O 77 proc. wzrosła liczba prób samobójczych wśród dzieci. “Młodzi sobie nie radzą”

23 comments
  1. Jak mamy kurwa sobie radzic jak mozna mieć 8 kartkówek/sprawdzianów w jendym tygodniu do tego jeszcze lekcje do 15 wez tu jeszcze znajdź czas dla siebie i ze znajomymi się spotkać.
    Do tego przygotuj się na niezapowiedziane kartkówki, kraj obok wojna, wszystko drogie, inflacja ja się pytam JAK SOBIE TU RADZIĆ naprawdę ja ledwo daje rade ale chyba po mnie tego nie widać bo sobie wmawiam ze będzie lepiej, ale z każdym dniem coraz mniej w to wierzę. Przepraszam że takie długie gdzieś musiałem to z siebie wyrzucić.

  2. Uczniowie, proszę się wypowiedzieć, co się dzieje? W szkole byłem ponad dekadę temu i w liceum było mega ciężko i mega presja i ciśnienie, przez co mialem epizod depresyjny, ale podstawówka i ówczesne gimnazjum było raczej na luzie. A jak jest teraz? Czy tylko szkoła Was dobija, czy doszły inne czynniki? Ktoś, coś?

  3. Ja tam w sumie znam nie jedną osobę, która przez nasz system szkolnictwa czuła się jak debil. Bo jak to tak, z tylu przedmiotów, być dobrym lub bardzo dobrym tylko z 2 czy 3?

    Jak to nie masz tylko 4-5 z polskiego, matmy, angielskiego, biologii, fizyki, chemii, wfu, historii, wosu, niemieckiego, informatyki i chuj wie czego jeszcze? Leniu śmierdzący jeden ty.

    Gorzej, że takie poczucie się potem ciągnie, bo ludziom się wydaje, że muszą “mieć swój shit together, praktycznie zawsze” w każdym aspekcie życia, niczym w szkole. Krzywdzące as fuck.

  4. Zlikwidujmy kolejny oddział psychiatrii dziecięcej, młodzież powinna szukać pociechy w Encyklikach JP2!

  5. To:dr zastanawiam się nad pierwotnyn źródłem obecnego crunchu w szkole

    Zastanawiam się co się zmieniło a raczej jak dużo rzeczy nałożyła się na raz. Czytając komentarze to szkoła obecna wygląda trochę jak crunch przed oddaniem projektu – wytrzymasz kwartał ale nie parę lat. Z moim doświadczeń (matura 12 lat temu) naprawdę nie było aż tak źle. Na pewno zwiększyła się świadomość dot. problemów młodzieży, bo kiedyś to ktoś jęczał po prostu i tyle, zero pomocy i w gratisie wyśmiewanie.
    Ale ten natłok zajęć – jak mniejsza ilość godzin, czy więcej materiału? Bo dniówki 8-15 też już były, szczególnie w technikach gdzie z zasady jest więcej godzin niż w LO. I te kartkówki były, i sprawdziany też, ale to albo przed lekcja na szybko się coś poczytało albo zeszyt na kolanach i w ogień.

    EDIT: rozmawiałem z żoną przy śniadaniu, czynnik nie brany przeze mnie pod uwagę to social media i ogromna skala wszystkiego. Szybciej, mocniej intensywniej. My mieliśmy dramy lokalne maks klasowe teraz wszystko jest co najmniej szkolne.

  6. Współczuje teraz dzieciakom co idą teraz do liceum po podstawówce, mają poprostu przejebane. Ja na szczęście jestem ostatnim rocznikiem po gimnazjum i nie muszę się przejmować tym chorym gównem co czarnek odpierdala, nie wyobrażam sobie codziennie kończyć lekcji o 16 i po nich jeszcze robić zadania domowe. Do tego jeszcze marnować czas na dwie godziny religi i hitu

  7. Ta, nie zaskakuje mnie to z względu szkolnego, życiowego itd. System szkolny już był zacofany a po reformie/reformach było jeszcze gorzej. Byłem w systemie gimnazjalnym i po 8mych klasach. W 1/2 klasie przynajmniej ⅓ nie zdaje z różnych powodów. Większość i tak nie wie co robią w życiu. Jeśli ma się jeszcze inne problemy jak problemy w domu albo jakąś niezdolność, jesteś w czarnej dupie. Tym gorzej jeśli twoja szkoła ignoruje zdrowie psychiczne

  8. Pas i paciorek! A nie jakieś głupoty się młodych trzymają… tragedia a najważniejsze, że kolejne miliony idą na kościoły a nie na jakiś psychologów czy psychiatrów

  9. A teraz jeszcze wyślą dzieciaki znowu na zdalne, żeby oszczędzić na ogrzewaniu. Ciąg dalszy tego cyrku.

  10. Siostra jest teraz w klasie maturalnej. Kiedy była w 6 klasie podstawówki i już mentalnie szykowała się na gimnazjum, rząd ogłosił, że chuj dupa, witamy w 7 klasie. Program? Ogarnie się na bieżąco. Co może pójść nie tak.

    Jest pierwszym rocznikiem, który załapał się na nowe czteroletnie liceum. Program jest, najprościej mówiąc, wyjęty z dupy. Młoda jest biochemem, ale przedmioty takie jak historia czy fizyka ciśnięte były jeszcze przez całą 3 klasę. Teraz w czwartej zdaje się odeszła fizyka, ale historię (chyba) nadal ma. Do podstawy z matematyki doszło od chuja zagadnień z rozszerzenia – jednocześnie nie zwiększyła się liczba godzin. Jedynym plusem jest to, że nie załapała się na hit.

    Oceny oczywiście poleciały na łeb na szyję. Dzieciaki pikachu face, bo w podstawówce było dużo łatwiej i jakoś ciężko im znieść ten przeskok. Oczywiście tłuczemy młodej do głowy, że ma przynosić dwóje i nie katować się fizyką czy innymi przedmiotami, które zwyczajnie nie mają większego znaczenia, ale ona tak nie potrafi. Bo zawsze były piątki i powiązała sobie oceny z poczuciem wartości (wyścig szczurów wśród rówieśników nie pomaga).

    Ostatnio mieli pierwsze próbne matury z przedmiotów podstawowych – bo wiecie, maturka też inna, lepsza, nowa. Polski podstawowy trwa 4 godziny (pięć lat temu zdawałem rozszerzenie, trwało 3). Matma też bodajże 3 godzinki, nie zdążyła rozwiązać z połowy zadań (do części zwyczajnie nie miała jak podejść, nie przerobili jeszcze materiału). Młoda nie jest głupia, a martwimy się, czy zda maturę.

    O pandemii nawet nie wspominam. Powiem tyle, że od ’21 w grę weszła terapia, w ’22 doszedł psychiatra (nie macie pojęcia jak ciężko jest znaleźć kogoś, kto przyjmie 17-latkę). Jest źle. Dla mnie liceum to była czilera i jeden z fajniejszych okresów. Ona każdego dnia walczy ze sobą, żeby wstać do szkoły.

  11. Nie jestem już co prawda dzieckiem, ale jak chodziłam do gimnazjum i liceum to było mi strasznie ciężko. Mam adhd i do tego jakiś dziewny problem polegający na tym, że strasznie mylą mi się nie tylko literki z innymi literkami, ale też literki z cyferkami i matematyka to było dla mnie piekło. Przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum słyszałam, że jestem leniem. Ok, w podstawówce faktycznie spędzałam więcej czasu na graniu w gry niż faktycznie poświęcaniu się nauce, ale w gimnazjum i liceum przez ciągły stres i strach, że nie zdam, uczyłam się zdecydowanie dużo (choć mam problemy z koncentracją więc było ciężko). Co kilka dni zdarzyło mi się wymiotować przed pójściem do szkoły, a oprócz tego bardzo często jak byłam pytana na lekcji czy pisałam sprawdzian/kartkówkę odczuwałam taki stres, że dłonie mi się strasznie trzęsły, potrafiłam zapomnieć wszystkiego, czego się nauczyłam, zwłaszcza jak ktoś kaszlnął, pociągnął nosem, czy nawet jak zegar za głośno tykał (to też sprawiało, że byłam rozproszona i nie mogłam spokojnie przypomnieć niczego). Nauczyciele nigdy nie brali pod uwagę, że mam adhd i jest mi po prostu trudno. Oprócz tego wszelakie zadania słuchowe z języków były dla mnie ciężkie – raz, że do tego potrzebne jest skupienie, którego ja nie miałam, a jak już miałam to bardzo łatwo się rozpraszałam, a dwa, że mam taki problem, który jest podobno powiązany z adhd i jest to mianowicie to, że czasami mój mózg nie potrafi wyłapać/zrozumieć/usłyszeć co ktoś do mnie mówi (swoją drogą przez to nigdy nie rozmawiałam z nikim na przerwie, bo nie rozumiałam co do mnie mówią czasami). W efekcie bardzo często miałam słabe oceny, nie wspominając już o matematyce, z której miałam zagrożenie co roku i nauczycielki przepuszczały mnie z litości (chociaż w ostatniej klasie liceum zmieniła mi się nauczycielka od matematyki, która zauważyła, że mam problemy to chociaż ona podchodziła do mnie inaczej). Nie dawałam sobie rady psychicznie. W ostatnie dni sierpnia zawsze dużo płakałam, bo nie chciałam wracać do szkoły. W ostatnim roku liceum stwierdziłam, że nie warto się starać i po prostu robić wszystko tak, byle by zdać. Przez większość okresu szkoły miałam ochotę się zabić, bo wiem, że gdybym nie zdała to byłabym pośmiewiskiem w rodzinie i nie tylko. Wielokrotnie także widziałam na internecie jak ludzie pisali, że jeśli nie możesz zdać matury x matematyki to jesteś największym debilem i to też mnie tak strasznie przygniotło psychicznie, choć maturę jak się okazało później, zdałam dobrze. A to tylko za czasów gimnazjum, bo teraz dzieciaki i młodzież mają jeszcze gorzej. Bardzo współczuję dzieciakom i młodzieży, bo to co sie odpierdala teraz w szkolach to jest w ogóle szok.

  12. IMO wina zbyt łatwego dostępu to patologicznych treści w internecie przez co dzieciaki znajdują głupie pomysły. Ja niestety (xD) pamiętam czasy kiedy nastolatki nie miały telefonów z netem, a internet mieli tylko nieliczni i to w domach. Kiedyś też były kryzysy, tylko pandemii nie było. Teraz ze szczepieniami pandemia nie jest już taka straszna.

    szkoły nie uczą jak się socjalizować czy zdrowo bawić, a dzieciaki podłapują depresję od rodziców, jeśli w domu jest ciężko bo wszędzie tylko kryzys i nerwy skąd wziąć pieniądze na rachunki przy obecnej inflacji, itd.

    Zawsze był alkohol, papierosy, narkotyki i inne gówna (kiedyś byli tacy co wąchali budapren) dzisiaj doszły jeszcze gorsze gówna w stylu łatwo dostępnych i tanich dopalaczy, więc nic dziwnego, że wielu traci sens życia. Skoro rządowi brakuje kasy na nauczycieli, to trudno oczekiwać aby znalezli kasę na jakieś dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, no chyba, że mszę w kościele xD

    Paradoksalnie, uważam, że dzieciakom w dzisiejszych czasach lepiej byłoby żyć na wsi z dala od cywilizacji, oraz ciągłego porównywania się niż w miastach, gdzie przekrój społeczny między “wygranymi” i “przegranymi” jest dzisiaj kilkaset razy większy niż za komuny.

Leave a Reply