Chyba nowy w tej zabawie, my mamy miskę, na oko kilka kilogramów.
Na przyszły rok też muszę się lepiej zaopatrzyć, bo już było kilka grup, a ja nie mam co rozdawać. W poprzednim miejscu zamieszkania nigdy nie było przebierańców, więc nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
U mnie 2,5 kg cukierków rok temu poszło, w tym roku mam 3 kg, pewnie znów wszystko wyjdzie 😁
[deleted]
Przed chwila odwiedzil mnie osiedlowy fanklub mojego psa czyli zlepek dzieciakow w wieku 8-12 lat. Opowiedzieli zonie dwie historie z gantunku WTF.
1. Sasiadka przez domofon z kamerka powiedziala im ze w niedziele ksiadz powiedzial ze przebieranie sie to dzielo szatana i ma ich nagranie, ktore udostepni policji
2. Kolejna sasiadka pare domkow dalej wyskoczyla do nich z mlotkiem do bicia schabowych. Kolorytu sytuacji dodaje to ze ona na codzien ledwo sie porusza o kulach a tu wyrwala jak wsiekly pies na biednych mlokosow
Wyjatkowa katonagonka w tym roku na halloween, a jak katole sie wkurwiaja o bzdury to az sie czlowiekowi robi cieplo na sercu, piekne swieto.
co to za oreo?
Wow, jestem zaskoczony że w ogóle ktoś się w to bawi w Polsce O_o mieszkam w dużym mieście i w życiu nie widziałem nikogo przebranego na Halloween, a tym bardziej żeby ktoś do mnie pukał.
Kupiłem tak z 300-400g różnych cukierków w poprzednim tygodniu. Pomijając fakt że 2/3 śliwek z czekoladzie zjadłem sam to po przybyciu pierwszej 4ki (która co prawda z podstawionej im miski brała garściami) zostało dość na 3-4 oszczędne osoby.
Także ten. Dobrze że biedronka jest blisko.
Nie mam dzwonka, polecam.
Nie daję słodyczy w Halloween. Powody są prozaiczne, po pierwsze sami je zeżremy razem z moją dziewczyną 🙂
Po drugie, dzwonek nie działa.
Dzieciaki niech sobie kupią, Nam nikt nie dawał za darmo. Hurrdurr 🙂
Gdybym był bardziej złośliwy to kupiłbym lukrecjowe żelki 😀
Kupiłem 3kg cukierków, że mialem chwile temu jeszcze robotę to rozdawała narzeczona. Okazuje się, że na 8 dzieciakow (laczenie dwie ekipy) poszła większość bo sypala im garściami. Zostało ok. 10 cukierków 😀 Właśnie śmigam do biedry dokupić…
Widziałam dziś na osiedlu wiele poprzebieranych dzieciaków (tbh, pierwszy raz w ogóle widzę, żeby się w to bawiły), ale do nas nie zaszedł nikt. Może to i lepiej, bo jedyne słodycze w naszym domu to niezbyt świeże krówki.
Do nas zaszła jedna ekipa. Nie spodziewałem się, bo to osiedle zamknięte. Na szczęście zostały mi czekolady z krwiodawstwa:) ale na ulicach Torunia widzę masę poprzebieranych dzieciaków. Mam nadzieję że rydzyk się udlawi na ten widok:D
Do mnie nikt nie przyszedł :(. Ale była jakaś awantura na klatce, może dlatego.
^(I co ja teraz zrobię z lizakami? eech.)
U mnie na mieście nikt nie chodził
U mnie w tym roku jakieś 9 ekip i to rekord – ale pomógł fakt, że na dole, w przedsionku, przyczepiliśmy kartkę w kształcie dyni z informacją, że te mieszkania są przygotowane na Halloween (z naszym numerem jako pierwszym) i doczepionym ołówkiem jeśli ktoś chciał się dopisać. Wyszło super, sporo dzieciaków miało kreatywne stroje, wszystkim było miło, ja jestem stuprocentowo na tak.
Czy to musza byc slodycze? Nie wiem jak ta “tradycja” dziala, moze lepiej jakies owoce im dac albo chociaz kefir.
U mnie niestety nikogo nie było, z ciężkim sercem będę musiała sama ojebać te cuksy
Starczyło? 😉 Wrocław here. Moje osiedle w pełni przygotowane, udostępniona mapka google z adresami gdzie można było się udać po cukierki 😉 Tym sposobem Ci co nie świętowali / nie mogli / nie chcieli mieli względny spokój, a Ci którzy świętowali było pooznaczani na mapie 😉 generalnie – polecam to podejście 🙂
Kurde, mieszkam od dwóch lat w domu prywatnym, mała wieś, może nawet przedmieścia. W okolicy dość dużo dzieciaków, nawet mają zabawę halloweenową, ale po domach nikt nie chodzi 🙁 Za to w tamtym roku tylko my mieliśmy straszny lampion z dyni, a w tym już paru sąsiadów więcej.
Do mnie nikt nie przyszedł a też kupiłam 🙁
U mnie nikogo nie było
Ja mam worek całkiem duży a nikt się nie zjawił w tym roku. No cóż, więcej dla mnie.
U mnie zdaje się panuje zasada, że dzieci pukają tylko tam gdzie drzwi są udekorowane. Sąsiedzi, którzy mają dzieci coś tam udekorowali i rozdawali cukierki. Ja nie lubię małpowania zwyczajów z innych kultur tylko dlatego, że są w TV więc nie dekorowałem i miałem spokój. I to jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie.
Jedyny raz jak ktoś u mnie był to znajome podwo4kowe żule które skądś skombinowany torbę hallowenowa i postanowiły mnie odwiedzić. Dostali pp browarku ale i tak regularnie ich opłacam więc w sumie nic ekstra.
Moja kochana teściowa rozdawała orzechy i jabłka xD
26 comments
Chyba nowy w tej zabawie, my mamy miskę, na oko kilka kilogramów.
Na przyszły rok też muszę się lepiej zaopatrzyć, bo już było kilka grup, a ja nie mam co rozdawać. W poprzednim miejscu zamieszkania nigdy nie było przebierańców, więc nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
U mnie 2,5 kg cukierków rok temu poszło, w tym roku mam 3 kg, pewnie znów wszystko wyjdzie 😁
[deleted]
Przed chwila odwiedzil mnie osiedlowy fanklub mojego psa czyli zlepek dzieciakow w wieku 8-12 lat. Opowiedzieli zonie dwie historie z gantunku WTF.
1. Sasiadka przez domofon z kamerka powiedziala im ze w niedziele ksiadz powiedzial ze przebieranie sie to dzielo szatana i ma ich nagranie, ktore udostepni policji
2. Kolejna sasiadka pare domkow dalej wyskoczyla do nich z mlotkiem do bicia schabowych. Kolorytu sytuacji dodaje to ze ona na codzien ledwo sie porusza o kulach a tu wyrwala jak wsiekly pies na biednych mlokosow
Wyjatkowa katonagonka w tym roku na halloween, a jak katole sie wkurwiaja o bzdury to az sie czlowiekowi robi cieplo na sercu, piekne swieto.
co to za oreo?
Wow, jestem zaskoczony że w ogóle ktoś się w to bawi w Polsce O_o mieszkam w dużym mieście i w życiu nie widziałem nikogo przebranego na Halloween, a tym bardziej żeby ktoś do mnie pukał.
Kupiłem tak z 300-400g różnych cukierków w poprzednim tygodniu. Pomijając fakt że 2/3 śliwek z czekoladzie zjadłem sam to po przybyciu pierwszej 4ki (która co prawda z podstawionej im miski brała garściami) zostało dość na 3-4 oszczędne osoby.
Także ten. Dobrze że biedronka jest blisko.
Nie mam dzwonka, polecam.
Nie daję słodyczy w Halloween. Powody są prozaiczne, po pierwsze sami je zeżremy razem z moją dziewczyną 🙂
Po drugie, dzwonek nie działa.
Dzieciaki niech sobie kupią, Nam nikt nie dawał za darmo. Hurrdurr 🙂
Gdybym był bardziej złośliwy to kupiłbym lukrecjowe żelki 😀
Kupiłem 3kg cukierków, że mialem chwile temu jeszcze robotę to rozdawała narzeczona. Okazuje się, że na 8 dzieciakow (laczenie dwie ekipy) poszła większość bo sypala im garściami. Zostało ok. 10 cukierków 😀 Właśnie śmigam do biedry dokupić…
Widziałam dziś na osiedlu wiele poprzebieranych dzieciaków (tbh, pierwszy raz w ogóle widzę, żeby się w to bawiły), ale do nas nie zaszedł nikt. Może to i lepiej, bo jedyne słodycze w naszym domu to niezbyt świeże krówki.
Do nas zaszła jedna ekipa. Nie spodziewałem się, bo to osiedle zamknięte. Na szczęście zostały mi czekolady z krwiodawstwa:) ale na ulicach Torunia widzę masę poprzebieranych dzieciaków. Mam nadzieję że rydzyk się udlawi na ten widok:D
Do mnie nikt nie przyszedł :(. Ale była jakaś awantura na klatce, może dlatego.
^(I co ja teraz zrobię z lizakami? eech.)
U mnie na mieście nikt nie chodził
U mnie w tym roku jakieś 9 ekip i to rekord – ale pomógł fakt, że na dole, w przedsionku, przyczepiliśmy kartkę w kształcie dyni z informacją, że te mieszkania są przygotowane na Halloween (z naszym numerem jako pierwszym) i doczepionym ołówkiem jeśli ktoś chciał się dopisać. Wyszło super, sporo dzieciaków miało kreatywne stroje, wszystkim było miło, ja jestem stuprocentowo na tak.
Czy to musza byc slodycze? Nie wiem jak ta “tradycja” dziala, moze lepiej jakies owoce im dac albo chociaz kefir.
U mnie niestety nikogo nie było, z ciężkim sercem będę musiała sama ojebać te cuksy
Starczyło? 😉 Wrocław here. Moje osiedle w pełni przygotowane, udostępniona mapka google z adresami gdzie można było się udać po cukierki 😉 Tym sposobem Ci co nie świętowali / nie mogli / nie chcieli mieli względny spokój, a Ci którzy świętowali było pooznaczani na mapie 😉 generalnie – polecam to podejście 🙂
Kurde, mieszkam od dwóch lat w domu prywatnym, mała wieś, może nawet przedmieścia. W okolicy dość dużo dzieciaków, nawet mają zabawę halloweenową, ale po domach nikt nie chodzi 🙁 Za to w tamtym roku tylko my mieliśmy straszny lampion z dyni, a w tym już paru sąsiadów więcej.
Do mnie nikt nie przyszedł a też kupiłam 🙁
U mnie nikogo nie było
Ja mam worek całkiem duży a nikt się nie zjawił w tym roku. No cóż, więcej dla mnie.
U mnie zdaje się panuje zasada, że dzieci pukają tylko tam gdzie drzwi są udekorowane. Sąsiedzi, którzy mają dzieci coś tam udekorowali i rozdawali cukierki. Ja nie lubię małpowania zwyczajów z innych kultur tylko dlatego, że są w TV więc nie dekorowałem i miałem spokój. I to jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie.
Jedyny raz jak ktoś u mnie był to znajome podwo4kowe żule które skądś skombinowany torbę hallowenowa i postanowiły mnie odwiedzić. Dostali pp browarku ale i tak regularnie ich opłacam więc w sumie nic ekstra.
Moja kochana teściowa rozdawała orzechy i jabłka xD