
Ciekawostka – nie tylko r/polska ma problemy z ustaleniem jaka jest granica moderacji. Spór i to sądowy toczy się nawet w “ojczyźnie wolności słowa”.
Pod koniec zeszłego roku legislatura stanowa w Teksasie uchwaliła ustawę [\(HB 20\)](https://en.wikipedia.org/wiki/Texas_House_Bill_20), która, uwaga!, zakazuje platformom internetowym **cenzurowania i moderowania wypowiedzi użytkowników na bazie poglądów**. Twórcy ustawy niespecjalnie kryli, że jest ona motywowana tym, że “lewackie korporacje (xD) dyskryminują osoby o konserwatywnych poglądach”.
O co chodzi? W uproszczeniu, kiedy prywatne firmy, np. Twitter, Facebook albo inna na R, wyrzucą wypowiedź neonazisty albo kogoś kto np. zachęca do legalizacji gwałtów, to ciężko nie zgodzić się, że robi to “na bazie jego poglądów”. Dzięki tym przepisom ma on prawo do odwołania się do sądu. Nie jest chyba trudno sobie wyobrazić trudności do jakich to prowadzi – jak w ogóle cokolwiek moderować skoro to grozi pozwem?
Nie ma się więc co dziwić, że platformy zaskarżyły ustawę do sądu jako niekonstytucyjną – nic nie mówi “Congress shall make no law (…) abridging the freedom of speech” tak jak ustawodawca zmuszający przedsiębiorcę do publikacji treści. Sąd apelacyjny niedawno pozew oddalił, sprawa trafi najprawdopodbniej do Sądu Najwyższego.
Tu kilka linków z amerykańskiej prasy – polska to chyba przegapiła (proszę o podzielenie się polskimi linkami jak ktoś ma, zwłaszca takimi które nie wymagają przegryzania się przez tony publicystki, tak jak te moje :/), a i w amerykańskiej trudno o całkiem suche writeupy, więc zaraz usłyszę, że nie jestem neutralny – nie jestem, nie uważam że wolność słowa polega na “musisz ze mną rozmawiać, bo ja tak chcę”:
https://www.wsj.com/articles/appeals-court-upholds-texas-law-regulating-social-media-platforms-11663377877
https://www.theatlantic.com/ideas/archive/2022/09/netchoice-paxton-first-amendment-social-media-content-moderation/671574/
https://slate.com/technology/2022/05/texas-internet-censorship-social-media-first-amendment-fifth-circuit.html
https://www.washingtonpost.com/technology/2022/10/01/texas-social-media-impact/
Jest to poważna zmiana w dotychczasowym prawodawstwie na temat wolności słowa – pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji, na którą chętnie powołują się też polscy internauci ¯\\_(ツ)_/¯, mówi o tym że **państwo nie ma prawa cenzurować ani dyskryminować poglądów, nie prywatne podmioty.** [Podobnie z resztą polska konstytucja.](https://bip.brpo.gov.pl/pl/kategoria-konstytucyjna/art-54-wolnosc-slowa)
Lubimy w internetach chłopski rozum – nie jest chyba dziwne, że nie ma obowiązku “dawania platformy” – gazety nie mają obowiązku publikowania każdego felietonu, który ktoś do nich wyśle, a kluby dyskusyjne prowadzenia debaty na temat zaproponowany przez osoby z ulicy.
Czemu to wrzucam? Bo przy nadchodzącej dyskusji nad korektą regulaminu miło by było rozdzielić kwestię “co dopuszczamy jako społeczność w naszym regulaminie” (zgadzam się, że warto więcej) od bardzo źle zrozumianego “WOLNOŚĆ SŁOWA !1!1!”.
8 comments
Cała gadka wynika tylko i wyłącznie z faktu, że dopiero w połowie zeszłej dekady stare polityczne pryki zrozumiały wartość internetu.
Gdyby to było troszkę wcześniej, wiedzieliby, że to prawo to była oficjalna polityka Twittera. I co? No i zrobiła się z tej platformy taka toksyczna gównoburza, że ludzie przestali z niej korzystać.
Twitter zmienił swoją politykę z powodów biznesowych. Otwarte platformy zawsze będą niszowe bo większość ludzi nie chce w swoim feedzie ekstremalnych opinii neonazistow i jakiego NAMBLA.
Są przecież altrajtowe platformy, ale sami altrajtowcy nie chcą ich używać bo ich główna motywacją jest trollowanie reszty.
Platformy z tą całą “wolnością słowa” kończą zazwyczaj jako alt rightowy ściek, kompletnie nie widzę żadnego problemu z tym że prywatna firma decyduje kto może używać jej platformy, ani nie widzę problemu z tym że administracja jakiegoś forum decyduje kto może się na nim wypowiadać, zwłaszcza że w przypadku platform takich jak reddit złota zasada co niektórych “jak się nie podoba to zrób sobie swoje” funkcjonuje doskonale.
Gdyby takie prawo autentycznie weszło w życie to prawie każda strona internetowa stałaby się kolejnym 4chanem. Domyślam się, że po kilku tygodniach tego szaleństwa prawo zostałoby anulowane, ponieważ ludzie nie chcieliby używać takiego internetu.
Ciężki temat. Bo słusznie spam i trolling sięgnąłby zenitu. Z drugiej strony wolność słowa jest potrzebna, nawet w tak kuriozalnej sytuacji jak przytoczył op. Gwoli ścisłości, nawoływanie do gwałtu, a przekonywanie do legalizacji gwałtu to dwie różne rzeczy. Obie równie niemoralne i aspołeczne – to akurat jest chyba stwierdzenie bezsprzeczne, ale różnica polega na tym, że nikt nie jest bezpośrednio zagrożony w drugim przypadku i najprawdopodobniej nie będzie, bo nikt tego niezalegalizuje. Póki kończy się na słowach i nie są one celowane do konkretnej osoby, uważam, że powinno być to dozwolone, aczkolwiek gówno posty byłby niemiłosiernie ciężkie do przetrawienia, więc raczej nie zdałoby to egzaminu np. na reddicie w obecnej formie promocji wątków.
Szaleńców najlepiej ignorować. To, że ktoś głosi kontrowersyjne poglądy to nie znaczy, że ludzie uwierzą w to, że ma on racje. Najlepiej mieć otwarte oraz zamknięta forma, i na te zamknięte zapraszać tylko tych, którzy przynajmniej starają się argumentować swoje kontrowersyjne podejście.
Mnie np, najbardziej męczy przeglądanie komentarzy typu: “+1” , “TL;DR” , “^ THIS” itd.
Ogólnie to powinno wyglądać tak że wpis powinien zostać ale powinny zostać wyciągnięte z niego konsekwencje prawne.
Państwo nie powinno zabraniać ci wyrażać swoich poglądów, ale musisz wiedzieć że nie obroni cię przed tymi którym się to nie spodoba.
To prawo zostało już zablokowane przez sąd najwyższy.
Texas to kraina kato-oszołomów.
Z jednej strony masz takie przepisy, które narzucają prywatnym firmom zasady wolności na ich platformach, a z drugiej zakazywanie książek w publicznych szkołach, nakaz wywieszania “In God we trust” przed szkołami, publiczne palenie książek itd.