brzmi jak większość pracujących dorosłych w naszym kraju
To znak, że ma za mało papaja w sylabusie.
Nie zrzucajmy wszystkiego na szkołę. Z tych tekstów wynika że wszyscy wymienieni uczniowie dojeżdżają aż do 1,5h w jedną stronę. Na długi dojazd szkoła nie ma wpływu, ma pośrednio samorząd – poza tym wszystkie szkoły powinny zapewniać satysfakcjonujący poziom nauczania a nie że ktoś musi dojeżdżać do miasta oddalonego o 20 km. O szkole w Polsce można powiedzieć wszystko oprócz tego że jest ciężka. Dodatkowo wszyscy z wymienionych są bardzo ambitni i mają sporo zajęć dodatkowych (np. łacina, hiszpański, gazetka szkolna, jakieś fundacje itd.).
Poza tym gdzie są rodzice tych dzieci? Czy nie są w stanie ogarnąć dla nich nawet głupich kanapek do szkoły żeby ich dzieci nie chodziły głodne albo powiedzieć że czasami można sobie odpuścić i że nie trzeba wszystkiego robić na 100%?
Plan zajęć w moim alma mater dla porównania -> chyba nie ma tragedii i w ostatniej klasie religia na koniec dnia. https://1liceum.edu.pl/plan-lekcji/
Podobnie wspominam swoje lata w liceum – wczesna pobudka, żeby wyrobić się na autobus z zadupia do centrum.
Mnóstwo sprawdzianów, zadań domowych, z przedmiotów, które musiałam tylko zdać, i nie wchodziły mi do głowy.
Brak czasu, by zjeść, w spokoju skorzystać z toalety, przeczesać włosy. By zabrać ze sobą jedzenie i picie na cały dzień, musiałabym chyba mieć plecak górski. Milion książek, zeszytów, strój na wf, w szkole zero szafek, zero miejsca na prywatne rzeczy.
Brak wsparcia ze strony rodziców zajętych cholera wie czym. Zero kasy na drobne zakupy.
W toaletach brak papieru i mydła, nie mówiąc o podpaskach. W szkole oczywiście brak higienistki. Budynek zabytkowy, po salach hula wiatr, czasem siedziało się w płaszczach.
Studia dzienne łączone z pracą, lub praca na pełen etat w korpo po studiach to serio jak dla mnie wakacje w porównaniu z liceum.
Ja się czuję mniej zmęczony życiem jako osoba pracująca niż jako uczeń.
Po pracy nie czeka na mnie stos pracy domowej do odwalenia, uczę się czegoś kiedy chcę lub potrzebuję, a jak mam wszystkiego dość to idę na spacer albo na przejażdżkę i nie grozi mi za ten wybryk 10 jedynek.
Do dziś się budzę zlany potem jak mi się szkoła przyśni a wcale problemów z nauką nie miałem. Trauma na całe życie XD
ja jestem uczniem, więc moge potwierdzić pierwsze zdanie
U nas pani z angielskiego , taką tyranie przeprowadza.
7 comments
brzmi jak większość pracujących dorosłych w naszym kraju
To znak, że ma za mało papaja w sylabusie.
Nie zrzucajmy wszystkiego na szkołę. Z tych tekstów wynika że wszyscy wymienieni uczniowie dojeżdżają aż do 1,5h w jedną stronę. Na długi dojazd szkoła nie ma wpływu, ma pośrednio samorząd – poza tym wszystkie szkoły powinny zapewniać satysfakcjonujący poziom nauczania a nie że ktoś musi dojeżdżać do miasta oddalonego o 20 km. O szkole w Polsce można powiedzieć wszystko oprócz tego że jest ciężka. Dodatkowo wszyscy z wymienionych są bardzo ambitni i mają sporo zajęć dodatkowych (np. łacina, hiszpański, gazetka szkolna, jakieś fundacje itd.).
Poza tym gdzie są rodzice tych dzieci? Czy nie są w stanie ogarnąć dla nich nawet głupich kanapek do szkoły żeby ich dzieci nie chodziły głodne albo powiedzieć że czasami można sobie odpuścić i że nie trzeba wszystkiego robić na 100%?
Plan zajęć w moim alma mater dla porównania -> chyba nie ma tragedii i w ostatniej klasie religia na koniec dnia.
https://1liceum.edu.pl/plan-lekcji/
Podobnie wspominam swoje lata w liceum – wczesna pobudka, żeby wyrobić się na autobus z zadupia do centrum.
Mnóstwo sprawdzianów, zadań domowych, z przedmiotów, które musiałam tylko zdać, i nie wchodziły mi do głowy.
Brak czasu, by zjeść, w spokoju skorzystać z toalety, przeczesać włosy. By zabrać ze sobą jedzenie i picie na cały dzień, musiałabym chyba mieć plecak górski. Milion książek, zeszytów, strój na wf, w szkole zero szafek, zero miejsca na prywatne rzeczy.
Brak wsparcia ze strony rodziców zajętych cholera wie czym. Zero kasy na drobne zakupy.
W toaletach brak papieru i mydła, nie mówiąc o podpaskach. W szkole oczywiście brak higienistki. Budynek zabytkowy, po salach hula wiatr, czasem siedziało się w płaszczach.
Studia dzienne łączone z pracą, lub praca na pełen etat w korpo po studiach to serio jak dla mnie wakacje w porównaniu z liceum.
Ja się czuję mniej zmęczony życiem jako osoba pracująca niż jako uczeń.
Po pracy nie czeka na mnie stos pracy domowej do odwalenia, uczę się czegoś kiedy chcę lub potrzebuję, a jak mam wszystkiego dość to idę na spacer albo na przejażdżkę i nie grozi mi za ten wybryk 10 jedynek.
Do dziś się budzę zlany potem jak mi się szkoła przyśni a wcale problemów z nauką nie miałem. Trauma na całe życie XD
ja jestem uczniem, więc moge potwierdzić pierwsze zdanie
U nas pani z angielskiego , taką tyranie przeprowadza.