>Na obozach nie można też korzystać z telefonów komórkowych. Na początku turnusu oddaje się je do depozytu, a rozmowy z rodziną trzeba najpierw uzgadniać z opiekunami. Rodzice mają zakaz dzwonienia do dzieci i zakaz odwiedzin.
Rodzice którzy wiedząc o takich ograniczeniach wysyłali dziecko na obóz do księdza moim zdaniem są współwinni. Aż strach pomyśleć co się dzieje z psychiką dziecka na takim obozie, oderwanym od reszty świata, bez możliwości pomocy czy ucieczki gdyby się działo coś złego, a jedyną osobą kontrolującą kontakt ze światem jest potencjalny oprawca.
​
>W regulaminie czytamy, że rodzice powinni zadbać o skromne i schludne stroje: dziewczęta nie mogą mieć zbyt krótkich spódniczek lub bluzek odsłaniających brzuch.
Po pierwsze – seksualizacja dzieci. Co księdza obchodzi w co dziecko jest ubrane… chyba, że to dziecko go “kusi”. Po drugie – seksizm – wygląda, że dziewczynki miały dużo więcej reguł ubierania się od chłopców.
1 comment
>Na obozach nie można też korzystać z telefonów komórkowych. Na początku turnusu oddaje się je do depozytu, a rozmowy z rodziną trzeba najpierw uzgadniać z opiekunami. Rodzice mają zakaz dzwonienia do dzieci i zakaz odwiedzin.
Rodzice którzy wiedząc o takich ograniczeniach wysyłali dziecko na obóz do księdza moim zdaniem są współwinni. Aż strach pomyśleć co się dzieje z psychiką dziecka na takim obozie, oderwanym od reszty świata, bez możliwości pomocy czy ucieczki gdyby się działo coś złego, a jedyną osobą kontrolującą kontakt ze światem jest potencjalny oprawca.
​
>W regulaminie czytamy, że rodzice powinni zadbać o skromne i schludne stroje: dziewczęta nie mogą mieć zbyt krótkich spódniczek lub bluzek odsłaniających brzuch.
Po pierwsze – seksualizacja dzieci. Co księdza obchodzi w co dziecko jest ubrane… chyba, że to dziecko go “kusi”. Po drugie – seksizm – wygląda, że dziewczynki miały dużo więcej reguł ubierania się od chłopców.