Mój tata z jakiś miesiąc temu poszedł sobie na spacer w góry i na samym szczycie spotkał staruszka. Pan sobie siedział na kamieniu i popijał wódkę. Bardzo przyjemny gość, procentami poczęstował, pogadali o grzybach i się rozeszli.
Morał ten historii jest taki, że góry są fajne.
Wlazłem w tym roku na Giewont. Wchodziłem mniej popularnym szlakiem. Było uprzejmie, miło, pozdrowienia, small talki.
Kiedy dołączyliśmy do popularnego szlaku z Kuźnic, zaczęło się. “Piwka bym się napił”, “Patrz, jak Tomek szybko schodzi, do piwa mu się spieszy”, “Ale piwko by teraz weszło” i tak kilka razy. Muzykę z komórki już pomijam. Nikt po drodze nie pił, ale szlak idzie przez schronisko. Obawiam się, że niejeden mógł wnosić piwko w sobie.
Jak pewien pan, spotkany przy innej okazji, który wchodził na Śnieżnik z puszką Tatry w dłoni. Otyły pięćdziesięciolatek o twarzy tyle czerwonej, co zniechęconej. Wyprzedziłem go i wyżej znalazłem zgniecioną puszkę po innym delikwencie. A potem schronisko i kolejnych piwkujących. Więc to się dzieje. W góry wali masa ludzi, którzy nie szanują gór, a wysiłek jest dla nich przerwą od picia.
Nie mam nic przeciwko. Jedno piwo dobrze rozluźni zmęczone mięśnie. Ale, na Boga, dopiero wieczorem w domku. Moim zdaniem schroniska też źle się zachowują. Niech sprzedają piwo, spoko, ale dopiero wieczorem; tym, którzy w nich zostają. Polewanie turystom w południe, zwłaszcza w górach wysokich, jest nieodpowiedzialne.
4 comments
ahhh, trunek godny polaka, człowiek by wchodził
Stock narciarski 🤣
Mój tata z jakiś miesiąc temu poszedł sobie na spacer w góry i na samym szczycie spotkał staruszka. Pan sobie siedział na kamieniu i popijał wódkę. Bardzo przyjemny gość, procentami poczęstował, pogadali o grzybach i się rozeszli.
Morał ten historii jest taki, że góry są fajne.
Wlazłem w tym roku na Giewont. Wchodziłem mniej popularnym szlakiem. Było uprzejmie, miło, pozdrowienia, small talki.
Kiedy dołączyliśmy do popularnego szlaku z Kuźnic, zaczęło się. “Piwka bym się napił”, “Patrz, jak Tomek szybko schodzi, do piwa mu się spieszy”, “Ale piwko by teraz weszło” i tak kilka razy. Muzykę z komórki już pomijam. Nikt po drodze nie pił, ale szlak idzie przez schronisko. Obawiam się, że niejeden mógł wnosić piwko w sobie.
Jak pewien pan, spotkany przy innej okazji, który wchodził na Śnieżnik z puszką Tatry w dłoni. Otyły pięćdziesięciolatek o twarzy tyle czerwonej, co zniechęconej. Wyprzedziłem go i wyżej znalazłem zgniecioną puszkę po innym delikwencie. A potem schronisko i kolejnych piwkujących. Więc to się dzieje. W góry wali masa ludzi, którzy nie szanują gór, a wysiłek jest dla nich przerwą od picia.
Nie mam nic przeciwko. Jedno piwo dobrze rozluźni zmęczone mięśnie. Ale, na Boga, dopiero wieczorem w domku. Moim zdaniem schroniska też źle się zachowują. Niech sprzedają piwo, spoko, ale dopiero wieczorem; tym, którzy w nich zostają. Polewanie turystom w południe, zwłaszcza w górach wysokich, jest nieodpowiedzialne.