Zofia Łapniewska: ciągle jest przestrzeń, żeby w Polsce podnosić i pensję minimalną, i średnią

5 comments
  1. > > Spójrzmy na Węgry. Tamtejszy rząd kilka lat temu podniósł płacę minimalną z 35 proc. do 55 proc. mediany zarobków. Efekt? Ok. 10 proc. pracujących za minimalne wynagrodzenie straciło pracę. Ale ceny firm dotkniętych tą podwyżką wzrosły o 4-11 proc., a 75 proc. kosztów pokryli konsumenci, resztę – firmy. W związku z tym zyski firm spadły jedynie o 1 pkt. proc., a ich kapitał wzrósł.

    > No właśnie! Węgry wyszły z tego obronną ręką i było to w tym okresie po prostu rozdmuchiwanie sprawy dotyczącej fali bezrobocia. To nieprawdziwy obraz, dopóki nie pokaże się jednocześnie, że pracodawcy wcale na tym nie ucierpieli.

    Aha. Firmy wyszły na zero, ludzie zwolnieni, ‘produkt’ droższy. Świetna zmiana. Niestety nigdzie nie widzę najważniejszej kwestii, jak kształtuje się moc nabywcza pieniądza po tych cudownych zmianach. Jak na razie jedyny konkret z artykułu mówi żeby tego nie robić; a ważnych argumentów brak.

    Plus pytanie, czy wpłynęło to na inflację później; ale tu akurat wątpię czy da się na nie odpowiedzieć

    E: nie no, ona jest kompletnie odklejona od rzeczywistości, w ogóle nie wiąże podnoszenia minimalnej z inflacją, patrząc na liczby ignoruje osoby na minimalnej i nie traktuje ich jako podwyżkę. W 2019 było 1,5mln osób na minimalnej; co tylko od nich daje nam 35% podwyżki na przekroju 16.1mln osób pracujących w 2019; czyli podwyżka co najmniej u 9.3% pracowników!

    Już nie wspominając, że firmy (i budżetówka) nie są skore do podnoszenia dalej wynagrodzeń osób które dorównały do minimalnej ‘od dołu’

    Jedna rzecz jest ciekawa, chociaż jest to metryka a nie cel; gdzie pani doktor porównuje stosunek krzywej płacowej vs produktywność.

    Niestety, zapomina że jest to zależne od wartości pieniądza. 1eur jest mniej warty niż tyle samo w złotówkach, ponieważ zwyczajnie przeciętny Polak po opłaceniu kosztu życia (w czym zawierają się ceny, te co wg p. Doktor w spirali nie są) ma zdecydowanie mniej gotówki niż niemiecki odpowiednik

    E2: na bazie szybkiego szukania w Google; “szacuje się, że obecnie [2022] około 1/5 osób pracuje na minimalnej”. Aha, czyli zmiany rządu **przyczyniły** się do powiększenia grona z najniższą krajową dwukrotnie.

  2. Podnoszenie minimalnej powoduje jedynie to że firmy podnoszą ceny, co napędza inflację, a biedny człowiek jak był biedny tak będzie.

    Traci na tym jedyni klasa średnia która zarabiała ponad minimalną, bo procentowo nie dostaną takiej samej podwyżki.

    Zwiększy się grono ludzi na nowej minimalnej – co pokazały badania – a jak pokazują wyniki to nowa minimalna będzie miała wartość nabywczą starej.

    Ot sprytny sposób by wszystkich zrównać w dół. Wszyscy bądźmy biedni. W ten sposób to ja zaczynam tęsknić za czasami gdzie minimalna może i była 1700 ale dolar był po 3zl, benzyna też w tych okolicach, a chleb kupowałem po 1.30. Totalnie nic się nie zmienia w jakości życia tracą na tym tylko pracownicy budżetówki którzy podwyżek nie dostają. (Nauczyciele)

  3. 30 lat od upadku komuny i jeleniom wciąż się wydaje, że z tego kraju coś będzie. xD
    Otóż nie będzie. Jak ktoś chce żyć na poziomie musi jechać. Trzeba jechać. Nie dajcie się obietnicom profesjonalnych kłamców, jakimi są politycy. Zabierając wam 2 złote łaskawie oddają złotówkę.

  4. Podnoszenie pensji minimalnej w dzisiejszych realiach mija się z celem, bo ceny rosną zbyt szybko i większość populacji robi wszystko aby tych kosztów nie ponosić i przerzuca je innych. Kluczem do sukcesu jest obniżania kosztów życia pracowników, którzy żyją z minimalnej, zwłaszcza tych z branż deficytowych, ponieważ w ten sposób utrzymuje się niską pensję minimalną co pozwala lepiej konkurować z krajami, które są lepiej rozwinięte.

    Oczywiście, obniżanie kosztów życia pracowników, którzy pracują za minimalną także wymaga pewnych nakładów finansowych, ale ma się znacznie większe możliwości kontrolowania inflacji.

Leave a Reply