Mój tegoroczny pobyt w Bieszczadach się skończył. Lecz za to teraz mam czas, aby podzielić się z Wami opisami 3 tras, które przeszedłem, a które jeszcze szczegółowo pamiętam, i z których mam kilka zdjęć:

1. Dwernik – Schronisko “Koliba” – Magura Stuposiańska – Dwernik:

Na skraju Dwernika i Nasicznego znajduje się mały parking, tuż obok wjazdu na drogę dojazdową do schroniska “Koliba”.
Około godzinny spacerek po normalnej, żwirowo-kamiennej drodze, lekko pod górę, nie stanowi większego wysiłku. Dla chętnych jest możliwość zobaczenia cerkwiska. Wystarczy przebić się przez zachaszczony szlak odbijający w pewnym momencie od drogi.
W schronisku można zjeść i odpocząć.
Szlak na Magurę Stuposiańską to 30 minut ostrzejszego podejścia, podczas którego można uzupełnić prowiant o jagódki, w których tonie część szlaku. Sama Magura, jak i cały szlak, jest zalesiona, więc widoków nie ma. Ale komu potrzebne widoki, kiedy ma jagódki? I jeżyny?
I tu zaczyna się najciekawsze. “Normalny” szlak z Magury do Dwernika jest… zamknięty. Bo ścinka. Na szczęście jest szlak zastępczy, wytyczony za pomocą niebieskich strzałek na laminowanym białym papierze, porozwieszanych co jakiś czas na drzewach. Od teraz o tych strzałkach będę mówił “świente szczałki”. Dlaczego?
Otóż idziesz sobie klasycznym szlakiem w lesie. Idziesz i idziesz. Nagle widzisz “świentą szczałkę”, która każe Ci zejść ze szlaku… prosto w chaszcze. Albo idąc szlakiem trawersującym, każe Ci nagle wspiąć się… prosto w górę, po zboczu. Nigdy nie wiesz, gdzie Cię zaprowadzą “szczałki”. Niczym zabawa w podchody. A szlak jest idealną mieszaniną wydeptanych leśnych ścieżek i dróg rozjechanych przez ciężki sprzęt. Nic pomiędzy.
Po zejściu ze szlaku 15 minut asfaltem do parkingu, gdzie kończymy pentelkę.
Polecam. Świetna zabawa. Dużo jagód. I jeżyn.

2. Duszatyń – Jeziorka Duszatyńskie – Chryszczata – Jeziorka Duszatyńskie – Duszatyń:

Już kiedy jechaliśmy do Duszatynia wiedziałem, że coś jest nie tak. Droga węższa i węższa… i skończyła się na drodze leśnej nieudostępnionej. Google Maps ma ewidentny problem z rozpoznawaniem takich dróg. Zapytaliśmy się tubylców: Albo 3 kilometry przez 4 brody z możliwością mandatu od czyhającej w krzakach Straży Leśnej, albo 30 kilometrów naokoło przez Komańczę. Oczywiście, podjęliśmy jedyną słuszną decyzję…
Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
Sam Duszatyń składa się z parkingu i małego, drewnianego kompleksiku dla wycieczek: bar + ognisko + suweniry. I jednego domku. Tyle.
Szlak, kiedyś rozpoczynający się od normalnej, żwirowo-kamiennej drogi, zaczyna się od przeprawy przez chaszcze. Bo ścinka. Na szczęście bieszczadzkie pokrzywy zbytnio nie parzą.
Dróżka dość wąska, błotnista, ukazuje ciekawe dziwactwo w postaci “kołków” wbitych w ziemię. Pnie małych, ściętych nisko drzew pozostawione na szlaku, czekające tylko, abyć stać się przyczyną Twojego wyglebnięcia.
Po dłuższej chwili dróżka łączy się ze starą częścią szlaku, która, już szersza, prowadzi prosto do jeziorek. Niestety, teren podatny jest na deszcz, i pod jego wpływem zmienia się w błoto. Nie mówiąc już o kilku przyprawach przez bród.
[Jeziorka Duszatyńskie](https://imgur.com/a/lwGSxQk) są dwa, obydwa świecące szmaragdem. Lub porośnięte glonem, jak kto woli. Wycieczka do tej pory to jedynie 1 godzina.
Drugą godzinę można spędzić idąc na Chryszczatą. Szlak bezustannie pnie w górę. Szczyt zalesiony, oznaczony [obeliskiem](https://imgur.com/a/xob0q2H). Jak ktoś chce, to ma stamtąd tylko 10 godzin niebieskim szlakiem do Sanoka. Jak ktoś nie chce, to może wrócić tym samym szlakiem.
Ilość dupozjazdów i wyglebnięć: 2.

3. Muczne – Bukowe Berdo – Przełęcz Goprowska – Halicz – Rozsypaniec – Wołosate:

Do tej wyprawy potrzebny jest bus. A do Mucznego jadą tylko, jeśli mają pełne komplety (7-8 osób), więc trzeba się umówić.
Z Mucznego prowadzi najszybsza droga na Bukowe Berdo, około godziny pod górę. Po wejściu na Bukowe, rozpoczyna się [trasa pełna widoków](https://imgur.com/a/fRourHp). Przez Berdo idzie się gładko, potem po schodkach w dół, do Przełęczy Goprowskiej. Można z niej wystartować na Tarnicę, i koniec końców zejść do Wołosatego lub do Ustrzyk, i to krócej, niż moją trasą, ale po co łatwo, skoro można trudno?
Z Przełęczy trawersującym szlakiem idzie się na Halicz. Potem na Rozsypaniec. Na tym drugim nie ma tabliczki z nazwą, ale gwarantuję, że to Rozsypaniec.
Widoki są cudowne. Lecz jako że szlak idzie w większości po szczytach, w pełnym słońcu można się spalić. To, i fakt, że z Przełęczy do Wołosatego to 4 i pół godziny, z każdą następną godziną, ludzi, którzy mijają Cię idąc w drógą stronę, darzysz coraz większym szacunkiem, który finalnie zamienia się, gdzieś po południu, w przeświadczenie o ich głupocie.
Po zejściu z Rozsypańca pozostaje tylko dwugodzinny masaż stóp na kamiennej drodze, z asfaltowym finiszem.
Procent oparzeń słonecznych: typowa “biała koszulka”.

BONUS: [Kiedyś znalazłem nawet sześciolistną…](https://imgur.com/a/2m9tdJQ)

BONUS Z OKAZJI ŚRODY: [Bieszczadzka żabka.](https://imgur.com/a/WMLwE99)

Miłego Dnia!

Leave a Reply