Bardzo ciekawa lektura. Zawsze zastanawiałem się dlaczego Bytom się tak wyludnia, będąc częścią ogromnej aglomeracji, a tu widać że cała aglomeracja ma problem, a w Bytomiu jest to po prostu skumulowane.
Kawał ciekawej analizy:)
Podsumowanie obecnej sytuacji fajne, ale te pomysły na poprawę fatalnych perspektyw są absurdalne, może poza tym angielskim, choć to powinien być raczej standard w całym kraju. LGBT, artyści i darmowe mieszkania nie pomogą w poruszaniu się po mieście, braku pracy i dobrych uczelni. Tutaj są potrzebne olbrzymie inwestycje, chociażby w kolej metropolitalną czy sieć tramwajową. Państwowe programy inwestycyjne, strefy ekonomiczne by zachęcić lokowanie się tu start-upów i przemysłu high-tech w miejsce kopalń. A nie przekształcanie jakiegoś miasta w “mekkę artystów”, no błagam.
mimo że długie to wciąż płytkie
brakuje o imigrantach (nie tylko uchodźcach), suburbanizacji, kwestiach administracyjnych
post powinien być dwa razy krótszy i dwa razy bardziej treściwy
Ludzie się nie ruchają.
Uważam, że przy krytyce centrum Katowic to wygląda trochę jak szukanie problemów na siłę- ostatnio będąc na Mariackiej byłem mocno pozytywnie zaskoczony tym, jak czysto i kulturalnie tam jest w porównaniu z warszawskim Nowym Światem. Sam rynek jest wielką betonozą, ale wbrew artykułowi- usterki są w większości naprawione.
Reszta jest skutną prawdą. Wyjechałem na studia ze względu na możliwości akademickie, gdzie o żadnej ze śląskich uczelni nie pomyślałem nawet przez moment. Podobnie miała prawie cała moja klasa, większość wybrała Wrocław lub Kraków.
Największy problem dla mnie w GOP to okropny zbiorkom. Choć w Warszawie z samochodu nie korzystam, to wracając do domu przesiadam się “za kółko”, bo cena i czas podróży efektywnie mnie odstraszają od autobusów i tramwajów. Rower niestety przy tak niekorzystnym terenie i raczkującej infrastrukturze rowerowej jest głównie narzędziem rekreacji, a nie codziennym środkiem transportu.
Ceny mieszkań sprawiają, że mimo to przeprowadzka z powrotem na śląsk mi się kalkuluje. Jednak zawsze to się rozbija na pytaniu “po co, co ja tam będę robić w wolnym czasie?”.
To wina polityki. Po prostu w TOP miastach biznes jest kilkanaście razy bardzie opłacalny niż w mniejszych miastach i to głównie przez podatki, dostęp do kardy oraz konsumentów. Po prostu wielkie miasta “okradają” te mniejsze z młodych ludzi.
Podatki w dużych miastach nie są na tyle duże aby przekonać różnego rodzaju firmy do zakładania biznesów w mniejszych miastach, przez co spirala się napędzą. Do tego dochodzi ilość konsumentów, możliwość załatwienia różnego rodzaju spraw urzędowych bez jechania po kilkadziesiąt kilometrów itd.
Samo tworzenie nowych miejsc pod inwestycje nie wystarczy, do póki bilans pomiędzy dużym i małym miastem będzie wynosił kilkadziesiąt procent w podatkach. Dodajcie do tego jeszcze fakt, że wiele mniejszych miejscowości praktycznie straciło większość jakichkolwiek połączeń co znacznie utrudni sprzedawanie towarów na miejscu naprawdę nie trudno o konkluzję dlaczego mamy taki stan jaki mamy.
7 comments
Bardzo ciekawa lektura. Zawsze zastanawiałem się dlaczego Bytom się tak wyludnia, będąc częścią ogromnej aglomeracji, a tu widać że cała aglomeracja ma problem, a w Bytomiu jest to po prostu skumulowane.
Kawał ciekawej analizy:)
Podsumowanie obecnej sytuacji fajne, ale te pomysły na poprawę fatalnych perspektyw są absurdalne, może poza tym angielskim, choć to powinien być raczej standard w całym kraju. LGBT, artyści i darmowe mieszkania nie pomogą w poruszaniu się po mieście, braku pracy i dobrych uczelni. Tutaj są potrzebne olbrzymie inwestycje, chociażby w kolej metropolitalną czy sieć tramwajową. Państwowe programy inwestycyjne, strefy ekonomiczne by zachęcić lokowanie się tu start-upów i przemysłu high-tech w miejsce kopalń. A nie przekształcanie jakiegoś miasta w “mekkę artystów”, no błagam.
mimo że długie to wciąż płytkie
brakuje o imigrantach (nie tylko uchodźcach), suburbanizacji, kwestiach administracyjnych
post powinien być dwa razy krótszy i dwa razy bardziej treściwy
Ludzie się nie ruchają.
Uważam, że przy krytyce centrum Katowic to wygląda trochę jak szukanie problemów na siłę- ostatnio będąc na Mariackiej byłem mocno pozytywnie zaskoczony tym, jak czysto i kulturalnie tam jest w porównaniu z warszawskim Nowym Światem. Sam rynek jest wielką betonozą, ale wbrew artykułowi- usterki są w większości naprawione.
Reszta jest skutną prawdą. Wyjechałem na studia ze względu na możliwości akademickie, gdzie o żadnej ze śląskich uczelni nie pomyślałem nawet przez moment. Podobnie miała prawie cała moja klasa, większość wybrała Wrocław lub Kraków.
Największy problem dla mnie w GOP to okropny zbiorkom. Choć w Warszawie z samochodu nie korzystam, to wracając do domu przesiadam się “za kółko”, bo cena i czas podróży efektywnie mnie odstraszają od autobusów i tramwajów. Rower niestety przy tak niekorzystnym terenie i raczkującej infrastrukturze rowerowej jest głównie narzędziem rekreacji, a nie codziennym środkiem transportu.
Ceny mieszkań sprawiają, że mimo to przeprowadzka z powrotem na śląsk mi się kalkuluje. Jednak zawsze to się rozbija na pytaniu “po co, co ja tam będę robić w wolnym czasie?”.
To wina polityki. Po prostu w TOP miastach biznes jest kilkanaście razy bardzie opłacalny niż w mniejszych miastach i to głównie przez podatki, dostęp do kardy oraz konsumentów. Po prostu wielkie miasta “okradają” te mniejsze z młodych ludzi.
Podatki w dużych miastach nie są na tyle duże aby przekonać różnego rodzaju firmy do zakładania biznesów w mniejszych miastach, przez co spirala się napędzą. Do tego dochodzi ilość konsumentów, możliwość załatwienia różnego rodzaju spraw urzędowych bez jechania po kilkadziesiąt kilometrów itd.
Samo tworzenie nowych miejsc pod inwestycje nie wystarczy, do póki bilans pomiędzy dużym i małym miastem będzie wynosił kilkadziesiąt procent w podatkach. Dodajcie do tego jeszcze fakt, że wiele mniejszych miejscowości praktycznie straciło większość jakichkolwiek połączeń co znacznie utrudni sprzedawanie towarów na miejscu naprawdę nie trudno o konkluzję dlaczego mamy taki stan jaki mamy.