i krzyczenie o banach na samochody benzynowe, kupujcie elektryki, a jak nie to macie pociągi XD
I teraz od 21 wchodzi zmiana przepisów która definitywnie wyłącza UTO z jezdni i zablokuje to sporej części ich użytkowników np dojazd do pracy. Wszystko po cichu i na jesieni żeby przez zimę mogło przyschnąć, ciekawe kto ile za to przytulił.
Bardzo polecam książkę Nie zdążę – Olgi Gitkiewicz o wykluczeniu komunikacyjnym.
Zostały zlikwidowane bo nikt nimi nie jeździł.
1km jazdy autobusu podmiejskiego kosztuje ok. 8zł (dane tygodnika Polityka sprzed roku więc już pewnie niedoszacowane). Przy małym ruchu taniej jest zamawiać ludziom taksówki niż puszczać autobus.
To jest ten metaforyczny “zepsuty zegarek poprawna godzina” moment.
Niestety konkluzja tego dekla będzie “samochody good, jebać biedaków”, a nie “dla dobra obywateli trzeba utrzymywać publiczną infrastrukturę nawet gdy jest nierentowna, bo nie o rentowność w niej chodzi”
Widać to na przykładzie PKS Częstochowa, którym miałem okazję jeździć do liceum w latach 2009-2012 z dużej podmiejskiej miejscowości. Wówczas autobusy były rano co 15 minut a także od 13:30 do 15:30. W pozostałych godzinach co 0,5 godziny-45 minut aż do 23. Nawet w soboty autobusy jeździły co 45 minut – godzinę. Po 2015 kierownictwo w PKS przejął znajomy posła Szymona Giżyńskiego, który ubzdurał sobie, że większy nacisk powinien być na połączenia krajowe niż lokalne i odmówił rozmów z samorządami na temat siatki połączeń. Obecnie PKS nie istnieje – jego rolę przejęły niewielkie firmy – jedne lepsze, drugie gorsze. Częstotliwość połączeń znacząco spadła, a podobno do niektórych miejscowości gdzie kiedyś PKS jeździł nawet w sobory już teraz nie ma autobusów.
W dobrze skomunikowanycb miastach tez panuje samochodoza. Niestety, znam osobiscie ludzi ktorzy wola wozic dupsko samochodem zamiast wejsc do metra i przejechac ten sam odcinek co najmniej rownie szybko.
Do mojej wsi dojeżdża, jak mnie pamięć nie myli, 3 busy(?)
W weekend nic, oczywiście.
Tutej żeby gdzieś pojechać to trzeba sobie rozplanować cały wyjazd.
Wszyscy i ich matki mi mówią, żebym zrobił sobie prawko kiedy ja się najprościej boję jeździć ale chuj transport publiczny? Co? Nieee panowie nam trzeba ty h pedałów trochę pognębić bo patrzcie jak się mnożą
Stolyca – miałem bezpośredni autobus do pracy, z Bródna na Bemowo. Już nie mam. 20 min skuterem, 25 samochodem, bez czekania.
Z drugiej strony 40 min w jedną tramwajami i 45 autobusami w drugą, plus czekanie (a w nocy to ma znaczenie). Korki mnie akurat średnio interesują. Z konieczności jeżdżę komunikacją, ale jak tylko mogę to biorę samochód.
Wkurwia mnie, że dofinansowanie idzie na prywatne samochody elektryczne, a tymczasem nie ma normalnej komunikacji publicznej. Ja np nie mam samochodu i wiadomo, że kosztowałby mnie więcej niż korzystanie z transportu publicznego. Jak zwykle socjalizm dla bogatych, a uspolecznianie kosztów dla biednych.
To też zauważyłem jak w ubiegłym miesiącu odwiedziłem swoją miejscowość. Podobnie z koleją (ale kolej zawsze była gorsza, bo może jechać tylko gdzie są tory), trasę, którą kiedyś jeździłem, już nie ma, i podróż która wcześniej zajmowała godzinę, teraz jedzie drogą okrężną z dwoma przesiadkami i zajmuje 6, czyli praktycznie to samo jak by jej w ogóle nie było.
I mean, brakuje ludzi do pracy? Mobilis i reszta nadal poszukuje chętnych na SPONSOROWANE kursy prawa jazdy na autobany. Od lipca.
Bardzo współczuję ludziom, bo sama muszę jeździć autem, ale trzeba zrozumieć – nie ma nas kto wozić.
Nie tłumaczy to samochodozy w Warszawie.
Wykluczenie komunikacyjne nie jest (jedyną) przyczyną kultu samochodzików w tym kraju. Brak autobusów jeżdżących przez wieś nie sprawia, że chłopcy po osiągnięciu pełnoletności czują na karku presję ze strony społeczeństwa na posiadanie swojego samochoda. Bo jak nie, to są nieudacznikami i frajerami
Problem jest raczej z tym, że warszafka i jej odpowiedniki w innych dużych miastach muszą mieć po dwa SUVy na rodzinę mieszkając 15 minut z buta od swojego miejsca pracy.
Neoliberalizm pełną gębą – nie wiem o co mu chodzi.
Co z tego, że do mojej wsi jeździ przepełniony zbiorkom, jak po pierwsze jeździ rzadko, a po drugie jest tak drogi, że taniej jeżdzić samemu dużym dieslem, a w trójkę zaczyna opłacać się taxi?
Ot, zamyka się “nierentowną” linię kolejową. Bo linia przynosi, powiedzmy, 100,000 zł strat rocznie. A nie bierze się pod uwagę, że zamknięcie linii pozbawi ludzi możliwości dojazdu do pracy, na uczelnie itd. I będzie kosztować 2mln rocznie w zasiłkach i zapomogach, kolejne 2mln PKB które nie zostanie wyprodukowane przez tych ludzi, 1mln PKB straty na upadających biznesach lokalnych, których klientów nie stać na usługi, pół miliona w interwencjach służby zdrowia i policji bo bezrobocie rodzi patologie społeczne i ćwierć miliona kar za dwutlenek z samochodów tych, którzy samochodami zaczęli dojeżdżać.
Ale 100k zaoszczędzono. Takie oszczędności!
Kujawsko-pomorskie jest całe wykluczone. Jeszcze z 10 lat temu było mnóstwo połączeń, a teraz totalne 0. Jak zjeżdżam do rodziców to się dziwie jak tu ludzie żyją bo dojazd chociażby o 10 km bez znajomego z samochodem jest niemożliwy. Już pomijając fakt, że jeśli nie żyjesz w Bydgoszczy/Toruniu to miejsca pracy masz kilka wiosek dalej.
Mieszkam pomiędzy dwoma miastami po 30km do każdego, dojazd tak mizerny, że jak chce się coś załatwić to prościej dać komuś na paliwo o pojechać autem lub czekać np 3h bo innego autobusu nie ma w lecie jeszcze się da ale zima? Drugie miasto ma lepszy dojazd niż powiatowe, ale autobusów jest też jak na lekarstwo, plus punktualność, a co to takiego? PKS już nie ma bo zbankrutowali…
A prawie bym zapomniał w wakacje jeździ pociąg pomiędzy tymi miastami, ale sobota i niedziela, wiecznie dużo ludzi, ale gdzie tam dać go w tygodniu żeby ludziom było wygodniej się dostać do miasta.
Ja do dziewczyny czasem na wieś jeżdżę to masakra z tymi pksami. 3 pksy dziennie w dni robocze ostatni o 18, w weekend też jeździ ale broń boże jakby wakacje były w wakacje autobus nie jeździ w weekend w ogóle jakby szkoła jakikolwiek miała wpływ na to czy ludzie muszą jechać do miasta w sobotę. Do tego bilet w jedną stronę za 30 min jazdy kosztuje 9,50 i nie ma ulgowych. Masakra jak ktoś tym dzieci do szkoły wysyła.
No niestety. Gdy moi rodzice wyprowadzali się na wieś w bodajże ’98, regularnie jeździł tam autobus. Później doszły busiki. Teraz? Autobus raz na godzinę/raz na 2 godziny. Starsi, bez prawa jazdy. Ośrodek zdrowia 4km, apteka, która jest czynna normalnie też 4km (jakaś apteka z mega cenami tam jest, czynna bodajże 3 razy w tygodniu po kilka godzin, w dodatku w różnych godzinach). Po zakupy też do miasta muszą jeździć, bo w małym sklepiku oprócz chleba i alkoholu mało co jest. Autobusy zawsze pełne, głównie ludzie właśnie z zakupami. Spóźnisz się na autobus? Nie ważne, że jest zima i -20 stopni, masz ławkę i sobie siedź i czekaj na kolejny za godzinę, a jak masz pecha, to za 2 godziny… Gdy się tam wprowadzali, to dosłownie kilka samochodów w ciągu dnia przejeżdżało, teraz mają pod domem ruch jak na autostradzie, bo bez samochodu ani rusz. Szkoły oprócz podstawowej tam oczywiście też nie ma, o miejscach pracy nie wspominając. Więc kto może, samochód, czasem dwa…
Mama ma działkę pod Piasecznem. W zeszłym roku radny Piaseczna chciał im zabrać jedyny autobus (komunikacji miejskiej) łączący tę miejscowość z Piasecznem i Warszawą, twierdząc że ludzie poradzą sobie z komunikacją prywatną. Autobus chciał poprowadzić inną trasą, bo jak się okazało, przypadkiem na trasie stoi jego nowy domek.
Imo większym problemem jest sam fakt życia ludzi pośrodku niczego. Pochodzę z takiego wypizdowia i zamiast rozwijać duże ośrodki miejskie to dalej pakuje się miliony w te wioski, za co płacą duże miasta.
To jest nasz problem. W Europie zachodniej ogranicza się transport prywatny ale zapewnia się w jego miejsce zbiorowy – nie jest to idealne rozwiązanie, nadal jest to pewien kompromis ale coś za coś. W USA na odwrót – tam transport publiczny leży, ale nikt nie udaje, że tak nie jest, więc cała infrastruktura jest nastawiona pod samochody. Poza miastami molochami w stylu NY czy Chicago to potrafi na prawdę nieźle działać. A co u nas? Wali się buspasy, zwęża drogi, utrudnia ruch, a jednocześnie demontuje komunikację zbiorową, windując ceny biletów. No i dokąd ma nas to zaprowadzić? Ja przyznam, że dotarłem do etapu, gdzie jak absolutnie nie musze to zbiorkomem nie jeżdżę – samochód, rower, jak blisko to na piechotę. Przynajmniej wiem czego się spodziewać i umiem określić na którą godzinę dojadę. A zbiorkom? Ostatnio musiałem podjechać, oczywiście połączenia bezpośredniego brak, pierwszy tramwaj nie przyjechał w ogóle, drugi się spóźnił (chociaż sporo wcześnie jechał w drugą stronę na pętlę, więc widać długa przerwę po prostu sobie odebrał). No i jak tu żyć z czymś takim? Za każdym razem wychodzi 2h wcześniej to się może dojedzie?
Ta statystyka jest zakłamana. Być może drugie tyle technicznie ma dostęp do transportu publicznego, ale prywaty busik kursujący dwa razy dziennie i niekoniecznie bardzo niezawodnie tak naprawdę nie pozwala uwzględniać tego transportu publicznego w jakichkolwiek planach typu dojazd do pracy czy szkoły.
26 comments
i krzyczenie o banach na samochody benzynowe, kupujcie elektryki, a jak nie to macie pociągi XD
I teraz od 21 wchodzi zmiana przepisów która definitywnie wyłącza UTO z jezdni i zablokuje to sporej części ich użytkowników np dojazd do pracy. Wszystko po cichu i na jesieni żeby przez zimę mogło przyschnąć, ciekawe kto ile za to przytulił.
Bardzo polecam książkę Nie zdążę – Olgi Gitkiewicz o wykluczeniu komunikacyjnym.
Zostały zlikwidowane bo nikt nimi nie jeździł.
1km jazdy autobusu podmiejskiego kosztuje ok. 8zł (dane tygodnika Polityka sprzed roku więc już pewnie niedoszacowane). Przy małym ruchu taniej jest zamawiać ludziom taksówki niż puszczać autobus.
To jest ten metaforyczny “zepsuty zegarek poprawna godzina” moment.
Niestety konkluzja tego dekla będzie “samochody good, jebać biedaków”, a nie “dla dobra obywateli trzeba utrzymywać publiczną infrastrukturę nawet gdy jest nierentowna, bo nie o rentowność w niej chodzi”
Widać to na przykładzie PKS Częstochowa, którym miałem okazję jeździć do liceum w latach 2009-2012 z dużej podmiejskiej miejscowości. Wówczas autobusy były rano co 15 minut a także od 13:30 do 15:30. W pozostałych godzinach co 0,5 godziny-45 minut aż do 23. Nawet w soboty autobusy jeździły co 45 minut – godzinę. Po 2015 kierownictwo w PKS przejął znajomy posła Szymona Giżyńskiego, który ubzdurał sobie, że większy nacisk powinien być na połączenia krajowe niż lokalne i odmówił rozmów z samorządami na temat siatki połączeń. Obecnie PKS nie istnieje – jego rolę przejęły niewielkie firmy – jedne lepsze, drugie gorsze. Częstotliwość połączeń znacząco spadła, a podobno do niektórych miejscowości gdzie kiedyś PKS jeździł nawet w sobory już teraz nie ma autobusów.
W dobrze skomunikowanycb miastach tez panuje samochodoza. Niestety, znam osobiscie ludzi ktorzy wola wozic dupsko samochodem zamiast wejsc do metra i przejechac ten sam odcinek co najmniej rownie szybko.
Do mojej wsi dojeżdża, jak mnie pamięć nie myli, 3 busy(?)
W weekend nic, oczywiście.
Tutej żeby gdzieś pojechać to trzeba sobie rozplanować cały wyjazd.
Wszyscy i ich matki mi mówią, żebym zrobił sobie prawko kiedy ja się najprościej boję jeździć ale chuj transport publiczny? Co? Nieee panowie nam trzeba ty h pedałów trochę pognębić bo patrzcie jak się mnożą
Stolyca – miałem bezpośredni autobus do pracy, z Bródna na Bemowo. Już nie mam. 20 min skuterem, 25 samochodem, bez czekania.
Z drugiej strony 40 min w jedną tramwajami i 45 autobusami w drugą, plus czekanie (a w nocy to ma znaczenie). Korki mnie akurat średnio interesują. Z konieczności jeżdżę komunikacją, ale jak tylko mogę to biorę samochód.
Wkurwia mnie, że dofinansowanie idzie na prywatne samochody elektryczne, a tymczasem nie ma normalnej komunikacji publicznej. Ja np nie mam samochodu i wiadomo, że kosztowałby mnie więcej niż korzystanie z transportu publicznego. Jak zwykle socjalizm dla bogatych, a uspolecznianie kosztów dla biednych.
To też zauważyłem jak w ubiegłym miesiącu odwiedziłem swoją miejscowość. Podobnie z koleją (ale kolej zawsze była gorsza, bo może jechać tylko gdzie są tory), trasę, którą kiedyś jeździłem, już nie ma, i podróż która wcześniej zajmowała godzinę, teraz jedzie drogą okrężną z dwoma przesiadkami i zajmuje 6, czyli praktycznie to samo jak by jej w ogóle nie było.
I mean, brakuje ludzi do pracy? Mobilis i reszta nadal poszukuje chętnych na SPONSOROWANE kursy prawa jazdy na autobany. Od lipca.
Bardzo współczuję ludziom, bo sama muszę jeździć autem, ale trzeba zrozumieć – nie ma nas kto wozić.
Nie tłumaczy to samochodozy w Warszawie.
Wykluczenie komunikacyjne nie jest (jedyną) przyczyną kultu samochodzików w tym kraju. Brak autobusów jeżdżących przez wieś nie sprawia, że chłopcy po osiągnięciu pełnoletności czują na karku presję ze strony społeczeństwa na posiadanie swojego samochoda. Bo jak nie, to są nieudacznikami i frajerami
Problem jest raczej z tym, że warszafka i jej odpowiedniki w innych dużych miastach muszą mieć po dwa SUVy na rodzinę mieszkając 15 minut z buta od swojego miejsca pracy.
Neoliberalizm pełną gębą – nie wiem o co mu chodzi.
Co z tego, że do mojej wsi jeździ przepełniony zbiorkom, jak po pierwsze jeździ rzadko, a po drugie jest tak drogi, że taniej jeżdzić samemu dużym dieslem, a w trójkę zaczyna opłacać się taxi?
Ot, zamyka się “nierentowną” linię kolejową. Bo linia przynosi, powiedzmy, 100,000 zł strat rocznie. A nie bierze się pod uwagę, że zamknięcie linii pozbawi ludzi możliwości dojazdu do pracy, na uczelnie itd. I będzie kosztować 2mln rocznie w zasiłkach i zapomogach, kolejne 2mln PKB które nie zostanie wyprodukowane przez tych ludzi, 1mln PKB straty na upadających biznesach lokalnych, których klientów nie stać na usługi, pół miliona w interwencjach służby zdrowia i policji bo bezrobocie rodzi patologie społeczne i ćwierć miliona kar za dwutlenek z samochodów tych, którzy samochodami zaczęli dojeżdżać.
Ale 100k zaoszczędzono. Takie oszczędności!
Kujawsko-pomorskie jest całe wykluczone. Jeszcze z 10 lat temu było mnóstwo połączeń, a teraz totalne 0. Jak zjeżdżam do rodziców to się dziwie jak tu ludzie żyją bo dojazd chociażby o 10 km bez znajomego z samochodem jest niemożliwy. Już pomijając fakt, że jeśli nie żyjesz w Bydgoszczy/Toruniu to miejsca pracy masz kilka wiosek dalej.
Mieszkam pomiędzy dwoma miastami po 30km do każdego, dojazd tak mizerny, że jak chce się coś załatwić to prościej dać komuś na paliwo o pojechać autem lub czekać np 3h bo innego autobusu nie ma w lecie jeszcze się da ale zima? Drugie miasto ma lepszy dojazd niż powiatowe, ale autobusów jest też jak na lekarstwo, plus punktualność, a co to takiego? PKS już nie ma bo zbankrutowali…
A prawie bym zapomniał w wakacje jeździ pociąg pomiędzy tymi miastami, ale sobota i niedziela, wiecznie dużo ludzi, ale gdzie tam dać go w tygodniu żeby ludziom było wygodniej się dostać do miasta.
Ja do dziewczyny czasem na wieś jeżdżę to masakra z tymi pksami. 3 pksy dziennie w dni robocze ostatni o 18, w weekend też jeździ ale broń boże jakby wakacje były w wakacje autobus nie jeździ w weekend w ogóle jakby szkoła jakikolwiek miała wpływ na to czy ludzie muszą jechać do miasta w sobotę. Do tego bilet w jedną stronę za 30 min jazdy kosztuje 9,50 i nie ma ulgowych. Masakra jak ktoś tym dzieci do szkoły wysyła.
No niestety. Gdy moi rodzice wyprowadzali się na wieś w bodajże ’98, regularnie jeździł tam autobus. Później doszły busiki. Teraz? Autobus raz na godzinę/raz na 2 godziny. Starsi, bez prawa jazdy. Ośrodek zdrowia 4km, apteka, która jest czynna normalnie też 4km (jakaś apteka z mega cenami tam jest, czynna bodajże 3 razy w tygodniu po kilka godzin, w dodatku w różnych godzinach). Po zakupy też do miasta muszą jeździć, bo w małym sklepiku oprócz chleba i alkoholu mało co jest. Autobusy zawsze pełne, głównie ludzie właśnie z zakupami. Spóźnisz się na autobus? Nie ważne, że jest zima i -20 stopni, masz ławkę i sobie siedź i czekaj na kolejny za godzinę, a jak masz pecha, to za 2 godziny… Gdy się tam wprowadzali, to dosłownie kilka samochodów w ciągu dnia przejeżdżało, teraz mają pod domem ruch jak na autostradzie, bo bez samochodu ani rusz. Szkoły oprócz podstawowej tam oczywiście też nie ma, o miejscach pracy nie wspominając. Więc kto może, samochód, czasem dwa…
Mama ma działkę pod Piasecznem. W zeszłym roku radny Piaseczna chciał im zabrać jedyny autobus (komunikacji miejskiej) łączący tę miejscowość z Piasecznem i Warszawą, twierdząc że ludzie poradzą sobie z komunikacją prywatną. Autobus chciał poprowadzić inną trasą, bo jak się okazało, przypadkiem na trasie stoi jego nowy domek.
Imo większym problemem jest sam fakt życia ludzi pośrodku niczego. Pochodzę z takiego wypizdowia i zamiast rozwijać duże ośrodki miejskie to dalej pakuje się miliony w te wioski, za co płacą duże miasta.
To jest nasz problem. W Europie zachodniej ogranicza się transport prywatny ale zapewnia się w jego miejsce zbiorowy – nie jest to idealne rozwiązanie, nadal jest to pewien kompromis ale coś za coś. W USA na odwrót – tam transport publiczny leży, ale nikt nie udaje, że tak nie jest, więc cała infrastruktura jest nastawiona pod samochody. Poza miastami molochami w stylu NY czy Chicago to potrafi na prawdę nieźle działać. A co u nas? Wali się buspasy, zwęża drogi, utrudnia ruch, a jednocześnie demontuje komunikację zbiorową, windując ceny biletów. No i dokąd ma nas to zaprowadzić? Ja przyznam, że dotarłem do etapu, gdzie jak absolutnie nie musze to zbiorkomem nie jeżdżę – samochód, rower, jak blisko to na piechotę. Przynajmniej wiem czego się spodziewać i umiem określić na którą godzinę dojadę. A zbiorkom? Ostatnio musiałem podjechać, oczywiście połączenia bezpośredniego brak, pierwszy tramwaj nie przyjechał w ogóle, drugi się spóźnił (chociaż sporo wcześnie jechał w drugą stronę na pętlę, więc widać długa przerwę po prostu sobie odebrał). No i jak tu żyć z czymś takim? Za każdym razem wychodzi 2h wcześniej to się może dojedzie?
Ta statystyka jest zakłamana. Być może drugie tyle technicznie ma dostęp do transportu publicznego, ale prywaty busik kursujący dwa razy dziennie i niekoniecznie bardzo niezawodnie tak naprawdę nie pozwala uwzględniać tego transportu publicznego w jakichkolwiek planach typu dojazd do pracy czy szkoły.