i eliminowania konkurencji.
[https://www.reddit.com/r/fuckcars/comments/wx0v9e/a_conservative_commentator_trying_to_sell_people/](https://www.reddit.com/r/fuckcars/comments/wx0v9e/a_conservative_commentator_trying_to_sell_people/)
Tam wyżej jest tweet “wyjaśniający” o co chodziło autorowi. Generalnie nie jest to przypisywanie zasług wolnemu rynkowi, tylko przekonywanie do tego, że “nowoczesne miasta zaprojektowane dla pieszych i rowerzystów” są również, a nawet bardziej zgodne z prawicowym duchem niż samochodoza.
W tym kontekście autor wychodzi mniej dupkowato, niż samym tweetem, a do tego plusik za promowanie alternatywnych środków komunikacji wśród prawej strony.
Edit: literówki.
aż mi się przypominały moje pierwsze próby w city builderach gdzie myślałem żeby naprawić korki muszę poszerzyć ulicę
oczywiście nigdy nie działało czasem nawet pogarszało sprawę XD
To jest bezsensowne myślenie kategoriami “Wszystko czego nie lubię to komunizm|kapitalizm (niepotrzebne skreślić)”.
Każdy kto choć trochę wie jak takie rzeczy działają będzie widział że i jedno i drugie wymaga dotacji ze strony państwa (no chyba że ktoś będzie okej z bramkami na każdej ulicy). Samochody wymagają dróg i rowery też wymagają dróg. Fun fact przy okazji – budowa dróg asfaltowych w USA zapoczątkowała się dzięki lobby rowerowemu. Inicjatywa nazywała się chyba Good Roads Initiative.
Różnica jest głównie w tym, że samochody potrzebują jej znaczenie więcej (jeden 3,5 metrowy pas przewiezie 2000 ludzi w autach albo 15 tyś rowerzystów), znacznie mocniejszej (przeciętne auto to jakieś 1,5-2 tony, w porywach do nawet 4, plus kierowca, rower mieści się w 30 plus rowerzysta… Plus towarowe, Tiry to 40 ton, a rower towarowy może z towarem zbliżyć się do tony) a używanie jej powoduje negatywne skutki zdrowotne.
Co nie zmienia faktu, że jedno i drugie musi być opłacone i utrzymane przez państwo lub samorząd a z tego co wiem to nie jest wolny rynek
Nie chcę absolutnie propagować komunizmu, ale wypowiedź podwójnie nie trafiona. Obecna patodeweloperka to efekt kapitalizmu. Tzw Commieblocki jak np Nowa Huta czy zabudowania wschodniego Berlinu są okropne tylko ze względu na jakość materiałów, pośpiech przy budowie i zaniedbanie. Są tam tereny zielone, place zabaw, przychodnie, sklepy i szkoły – i to wszystko wśród bloków. Jakby zamiast efektu końcowego oceniać projekt to przecież jest niebo a ziemia względem obecnego chowu klatkowego polaków na zamkniętych osiedlach po środku pola.
Niestety Polska ma nadal jeden z największych wskaźników posiadania samochodów oraz wypadków śmiertelnych.
Ten komentarz to ironia czy ja coś źle rozumiem? Bo komunikacja miejska w Polsce i wygoda to są dwa sformułowania które w jednym zdaniu brzmią cokolwiek dziwnie, wręcz się wykluczają.
Może Free Market że rynki miast są wolne od Aut 😉
Te zdjęcie po lewej to pewnie z USA
Ja niestety mam 20km do pracy i jedyny transport publiczny to najpierw 2km do stacji kolejowej piechota, potem pociąg i na koniec 2 autobusy (przesiadka), więc odpada w związku z ryzykiem spóźnienia i czasem dojazdu. Rowerem też odpada, bo się bardzo pocę. Zostaje jedynie nieszczęsny samochód.
A to nie jest tak że Polaków po prostu nie stać na uleganie korporacjom samochodowym?
Pochodzę z miasta powiatowego 50k mieszkańców. Komunikacja miejska to jedynie autobusy. Jeden autobus na godzinę z większości przystanków, chyba że akurat przez konkretny jedzie więcej linii. Więc generalnie do 18stki rowerek, potem rowerek i samochód pożyczany od rodziców jak nie używali.
A sprawa się komplikuje jak np. jesteś z jakiejś okolicznej wioski i chcesz dojechać do liceum w ww. mieście. No to rowerek codziennie 2×20+ km. Okazjonalnie pociąg jak ktoś postawił ci na wsi tory. Chyba że twoi rodzice pracują tam pracują to jesteś ustawiony. Więc generalnie po 18 rż. większość poza miastowych pokupowała samochody.
Komunizm jest wtedy gdy szeroka autostrada
Proszę mi tu nie bronić K*munizmu, jest ha tfu
Samochody wewnątrz centr miast to nonsens. Samochody do dojazdu do miasta spoza niego – nie.
Można problem rozwiązać budując duże parkingi gdzie można sensownie zostawić samochód i przesiąść się na komunikację zbiorową czy te rowery.
Ale nie; z jednej strony ludzie mieszkający w mieście będą bezpośrednio narzekać na samochody, mając kompletnie w dupie innych których być może nie stać na mieszkanie w mieście –
– Jednocześnie też lobbując NIMBYistycznie przeciwko gęstej zabudowie, tak by im rosły ceny mieszkań – i nie, to nie są prawaki, przynajmniej nie tylko – co prawda o USA, ale tutaj jest spoko materiał od NYT [Liberal Hypocrisy is Fueling American Inequality](https://www.youtube.com/watch?v=hNDgcjVGHIw).
Z drugiej strony opór przed wszelakimi ograniczeniami dot. samochodów.
Bo sensowne rozwiązania są niemożliwe, trzeba się napierdalać wzajemnie politycznie i gardzić.
Left: doctored photo
https://newsroom.ucla.edu/releases/405-traffic-altered-image-factcheck
[Jak przemysł samochodowy w USA rozmontował tamtejszy transport publiczny](https://youtu.be/oOttvpjJvAo)
Tja, a najbardziej nie ulegliśmy jednej takiej finansowej korpo z siedzibą w Watykanie.
Ale na memiku jest czysta prawda