
Zawsze ludzie mi powtarzają, że teraz strumieniowanie jest królem i że wszystko inne nie ma sensu w przypadku filmów. Ja jednak kupuję filmy na dyskach nawet w 2021. Być może jestem staroświecki, ale dla mnie ma to sens.
​
Prawda jest taka, że strumieniowanie na razie zapewnia dość słabą jakość obrazu w porównaniu do filmów na dyskach. Przykładowo, strumienie w jakości 1920x1080p na Netflixie oscylują w okolicach od 4 do 12 megabitów na sekundę, z reguły bliżej tej pierwszej liczby. To naprawdę niska jakość. Być może oglądając na telefonie czy małym laptopie to tego nie widać, ale na telewizorze się ta kompresja uwydatnia. Tymczasem dyski Blu-Ray mają bitrate mniej więcej 20-40 megabitów na sekundę. Dyski 4K mają średnio od 40 do 110, zazwyczaj około 70-80. Czyli widzimy, że kompresja jest o wiele niższa.
​
Ta kompresja na strumieniach uwydatnia się przede przy wszystkim scenach, gdzie jasna przestrzeń koegzystuje z ciemnymi obiektami. A więc załóżmy, że część sceny jest dobrze oświetlona, a część prawie kompletnie ciemna. Przy agresywnej kompresji strumieniowania bez problemu da się ujrzeć tonę macroblockingu i innych artefaktów, które w większości przypadków są nieobecne na wersji fizycznej. Strumień ma po prostu za mało danych, aby zilustrować przejście między ciemnym a jasnym obszarem na ekranie.
​
Oprócz tego strumieniowanie fatalnie sobie radzi z filmami nakręconymi na taśmie filmowej. Jak wiadomo, tego typu filmy mają efekt [ziarna filmowego](https://en.wikipedia.org/wiki/Film_grain), to jest aberracji obrazu wynikających z pochłaniania światła. Filmy strumieniowane po prostu fatalnie sobie radzą z ziarnem filmowym przez właśnie opisaną kompresję. Powoduje ona między innymi efekt zamrożonego ziarna filmowego.
​
Oczywiście teraz większość usług strumieniowych oferuje jakość 4K, ale to nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać. Przeciętny bitrate to, zależnie od usługi (Netflix, Amazon, Disney+ itp.) około 15-25 megabitów na sekundę, z tym, że używają one nowszego formatu kompresji HEVC (H.265) zamiast starszego AVC (H.264) obecnego na Blu-Rayach. Poza tym mają dostęp do Wysokiej Rozpiętości Tonalnej (HDR) i przestrzeni kolorów Rec.2020. W teorii więc powinny być lepsze, niż standardowe dyski Blu-Ray. Znajduję jednak, że jakość jest zazwyczaj porównywalna, za to dyski oferują bezstratną kompresję dźwięku, na przykład DolbyTrueHD, zamiast stratnej jak np. Dolby Digital Plus obecne na serwisach strumieniowych. Natomiast dyski 4K wyraźnie przewyższają strumienie pod względem kompresji i jakości. Przy strumieniach 4K też widać artefakty kompresji, choć trzeba baczniej się przyglądać, ale są one widoczne, podobnie jak colour banding itp.
​
Osobiście naprawdę nie rozumiem, czemu większość ludzi myśli, że dyski są staroświeckie i strumieniowanie to jedyne, co jest godne uwagi. Ja nie mam zbyt dużej wiedzy technologicznej, pewnie wiem mniej od większości z was, ale dla mnie wydaje się oczywiste, że na razie media optyczne są zdecydowanie przed strumieniowaniem. Strumienie 4K są w miarę dobrej jakości, ale nie na tyle, aby w pełni przekonać mnie do porzucenia mediów fizycznych. Tym bardziej, że dyski posiadam na stałe.
​
Czy uważacie, że media optyczne są przestarzałe współcześnie? Czemu?
25 comments
Mi się czasami zdarza, wiem też że sporo osób w mojej rodzinie ogląda bluraye dosyć regularnie zwłaszcza jeśli mają dzieciaki.
Ja… ale na twardych :3
Chwilę mi zajęło, zanim zorientowałem się, że przez dyski masz na myśli dyski optyczne, a nie twarde.
W tym roku pykło 10 lat odkąd pozbyłem się napędu optycznego ze stacjonarki, a htpc nigdy go nie posiadało, bo dużo szybciej, łatwiej i wygodniej było coś odpalić z twardego, niż męczyć się z płytkami.
Lubię co jakis czas obejrzec swojego *Człowieka w Ogniu* na BluRayu. Moja sie dziwi czego za każdym razem ryczę jesli tyle razy widzialem ten film. Kobiety nie mają uczuć. Jakby kiedykolwiek wzięła broń do ręki i przeprowadziła własną krucjatę (ot choćby w Max Payne 3) to by wiedziała jak to jest. A nie tylko Instagram, Fejsbuk, Instagram, Fejabuk.. 😉
OPie szacun, bo wiedzę masz. Aż miło się czytało.
W całym życiu filmów na płytach miałem mniej niż na VHSie 🙂 Za młodu po prostu piraciłem, bo nie miałem hajsu. Teraz dalej piracę, ale dla wygody. Najczęściej piracę seriale z HBO pomimo tego, że płacę im abonament od dawien dawna, ale po prostu nie mogę oglądać filmów przez przeglądarkę – każdy z playerów strumieniowych obsługuje się trochę inaczej.
Od kiedy odkryłem cudo jakim jest [mpv](https://mpv.io/), wszystko jest tak jak ja chcę, skróty klawiszowe i inne bajery też, mogę sobie gammę zmienić, kontrast i inne parametry obrazu. Nawet klipy z YouTuba oglądam w mpv (kiedyś z pomocą youtube-dl, teraz yt-dlp).
W filmach na płytach brakowało by mi obecnie jednej śmiesznej funkcji: losowości. Czasem mam tak, że chcę, żeby coś leciało w tle, tak po prostu, w małym okienku, a ja sobie pracuję. Wchodzę sobie do katalogu z serialami czy filmami i odpalam:
mpv –shuffle .
Myślę że po prostu zdecydowana większość z nas nie pasjonuje się jakością obrazu do tego stopnia żeby wydawać znaczące kwoty na dyski blu-ray. Mogę mówić o sobie – ja przeważnie oglądam jakieś filmy obyczajowe i bardziej mnie ciekawią dialogi czy fabuła niż jakość obrazu, jeżeli jakość jest znośna – i`m fine with that. Oczywiście – znakomitą jakość obrazu przyjmę, ale niekoniecznie mam potrzebę do tego dopłacać jakieś znaczące kwoty.
Mam wrażenie, że chodzi o wygodę. Porównanie Netflixa do Bray jest trochę nie na miejscu, bo przy Bray płacę raz za napęd i raz za film. Przy Netflixie płacę co miesiąc za dostęp do biblioteki filmów i seriali.
Tutaj oczywiście mamy analogię z wypożyczalniami, a te są mniej wygodne i bardziej kosztowne w utrzymaniu.
No i też większość ludzi nie potrzebuje ekstremalnej jakości. Dużo osób korzysta z Netlixa trochę jak z telewizora, a tylko okazyjnie siadają i stwierdzają, dziś będę się delektować [tu wystaw tytuł].
Lubię ten temat, więc będzie długo 🙂
Posiadam kilkanaście BD, głównie kupionych na promocjach albo za jakieś śmieszne ceny. W życiu nigdy nie kupiłem wydania sklepowego za pełną cenę bo ponad 100zł za jeden film to absurdalnie dużo. Ponadto kolekcjonuję płyty CD oraz kasety (w przyszłości chce kolekcjonować winyle, ale na razie brakuje mi miejsca na gramofon). Nigdy nie miałem konta na serwisach streamingowych, jednak korzystałem z konta mojego brata i… no to nie dla mnie. Połowa filmów które tam znalazłem mnie nie interesowała (seriale pomijam, bo oglądam je raz na ruski rok), nie da sie ustawić jakości oglądania (co za debil to wymyślił?) i jak internet jest mniej stabilny lub bardziej obciążony to jakość skacze z dobrej do średniej a czasami spada do słabej. Poza tym – przy ilości dzisiejszych mediów streamingowych żeby oglądać wszystkie fajne rzeczy, trzebaby bulić spory pieniądz co miesiąc. Trochę bez sensu.
Poza tym… jak za coś płacę to wolę to jednak posiadać. Co mi z opłacania co miesiąc streamingu skoro jakiś film wypadnie z danej usługi i już nigdy nie wróci? Jestem przeciwko obecnej kulturze wypożyczania i subskrypcji, bo tak właściwie to wywalasz co miesiąc hajs na coś czego nigdy nie będziesz miał. Jak zrezygnujesz z subskrypcji to wszystkie te pieniądze przepadają.
Odnośnie jakości – nie jestem jakimś wielkim kinomanem, filmy i tak zazwyczaj oglądam na monitorze komputerowym bo w mojej klitce nie bardzo jest miejsce na duży telewizor. Jednak oglądając na większych ekranach sam widzę że pod względem jakości BluRay ma się tak do Netflixa jak Mercedes klasy S do Skody Octavii. Miałem okazję oglądać “zwykłe” BD 1080p u kumpla na wielkim TV 55′ – upscalowane do 4K nadal wyglądało świetnie. Przy oglądaniu materiałów na Netflix widać było to o czym piszesz – najbardziej w oczy rzucał się color banding. Natomiast np. Amazon ma trochę lepszą jakość niż Netflix, co sami stwierdziliśmy. Tak czy inaczej – do orygnalnego BluRay w 4K z DTS-HD nie umywa się żaden serwis streamingowy.
Problem w tym, że przeciętny człowiek nawet tego nie zauważy. Ludzie przyzwyczaili się do wygody i bylejakości. I to nie tylko w dziedzinie wideo, ale też audio.
(będzie sporo prywaty)
Całe dzieciństwo i młodość słuchałem muzyki głównie z walkmanów kasetowych, później z discmana. Z biegiem czasu przesiadałem się na coraz lepsze modele aż wreszcie doszedłem do naprawdę wypasionych sprzętów – Dolby, kilkustopniowe podbicie basu, autorewers i to wszystko zamknięte w kompaktowej metalowej obudowie. Te sprzęty grały bardzo głośno i dynamicznie, z miękkim basem i ładnymi wysokimi tonami. Podobnie było z domowym audio – pamiętam jak sprawiłem sobie wieżę Panasonica – nie była to wysoka półka, ale grało nadzwyczaj dobrze jak za niewygórowaną cenę, którą zapłaciłem. Potem przesiadłem się na wysokie modele Technicsa czy Sony i poprawa jakości była bardzo dobrze słyszalna.
Między innymi dlatego do dzisiaj nie używam telefonu do odtwarzania muzyki bo jakość produkowana przez telefon jest dla mnie nie do zaakceptowania – praktycznie wszystkie modele które miałem grały płaskim basem i suchymi wysokimi tonami, krótko mówiąc – kiepsko. Do dzisiaj zostały mi dwa modele odtwarzaczy o których wspomniałem i przebijają one mój smartfon kilkukrotnie pod względem jakości i – przede wszystkim – dynamiki dźwięku oraz reprodukcji niskich tonów (oczywiście warunkiem jest dobrze nagrana taśma). Również mój stary discman gra spooro lepiej od mojego smartfona (czy w sumie od znakomitej większości smartfonów które miałem). O stacjonarnym audio nawet nie zaczynam, bo ten post byłby stanowczo za długi.
Oczywiście – te urządzenia to dzisiaj ciekawostka i 99,9% ludzi nie byłoby w stanie używać ich w dzisiejszych czasach. W porównaniu do smartfona ze Spotify są niewygodne, wielkie, żrą baterię lub prąd z gniazdka na potęgę i wymagają posiadania przestarzałych nośników z muzyką. Co nie zmienia faktu, że pod względem brzmienia i jakości wykonania są kilka poziomów wyżej nad dzisiejszym “konsumenckim” segmentem sprzętu.
Do czego zmierzam – większość ludzi dzisiaj jest przyzwyczajona do (byle)jakości jaką oferuje YouTube czy serwisy streamingowe. Te wszystkie zjawiska, które wymieniłeś są dla nich albo niezauważalne, albo uważają że tak ma być. Filmy oglądają na laptopie albo telefonie używając Netflixa lub innych tego typu serwisów, muzyki słuchają z tanich pchełek albo słuchawek dokanałowych na telefonie. Ludzie (tym bardziej w moim wieku) nie posiadają już dużego sprzętu grającego w domu, a jedynie głośnik Bluetooth który plumka sobie w tle. Szczytem jakości jest soundbar z subwooferem albo głośniki komputerowe 5.1. Jedynie w samochodzie trafiają się dobrej jakości wzmacniacze i głośniki, i to jedyne miejsce gdzie przeciętny śmiertelnik może posłuchać muzyki w dobrej jakości
Oglądanie filmów czy słuchanie muzyki w naprawdę dobrej jakości to zabawa dla entuzjastów. Nie jest to kwestia ceny – bo kupując używane rzeczy można mieć naprawde dobry sprzęt za podobną cenę co wypasione gadżety z elektromarketu. Ludzie po prostu nie mają odniesienia, nie znają różnicy. Tak jak pisałem – wygoda jest najważniejsza. Dzisiaj niektórym nawet karty sie nie chce wyjąć z portfela, dlatego wymyślili płatności telefonem. Odpowiadając na Twoje pytanie dla dzisiejszego człowieka nośniki optyczne są przestarzałe, bo są niewygodne. Dlatego świat wygląda tak, że niewielki odsetek entuzjastów preferuje wysoką jakość, a reszta świata używa tego co jest wygodniejsze. I to się raczej nie zmieni.
Nie o filmach ale odpowiadając na pytanie na końcu posta – nie uważam. jakbym miał kupić grę w box za 200 zł lub wersję cyfrowa za 40 zł wybiorę to drugie. Ale gdy za te same pieniądze mogę mieć box to biorę box – są rzeczy które lubię mieć ‘fizycznie’ na nośniku. Tak samo z muzyką z CD. trochę z kolekcjonerstwa/chomikowania, trochę dlatego że może kiedyś taki gog czy steam weźmie i zniknie jak MySpace. Nie wiadomo. I dlatego też odrzuca mnie gdy widzę box, w którym nie ma płyty tylko kod do wersji cyfrowej 😉
Kto w swoim życiu ogladal seriale na tych zalukaj tv czy innych tego typu serwisach ten ma w dupie 8kPierdyliardFPS
Ja dalej żyje torrentami. Korzystałem z Netflix, ale poza marną jakością, którą może jeszcze bym zcierpiał, to szalę goryczy przelał fakt, że jak sprawdziłem sobie, że przeciętny Amerykanin, czy Brytyjczyk płaci 4x mniej, a ma co najmniej 10x więcej dostępnej treści, to ja sram na taki interes.
Jasne, mam kolekcje bluray, jakość to jakość 👍
Poza tym kolekcja moja a nie ‘wypozyczona’ 😎
No, jak bym miał taki lepszy telewizor za 10 000 zł i nagłośnienie za kolejne 10 tysięcy to bym sobie kupował filmy na płytach.Ale nie mam i troszeczkę nie ma to sensu. To tak jak bym słuchał Flaców na telefonie, przez słuchawki bluetooth, przy ruchliwej ulicy. No mogę, ale po co? Różnicy między Flac a Spotify nie usłyszę.
Ludzie mają to gdzieś raczej dlatego, że dla wielu zbieranie DVD, a potem Blurayów (plus odtwarzacz bluray) to był luksus. Ja dopiero mam odtwarzacz od kupienia PS4, a filmów żadnych. Tak samo posiadanie TV 4k nie jest standardem i większość ludzi ma niższe wymagania.
A streaming wygrywa, bo jest po prostu wygodny.
Interstellar na BD w 4k = 100 zł czy tam ile. Interstellar w 1080p na Netflixie w cenie. Kurtyna opada.
Uwielbiam ten film na tyle, że pewnie bym go nawet kupił, ale to i tak dużo zachodu. Zaraz mi dzieci płytę zgarną, pudełko zniknie, itp. Raczej oglądam na zwykłym monitorze z PC, nawet PS5 mam podpięte do monitora u siebie w pokoju, bo w salonie gdzie jest TV żona zazwyczaj coś robi albo drzemie jak mam czas coś obejrzeć czy zagrać.
Władca pierścieni tylko na blu Ray
Wygoda jest dla mnie zdecydowanie ważniejsza.
To wszystko jest super i w ogóle przekonuje do kupowania BD… ale tylko przy filmach. Nie wyobrażam sobie serialu na milionie płyt i czekania w ogóle, kiedy to wyjdzie. Oglądam głównie seriale, więc płyty są totalnie nie dla mnie.
Ja oglądam. Od czasu do czasu kupuje filmy które lubię i wiem ze obejrzę więcej niż raz. Teraz czekam na Diune 4K. Z tej dokładnie przyczyny, która opisałeś. Przepustowość bd UHD jest nieporównywalna ze strumieniami.
Szczerze powiedziawszy nigdy nie lubiłem tego ile miejsca trzeba było poświęcać w domu na gromadzenie rozrywki. Stos pudełek, którysię tylko powiększa i zagraca przestrzeń.
Filmy, gry, książki i muzykę raczej traktuję jako rozrywkę którą używam i odkładam – nie jestem zainteresowany bonusową zawartością albumu, albo dodatkowymi scenami w filmie ( a i tak te można zobaczyć w internecie). Gry trzymam na steamie, Książki czytam na czytniku, muzykę słucham ze spotify, albo własnej kolekcji flac na dysku w kompie – tak samo z filmami. Cieszę się, że nie muszą już trzymać od tego wszystkiego pudełek.
PRoblemem tylko jest znalezienie źródeł dobrej jakości plików, jednak i tak nie mam odpowiednio dobrego sprzętu aby się tym nacieszyć (TV, głośniki, wzmacniacz), więc raczej jestem zadowolony.
Mimo tego i tak rozumiem tych którzy lubią kolekcjonować takie rzeczy, to po prostu nie moja bajka.
Nie chce mi się żonglować płytami, więc na codzień streaming wygrywa, ale parę płyt mam. Lubię to, że są moje i nie mam stresa że zabioro.
Ja odszedłem od fizycznych wydań filmów. Wkurza mnie to, że dzisiaj kupię film, za rok wyjdzie wersja reżyserska, za dwa lata w wyższej rozdzielczości, za trzy lata wersja ostateczna ultra plus z usuniętymi scenami, potem wersja 8k, a następnie 16k i tak bez końca. Wystarczy spojrzeć np. na Blade Runnera..
Dlatego streaming, albo wersja HDD, mimo swoich wad, jest dla mnie jedynym rozsądnym wyjściem. Nie płacę 10 razy za to samo, a zawsze mam pod ręką najbardziej aktualna wersję filmu (co brzmi absurdalnie, ale w takich czasach żyjemy).
Eee. Na strumieniowaniu mało dobrego jest (no może na Mubi), wstyd sie moze przyznac, ale torrenty…
Ja nie korzystam z blu rayów, bo zdecydowaną większość filmów oglądam raz… i nigdy do nich nie wracam. I myślę, że podobnie postępuje większość ludzi. Oglądanie filmów na takim, na przykład Netflixie, jest po prostu tanie i proste. Blu ray z filmem kosztuje jakieś 40-80 zł. 4K dwa razy tyle. Netflix 4K kosztuje 52 zł na miesiąc. 52 zł za oglądanie nielimitowanej ilości filmów przez miesiąc vs dwukrotność tej kwoty za JEDEN FILM. Nie wspomnę jeszcze o tym, że oglądanie filmów na blu ray wymaga wydania kilkuset złotych na czytnik.
Poza tym zakładasz, że większość osób zauważa te różnice, bo ogląda filmy w idealnych warunkach, a nie przy zapalonym świetle, prasując ubrania, stojąc trzy metry od 55 calowego TV, kiedy osoba obok odkurza mieszkanie.
Jako ze obecnie mieszkam w Niemczech, wiele filmow jest dubbingowanych i nie da sie ich obejzec po angielsku, dvd dalej stanowia najlepsza alternatywe.