Ptaszki wyfruwające z gniazda to jest nowy wynalazek. Wcześniej wracało się do rodzinnego miasta albo w ogóle z niego nie wyjeżdżało. Domy tzw. “trzypokoleniowe” to była norma, rodzice mojej żony taki zbudowali właśnie z takim planem – że jej dziadkowie, oni i my będziemy pod jednym dachem mieszkać. Taka była norma od wieków.
Nie twierdzę zupełnie że ceny nieruchomości w tej chwili nie są problemem, ale “powrót do rodziców” powinien być zawsze opcją. A nie powodem do wstydu.
Warto dodać, że to problem nie tylko dla młodych ludzi, którzy nie mogą się w pełni usamodzielnić, ale często tez dla rodziców, szczególnie jeśli mieszkanie jest niewielkie i po kilku latach wolności i prywatności znowu zwala im się na łeb taki 30-letni „pisklak”. Znam przypadki gdzie rodzice nawet się dorzucali do czynszu, żeby tylko dziecko się wyprowadziło na swoje.
też wróciłem, na jakieś kilka miesięcy. Było trudno bo człowiek już miał swoje przyzwyczajenia, ale jestem wdzięczny, że miałem taką możliwość. Znajoma też wróciła do rodziców też w bloku z dziećmi. Początkowo miała plany, praca, oszczędzanie i na swoje czym prędzej. Dobija już dwóch lat, oszczędności nie ma żadnych. W domu kiepsko, dużo nerwów bo za dużo osób na małej przestrzeni.
Rodzice dostali mieszkania socjalne i komunalne za ułamek wartości, ich dzieci już na takie coś nie mogą liczyć bo w ogóle się mieszkań socjalnych nie buduje.
Nigdy nie zrozumiem czemu mieszkanie z rodzicami jest teraz postrzegane jako coś złego. Jeżeli w domu/mieszkaniu jest wystarczająco dużo przestrzeni i wszyscy się jakoś dogadują to ma taki układ sporo plusów, szczególnie tych ekonomicznych.
Sam bym pewnie mieszkał ze swoimi rodzicami, gdyby byli normalni.
Spodziewam się że w ciągu kilku następnych dekad będzie jeszcze większa patola. Jak populacja zacznie jeszcze wyraźniej spadać, to zaczną lobbować że w sumie to najlepiej jakby ludzie w związkach mieszkali oddzielnie, bo jednak najważniejsza jest prywatność i czas dla siebie. I cyk, zapotrzebowanie na mieszkania w górę.
Fajnie, fajnie tak piszecie o tych wielopokoleniowych domach etc. ale dorosły człowiek nie mieszka u rodziców, a przynajmniej nie powinien za to rodzice powinni a w zasadzie mogą zamieszkać z dziećmi. Innymi słowy, kiedy jesteś 30+ to sytuacja powinna się odwrócić za rzecz dziecka. Czemu to się nie sprawdza? Bo młodzi ludzie nie potrafią wejść w dorosłość a starzy w starość i to tworzy konflikty pokoleniowe. Tak w wielkim skrócie to widzę.
Ciekawe jakie to studia były, czyżby jakaś prywatna WSGnG? 🤔
>Nie chciałam znów pracować jak kelnerka, a przepracowałam tak kilka lat w czasie studiów.
No tak absolwentom wyższej nie przystaje, lepiej iść na zasiłek xD
8 comments
Ptaszki wyfruwające z gniazda to jest nowy wynalazek. Wcześniej wracało się do rodzinnego miasta albo w ogóle z niego nie wyjeżdżało. Domy tzw. “trzypokoleniowe” to była norma, rodzice mojej żony taki zbudowali właśnie z takim planem – że jej dziadkowie, oni i my będziemy pod jednym dachem mieszkać. Taka była norma od wieków.
Nie twierdzę zupełnie że ceny nieruchomości w tej chwili nie są problemem, ale “powrót do rodziców” powinien być zawsze opcją. A nie powodem do wstydu.
Warto dodać, że to problem nie tylko dla młodych ludzi, którzy nie mogą się w pełni usamodzielnić, ale często tez dla rodziców, szczególnie jeśli mieszkanie jest niewielkie i po kilku latach wolności i prywatności znowu zwala im się na łeb taki 30-letni „pisklak”. Znam przypadki gdzie rodzice nawet się dorzucali do czynszu, żeby tylko dziecko się wyprowadziło na swoje.
też wróciłem, na jakieś kilka miesięcy. Było trudno bo człowiek już miał swoje przyzwyczajenia, ale jestem wdzięczny, że miałem taką możliwość. Znajoma też wróciła do rodziców też w bloku z dziećmi. Początkowo miała plany, praca, oszczędzanie i na swoje czym prędzej. Dobija już dwóch lat, oszczędności nie ma żadnych. W domu kiepsko, dużo nerwów bo za dużo osób na małej przestrzeni.
Rodzice dostali mieszkania socjalne i komunalne za ułamek wartości, ich dzieci już na takie coś nie mogą liczyć bo w ogóle się mieszkań socjalnych nie buduje.
Nigdy nie zrozumiem czemu mieszkanie z rodzicami jest teraz postrzegane jako coś złego. Jeżeli w domu/mieszkaniu jest wystarczająco dużo przestrzeni i wszyscy się jakoś dogadują to ma taki układ sporo plusów, szczególnie tych ekonomicznych.
Sam bym pewnie mieszkał ze swoimi rodzicami, gdyby byli normalni.
Spodziewam się że w ciągu kilku następnych dekad będzie jeszcze większa patola. Jak populacja zacznie jeszcze wyraźniej spadać, to zaczną lobbować że w sumie to najlepiej jakby ludzie w związkach mieszkali oddzielnie, bo jednak najważniejsza jest prywatność i czas dla siebie. I cyk, zapotrzebowanie na mieszkania w górę.
Fajnie, fajnie tak piszecie o tych wielopokoleniowych domach etc. ale dorosły człowiek nie mieszka u rodziców, a przynajmniej nie powinien za to rodzice powinni a w zasadzie mogą zamieszkać z dziećmi. Innymi słowy, kiedy jesteś 30+ to sytuacja powinna się odwrócić za rzecz dziecka. Czemu to się nie sprawdza? Bo młodzi ludzie nie potrafią wejść w dorosłość a starzy w starość i to tworzy konflikty pokoleniowe. Tak w wielkim skrócie to widzę.
Ciekawe jakie to studia były, czyżby jakaś prywatna WSGnG? 🤔
>Nie chciałam znów pracować jak kelnerka, a przepracowałam tak kilka lat w czasie studiów.
No tak absolwentom wyższej nie przystaje, lepiej iść na zasiłek xD